Nerwica a praca

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez Róża 01 lip 2007, 19:06
Eeeeeeeee,nieważne :roll:
Ostatnio edytowano 02 lip 2007, 12:09 przez Róża, łącznie edytowano 2 razy
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez inez3 01 lip 2007, 21:15
kazdy jest inny... ja jak mnie nerwica zaatakowala po raz pierwszy przez rok nic nie robilam, zmienilam studia na zaoczne, bo nie bylam w stanie wysiedziec 5 minut na zajeciach... postanowilam wtedy sobie, ze jak sie mi wszystko unormuje to wtedy pojde do pracy... walczylam rok (z pomoca lekow) i juz przez ostatnie miesiace tak mi sie nudzilo, ze nic kompletnie nie chcialo mi sie robic... poszlam do pracy w duzej firmie miedzynarodowej (pracowalam na recepcji), ruch, mnostwo nowych ludzi - bardzo mi sie podobalo... potem, w trakcie pracy nerwica zaatakowala jeszcze raz (bylam juz bez lekow), bardzo mi bylo ciezko, bo musialam siedziec przy biurku, odpowiadac na pytania ludzi, a mnie mdlilo caly czas, nie moglam jesc i caly czas bylam zdenerwowana... w koncu postanowilam wziac urlop wczesniej cale 2 tyg., w tym, czasie przy pomocy lekow i psychologa udalo mi sie jako tako unormowac... wrocilam do pracy... w moim przypadku praca jak najbardziej tak, bo gdybym miala czas na ciagle rozmyslanie o tym jak sie czuje to bym kompletnie zwariowala.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

przez darekspin 05 lip 2007, 18:54
NnNn napisał(a):ROZA NIE PRACUJE A mi dzielnie pomaga i wygania ROZO DO PRACY MARSZ to ja ledwie zipie matrixy i inne cuda i chodze na terapie a nawet pojde do pracy a ty co teraz sie zalamalem Jak mozesz innym pomagac a sama sobie nie potrafisz sprzedac kopniaka ehh.... :/

Witam czesto wlasnie umiemy bardzo swietnie, poprzez swoje doswiadczenie i wiedze pomoc innym ,a nie umiemy samemu sobie.Niby umiemy i wiemy jak sobie pomoc,ale na dluzej nic z tego nie wychodzi.Znam to z wlasnego doswiadczenia,tez tak mialem.Poswiecamy sie dla innych,a nie zawsze dbamy o siebie.Ale wlasnie sa ludzie ktorym pomoc innym sprawia duza satyswakcje i zadowolenie i za to trzeba ich cenic i im dziekowac.I z pewnoscia taka osoba jest Roza.Wieksze zadowolenie sprawia im dawanie niz branie.Pozdrawiam.
Nie lekaj sie jestem przy Tobie w noc i w dzien...
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
24 cze 2007, 20:32
Lokalizacja
SZCZECIN

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nerwica a praca

przez Accountant 27 sie 2007, 18:21
Hej,

Moj chlopak cierpi na nerwice lekowa polaczona z zok. Jestesmy ze soba ponad dwa lata w przeciagu ktorych pracowal tylko przez kilka tygodni. Na poczatku po podjeciu zatrudnienia wszystko wydaje sie pozytywne jedna juz po kilku dniach zaczyna wynajowac rozne problemy ktore uniemoziwiaja mu prace. Sa to rzeczy takie jak np. mikrofalowka ktora rzekomo wysyla promieniowanie, tel komorkowy (ktorego rowniez przestal uzywac z tej samej przyczyny) do tego rozne kwestje zwiazane z uszczerbkiem szkla (bo moze ktos sie napic z uszcerbnietej szklanki), obsesyjne mycie rak. Dodam tylko ze jest on bardzo wrazliwy i chcialby uchronic kazdego przez roznymi niebezpieczenstwami czyhajacymi w zyciu codziennym. Niestey nie pomagaja tlumaczenia ze nie moze byc odpowiedzialny za caly swiat jednak i one nie pomagaja. Gdy jestesmy ze znajomymi, w wiekszej grupie nikt nawet nie wie ze on cierpi na takie przypadlosci. Jest bardzo inteligentny, otwarty i szybko zyskuje sympatie ludzi. Jedyna rzecza ktora mnie martwi to jego niezdolnosc do pracy. On nie ma problemow z dostaniem pracy tylko z jej pozniejszym utrzymaniem. Potrezbuje miec osobe ktora upewni go ze to co robi robi dobrze ale niestey moze zadawac pytania bardzo czesto co w pracy nie jest tolerowane. Dodam tylko ze jest pod opieka psychologa/psychiatry od 8 miesiacy. Planujemy razem przyszlosc ale coraz bardziej zaczyna mnie przerazac jego niezdolnosc do pracy. Boje sie tez ze ta jego przypadlosc jest dziedziczna i jest sznsa ze dziecko bedzie rowniez dotkniete tym problemem. Jezeli ktos spotkal sie z podobnym przypadkiem lub ma jakies doswiadczenia z tym zwiazane bardzo prosze o podzielenie sie nimi.
Z gory dziekuje
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
27 sie 2007, 17:36

przez ayrton 27 sie 2007, 18:49
U mnie nerwica lękowa z elementami depresji dyskwalifikuje mnie póki co z mojego zawodu - programista. Robota nie idzie tak, jak kiedyś (w jeden dzień czasami jestem w stanie napisać tylko jedną linijkę kodu, więcej nie potrafię, jakaś blokada).
Wierzę, że leki pomogą (Depakine Chrono 300, Alprox 0,5mg, ParoMerck.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
08 lip 2007, 10:03

Avatar użytkownika
przez Twilight 28 sie 2007, 04:53
nerwica natręctw nie jest dziedziczna... A co do leczenia, hm, z tego co mówisz, on wciąż skupia sie na podmiotach tych natręctw, a to ''niefajnie'', bo one są kompletnie nie ważne. Te mikrofalówki, komórki i takie tam.

On kiedyś bardzo, bardzo nie chciał czegoś czuć, może strachu, może innego odczucia - nie jest problemem samo to, ale fakt, że nie pozwalał sobie by w ogóle to CZUĆ i ''zamulał" sobie umysł jakimś rytuałem, na początku pewnie myślowym... Z czasem, zaczął w ten sposób uciekać przed coraz wiąkszą ilością spraw, weszło mu w pewien sposób w nawyk.

Terapia może mu pomóc dojść do źródeł, do tego, czego tak bardzo nie chciał czuć i poradzić sobie z tym mądrzejszymi metodami, (odwaga to nie jest nie bać się, odwaga to wiedzieć, że są rzeczy ważniejsze niż strach) a objawy - będą słabnąc, stopniowo, (bo i pojawiały się stopniowo, będzie się jakby ''odzwyczajał") aż do całkowitego zaniku.

Piszę Ci to, żebyś wiedziała, z czego pomagasz mu wyjść, żeby ułatwić Ci zrozumienie. Sam przeszedłem nn. (nerwicę natręctw)

Pozdrawiam

Ps.

W trakcie leczenia, kiedy już przestanie się skupiać na podmiotach, (kompletnie nie ważnych, dziś to mikrofalówka, jutro może być meteoryt, to nie ma kompletnie znaczenia) kiedy zacznie z tego wychodzić, może przez jakiś czas odczuwać wręcz ''przesadnie'', gdy sie odblokuje - wpaść w coś w rodzaju silnej, ''przyspieszonej'' depresji, może się tez ujawnić nerwica lekowa w innej postaci niż teraz. (teraz boi się głównie natręctw) Aż dojdzie do normalnego odczuwania.

On musi zrozumieć, że tą swoja''pierwotną'' obawę, te źródła ''przekuwał'' w rytuały, natręctwa - weszło mu w nawyk, ale przejdzie.
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

HEJ

przez majeczka 02 wrz 2007, 12:54
TAK... PRACA Z NERWICĄ JEST TOTALNA MĘKĄ... WIEM COS O TYM... ŻYCZE POWODZENIA, TU TYLKO TERAPIA MOŻE POMÓC NATOMIAST TOBIE ŻYCZĘ DUUUUŻO SILY NA DALSZE ŻYCIE
Bóg jest mym najlepszym przyjacielem
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 sie 2007, 19:15
Lokalizacja
toruń

przez Moniczka 03 wrz 2007, 08:37
A teraz z innej pracowniczej beczki.Tak czytam o waszych przypadkach w pracy,a chcialam zadac pytanie ile kazdy z was zawalil rozmow kwalifikacyjnych albo w ogole na nie nie poszedl???? (JA!!!!) przez nerwice bo lek byl silniejszy...? :cry: Pracowac,to jeszcze szczescie,ale jak ktos na prace w ogole sobie nie daje szansy....
Moniczka
Offline

Avatar użytkownika
przez Twilight 03 wrz 2007, 09:43
Ta, od 2 miechów tak radośnie szukam-nie szukam pracy. Chyba łatwiej by mi by się było zmobilizować do latania z dzidą za mamutem po lesie. Ale akurat wszystkie wyginęły. Sarcasm. W sumie szkoda.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez Moniczka 03 wrz 2007, 09:54
Szukasz-nie szukasz,ciekawe na czym to polega bo ja np.umawiam sie na setki spotkan,oczywiscie sami do mnie dzwonia a pozniej w dniu rozmow tchorze i nie ide,wiele tak rozmow zawalilam,ciekawe co o mnie mysla.Chyba,ze mam juz super dobry dzien,wtedy ide ale zwykle nawet jak dobrze mi pojdzie i tak mnie nie wybieraja wiec WIELKI ZAWOD.
Moniczka
Offline

Avatar użytkownika
przez Twilight 03 wrz 2007, 10:15
To ja niestety markuje już nawet etap szukania ofert, do których mógłbym się zgłosić, jeśli się w ogóle za to zabiorę :lol: Efekt jest taki, że łapie coś dorywczego, gdy już naprawdę nie ma kasy... I tak to wygląda. Już nawet znajomych trochę zwodzę, bo ile można się nad sobą użalać, a zresztą znajomi tutaj kompletnie nie są tego w stanie zrozumieć, bo każdy przyjechał tu zarobić, a ja w ''podróż duchową'' :lol:

Nie mam ani siły ani ochoty ich przekonywać, że kompletnie nie szkoda mi wydanej kasy, bo gdyby nie ten wyjazd, tkwiłbym w tym samym miejscu i nigdy nie zdecydował się na leczenie - a oni nie maja ochoty sie już chyba więcej martwić, więc oficjalnie pracuje na stale wieczorami 8)

Tak czy siak, jak sądzę, za 3 dni zarezerwuję bilet powrotny do Polski i na tym się moje szukanie tutaj skończy.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez MaRiAnEk 03 wrz 2007, 10:46
...
Ostatnio edytowano 29 wrz 2007, 22:35 przez MaRiAnEk, łącznie edytowano 1 raz
Offline
konto zablokowane
Posty
738
Dołączył(a)
04 kwi 2007, 22:36

przez Moniczka 03 wrz 2007, 11:59
Mysle,ze to nie poza,zawsze siadam pewnie na krzesle,jestem uprzejma,patrze rozmowcy w oczy,odpowiadam konkretnie,majtek nie pokazuje i "zabidzonego pieska" tez z siebie nie robie.Chyba nie mam szczescia,co jeszcze bardzi poglebia moje poczucie niskiej wartosci.Wiele rozmow olewam,nie ide na nie bo paralizuje mnie lek,czysci mnie pzred rozmowa,trzesa mi sie rece,az strach co by bylo gdyby tak dzialo sie juz w otrzymanej pracy...A moze ja mam niemily wyraz twarzy,moze jedank widac nerwice,sama nie wiem.
Moniczka
Offline

przez Moniczka 03 wrz 2007, 21:42
Nie ma co Polina,zawalilas,ja marze by mi dali zatrudnienie a musze powiedziec,ze trudno mi zaakceptowac iz moje wyzsze wyksztalcenie nic nie znaczy,na rozmowach przepadam z kretesem Bog wie czemu:(
Moniczka
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do