Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez tet 21 wrz 2009, 21:57
ojj giulia właśnie takiego psychiatry się obawiam! Jako neurotycy wiemy sporo na temat objawów choroby, to takie żenujące gdy lekarz zachowuje się w ignorancki sposób .. i zniechęcające :(
Avatar użytkownika
tet
Offline
Posty
683
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 11:56

Re: Co robic?

Avatar użytkownika
przez Viridian 21 wrz 2009, 23:13
To, czy komuś pomogą leki czy psychoterapia, czy ich połączenie jest jak typowanie numerów w lotka; można zgadywać, ale przewidzieć trudno. ;) Ale próbować trzeba, bo nieleczona nerwica lękowa może się nasilać. Jeżeli nie chcesz brać leków, to zacznij od terapii.

W Anglii jest dużo Polaków, więc na pewno znajdą się też polscy psychoterapeuci.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
184
Dołączył(a)
12 lip 2007, 18:46
Lokalizacja
miasto nad rzeką

BEZNADZIEJA

przez sylvie004 22 wrz 2009, 10:51
CZEMU WCIĄŻ CZUJĘ SIĘ NIEPOTRZEBNA, MAM DWÓJKĘ DZIECI CUDOWNYCH DZIECI KTÓRE ZA MOJE BŁĘDY MUSZĄ TERAZ PŁACIĆ... SYN MA 6 LAT I JAK TAK PATRZE TO ŻADNEGO DZIECIŃSTWA... KIEDY BYŁAM Z NIM W CIĄŻY MÓWIŁAM SOBIE ZE NIGDY NIE BBEDZIE MIAŁ TAK JAK JA A JEDNAK MA CHYBA GORZEJ, WCIĄŻ DRECZA MNIE WYRZUTY SUMIENIA ZE JEST ŚWIADKIEM MOICH KŁUTNI Z MĘŻEM. STARAM SIE POWSTRZYMYWAC ALE CZASAMI NIE POTRAFIE, BO CIĘŻKO POWSTRZYMAC SIE PRZED KOMENTARZEM KIEDY SIE SŁYSZY ZE NIE ZAŁUJE ZE URODZIŁAM DZIECI CHOC WCALE TAK NIE JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ODDAŁABYM ZYCIE ZA MOJE DZIECI BO TYLKO ONE TRZYMAJA MNIE JESZCZE PRZY ZYCIU ALE NIE ROMUNIEM DLACZEGO MÓJ MĄ Z MÓWI TAKIE RZECZY PRZY STARSZYM SYNU.... NIENAWIDZE GO CZASAMI... I DLATEGO MAM DOŚĆ... POMÓŻCIE MI JAK MA Z NIM POSTĘPOWAĆ
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
22 wrz 2009, 10:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: BEZNADZIEJA

Avatar użytkownika
przez linka 22 wrz 2009, 11:39
Iść do psychologa?
Udać się do poradni małżeńskiej?

Ps. Nie używaj wielkich liter, to niegrzeczne.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: BEZNADZIEJA

przez ewaryst7 22 wrz 2009, 14:17
Dla mnie możesz pisać wielkimi literami:)Potrzebujesz terapii , u psychologa.A Twój mąż , powinien czymś ciężkim w głowę dostać , że mowi tak przy dzieciach.To okrutne , głupie , i niepotrzebne.Napisz coś więcej o sobie.Dlaczego trafiłas na nasze forum? Czy masz problemy z nerwicą?
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: BEZNADZIEJA

przez sylvie004 22 wrz 2009, 14:52
mam chyba w ogóle problem ze soba... chodziłam do psychologa ale niestety psycholodzy w NFZ nie sa skorzy do pomocy. psychiatrzy trują nas lekami ja obecnie nie mogę ich brac... chodziłam tez na terapie ale terapeutka mnie "olała" nie oddzwoniła do mnie do mnie od czerwca wiec dałam sobie spokój. trafiłam tu przez przypadek tak naprawde ... byc moze to ze popisze z kims pomoże choc troche... niestety prywatne wizyty to masakra dla kieszeni
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
22 wrz 2009, 10:12

Re: BEZNADZIEJA

przez agaska 22 wrz 2009, 15:38
Poszukaj dobrego psychooga. Ja mam swietna i to wlasnie na kase chorych. Jestem po 2 sesjach dopiero, ale czuje OGROMNA poprawe! :D
Psychiatre tez mam ok i tez na kase.
Be the change you want to see in the world
Offline
Posty
680
Dołączył(a)
08 cze 2009, 20:33

Pomocy, niszczę sobie życie...

przez marcjanna 22 wrz 2009, 20:25
Kochani, pisałam już w kilku innych tematach, ale zaczynam w pełni wariować. Już 4 lekarzy na pierwszej wizycie bez dłuższej rozmowy stwierdziło u mnie zaburzenia nerwowe. Miałam robioną morfologię, ob, ekg, ths i badanie neurologiczne - brak objawów wskazującyh na SM. Pani neurlog po usłyszeniu moich objawów sama z siebie zapytała się, czy mam problemy z nerwami (nie chciałam jej do siebie uprzedzać więc o tym nic nie mówiłam). W czwartek odbieram wyniki boreliozy. Nikt nie chce dawać mi skierowań... Każdy mówi - nerwica. Dla mnie to jednak wiele za mało, chciałabym więcej badań, żyję w strachu i przekonaniu, że coś mi dolega. Nie potrafię na niczym się skupić. Codziennie mam słabe mięśnie, ściskanie w szyi, uciski w głowie, zawroty. Nie wiem, czy to nerwica czy jakaś straszna choroba, której bardzo się boję. Czy Wy też mieliście tak natrętne myśli o śmierci/chorobie? Ja nie potrafię już myśleć o niczym innym, niszczę życie swoje, bliskich, ukochanego chłopaka. Ostatnio robił mi zdjęcie, a ja sobie pomyślałam "Jak umrę, to będzie miał pamiątkę". Ehhhh.
Wystarczy, że przeczytam o jakichś objawach w Internecie, już mam to samo. Czytałam o SM, zaczęły boleć mnie oczy, boleć stawy. Czytałam o miastenii - pilnuję, czy mówię wyraźnie i nie plącze mi się język. Kiedyś wciaż kołatało mi serce i obsesyjnie badałam sobie puls. Nie chcę już tak, chcę z tego wyjść, a Pani Psycholog mówi mi: myśl o PRAGNIENIACH. Ale jakich, jakich pragnieniach, kiedy ja wciąż myślę, że nade mną stoi śmierć?
Może iść do okulisty, zbadać dno oka? Może usg szyi, skoro mnie uciska? Remautolog? Brak mi pieniędzy. :( Czy to NERWICA?
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
15 wrz 2009, 01:14

Re: Pomocy, niszczę sobie życie...

Avatar użytkownika
przez linka 22 wrz 2009, 20:30
marcjanna, każdy z nas w początkowej fazie doszukiwał się masy chorób i był święcie przekonany, że to napewno nie nerwica tylko jakaś potworna śmiertelna przypadłość typu rak, SM albo inne takie.
Skoro badania masz dobre....to pewnie fizycznie nic ci nie jest, to co opisujesz wygląda na klasyczną nerwicę.....więc radziłabym szybciutko wybrać się do psychiatry i psychologa po diagnozę. Tutaj nikt ci jej nie wystawi.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Pomocy, niszczę sobie życie...

przez marcjanna 22 wrz 2009, 20:32
linka656 - no właśnie u psychiatry/psychologa byłam. Diagnoza: silna nerwica. Biorę Xanax 1mg co wieczór. Wzięłam jakieś 40 minut temu i lęk powoli uchodzi. Mimo to wciąż bolą stawy, mięśnie, jestem osłabiona, przybita... Może to depresja? Ale psychiatra, psycholog - o objawach słuchać nie chcą... Mówią, że mówiąc o nich skupiam uwagę na sobie.
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
15 wrz 2009, 01:14

Re: Pomocy, niszczę sobie życie...

Avatar użytkownika
przez linka 22 wrz 2009, 20:38
marcjanna, to radzę szybko zmienić i jednego i drugiego lekarza. Psychiatra powinien oprócz xanaxu przepisać jakiś lek na stałę - antydepresant. Przede wszytskim powinnaś mieć możliwość mówienia o objawach - przecież inaczej nie da się opowiedzieć co cię trapi.
Psycholog powinien skierowac na terapię a tam dochodzić przyczyn takiego stanu....a nie kazać myśleć o pragnieniach....
Moja rada : szukaj dobrego lekarza.
Poszukaj tu: oferty-f7.html swojego miasta , moze ktoś podpowie gdzie znaleźć dobrego lekarza.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Pomocy, niszczę sobie życie...

Avatar użytkownika
przez Viridian 22 wrz 2009, 20:44
+1
Dobry psychiatra czy psycholog to taki, z którym możesz porozmawiać (niekoniecznie zawsze na tematy przyjemne), a nie zbywający pacjenta receptą. :!:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
184
Dołączył(a)
12 lip 2007, 18:46
Lokalizacja
miasto nad rzeką

Re: Pomocy, niszczę sobie życie...

przez marcjanna 22 wrz 2009, 20:47
Chciałabym sobie z tą depresją jakoś sama poradzić, bo wiem, żę antydepresanty dają efekty uboczne... I to spore.
Po dwudniowej dawce zaledwie (!) Coaxilu miałam w nocy PANICZNE LĘKI, drgawki, straszne rzeczy,
Pani Psycholog uważa, że przyczyna tkwi w konflikcie moich prganień - robię zdjęcia od kilku lat i kocham to, ale z przyczyn zarobkowych jestem zmuszona wybrać Ekonomię/Uam, które mnie zupełnie nie interesują.
Wiem, że mam nerwicę, ale nie mogę uwierzyć, że dawałaby szereg tak rozległych objawów...
Oprócz standardowych - nerwobóle, zawroty, ścisk żołądka - dochodzą takie dziwne, ciśnienie w uszach, ścisk jakby gałek ocznych (?), zmęczenie, apatia, bóle stawów/mięśni/kręgosłupa/nogi z waty... Pani neurolog uważa, że to też z powodu nerwicy i skierowania na rezonans dać mi nie chciała, bo mówi, że nie ma cienia wątpliwości, że SM nie mam, a badanie to na mój młody organizm może źle zadziałać (ponoć może być szkodliwe). Zakazała robienia prywatnie, a jeśli objawy nadal będą występować, mam się zgłosić za 2 tygodnie na chwilę; bo wie, że będzie mnie to męczyć i dla mojego uspokojenia jeszcze raz mnie zbada. A ja już widzę w tym drugie dno - myślenie "Aha, czyli coś jest nie tak...".
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
15 wrz 2009, 01:14

Re: Pomocy, niszczę sobie życie...

Avatar użytkownika
przez linka 22 wrz 2009, 20:51
marcjanna, leki dają efekty uboczne, ale trzeba poczekać na efekty ich działania , czasem nawet ponad miesiąc - jedne nie pasują dobiera się inne, nie można się zrażać. Z depresji nie wyjdzie się samemu - ale nie koniecznie trzeba brać leki (one ułatwiają sprawę) - potrzebna jest przede wszystkim porządna terapia.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 47 gości

Przeskocz do