Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Nie potrafię mówić o uczuciach-nie potrafię ich nazwać ....

przez basiac1 07 lis 2008, 22:26
jesteśmy krótko ze sobą,ale gdy miałam doła nie pozwolił mi odejść,ale kazał wypłakać .mogę na niego liczyć .Nie wiem,czy kocham go-to nie jest taka euforia zakochania jakbym chciała,ale czuję się bezpiecznie-to fakt. Jak go nie ma to myślę,że może wogóle go nie ma i szukam dziury w całym,denerwuję się,że nie może być ze mną na codzień jak mąż z żoną. Gdy jest ,to to mi wystarczy ,sama obecność. Myślę,że masz rację/cynosia27/,że boję się ,bo nie jestem pewna jego uczuć.Bardzo podoba mi się ,gdy on bawi się z moją córką,albo pomaga jej w lekcjach-ładnie to wygląda.Wiem,że będę miała z nim dobrze,bo jest zaradny,ale czy to nie przysłania mi uczuć? czym jest kochanie?czym jest miłość?

---- EDIT ----

jesteśmy krótko ze sobą,ale gdy miałam doła nie pozwolił mi odejść,ale kazał wypłakać .mogę na niego liczyć .Nie wiem,czy kocham go-to nie jest taka euforia zakochania jakbym chciała,ale czuję się bezpiecznie-to fakt. Jak go nie ma to myślę,że może wogóle go nie ma i szukam dziury w całym,denerwuję się,że nie może być ze mną na codzień jak mąż z żoną. Gdy jest ,to to mi wystarczy ,sama obecność. Myślę,że masz rację/cynosia27/,że boję się ,bo nie jestem pewna jego uczuć.Bardzo podoba mi się ,gdy on bawi się z moją córką,albo pomaga jej w lekcjach-ładnie to wygląda.Wiem,że będę miała z nim dobrze,bo jest zaradny,ale czy to nie przysłania mi uczuć? czym jest kochanie?czym jest miłość?
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
26 paź 2008, 10:48

Re: mam nerwicę

przez lusesita 07 lis 2008, 22:42
To nie za wielkie pocieszenie , że "ta walka nie ma końca" ja tak bardzo chcę żyć normalnie a niemogę mam malą córeczkę i wyrzuty sumienia że ją krzywdzę

---- EDIT ----

lusesita napisał(a):To nie za wielkie pocieszenie , że "ta walka nie ma końca" ja tak bardzo chcę żyć normalnie a niemogę mam malą córeczkę i wyrzuty sumienia że ją krzywdzę
lusesita napisał(a):To nie za wielkie pocieszenie , że "ta walka nie ma końca" ja tak bardzo chcę żyć normalnie a niemogę mam malą córeczkę i wyrzuty sumienia że ją krzywdzę
a może znacie jakies skuteczne leki ja mam całkiem dobry SERONIL i bardzo mocny RUDOTEL ale moze cos innego mi pomoże lepiej
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
06 lis 2008, 23:53

Re: mam nerwicę

Avatar użytkownika
przez jaaa 07 lis 2008, 23:14
tu wszyscy piszą o swoich dolegliwościach i walce , która nie ma końca


no jak ,przeciez sa watki " wyzdrowailem" '; "zdrowieje"wiec nie wszyscy wciąż walcza i walcza;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: mam nerwicę

przez lusesita 07 lis 2008, 23:21
a z kąd to dziadostwo się bierze ?ja po ataku jestemtak zmęczona ,że nie mam na nic siły ale wole te zmęczenie po ataku niż samo panike.dobrze że wiem co mi jest bo 6 m temu to wylądowałam w nocy w szpitalu robili mi wszystkie badania i nic tylko szybkie bicie serca i leki na rozszerzenie oskrzeli a na drugi dzień to samo i dali mi relanium i jak reką odjoł a potem leki terapia itd nawet było juz ok ale zostawiłaM TERAPIE I WRÓCILO WSZYSTKO tylko w mniejszym stopniu bo mam świadomośc i wiedze no i leki
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
06 lis 2008, 23:53

Re: dziwne uczucia, Historia znerwicowanej młodej kobiety

przez Alexandra 08 lis 2008, 08:05
Ja czasami jak np jestem w miescie badz w centrum handlowym, czuje taki nagly niepokoj i mysl "A co jesli okaze sie, ze mam raka?". To sprawia, ze musze szybko pojsc do najblizszej toalety , zamknac sie i to mnie na chwile uspokaja. jestem jakby spokojnieszja, moge isc dalej... i np jak ciesze sie , ze sobie cos ladnego kupilam, to przychodzi niepokoj, ze zaraz dowiem sie o chorobie.. dziwne, nie rozumiem skad to sie bierze
Ola. Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie.
Offline
Posty
571
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Re: dziwne uczucia, Historia znerwicowanej młodej kobiety

przez aldara.35 08 lis 2008, 11:54
Alexandra to tak jakbys uwazala ze nic dobrego Ci sie nie nalezy.Jesli sobie sprawisz przyjemnosc(np.zakupami)to zaraz bedziesz musiala za to ,,zaplacic,,choroba.
To tak jakbysmy uznawali siebie za ludzi niegodnych dobrego zycia,ze ono nam sie nie nalezy.Czas z tym skonczyc i brac to co najlepsze nie mysląc o cenie.Moze tak sie uda....
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
10 sie 2006, 17:00
Lokalizacja
malopolska

Re: mam nerwicę

przez cixi81 09 lis 2008, 20:40
trzeba prcowac nad sobą i sie nie użalać, bo nikt nie pomoze jak my sobie sami nie pomozemy :D

---- EDIT ----

po ataku jest tak fajnie, ja padałam ze zmeczenia na wieczór :mrgreen: spalam jak zabita :mrgreen:
Offline
Posty
125
Dołączył(a)
21 mar 2008, 14:22

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Magdalenka81 10 lis 2008, 23:54
Ja wlasnie wrocilam z wakacji(Hiszpania)w ostatnia noc przed wyjazdem dostalam takiego bolu brzucha ze myslalam ze niewytrzymam,zbieralo mi sie na wymioty i mialam zawroty glowy.I to wszystko przez to ze wracalam do domu?Dalam rade ale bylo ciezko.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
170
Dołączył(a)
09 kwi 2008, 15:40
Lokalizacja
Colchester

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Agressia 11 lis 2008, 20:09
Musze się z kimś tym podzielić bo nie wytrzymuje. Od jakiegoś miesiąca może nawet więcej codziennie odczuwam lęk. A raczej lęk przed lękiem. Boje się okropnie śmierci, od kąd pamiętam. Jak byłam mała i nachodziło mnie to potworne uczucie, to uświadomienie sobie, że MNIE NIE BĘDZIE, niemożność wyobrażenia sobie tego, poczucie uwięzienia w klatce, ta pewność, ze TO kiedyś nadejdzie...biegłam do mamy z krzykiem "mamo, ja umrę!", uspakajała mnie. Przechodziło i wracałam do zabaw. Potem gdy czułam, ze to nadchodzi włączałam telewizor, odchodziło. Napady miewałam wieczorami, gdy było ciemno i cicho...z tym mi się chyba śmierć kojarzy. Im byłam starsza bym rzadziej, 2 razy do roku takie poważne. Raz aż mi wszystko z ręki wyleciało w łazience...Teraz jest gorzej...nie wiem czy to wynik jesieni, braku słońca, ale lęk odczuwam ciągle. Boje się myśleć o śmierci, w wyniku czego ciągle mi ona towarzyszy. Zabiera mi całą przyjemność z dnia codziennego. Gdy próbuje zająć się muzyką, telewizorem, kimś, nadchodzi mnie uczucie, ze uciekam w błahe rzeczy...Boje się zatrzymać wzrok na czymś dłużej, bo nadchodzą te starsze myśli, boje się czasem nawet w lustro spojrzeć by za bardzo nie uświadomić sobie swojego istnienia a później śmierci.

Próbuje z tym walczyć, uczucie bezpieczeństwa nadchodzi, ale trwa chwile...na zmianę czuje lęk i spokój...Ostatnio częściej niż się wzruszam i czuje się mało odporna psychicznie.
Próbowałam sobie to tłumaczyć na miliardy sposobów : wina pogody, niezadowolenie z mojego obecnego życia, poczucie zmarnowania, za duże wymagania, za mało znajomych, za mało zajęć...brak umiejętności cieszenia się chwilą wynikający pewnych przeżyć w dzieciństwie.
Nie wiem już sama, wiem jedno, boje się. Chciałabym po prostu czuć się dobrze sama z sobą...sama w swoim pokoju, teraz z tym mam największy kłopot. Nie bać się myśli i tego co nadejdzie.
"Tylko umysł czyni człowieka prawdziwie szczęsliwym"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
20 gru 2006, 17:44
Lokalizacja
Olkusz

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Victorek 11 lis 2008, 21:33
Tylko zdrowy umysł :smile: Agressia powiem tyle nie jesteś sama, wiem że to może wcale nie sprawi tego iż bedziesz się dobrze czuła ale może chociaż raźniej ;) Lęk to najgorsza męka jaka i mnie męczy, ten strach wszędobylski który jest w każdej minucie i choćby na chwilę nie mam zajęcia bardzo impresywnego to już jest w mojej głowie, już atakuje. Ja akurat boję się schizy, tego że przestanę całkiem wiedzieć kim jestem i gdzie i kim są moi bliscy, czasem mam wrażenie że yo już się stało. Śmierci boję się panicznie tylko gdy mam silne ataki lęku i objawy somatyczne. Ale jako dziecko pamiętam że bardzo się bałem tego że coś mi się stanie i umrę, bałem się wojny jakiejś katastrofy i wyobrażanie sobie tego budziło mnie okropny lęk, myślenie o tym jak to jest że mnie nie będzie? co się ze mną stanie? jak to jest czuć że się ni żyje i szły za tym okropne objawy somatyczne i to jeszcze jak byłem dzieckiem. Później to przeszło były inne rzeczy i tak zawsze coś a teraz jeszcze co innego. Żałuję że nie mogę ci powiedzieć jak to zrobić by się nie bać i nie cierpieć, może myśl sobie czasem :smile: że tam gdzieś jest taki wiktor taka np ania, michał marcin którzy umierają z takego samego strachu i przerażenia pozdrawiam
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Agressia 11 lis 2008, 22:38
Kiedyś pomagało mi, jak wyobrażałam sobie, że taka Julia Roberts czy Cameron Diaz tez umrze ;]

Kiedyś myślałam nad medytacją...http://www.astraldynamics.pl/upload/Vipassana.pdf
to co oferuje jest dość kuszące,
niestety jakoś, brak mi dyscypliny by codziennie to praktykować ;]
Może Tobie to jakoś pomoże.
"Tylko umysł czyni człowieka prawdziwie szczęsliwym"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
20 gru 2006, 17:44
Lokalizacja
Olkusz

14 lat w plecy

przez kostka 11 lis 2008, 23:56
gdy miałam 4 lata pojawił sie u mnie pierwszy atak. Ból w okolicach odbytu. Silny jak jasna cholera. Atak trawał 6 godzin. Bole pojawiały sie co jakis czas, w atakach trawajacych od 3 do 10 godzin. Do 15 roku zycia były zwalczane środkami przeciwbólowymi (bezskutecznie), wizytami na pogotowiu, badaniami nie przynoszącymi żadnych efektów.
Podczas jednego z kolejnych ataków w ramach totalnej desperacji zażylam hydroksyzynę i.... po ataku! Od tego czasu pojaiła sie u mnie inna, nie mniej dokuczliwa przypałość. Chorobliwy lęk przed mogącym nadejśc bóle. Jestem pod opieka dwojki psychologów i monitoringiem psychiatry. Brałam citronil, średnio pomógł i potfornie mnie ogłuszył, do tego przy nim nadal musialam od czasu do czasu awaryjnie zażywać hydroksyzyne (biorę tą po 10g). Po odstwieniu citronilu przeżywałam cierpienia nieludzkie. Chodziłam na hydroksyzynie od samego rana do samej nocy. Dwa miesiące jak trzaśnięta młotkiem w głowę. W szkole bryndza, w domu koszmar... Dziś zabrakło hydroksyzyny. Od rana gryze paznokcie. Wypilam duszkiem 3 butelki neospazminy... Jestem zdruzgotana i wewnętrznie wykończona. Nie wiem gdzie upatrywac się źródła swoich problemów. Nie wiem od któej strony mam je zacząć zwalczać. Lekarze drepca w miejscu, nie umieję cmi pomóc. Nie chce do końca zycia leciec na lekarstwach która zmieniaja moje zycie w pasmo niekończącego snucia się...

Może ktoś z was wyszedł z podobnej sytuacji. Może ktoś jest w stanie udzielić mi jakiejś zlotej rady. A jeśli nie to może chociaż napisze, że da się z tego wyjść...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 lis 2008, 23:16

Re: 14 lat w plecy

przez .Tomek 12 lis 2008, 00:17
kuwa napisałem posta i mi skasowało w cholerę grrrr.....dobra to w skrócie napiszę że da się wszystko zrobić jak się od właściwej strony zabiera do tego. Po 2 to radzę się przyjrzeć w jakich sytuacjach się denerwujesz i starać się im zapobiegać. Po kolejne może jak doktorzy nie pomagają to trzeba ich zmienić. Kurdę mam lenia nie mam siły już pisać dzisiaj ostatnio w ogóle nie mam na nic siły wybacz. Możesz jeszcze spróbować znaleźć coś co sprawi ci przyjemność i pozwoli zapomnieć o chorobie na chwilę. Pozdrawiam i powodzenia jeszcze pewnie się odezwę ;) a i witam na forum.
...to tylko kolejne rozwiązanie.
Offline
ExModerator
Posty
1118
Dołączył(a)
09 sie 2007, 17:16
Lokalizacja
Daleko :)

moja histora

przez patrycjak20 13 lis 2008, 02:24
nie wiem co jeste grane. raz jest spoko i nagle trach wybucham. chce sie podzielic moja histora. od jakiegos8-9roku zycia ogarniarnia mnie lek, strach. moj ojciec jest hazardzista. fakt teraz nie gra ale byly to ciezkie chwile jak dla mnie bylam przeciez dzieckie. jak dowiedszialam sie co dzieje sie w moim domu to nie moglam byc juz taka mala dziewczynka ktora bawi sie wyglupia. mialam przeciez o rok mlodsza siostre ktora trzebabylo sie zajac. mama tez miala przeciez problemy wic nie mogla poswiecic nam tyle uwagi co przedtem. gdy te problemy mnie przerastały to(teraz to wiem) mdlalam a lekarze nie wiedzieli dlaczego. przez jakies 5 lat bylam po kilka razy w roku w szpitalu wlasnie na omdlenia. wymyslili mi lekarze ze cierpie na jakas plasawice co okazalo sie mylna diagnoza gdzyz musieli cos przeciez wymyslec. nie bylo mi latwo. nie chcialam stracic ani ojca ani matki. w wakacje kiedy wyszlam z podstawówki wpadlam w zle towarzystwo. na szczescie nie wciagneli mnie w zadn papierosy ani picie. mialam juz dosc tych wiecznych awantur, chowania pieniedzy gdzie sie tylko da. bylam mloda naiwna i glupia. muszeprzyznac nawet mi imponowali(mialam wtedy 13lat) byli cacy na luzie nie orzejmowali sie prawie niczy. moglam przy niech zapomniec o moich problemach. pewnego dnia dwoch przyszlo po mnie zebym sie z nimi gdzies wybrala. mieli taka swoja ala baze w guliku. poszlam gdyz i tak nie mialam nic ciekawszego do roboty. i wtedy zaczal sie mij drugi wiekszy koszmar. zostalam zgwalcona. bylam tak pzerazona ze nawet nie probowalam krzyczec, bronic sie . bylo to straszne. czulam ich zapachy, dym papierosa. po zystkim zachowywali sie tak jakby tak to mialo byc. wtocilam do domu czujac ze staje sie coraz brudniejsza w srodku. wycofalam sie z zycia towarzyskiego. w gimnazjum ludzie chodzili na dyskoteki ja nie- nawet te szkolne. pozwalalam soba pomiatac, mogli mi wszystko powiedziec bo czulam sie jak szmata, ze mnie to sie nalezy. czulam ze to moja wina co sie stalo w kanalach. rodzicom oczywiscie nie nie powiedziam. dowiedzili sie dopiero 5 lat pozniej o tym zdarzeniu. pod koniec drugiej klasy gimnazjum zaczelam miec mysli o smierci. balm sie jej( do teraz tak mam), przestalam sie uczyc bo uwarzalam ze i tak kiedys umre to po co sie mam uczyc. do czego mnie to jets potrzebne. kiedys rozmawialam z moja siostra i powiedzialam jej o moich myslach ale poprosilam zeby nic nie mowila rodzicom gdyz nie chce zeby sie denerwowal. oczywiscie zrobila inaczej. mama jak sie dowiedziala to wyslala mnie do jakiegos psychologa, z ktorym i tak nieumialam rozmawiac. na spotkaniach bylam nieobecna, mylalam co jest po drugiej stronie lustra i jednoczesnie sie balam tych mysli. w 3 klasiegim. pojechalismy na programowa wycieczke do osiwcimia. bylo to straszne miejsce. do domu wrocilam splakana, podenerwowana tym co zobaczylam. nie umialam sie uspokoic. mama poszla ze mna na pogotowie zyby dali mi jakies srodki. tam rozmawialam z psychiatra ktora wyslala mnie do specjalisty mlodziezowego. od klasy totalnie sie odizolowalam nie spalam po nocach, balam sie ze jak zasne to juz sie nie obudze. trafilam do szpitala do sosnowca na odzial dziecieco mlodziezowy. doslam prowadzacego pana doktora(nie potrafilam ufac facetom a nie mialam odwagi poedziec dlaczego gdyz sie tego wstydzilam) nie wspolpracowalam z nim. mama twierdzila ze nie uam mezczyzna gdyz tata nie tez skrzywdzil i wymielini mi lekarza na kobiete, z ktora tez nie potrafilam sie dogadac. po zakonczeniu 3miesiecznej hospitaizacji wrocilam do domu i trafilam na bardzo mija pani psycholog i psychiatre. u niej sie lecze do tej pory z roznymi przerwami. jej tez nie potrafilam powiedziec o tym okro[pnym wydarzeniu. dopiero gdy poznalam chlopaka ktory zobaczyl pod maska szrej myszki kobiete ktora jest warta poznania, zainteresowania. jest to moj pierwszy chopak. jestesmy raze juz ponad 3\lata. zaufalam mu na tyle ze powiedalam o tym co sie wydarzylo gdy mialam 13 lat. balam sie i to strasznie ze mnie zostawi bo stal sie dla mnie kims wazdym. okazalo sie ze nie dosc ze mnie nie zostawil to wspieral mnie w trodnych chwilach i to on namowil zebym powiedziala to rodzicom. tak tez zrobilam. rodzicie nie mielo do mnie pretensji ze nie powiedzialam im tego od razu bo zdali sobie spraweze bylo to dla mnie truden i bolesne(tak jeste zreszta do dzic) tego nie da sie zapomniec, wymazac. moj chopak zawsze mi powtarzal ze dla niego zawsze bylam dziewica i nigdy sie mnie nie brzydzil nawet wtedy gdy mu o tym powiedzialm. myslalam ze tak juz bedzie zawsze. spokoj szczescie cudown chwile. ostatni,mi czasy zaczyna sie towszystko pieprzyc grzesiek dalej przy mnie jest aja czuje ze eksploaluje. wybucham o byle guwmo. dererwuje mnie wszysto, boje sie jezdzic komunikacja, samochodem jezdzilabym najchetniej jakby nie bylo w okol sa,ochodow(oczywiscie jezdze jako pasazer bo prawke pretko nawet nie zaczne), przed spaniem sprawdzam czyjak zasne mam szanse sie o cos uderzyc czy moze cos na mnie spasc. krotko sypiam, mam czeste bole w klatce piersiowej, ktore ostatnimi czasy sa nie do wytrzymania. podjelam na nowo leczenie tylko ze szukam psychialtry bo mojapani dokror juz nie przyjmuje tam gzdie sie lecze. nigdy mne dzieci nie denerwowaly. naprawde musialy sie nagimnastykowac zeby to zrobic a teraz... draznia mnie. potrzebuje lekow. czuje to. nie chce zeby moja rodzina przechodzila to co kiedys, zeby sie nie denerwowala moim stanem psychocznym. studiuje politologie ktora mnie w ogole nie kreci. przedtem bylam slichaczka przez rok w kolegium pracownikow socjalnych ale mnie to tez nie interesowalo. zrezygnowalam bo chcialam isc na pedagogike, ale moje gardlo nie wytrzyma tego zawodu i poszlam na co poszlkam. a teraz caty czas slysze od mamy ze to musze skonczyc bo musze miec tego licencjata i nawet przezmysl jej nnie przechodzi ze moze mnie sie niga podwinac. wiec do tego tez mam jakas presje ze mam szkole ktora nie wem co musze skonczyc. mam nadzieje ze tak sie stanie... ale czy na pewno?? nie woiem
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
05 lis 2008, 01:34
Lokalizacja
Świętochłowice/slask

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 41 gości

Przeskocz do