Emocje w nerwicy...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez ayrton 18 wrz 2007, 22:21
Crystalia napisał(a):Ja wierzę w życie po śmierci, bo faktycznie jeśliby śmierć była końcem wszystkiego, to życie nie miałoby sensu. Chyba coraz mocniej wierzę też w reinkarnację.

Co jest sensem życia? Według mnie sensem życia jest nieustający rozwój duszy. Żyjąc, mamy okazję uczyć się i stawać coraz lepszą i mądrzejszą istotą i to właśnie te najgorsze, najsmutniejesze doświadczenia życiowe uczą nas najwięcej.

Ja też wierzę w reinkarnację. To jedyne, w co wierzę, że w kolejnym wcieleniu będzie lepiej.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
08 lip 2007, 10:03

przez Pstryk 19 wrz 2007, 18:51
ayrton napisał(a):To jedyne, w co wierzę, że w kolejnym wcieleniu będzie lepiej.

Dla mnie nie jest istotne tak bardzo, co i jak będzie po życiu, tzn. czy to będzie reinkarnacja czy odrodzenie. Tak czy siak, to życie zostanie wykasowane z mojej świadomości więc co to za różnica ;) A perspektywa kasacji pamięci wydaje mi się całkiem kusząca :twisted:
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 20 wrz 2007, 00:40
Mnie też ta propozycja kasacji mojej pamięci wydaje się bardzo kusząca.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez CIALO liceum DUSZA muzeum 20 wrz 2007, 09:18
a ja tam bym niechciala pozapominac wszystkiego....
w zyciu bym niechciala zapomniec np moich dzieci, tego ze ich urodzilam, ich pierwszych kroczkow, slow "mama". gdy bylam mloda zdazalo mi sie pare takich chwil, do ktorych teraz wracam. chociaz to bardzo boli, ze to juz nigdy niewroci, i boli, ze to wlasnie nerwica stala sie dla mnie nastepnym oddzialem mojego zycia. ile ich jeszcze bedzie,? i czy wszystkie u jej boku? niewiem, teraz mam tak, ze szukam sensu istnienia i oprocz wychowania dzieci, niewidze zadnego innego.
jesli chodzi o reinkarnacje. to moze i tak, bo niewiem czy wy, bo ja mam czasami takie momenty, jakbym to juz widziala, znala dane miejsce, w ktorym akurat sie znajduje, to sa przeblyski jakby sytuacji, ktore z kąds pamietam.... macie tez tak?
NIEMOGE ZMIENIĆ ŚWIATA, NIEMOGE ZMIENIC LUDZI......NIEPOTRAFIE TEZ ZMIENIĆ SIEBIE.....
Posty
376
Dołączył(a)
27 lut 2007, 09:38
Lokalizacja
lodz

przez Pstryk 22 wrz 2007, 18:00
Dziecko, moje marzenie. Jedyne, jakie mi zostało. Ale jestem najprawdopodobniej bezpłodna, do tego nie sztuka urodzić...
Chciałabym stworzyć mojemu maleństwu życie, jakiego ja nie miałam... Pewnie byłabym nadopiekuńcza ;)

Ale wracam do tematu...
Dzisiejszy dzień rozpoczął się od kłótni z facetem. Powiedziałam mu spokojnie, że kiedyś marzyłam, żeby to on mnie obudził rano, na stole czekała kawa... że potem pomoże mi w domowych obowiązkach... A on na mnie z mordą.
Nie chodzi o zawiedzenie facetem. Chodzi o to, że kłócąc się dziś z nim czułam pustkę. Wszystko było mi obojętne. Nie ruszyło mnie. Zresztą, nie tym martwię się najbardziej. W ubiegłym tygodniu na przykład byłam świadkiem pobicia mojej szefowej przez jej męża, a mojego szefa. Nie ruszyła mnie ta akcja. Nic w związku z tym nie czuję. Zastanawia mnie, czy to pustka emocjonalna, czy zobojętnienie...
Pstryk
Offline

przez vice versa 25 wrz 2007, 19:14
Tez nie chodze na terapie, ale swoje dwie wizyty u psychiatry przebeczałam prawie całe. Nie wstdze sie tych łez.
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
23 wrz 2006, 17:56

Avatar użytkownika
przez maiev 26 wrz 2007, 15:33
Ja się bardzo wstydzę- a kiedyś jeszcze bardziej. Zawsze uchodziłam za twardą osobę - i mi to odpowiadało. Na pogrzebie ojca nie uroniłam ani łezki żeby wścibskie sąsiadki nie widziały. Tylko zaciskałam zęby. A zawsze jak płakałam to w samotności. Przez ostatnie parę lat troszkę trudno mi było ukrywać łzy, bo było nawet tak że na ulicy czy na wykładach potrafiłam sie rozryczeć (tak delikatnie ale jednak) . Trudno to ukryć. Dlatego zawsze chodzę w okularach - chociaż nie powinnam. Mogę się w razie czego za nimi schować. :roll:
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Kiedy wracają emocje, uczucia?

przez Hania@ 26 wrz 2007, 23:26
mam takie pytanie do Was... kolejne juz... tak sie zastanawiam kiedy powroca moje uczucia, emocje i minie pustka? napiszcie prosze, kto tak mial i czy to minelo i po jakim czasie, bo to juz mnie tak meczy ze nie daje rady...dodam ze leki mecza mnie juz od dawna, tzn. z kilkumiesieczna przerwa, jakos ponad miesiac temu powrocily... od tego czasu czuje pustke, brak uczuc, najbardziej mnie dobija to ze ten brak uczuc takze jst w stosunku do mojego chlopaka... i juz sama nie wiem czy go kocham czy to tylko (lub az) skutek lekow... czy w ogole mozliwe jest to zeby uczucia wrocily takie jakie byly przed lekami?
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
21 sie 2007, 13:55

przez Pstryk 29 wrz 2007, 19:55
Hania@, niestety nie znam odpowiedzi na Twoje pytania. Sama od dwóch miesięcy cierpię na zaburzenia afektu. Mi to tak nie przeszkadza na co dzień, ale wiem, że nie jest to normalne ani zdrowe. Dwa tygodnie temu próbowałam się zabić, żeby poczuć. Nic z tego. Na pewno wiele zależy od Nas samych i od tego, czy sobie pomożemy czy nie. Do tego czasu pozostaje nam cierpliwie czekać i się nie obwiniać ;)
Pstryk
Offline

A moze z tym swiatem jest cos nie tak?

Avatar użytkownika
przez sokzczeresni 01 paź 2007, 13:14
Przyszlo mi to wlasnie do glowy. Nie twierdze, ze od razu to jakas rewolucyjna mysl, w ktora trzeba wierzyc... ...sama w to nie wierze do konca, ale ta wizja przyniosla mi nieco ulge... wiec sie dziele...
otoz...
zyjemy w swiecie, w ktorym przez 15 minut mijamy na ulicy wiecej osob, niz przecietny czlowiek widzial przez prawie 2 tysiace lat w ciagu calego swojego zycia...
w swiecie, gdzie edukacja nie jest szansa, ktora witamy z usmiechem na ustach, tylko zmudnym, wieloletnim obowiazkiem, wiazacym sie przede wszystkim z uzeraniem sie z ludzmi pelnymi goryczy i niezrozumienia
gdzie zycie rodzinne ogranicza sie czesto do wspolnego wgapiania sie w dziwne, kolorowe pudelko
gdzie jestesmy zmuszeni sila do ogladania ogromnych bilboardow zachecajacych nas do stawiania coraz wiekszych oczekiwan sobie samym i wszystkim dookola...
i nie radzimy sobie z tym i nie potrafimy sie na to zgodzic... moze wiec problem tylko czesciowo lezy w nas, a czesciowo w rzeczywistosci...
tutaj sie urywa ta moja zlota mysl, nie wiem, moze cos w tym jest?... jak myslicie?...
i am smiling
i am smiling
if you turn me
upside down
Avatar użytkownika
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
26 cze 2007, 22:37

przez Pstryk 01 paź 2007, 20:16
sokzczeresni napisał(a):sama w to nie wierze do konca, ale ta wizja przyniosla mi nieco ulge...

Znam to uczucie ;) Mi też czasem taka myśl przynosi ulgę. Na momencik.

Właśnie oglądałam film: Bordertown, o strefie wolnego handlu w Meksyku (nie pamiętam nazwy miasta), gdzie poza wyzyskiem, mordowano masowo kobiety. He, mordowano - nadal ten proceder trwa...
Taka refleksja, film świetnie oddaje Twoją myśl przewodnią. Zresztą, wiele takowych na pewno by się znalazło ;)
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez korres1 01 paź 2007, 22:40
bethi, czy Ty pracujesz w normalnym miejscu? Mam wrażenie, że od domu, gdzie jest schiz idziesz do roboty, gdzie jest hm... tak jak opisałaś. Żadnej ucieczki. Myślałaś, żeby ją zmienić? A może się mylę. Tylko nie próbuj drugi raz.
Ale kto będzie trzymał straż nad strażnikami?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Avatar użytkownika
przez korres1 01 paź 2007, 22:44
Bardzo, obsesyjnie. A w domu idę na całego - nikt nie widzi.
Ale kto będzie trzymał straż nad strażnikami?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

przez Pstryk 02 paź 2007, 21:56
korres1 ja w ogóle jestem nienormalna więc całe w około mnie też nie wykazuje cech normalności. Ta pustka w środku mnie powolutku niszczy. Z serduszka przechodzi do głowy.
Pstryk
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do