Emocje w nerwicy...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez KamileK 30 gru 2006, 00:15
Konflikt wewnętrzny to ja mam np. jak mam isc i się wytłumaczyć, zmusić do niemiłej rozmowy, powiedzieć komuś, co mu się z pewnością nie spodoba. I wiem, że muszę... I tego nie robię.. I cierpię myśląc o tym, nakręcam się i jeszcze bardziej chcę, i jeszcze mniej mogę..
Konflikt...
Ale czy wewnętrzny??
Ogarnia cały świat, choć podobno rozgrywa się we mnie...
ok?
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
27 gru 2006, 06:54

przez marmarc 30 gru 2006, 00:41
na konflikcie w dużej mierze oparta jest psychoanaliza Freuda - na konflikcie pomiędzy zasadami narzucanymi nam przez społeczeństwo a popędami i instynktami oraz podświadamością z drugiej strony.
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

przez Ania1976 30 gru 2006, 08:25
BBB dziekuje za wszystkie wpisy w tym temacie.

Zgadzam sie, ze Freud mialby z Nami duuuuzo pracy ;-)

Dowiedzialam sie od nowej Psycholog, ze np.moj konflikt wewnetrzny, to stale starania o to, by dostosowac sie do kazdego rozmowcy, jego oczekiwan, wyobrazen o mnie. Balansowanie pomiedzy kompleksem nizszosci, a wyzszosci, tzn.ja boje sie, ze ktos uzna mnie za ''slabsza'' od niego lub ''lepsza'', i w skutek tego zaatakuje, czyli zrani, osmieszy, zakpi, wydrwi, zdoluje... Zawsze chce byc taka jak druga strona, a nigdy nie jestem soba, czyli taka jaka chce byc.

Uogolniajac-mam bbb nadszarpniete poczucie wlasnej wartosci, a to wynosimy z dziecinstwa.

Sporo Osob tu o tym pisze.

Cholernie przykro i trudno to sobie powiedziec, ale tak jest-swiadomie lub nie-dostalismy piekny bagaz na zycie od najblizszych...

Konflikt wewnetrzny pojawia sie rowniez przy ''zderzeniu'' realiow, w ktorych tkwimy, a naszego pomyslu na to, jak chcielibysmy zyc, czyli np. macierzynstwo, malzenstwo, a my widzimy, ze to jednak nie tak, ze potrzebujemy troche oddechu, chwili dla siebie.

Brak akceptacji swojego wygladu tez rodzi konflikt wewnetrzny, ktory przerzuca sie na sfere psychologiczna.

Co z tego, ze uwaza sie mnie za atrakcyjna, ladna, a nawet bardzo, skoro ja tego nie widze, i zawsze chcialam miec dlugie blond wlosy...
Sobie zawsze wydaje sie koszmarnie brzydka, ale taki obraz siebie tez wynioslam z domu.

Wedlug mnie, konflikt wewnetrzny to nie zrealizowane marzenia, wyparcie sie siebie na rzecz obsesyjnej potrzeby akceptacji, to tak, jakby nasze zycie zalezalo od innych i nasz dobry obraz siebie tez.

Zamkniete kolo.

Czy Ktos ma pomysl jak z tego wyjsc?

A.
Ania1976
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez lidka1980 30 gru 2006, 20:45
Witaj po przeczytaniu Twojego postu az mnie zatkalo :? To nie do pomyslenia jak mozesz godzic sie na tak zle traktowanie !!!! Jak Twoj chlopak dlugo jeszcze zamierza Cie ponizac,wyzywac przeciez to jakis tyran,a nie czlowiek z ktorym mozna dzielic wspolne zycie.Ty jestes chora,a on chyba jeszcze bardziej,jemu takze przydalaby sie wizyta u specjalisty bo widocznie nie umie zapanowac nad swoimi emocjami.Na Twoim miejscu juz dawno dalabym sobie spokoj z czlowiekiem,ktory Ciebie nie rozumie,co z tego,ze byl przy Tobie jak czulas sie zle jezdzil po lekarzach,jak przez niego powiekszasz swoje leki.Ty potrzebujesz spokoju,a nie takich sytuacji,powinnas ich raczej unikac gdyz to poglebia chorobe.Co do Twoich rodzicow to bez komentarza,cos rozumiem z tej sytuacji bo moja mama tez nie chce uwierzyc,ze jestem na taka chorobe chora jak nerwica lekowa,twierdzi,ze mam jakies fanaberie zaszywam sie w domu i nigdzie nie chce wychodzic.Niestety ale ludzie zdrowi malo rozumieja nas chorych,dla nich nasze problemy sa blache bo nigdy sie w takiej sytuacji nie znalezli.Ja mam kochajacego meza,w kazdej sytuacji mnie wspiera,rozmawia gdy jest mi bardzo zle i stara sie abym wkonu wyzdrowiala, to w jego rekaw moge sie wyplakac i opowiedziec o wszystkim co mnie nurtuje i co mi sprawia trudnosci.To wlasnie on- zdrowy czlowiek potrafi zrozumiec.Tobie tez takiego faceta zycze,nie licz na to,ze Twoj chlopak sie zmieni,tez kiedys mialam do czynienia z takim facetem ale niestety juz nie mam,teraz meczy sie z nim inna kobieta,ktora jest ponizana i chodzi z sincami pod oczyma.Radze Ci przemysl to sobie nie wolno kogos bic i ponizac,spojrz na swiat z innej perspektywy.Trzymaj sie i zycze Ci wszystkiego dobrego.....pa
Avatar użytkownika
Offline
Posty
71
Dołączył(a)
24 lis 2006, 22:27
Lokalizacja
Düsseldorf, Deutschland

Pustość

Avatar użytkownika
przez kikut 22 sty 2007, 18:35
Strasznie mnie męczy koszmarna emocjonalna pustka. W ogóle nie czuję siebie, nie moge dogrzebać sie do emocji, które pod pustką się kryją. Nie mogę ich poczuć i odreagować. Jestem wyczerpany, marzę o chwili spokoju i odpoczynku. Bywacie puści?
Sponsorem mojego powrotu do życia jest NFZ.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
25 lut 2006, 19:02

Avatar użytkownika
przez ewa125 22 sty 2007, 19:16
oczywiscie. pustka emocjonalna to typowy objaw nerwicy. tej ja mialam, bylo mi wtedy wszystko obojetne i nawet jakbym wygrala milion dolarow to by mnie to g.... obchodzilo. nie martw sie to mija.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Avatar użytkownika
przez kikut 22 sty 2007, 19:46
Oby. Tylko kiedy? :(
Sponsorem mojego powrotu do życia jest NFZ.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
25 lut 2006, 19:02

Avatar użytkownika
przez dalilah 22 sty 2007, 22:41
mnie tez meczy pustka emocjonalna, natomiast ze swoja niewiara juz sie pogodzilam i juz mnei nie meczy pytanie o sens istnienia bo...jakiegos glebszego sensu nie ma, tak samo jak nie ma jakiegos glebszego sensu w istnieniu zwierzat- poza przedluzeniem istnienia gatunku. A jaki jest sens przedluzania gatunku? Zaden, bo wiele juz gatunkow istaniolo na swiecie i wyginelo, wiec jak widac nie mialy wiekszego sensu. Moze jakis tam biologiczny, ale na pewno nie duchowy. Oczywiscie jest to tlyko moje skromne zdanie:-)
Secret Garden "Nocturne" - opowiesc o mnie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
164
Dołączył(a)
27 lut 2006, 14:58
Lokalizacja
zachodniopomorskie

Avatar użytkownika
przez IceMan 23 sty 2007, 01:15
sedomix napisał(a):mam w sobie bardzo silne przekonanie, że śmierć kończy wszystko

A czy masz bardzo silną gwarancję, że śmierć kończy wszystko? Słyszałeś o śmierci klinicznej? Ludzie zapamiętują różne rzeczy z takiego zdarzenia, czasem trudne do wytłumaczenia, zaskakujące - poszukaj sam w internecie o tym. Więc jeżeli coś takiego się zdarza, to już jest pewien mały dowód na to że coś jest po tej drugiej stronie.
dalilah napisał(a):bo...jakiegos glebszego sensu nie ma, tak samo jak nie ma jakiegos glebszego sensu w istnieniu zwierzat- poza przedluzeniem istnienia gatunku

Przedłużenie gatunku swoją drogą - to instynkt. Ale każdy z nas posiada duszę i uczucia, które z przedłużeniem gatunku nie mają nic wspólnego. I nic więcej o tym nie napiszę bo nie mam co pisać. Po prostu piernik nie ma nic do wiatraka. Moim zdaniem nie można aż w takim stopniu łączyć ze sobą życia biologicznego i sfery duchowej człowieka.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez nieznosna_ciezkosc_bytu 25 sty 2007, 08:47
nie wierze w zadnego boga, jestem zwolenniczka matki natury. Jednak nie o tym mowa. Chcialam sie tylko zapytac, czy przez jakas chorobe i pustke emocjonalna, moze mi sie wydawac, ze juz nie kocham?
Posty
6
Dołączył(a)
22 sty 2007, 23:57
Lokalizacja
Wałbrzych

Avatar użytkownika
przez LuC 25 sty 2007, 13:37
dalilah napisał(a):nie meczy pytanie o sens istnienia bo...jakiegos glebszego sensu nie ma, tak samo jak nie ma jakiegos glebszego sensu w istnieniu zwierzat- poza przedluzeniem istnienia gatunku.


w dużej mierze się z tobą zgadzam, aczkolwiek chciałbym by coś po tej śmierci jednak było

jednak idąc dalej tym tropem- uważam, że takie pozbawione głębszego sensu życie trzeba sobie ze wszech miar umilać :) i to zabiera mi sporo czasu :>

tak na marginesie to po mojejmu ludzie to też zwierzęta
"Należy doceniać to, co się posiada, nie niszczyć tego, a i korzystać z życia piersią pełną, bo nie znamy dnia ani godziny "

pozdr...
LuC
Avatar użytkownika
LuC
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
22 sty 2007, 17:22
Lokalizacja
z doskoku

Re: Pustka emocjonalna

Avatar użytkownika
przez maiev 25 sty 2007, 13:54
sedomix napisał(a):Witam!

Zastanawiam się ostatnio sporo na temat źródeł wszystkich moich lęków, szczególnie lęku przed śmiercią, który towarzyszy mi nieustannie pozbawiając mnie skutecznie radości życia... I zaczynam dostrzegać związek lęków z utratą wiary w nieśmiertelność... z utratą wiary w Boga. Bo mam w sobie bardzo silne przekonanie, że śmierć kończy wszystko, więc pytam siebie, jaki jest sens mojego życia?? I boję się, że i tak to w gruncie rzeczy bezsensowne życie wkrótce się skończy, co jeszcze bardziej mnie przeraża. Nie ma chyba gorszego przekonania niż to, że śmierć jest końcem. Jak to jest u was? Wierzycie w życie po śmierci? Macie poczucie sensu swojego życia? Skąd biorą się wasze lęki? Czy z pustki egzystencjalnej? Piszcie, bo ten temat wyjątkowo mnie dręczy... I szukam wyjścia ze swoich lęków. :cry:


Mogłabym napisać dokładnie to samo. tak mnie to juz wkurza, że ....Co to za zycie. Jak jest bardzo źle to myslę że to życie takie okropne mogłoby się już skończyć, a jak jest dobrze to sie boje że właśnie teraz się to skończy - umre i koniec. Nienormalna jestem i całe to leczenie na ten lęk mi wcale nie pomaga. A on mnie właśnie pozbawia radości życia. Nie mogę się pozbyć tego strachu że wszystko się skończy właśnie wtedy kiedy będę happy i to mi mąci te nieliczne chwile radości. Wbiłam to sobie kiedyś do tego durnego łba i wybić nie mogę. nie mogę sie doczekać kiedy przestanę się tym zadręczać. Już było pięknie i wróciło.
Skąd sie wziął u mnie ten lęk? Bo tak często u mnie bywało. Zaczynało się układać, było pięknie, wszystko szło w dobrym kierunku i nagle ....bęc - zupełnie niespodziewany cios. Jakoś w drugą stronę to nie działa. Tzn. Jest fatalnie i nagle zdarza sie coś że człowiekowi chce się żyć. Ehhh
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Egocentryzm i błędne koło.

przez Gregorius 06 lut 2007, 11:10
Charakterystyczną cechą osoby chorującej na nerwice jest bardzo duże skupienie uwagi na sobie, ciągle myśli o swoim lęku , dolegliwościach , objawach nerwicowych.
Dlatego siedzimy na przykład na tym forum , gdzie czytamy o objawach nerwicy , piszemy o tym jak żle sie czujemy i przy okazji wkręcamy sobie róznego rodzaju choroby jak guzy mózgu , choroby psychiczne , udary itp.Robimy to zdając sobie sprawe że te wszystkie obawy są bezpodstawne i nie mają żadnych racjonlnych podstaw. Taka właśnie podstawa egocentryczna wyzwala w nas , róznego rodzaju negatywne objawy i tak rodzi sie błedne koło - lęk wyzwala złe samopoczucie, złe samopoczucie potęguje lęk i tak dalej...
Zaczynamy zamykać sie w sobie izolować sie od ludzi , uciekać od życia , rozstrząsać się nad sobą i swoim stanem zdrowia.
Głownym sposobem walki z nerwicą nie jest farmakoterapia , ona może pełnic rolę wspomagającą. Najważniejsze jest to aby wyzwolic się z egocentryzmu i przerwać to błędne kołoa do tego szalenie potrzebna jest psychoterpia i uświdomienie sobie własnych konfliktów wewnętrznych i nauczenie się konstruktywnego rozwiązywania własnych problemów.
Ulgę i poprawe przynosi to jeśli zlekceważmy naszą chorobę, olejemy ją , powiedzmy sobie co ma byc to będzie , mam to gdzieś, spotkania z przyjaciólmi , znajomymi , rodziną , uprawianie sportu , spacery po łonie natury i przede wszystkim optymizm sa równiez znakomitymi lekarstwami na nasze dolegliwości.
Uśmiechajmy się tak często jak to tylko możliwe , spróbujmy nauczyc się cieszyć chwilą , cieszyc zyciem i tym co mamy.
Snujmy marzenia na przyszłość , wyznaczajmy sobie cele i realizujmy je , nie uciekajmy od zycia i nie zamykajmy sie w czterach scianach w domu bo to chyba największy błąd.
Nerwica jest w pełni uleczalna i mozna ja skutecznie pokonać. :D :D :D

Pozdrawiam wszystkich :D
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
14 sty 2007, 10:30

Avatar użytkownika
przez ewa125 06 lut 2007, 16:10
Ania1976 podpisuje sie w 100% pod twoim postem!!!!!!!!! teraz sobie uswiadomilam ze ja tez zawsze probowalam sie dostosowac do rozmowcy i wyobrazalam sobie co on by chcial zebym w danej chwili powiedziala. ciekawe skad sie to bierze.. i mam jakby cos takiego dziwnego ze czuje sie zarazem lepsza od innych i w tym samym czasie duzo gorsza tak jakby byly we mnie 2 osoby, 1 super a 2 totalnie beznadziejna i lacza sie one w jedna mnie. ciekawe skad sie to bierze... w dziecinstwie nie dostawalam po dupie od rodzicow, zawsze mowili ze mnie kochaja. moze potem stracilam pewnosc siebie w podstawowce jak mialam pryszcze i za piekna nie bylam, ja o sobie myslalam jak o ostatnim pasztecie czasami. teraz sie sobie podobam ale rany z mlodych l;at moze juz nigdy nie odejda calkowicie..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 23 gości

Przeskocz do