Emocje w nerwicy...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez niezapominajka 27 lis 2006, 13:11
Ja właściwie nie wiem, czy mam nerwicę. zawsze byłam towarzyską optymistą, ale nagle to się skończyło. Nagle przestały mnie cieszyć jakie kolwiek wyjscia, mało tego: coraz więcej ludzi mnie denerwuje, jestem tym wiecznie sparaliżowana, bo się boję, że jak sie zdenerwuję to chlapnę coś, zrobię z siebie idiotkę. W każdym człowieku widzę coś, co mnie odpycha, wkurza tak, że nie mogę się pohamować od krytyki itp. Nigdy taka nie byłam, więc co się dzieje?? Niedługo zostanę całkiem sama... Czy to jest nerwica?
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
26 lis 2006, 21:03

Avatar użytkownika
przez IceMan 27 lis 2006, 23:44
Tygryska napisał(a):To jest bardzo ciezkie, ale trzeba próbować się przełamywać. wiele ray nie wyjdzie, bedzie atak leku itd. no ale nie mozna sie zupełnie izolować.

Nie wolno! Izolacja = samotność = nuda i przygnębienie. A to tylko karmi i pogłębia nerwicę. Ja nawet jak nie wychodzę do znajomych to pozostaje mi to forum albo gg. Ale nigdy się całkiem nie izolować!
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 29 lis 2006, 01:38
A dla mnie izolacja jest ucieczką przed ludżmi,ja nawet z ciężkim sercem z domu wychodzę i już słyszę te ich głupie komentarze<patrz co za ciul idzie,jaki debil,on jest żałosny itp.>,czuje każde ich spojrzenie,słyszę śmiech,przez to izoluję się od ludzi,bo przecież po co mam z nimi gadać skoro wiem co sobie kazdy o mnie myśli...Dlaczego ludzie mnie obrażają.....może dlatego że po prostu żyję,a może po prostu dlatego że jestem tym debilem,ciulem,jestem żałosny......chyba jednak to drugie bardziej pasuję :twisted: :twisted: :twisted:
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez janeczka84 29 lis 2006, 09:17
Ja starałam sie radzic sobie sama i nie mowilam znajomym ale szybko bylo tak zle ze nie potrafilam juz wyjsc z domu tak sie balam. A pub, zakupy...bariera nie do przebicia...
I zaczelam mowic....njajblizszym przyjaciolom o okzalao sie ze tylko co do jednej osoby sie mylilam, nadal mam 2 przyjaciol ktorzy chca pomagac, byc obok i wiedzac ze ja sie boje oni przychodza do mnie, sluchaja, rozmawiaja a czasami sa i to najwazniejsze.To ogromna pomoc ale i tak kazdy ma swoje zycie, partnera, znajomych, wyjscia i nikt w nas nie wejdzie nie zrozumie kazdej naszej myśli i to my musimy sobie pomagac bo tylko my mozemy sie wyleczyc.
Offline
Posty
70
Dołączył(a)
11 wrz 2006, 12:33

Avatar użytkownika
przez ^.Lyanne.^ 29 lis 2006, 13:31
Ta przymusowa izolacja to najgorsze, co mnie spotkało...Straciłam dawną radość życia, wielu znajomych...ale staram się wszystko zbudować od nowa. Chyba tak właśnie trzeba.
...!"Panować nad sobą to najwyższa władza"!...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 00:45
Lokalizacja
skądinąd* vel Poznań

Avatar użytkownika
przez IceMan 29 lis 2006, 19:22
U mnie to wyglądało inaczej... Ja raczej znajomych nie miałem. Byłem odizolowany, a teraz chcę to zmienić, chociaż na każdym kroku czuję cień tej 'izolacji' - przeszkadza mi w normalnych, codziennych kontaktach. Jestem żywym skutkiem izolacji i mówię wszystkim, którzy uważają, że to dobre - kiedyś obudzicie i będziecie nagle chcieli mieć znajomych, przyjaciół... ale wtedy to będzie ślepa uliczka, będzie ciężko zbudować to, co było zerwane albo w ogóle nie istniało.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez Czarownica_Akara 29 lis 2006, 21:12
Witaj w klubie.....
" Wlasna, wolna i swobodna wola stanowi
najkorzystniejsza korzysc, w skutek ktorej
diabli biora wszystkie systemy i teorie "

F. Dostojewski
Posty
228
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 19:39
Lokalizacja
Wrocław

przez mmarta 29 lis 2006, 21:18
Ja sama odizolowałam się. Po pewnym czasie ludzie przestają dzwonić, zapraszać. Po pewnym czasie gdy jesteś na najostrzejszym zakręcie życia, przekonujesz się, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Tych prawdziwych zostaje garstka...
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
17 lis 2006, 23:38
Lokalizacja
Elbląg

Avatar użytkownika
przez maiev 29 lis 2006, 21:39
też sie sama odizolowałam - niestety widzę to dopiero teraz. Przed rozpoczeciem leczenia cały czas byłam wkurzona na tą izolację, że nie mam dokąd wyjść, ani że nikt do mnie nie przychodzi i takie tam. A teraz- teraz mi to pasuje.(przeważnie - czasem mi żal) zazwyczaj wolę zostać w domu. Już 2 miesiące odkładam wizyty w knajpach ze znajomymi. Znowu sobie "grabię".
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

przez mmarta 29 lis 2006, 21:59
Ja wiem, że moja izolacja jest winą depresji. Tłumaczyłam sobie, że to dla nich robię, żeby ich nie martwić. Ale tak naprawdę to czysty egoizm- wiem, że będę źle się czuła, więc unikam. I źle mi z tym, bo wiem, że ludzie mnie zapraszają a ja odmawiam. I, że w tym momencie to wszystko zależy ode mnie... wkońcu ile można walczyć o kogoś.
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
17 lis 2006, 23:38
Lokalizacja
Elbląg

Avatar użytkownika
przez maiev 29 lis 2006, 22:30
a wiesz że masz rację. Też tak tłumaczę, że nie rozmawiam z nimi bo tylko im marudzę. Unikam wszelkich spotkań i tym samym wysiłków - sobie oczywiście. I wiem, że w końcu im się znudzi zapraszanie kogoś kto - jak mogą sobie pomyśleć - ma ich gdzieś. Ale co ja na to poradzę, że ja myslę że oni mnie nie lubią. Przecież nie będę każdemu tłumaczyć co mi jest. I tak by nie zrozumieli pewnie. Ostatnio powysyłałam sms-y odpowiedniej treści - mam nadzieję że się nie obrażą że nie daję znaku życia.
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Pustka emocjonalna

przez sedomix 30 lis 2006, 00:10
Witam!

Zastanawiam się ostatnio sporo na temat źródeł wszystkich moich lęków, szczególnie lęku przed śmiercią, który towarzyszy mi nieustannie pozbawiając mnie skutecznie radości życia... I zaczynam dostrzegać związek lęków z utratą wiary w nieśmiertelność... z utratą wiary w Boga. Bo mam w sobie bardzo silne przekonanie, że śmierć kończy wszystko, więc pytam siebie, jaki jest sens mojego życia?? I boję się, że i tak to w gruncie rzeczy bezsensowne życie wkrótce się skończy, co jeszcze bardziej mnie przeraża. Nie ma chyba gorszego przekonania niż to, że śmierć jest końcem. Jak to jest u was? Wierzycie w życie po śmierci? Macie poczucie sensu swojego życia? Skąd biorą się wasze lęki? Czy z pustki egzystencjalnej? Piszcie, bo ten temat wyjątkowo mnie dręczy... I szukam wyjścia ze swoich lęków. :cry:
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
30 sie 2006, 00:48
Lokalizacja
Lublin

Avatar użytkownika
przez Crystalia 30 lis 2006, 12:11
Ja wierzę w życie po śmierci, bo faktycznie jeśliby śmierć była końcem wszystkiego, to życie nie miałoby sensu. Chyba coraz mocniej wierzę też w reinkarnację.

Co jest sensem życia? Według mnie sensem życia jest nieustający rozwój duszy. Żyjąc, mamy okazję uczyć się i stawać coraz lepszą i mądrzejszą istotą i to właśnie te najgorsze, najsmutniejesze doświadczenia życiowe uczą nas najwięcej.
Odwaga jest podążaniem w nieznane wbrew swoim obawom. Nie oznacza ona braku lęku.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
12 maja 2006, 14:09
Lokalizacja
dobre pytanie!

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 32 gości

Przeskocz do