Skocz do zawartości
Nerwica.com

Leki do końca życia?


Amator

Rekomendowane odpowiedzi

Jestem zdruzgotany, bo nie wiem czy brać leki do końca życia czy do końca

życia męczyć się z objawami mojej nerwicy. Chciałbym rozdzielić wszelkie za

i przeciw i dowiedzieć się w końcu co dla mnie będzie lepsze. Czy życie bez

leków w ciągłym strachu i pod opieką rodziców czy w miarę samodzielne życie

ale na lekach. Brałem clonazepam przez 12 lat i jakoś mi się żyło. Miałem

prawie wszystko, musiałem tylko pamiętać o porannej dawce. Co ciekawe

wcale nie zwiększałem z czasem dawki. Robiłem naprawdę wiele rzeczy.

Pracowałem od rana do wieczora, podróżowałem z dziewczyną.... po prostu

żyłem. W wolnych chwilach nawet udzielałem się w wolontariacie. Fajnie było

pomagać trochę innym. Nie miałem nawet czasu aby za wiele się nad sobą

zastanawiać. Lubiłem przebywać z ludźmi i to powodowało, że rzadko

myślałem o chorobie. Często mówi się jakie to życie krótkie. Ja przeżyłem już

30 lat z czego 12 na lekach. Teraz sobie myślę, który okres w moim życiu był

najgorszy. Zdecydowanie najgorszy jest ten gdy odstawiłem clonazepam. Nie

robię prawie nic. Egzystuje siedząc w domu lub jak jestem wyspany jeżdżę na

rowerze, chodzę na pocztę, po zakupy, czasem z kimś pogadam. Stres u mnie

bez leków jest tak ogromny, że paraliżuje mnie dosłownie. Nie tak dawno

zdecydowałem się na wyjazd do rodziny. Poszedłem nawet do nich do domu,

ale siedziałem tak spięty, że odbierało mi mowę. Było strasznie. Wszystko we

mnie drżało, poty mnie oblewały i cholernie ściskało w gardle. Takie spotkania

to dla mnie udręka. A kiedyś kochałem odwiedzać ludzi, rodzinę szczególnie.

Po domu też chodzę cały spięty. Trudno mi wykonywać najdrobniejsze

czynności. Zmuszam się do wszystkiego. Byłem na tydzień w pracy u

znajomego, pracowałem nawet 12 godzin dziennie. Nerwy oczywiście mnie

zjadały, ale jakoś dałem radę.

Jednak dla wielu ludzi praca to przyjemność, dla mnie kiedyś bez stresu też. Co

to za życie jak człowiek z trudem rozmawia z innymi, jak nie może się

spotykać, ciężko udać się na piwko. Boże, ja nie mogę w tym stresie nawet

rozmawiać, a co za tym idzie z nikim nie porozmawiam sobie o własnych

zainteresowaniach, o tym co dzieje się na świecie, nie mogę pokazać siebie

jakim jestem. Bardzo bym chciał aby znów ludzie zaczęli mnie lubić, chcę z

nimi rozmawiać, pracować, cieszyć się. Wszystko to mogę robić biorąc leki.

Teraz, gdy ich nie biorę, wszystko jest takie nierealne. Oglądam telewizję i

widzę jak ludzie pracują, zwiedzają świat, poznają innych, śmieją się wspólnie.

Bo niby kiedy ma być czas na delektowanie się życiem. Ja mam teraz 30 lat.

Pojęcia nie mam kiedy się z tej nerwicy wyleczę. Może minąć jeszcze kilka lat

zanim zacznę pracować i spotykać się z ludźmi. Może być tak, że za pewien

czas będzie na wszystko za późno. Teraz jestem jeszcze przystojny, wysoki, ale

wkrótce zacznę się starzeć i komu wtedy się spodobam. Teraz chcę mi się

jeszcze chodzić na zabawy, zrelaksować się przy jakiś dziewczynach z

kumplami. Jeszcze w życiu nic szczególnego nie osiągnąłem, nikt mnie nie

zapamięta szczególnie gdy kiedyś odejdę. Na lekach mogłem wszystko jak

sobie teraz przypomnę. Czy nie warto zatem nie przejmować się kilkoma

skutkami ubocznymi i brać te leki. Czy nie warto coś w tym życiu zacząć

wreszcie realizować, robić to co się umie i lubi? Czy lepiej czekać na poprawę

robiąc zaledwie malutkie kroczki. Codziennie życie przechodzi mi między

palcami. Może robię te małe kroczki, ale gdzie ja dojdę tymi kroczkami. Jak

bym miał 16 lat i ten umysł co teraz to bym nie myślał o tych lekach. A co jeśli

spotka mnie wypadek. Pójdę może do nieba i z góry popatrzę na ten świat.

Pomyślę wtedy, że miałem szansę, mogłem tyle zrobić, mogłem poznawać

świat, a że na lekach, kogo to obchodzi, że biorę leki. Czy ważniejsze jest to jak

ja się na nich czuję czy jak widzi to świat? A że uzależniają, ale mi pomagają

funkcjonować. Może innym nie pomogą tak bardzo jak mnie, może innych

tylko uzależnią, a mnie uzależnią też ale jednocześnie pozwolą żyć. I znów

ważniejsze staje się to jak widzą mnie inni. Bo gdy zacznę znów brać to

bardziej boję się opinii rodziny. Bliscy maja nadzieję, że wyjdę z odwyku, że

zacznę zarabiać, a tak naprawdę nic nie wiedzą, nie wiedzą jak ja się czuję i

nigdy nie będą wiedzieć. Gdybym zaczął brać leki i zacząłbym pracować to

rodzina była by chyba bardziej zadowolona niż teraz gdy siedzę i nie wiele

robię. To ja przyzwyczajam otoczenie do takiego myślenia o tych lekach.

Gdybym od początku mówił, że te leki to witaminy i mam je przypisane do

końca życia to nikt nie miał by nic przeciwko, a ja nie musiał bym rozgłaszać

do dokoła, że coś biorę. Rodzina i bliscy nie mają pojęcia co to benzodiazepiny.

Wiedzą tylko, że te leki istnieją i uzależniają, a wiedzą to tylko dzięki mnie. Bo

brałem je dla własnego samopoczucia, nie dla innych. Czasem mi ludzie

mówią, że nie warto się przejmować, że ta moja choroba to wymysł mojej

psychiki, że myśląc tak pesymistycznie do niczego nie dojdę. I mówią mi to

ludzie wprost. Ale tak naprawdę ludzie nie wiedzą co ja muszę przejść, aby

kupić sobie w sporzywczaku jabłka lub świeże bułki. U mnie każdy dzień to

walka ze stresem, gdziekolwiek jestem. Trzęsę się, ciężko jest mi wydobyć

słowa, wśród ludzi czuję straszny lęk. W czasie tych ponad 3 miesięcy bez

leków zrobiłem owszem spore efekty. Z początku nawet z domu nie

wychodziłem, a teraz zrobię sobie te zakupy i zapłacę rachunki na poczcie, ale

to strasznie niewiele. Gdzie praca, kontakty z ludźmi, zabawa.... tak mi tego

potrzeba. Duszę się dosłownie tą samotnością. Po prostu potrzeba mi żyć. Ja się

już duszę od tego stresu, od tej nerwicy. To jest taka blokada na wszystko, na

życie całe. Nie wiem kiedy sobie z tym poradzę, nie wiem czy za kilka lat nie

powiem dość i znów zacznę brać benzodiazepiny. Bo gdybym musiał

utrzymywać się za własne pieniądze, to bez leków nie dał bym rady za nic w

świecie. A kiedyś będę musiał dać radę. Od tego stresu zaczyna niedomagać

moje ciało. Ciągle coś mnie dotyka. Gdy przestałem brać leki miałem okropne

bóle w okolicach serca, bolały mnie też dziwnie nogi, do toalety chodzę co 30

minut, jestem strasznie uczulony na hałas, nie mogę spać, zaczynają wypadać

mi włosy na czole. Jestem spięty cały czas, 24 h na dobę jestem okropnie

pobudzony. Moje ciało i umysł są pewnie tak napięte jak ciało i umysł

normalnego człowieka w sytuacji zagrożenia życia. I z tym wcale nie

przesadzam. Nawet na taki dźwięk jak pstry czek od zapalania światła, moje

ciało reaguje chwilowym drżeniem. Miałem też kilka razy tak, że podczas

zdenerwowania jakąś sytuacją nie mogłem powstrzymać lekkich drgań głowy.

Czy zatem nie lepiej brać leki i żyć?

Dziś był dla mnie szczególny dzień. Otóż nie mogłem się ostatnio wyspać bo

dolegał mi pęcherz. Spałem dobrze tylko 2 razy w ciągu ostatnich 14 dni.

Ostatnio doszło do tego, że musiałem w nocy wstawać co 20 minut do ubikacji i

to od rana do wieczora. Brałem sporo leków na przeczyszczenie nerek i nic.

Ostatni było już ze mną bardzo kiepsko. Sen dla mnie jest tak ważny jak woda,

szczególnie w tym okresie wzmożonego napięcia. Brak snu rujnował mi

całkiem życie, a i tak niewiele z tego życia ostatnio miałem. Po dwunastej czy

trzynastej nieprzespanej nocy miałem już tego tak dość, że na następną

chciałem wsiąść clonazepam. Ale jeszcze dałem sobie szansę. Jednak ostatnia

nockę też nie spałem. Dziś musiałem w końcu pojechać do urologa. W życiu

nie dał bym rady się przebadać się w tym stresie i w dodatku po tylu nie

przespanych nocach. Po prostu nie ma takiej siły, a z nerkami kiepsko i nie

wiem jak bym miał to dalej przeżyć. Wziąłem 0,25mg clonazepamu.

Oczywiście wszystkie lęki, nerwy minęły. Wiedziałem, że wszystko minie bo

znam świetnie specyfikę działania tego leku. W sumie musiałem jeździć po

kilku przychodniach aż ktoś mi pomógł, bo na wizytę dziś nie byłem

umówiony. Bez leku nawet bym pewnie nie wysiadł z samochodu. Boże jak ze

mnie dzisiaj wszystko zeszło, to jest nie do opisania. Tu nie chodzi tylko o

ogólne uspokojenie. Mój umysł i ciało po tylu dniach walki ze stresem wreszcie

mógl się na chwilę zrelaksować. Serce mi tak nie waliło, poty mnie nie

oblewały i co wręcz niesamowitego przestałem odczuwać zmęczenie. Przestały

piec mnie oczy, a po tych nieprzespanych nocach ciężko mi je było otwierać.

Nie wiem co będzie jutro, ale przynajmniej dziś poczułem ulgę, to przestało

boleć. Przynajmniej dziś trochę odpocząłem. Wypiłem na mieście kawę,

spotkałem nawet znajomego, z którym nie mogłem przestać gadać. W końcu

poszedłem z nim załatwiać sprawy a całą drogę gadaliśmy. Nie widzieliśmy się

dawno, a zainteresowania mamy bardzo podobne. To była normalna rozmowa,

bez tików, bez jąkania się, bez kłucia w sercu, bez zimnych potów. Kilka razy

śmialiśmy się. Boże jak fajnie jest się pośmiać tak prawdziwie i bez tego ścisku

na twarzy. I tak naprawdę dzisiaj przez te kilka godzin mogłem żyć. Przez

chwilę żyłem tak jak lubię, normalnie. Bo nic nie zastąpi człowiekowi

obcowania z innymi, zwykłego rozmawiania, wymieniania poglądów, śmiania

się.

I teraz tak cały czas się zastanawiam czy sobie to wszystko odbierać. Dzięki

tym lekom mogłem żyć, tak prawdziwie żyć. Jedyną ceną tego życia było

pamiętanie o noszeniu leków w kieszeni. Czy to tak wiele?

 

PS: napisałem ten tekst w swoim notatniku i wkleiłem tu na forum, bo nie mam ani komu tego pokazać, ani z kim o tym porozmawiać. chętnie posłucham opini innych osób. dziękuję, jeśli ktoś przeczytał wszystko. Pozdrawiam

 

Pozdrawia

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Faktycznie leki to podstawa wyleczenia i dobrego samopoczucia w walce z nerwicą ,dzięki nim w miarę normalnie funkcjonujemy podczas leczenia. Tylko niestety niektóre z nich uzależniają i zawsze jakiś lek ma swoje słabości czyli skutki uboczne. Niestety żeby lepiej się poczuć to czasem trzeba połknąć kilka prochów aby nerwica nie dokuczała nam aż tak bardzo.A może tak jakaś terapia by trochę pomogła?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odzew.

To leki to z grupy benzodiazepin w tym przypadku. Niestety inne mi nie pomagają, a już na pewno nie na taką skalę.

Na terapię chodziłem i wspólnie z psycholog doszliśmy do dwóch wnisków: mianowicie a.) biorę te leki i staram się żyć normalnie na stałej, minimalnej dawce b.) odstawiam całkowicie i uczę się żyć bez nich.

Ja zdecydowałem się na to drugie. Niby pokonałem te najgorsze chwile, ale, nie bedę ukrywał, czuję się fatalnie.

Po prostu nie wiem do jakiego życia mam wrócić :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hm, nie wiem co Ci poradzić ale wiedz, że Cie bardzo dobrze rozumiem. Biorę leki antydepresyjne ale kiedy je odstawiam też czuję się podle. Do tego stopnia podle, że po jakims czasie muszę do nich wracać. Mnie też czasem ludzie mówią, że choroba to wymysł mojej psychiki itd. No cóż, nie życzę im żeby się przekonali jak to na prawdę jest.

Jesteś bardzo odważny, że zdecydowałeś się odstawić ten clonozepan mimo, że tak przez to cierpisz. Życzę Ci powodzenia, obojętnie czy postanowisz dalej radzic sobie bez leków czy do nich wrócisz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam cie Amator i rozumie jak bardzo sie fatalnie czujesz nie biorac tych lekow.Sam to przechodzilem i doszedlem do wniosku ze lepiej brac minimalna dawke niz calkowicie zrezygnowac i przestac funkcjonowac na codzien.Smieje sie ze ta choroba to moj krzyz ktory bede dzwigal przez cale zycie a leki ktore biore to sa skrzaty ktore pomagaja mi go niesc,wiec mysle ze lepiej wziasc te skrzaty i cieszyc sie zyciem. POZDRAWIAM....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja powiem tak jestem zdecydowaną przeciwniczka leków ,napisałeś ze masz 30 lat jesteś teraz młody a co bedzie dalej jak ,będziesz cały czas jechać na lekach? pomyślałeś o tym?niedługo młodośc sie skończy przyjda inne dolegliwości REALNE a co z organizmem ? Sorki może będe brutalna ale naprawde musisz chcieć się z tego wyleczyć ,stań twarzą w twarz ze swoim lękiem innej drogi nie ma ,jak dla mnie przez całe życie jazda na wspomagaczu to nie życie!Dla przykładu moja matka jest ciężko chora i musi brać leki bardzo poważne przez całe życie ,ja patrze na to codziennie jak te leki ją wykańczają ,pomału rozwalają cały organizm.Czy ty będac zdrowy (bo nerwica to nie choroba) chcesz się skazać na coś takiego? Pomyśl nad tym :idea:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moim zdaniem te silne leki i wszystko inne jest w Twojej glowie a dodatkowo skutkiem odstawienia Clono ,prawda jest taka ze jesli zdecydujesz sie odstawic clono calkiem to bedziesz cierpiec ale wierz mi nie cale zycie ,psychika i organizm dojda do rownawagi stopniowo z czasem ,rok ,dwa a potem juz z gorki to jak po kilku lat brania narkotykow :roll:

POWODZENIA!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agapla,czyli Twoim zdaniem nerwica to nie jest realna choroba? Hm, ciekawe...

jaa, nie wiem czy branie narkotyków a leków przeciwlękowych to to samo. Ok, pewnie się od nich uzależnił ale przecież była przyczyna, dla której zaczął je brać. Może ta przyczyna dalej istnieje.

Nic z tego nie rozumiem, myślałam że wszyscy się zgadzamy, że depresji/nerwicy nie da sie wyleczyc samym "chceniem".

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z Wami. Jednak ostatnio wydaje mi się, że właśnie walcząc z tymi wszystkimi objawami tracę czas zamiast korzystać z życia. Po prostu objawy nie ustępują, albo ustepują ale strasznie wolno. Do tego doszła teraz bezsenność i kłopoty z pęcherzem. Chyba ostatnio tego za wiele i dlatego myślę o powrocie do benzodiazepin. Jeśli jednak znów zacznę je brać to przegram ponad trzy miesięczną walkę. Do tego samotność mnie ostatnio dobija. Jestem wyczerpany i dlatego takie mam myśli. Piszę meile do mojej psycholog, zobaczymy.

Tak mi się wydaje coraz bardziej, że moje objawy to nie jest już uzależnienie tylko nie leczona nerwica. Psycholog też mi kiedyś powiedziała, że uzależnienie od leków wywołuje tylko 20% moich objawów.

Dzięki za rady. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jaa, nie wiem czy branie narkotyków a leków przeciwlękowych to to samo. Ok, pewnie się od nich uzależnił ale przecież była przyczyna, dla której zaczął je brać. Może ta przyczyna dalej istnieje.

Nic z tego nie rozumiem, myślałam że wszyscy się zgadzamy, że depresji/nerwicy nie da sie wyleczyc samym "chceniem".

 

nie jest to samo ,chodzilo mi raczej o porownanie ze i to uzaleznia i to i podobne sa efekty uboczne odstawienia ze nie da sie samemu funkcjonowac i tez psychicznie nam sie tak wydaje ( osobom uzaleznionym)

 

 

Amataor 3 miechy to juz cos ,szkoda tego zaprzepascic a noz wygrasz walke i wkoncu za jakis czas bedzie i coraz lepiej i lepiej masz jeszcze cale zycie przed soba dlatego najlepiej chodzic na psychoterapie i na grupowa a noz poznasz kogos tez i tam ;) joga ,sporty jakies jak juz bedziesz w stanie sam wychodzic dalej i na dluzej gdzies

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pyzia nie realna pod takim względem że wszystko to dzieje się tylko w naszej głowie a tak naprawde pod kazdym innym względem jesteśmy zdrowi po drugie nie powinno się nerwicy uwarzać za chorobe bo jest to schorzenie a schorzenie to nie choroba (tak ku woli wyjaśnienia) ;) a po trzecie ja sie absolutnie nie zgodzę ,oczywiście ze nerwice da sie wyleczyć samym chceniem .Trzeba chcieć z tego wyjśc ,sorry to jest podstawa a nie jakies tam leki ,jak można wyleczyć emocje lekami?Przecież to wszystko siedzi w nas i tylko my możemy sami się z tym uporać dopóki sie tego nie zrozumie to nici z postępów .Poza tym istnieje tyle sposobów na wyjście z nerwicy różne techniki relaksacje itp nie będe się powtarzać bo wszystko było już napisane na forum ,że naprawde nie trzeba się ładować w psychotropy ! powiem szczerze że jestem w szoku że ktoś chce brac leki przez całe życie tak naprawde na schorzenie na które nie ma leku! leki chemiczne sa wspomagaczami ALE NIE WYLECZĄ

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ma ktos problem z wrazliwymi oczkami? Tzn. mnie tak nieraz galki bola i swiatlo mnie razi strasznie, ze lepiej by bylo gdyby mi wylecialy na wierzch juz. Hahh! Albo takie dziwne uczucia, ktorych nie da sie okreslic. Zomiren, Seronil i Spamilan pomagaja, zeby sie tego pozbyc? Greetings for all! :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agapla Nie myślałam, że spotkam się na tym forum z takimi opiniami. Takie same słyszałam od znajomych, którzy nie orientują się za bardzo, czym jest ta choroba (czy też schorzenie, jak zwał, tak zwał). Terapia i zmiana nastawienia mogą zdziałac cuda, mnie też pomogły. Ale nie zawsze mogą wyleczyć. Czasem leki są potrzebne po prostu, żeby móc funkcjonować. Nie zawsze pomagają ww techniki relaksacyjne.

Nie sądzę też, żeby ktokolwiek CHCIAŁ brać leki przez całe życie. Każdy chce jakoś przeżyć i robi to w tym kierunku co się da.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

powiem szczerze że jestem w szoku że ktoś chce brac leki przez całe życie

Czasem się nie chce ale jest się zmuszonym aby normalnie żyć.

Poza tym istnieje tyle sposobów na wyjście z nerwicy różne techniki relaksacje itp
Czasem naprawdę wszystkie zawodzą niestety.
Przecież to wszystko siedzi w nas i tylko my możemy sami się z tym uporać
Racja.

Gdyby w moim przypadku zadziałały jakieś inne leki lub gdybym umiał się zrelaksować jakimś innym sposobem to tego tematu bym nie zakladał. Ale stało się tak, że skończyły mi się mozliwości w pewnym momencie, tyle.

A co do leków to mi je 12 lat temu przypisał lekarz pierwszego kontaktu o czym już pisalem w innym temacie. Nie chcę ich brać aby sobie poświrować, ani dla przyjemności. Ach, nie mam już słów.

Na odwyku już tak jest. Najgorsze jest to, że wszędzie wkoło widzisz radość, ludzi , ładną pogodę, a nie możesz z tego korzystać.

Ale jestem dobrej myśli. Narazie nie biorę. Pójdę jeden dzień do psychiatry mojego (mam nadzieję, że dam radę), może przypisze jakieś nowe leki. Szczególnie nasenne by mi się przydały. Od 14 dni nie mogę się dobrze wyspać. Jak sobie poradzę ze snem i z pęcherzem to będzie dobrze.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pyzia najwidoczniej ci co się mało orientuja w tym schorzeniu również potrafią miec trochę racji ;) czasem trzeba ludzi posłuchać, uwierz mi ja się bardzo dobrze w tym orientuje i nie trzeba mi opowiadać jaki to jest koszmar bo znam to z autopsji ,a naprawde było cholernie ciężko ! ale wyszłam z tego ,zresztą jestem już tu na forum dośc długo i wiele osób które z tego wyszły i na to forum już nie zaglądają powiedziałoby ci to samo co ja.Przykro mi ale nie zamierzam nikogo okłamywać i opowiadać że leki sa spoko i trzeba je brac ,owszem można przez jakiś czas jako wspomagacz leczenia ale coś w tym czasie trzeba robić a nie czekac na cud .Moje zdanie jest takie jakbym nawet miała nawrót to leków bym i tak nie wzieła ,bardzo sie cieszę że od razu po wyjściu od lekarza 2 lata temy wywaliłam recepte do śmieci ,to była najlepsza deczja w moim zyciu ,ale powtarzam to jest tylko moje zdanie i nikomu nic nie narzucam pozdr.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bardzo sie cieszę że od razu po wyjściu od lekarza 2 lata temy wywaliłam recepte do śmieci ,to była najlepsza deczja w moim zyciu ,ale powtarzam to jest tylko moje zdanie i nikomu nic nie narzucam pozdr.

 

co ci pomogło z tego wyjść? twoja własna praca, czy było też jakieś zdarzenie, które ci w tym dodatkowo pomogło?

 

Amator, sama nie wiem. Ja biorę leki od krótkiego czasu, półtora miesiąca, brałam też kiedyś i wiem, jak to może zmienić myślenie. Jeszcze parę miesięcy temu bym powiedziała, że leki to jak przykleić plasterek na krwotok - teraz mi pomogą, ale przecież nie chcę ich brać przez całe życie. Ale teraz, po podsumowaniu zysków i strat, nie jestem już tego taka pewna. Tzn mam podobne myśli już, jak ty. Ja męczyłam się z sobą od około 7 lat, sama dla siebie byłam psychoterapeutą i psychiatrą :shock: przewałkowałam prawie każdy możliwy temat, przez ten czas już nabrałam nieco do siebie dystansu, zrozumienia dla innych, ale tak naprawdę stoję w miejscu, a ostatnio było już tylko gorzej.

 

Ja to porównuję do tego, co przechodzi były alkoholik albo więzień. Jeśli przechlał, czy przesiedział tyle lat, zna tylko jeden sposób na życie, to jak on ma sobie poradzić?

 

Ale jednak na twoim miejscu, próbowałabym dalej ich nie brać. Bo z tego co piszesz, to mówiąc krótko chcesz znaleźć wytłumaczenie dla tego, by brać je dalej. Nie, nie znęcam się nad tobą, bo ja ciebie rozumiem. Jak człowiek nie widzi efektów, a wie, że szybko może mieć 'normalne' życie, to czemu ma tego nie zrobić? To zależy, co wybierzesz.

 

Bo przecież ciągłe branie prochów nie robi z ciebie wariata, czy jakiegoś odszczepieńca. Ludzie robią i dziwniejsze rzeczy, i nie dokopują sobie z tego powodu na każdym kroku. Możesz być tym 'jednym z niewielu', którzy przejdą przez życie z pomocą tych proszków, i nie ma co robić rabanu o to. Przecież w końcu trzeba zrobić coś, czego się chce, nie oglądając się ZAWSZE na zdanie innych.

 

Ale możesz też wybrać inną drogę, w zasadzie niby trudniejszą, jak zwał, tak zwał. Możesz sobie samemu pokazać, że to potrafisz zrobić. Byle znów nie oglądać się na zdanie innych, czekać, żeby to docenili. Bo to jest robota dla siebie, nie dla kogoś przecież.

 

Zależy jak na to patrzeć. Nerwica to moze być dla człowieka wyzwanie. Ale równie dobrze może być ono czegoś uczące, jak i degenerujące. Jeśli się skupisz tylko na złych skutkach nerwicy - to bierz prochy nadal. Jeśli zaś potrafisz dojrzeć w niej coś dobrego: że bardziej poznajesz siebie (niby z przymusu :smile: ), jeśli stopniowo będziesz się starał myśleć o sobie z dystansem, dochodzić, dlaczego w danej sytuacji masz takie objawy, w innej inne, i że to czasem nawet jest zabawne, że tak się z tobą dzieje - jeśli powoli bedziesz do tego dochodził, to teraz ich nie bierz.

 

Ale musi brać w tym coś udział. Po swoich doświadczeniach widzę, że nie możesz się odcinać od innych. Przydałoby się, żebyś stopniowo zaczął przebąkiwać innym jak się czujesz, co myślisz o swoim stanie. Ofkors nie na okrągło, bo od takich, co ciągle gadają o sobie, to ludzie spierdzielają, aż się kurzy, heheh. Mów, tak jakbyś mówił do siebie, siedząc obok: wtedy będziesz wiedział, ile mówić. Jeśli zamkniesz się całkowicie na innych - to zapomnij o życiu bez prochów. Tak się po prostu nie da.

 

Co do myśli, że już nic cię nie czeka, to przecież dotychczas wcale nie przeżyłeś mało, z tego co piszesz. Tak więc nie masz zmarnowanego życia, że nie wiem, nigdy nie pracowałeś, nigdy z nikim nie byłeś, albo 'swojego nie wypiłeś'. :D

 

Sam siebie musisz zapytać: chcę przeżyć na prochach życie, czy nie? A jak dla mnie życie na prochach, to nie jest jakiś odchył: trzeba w końcu zrobić to, czego się samemu chce. To nie jest alkohol, czy narkotyki, które wykluczają z normalnego obiegu przecież. Ale to musisz wiedzieć sam.

 

Nie wiem, może spróbuj wyobrazić sobie, że masz 80 lat, masz za sobą życie, masz swoje doświadczenia, rodzinę itp - i czy żałowałbyś, czy nie, że je brałeś? Nie warto słuchać, co piszę ja, czy ktokolwiek inny na tym forum, w twojej rodzinie, wśród znajomych, nikt nigdy nie podpowie ci tego, czego byś chciał. Zawsze się będziesz wahał. Jeden ci powie: bierz, inny nie bierz, każdy będzie miał trafiające do ciebie argumenty. W końcu zaczniesz je brać, i będziesz to sobie stale wyrzucał. Bo po tym, co piszesz, widzę, że chcesz je brać, ale tylko dlatego, bo teraz nie widzisz dla siebie wyjścia. Dlatego olej to, co ci gadają inni i zapytaj sam siebie, czego TY byś chciał. Co jest dla ciebie ważniejsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam

groza z ogromną uwagą przeczytałem Twoją odpowiedż.

Kurczę, masz rację. To ja powinienem dobrze czuć się z podjętą decyzją. Ostatnie 12 lat nie uważam za stracone. Cieszę się, że pomimo brania leków podejmowałem się wielu zajęć, które sprawiały mi satysfakcję. I chyba chciałbym wrócić do wykonywania tych wszystkich czynności.

Niedługo pogadam o tym ze swoim psychologiem.

Dziękuję za Twoją wypowiedż, dała mi sporo do myślenia ;)

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To prawda ze powinienes sam byc pewien ,ze postąpiłeś słusznie.Ale decyzje o zazywaniu lekow nie mozemy tez traktowac jako decyzjii nieodwracalnej!Piszesz ze zle sie czujesz bez leku ,- dobrze biorąc go ,no ale lek jest po to aby przyniósł ulgę, w przeciwnym wypadku branie go nie mialoby sensu i zostalby zamieniony na inny.Ale o czym innym chcialam...

Objawy które odczuwasz to lęk,leki mają go zniesc i robią to swietnie.Ale powinien przyjsc czas kiedy lęku nie będzie i będziesz czul sie dobrze nie zazywając nic.Wlasnie do takiego celu mamy dązyc.W tym ma pomóc psychoterapia.Nikt nie moze Ci kazac zrezygnowac z leku gdy czujesz sie zle.,ale trzeba pamiętac ze lęk jest OBJAWEM i wskazuje nam obszary gdzie jest problem.,,Znieczulając ,,sie tracimy,,orientacje,,.Na pewno wiesz jak niebezpieczne jest leczenie bólu bez usuwania przyczyny.Biorąc leki usuwamy tylko objaw choroby a ona sama pozostaje .Pół biedy gdyby ktos zagwarantowal nam ze na lekach,,dojedziemy,,do konca swoich dni i zawsze będziemy na nich dobrze sie czuc,ale takiej gwarancji nikt nie da.Wykorzystuj czas gdy dobrze sie czujesz na leczenie! A nie na zaleczanie objawów .Bo choroba ma przyczyne!!A nie tylko objawy.Pozdrawiam:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyczyny nie da sie wyleczyć.Przyczynę mozna jedynie znależć.

Trzeba wplywac na stan psychiczny chorego w celu usunięcia ZAKLOCEN PRZEZYWANIA ,bo to one są przyczyną jego choroby.Sami raczej nie będziemy w stanie tego dokonać.Nawet psychoterapeuta nie byłby w stanie sam sobie pomóc (w razie nerwicy).

Zazywając cale zycie leki narazamy sie na wiele problemow;nie wiemy na jak dlugo leki będą nam jeszcze słuzyć,zajdzie kiedys potrzeba zmiany leku ona sam nie będzie spelnial juz swojej roli a odstawić sie nie da- uzaleznienie pozostanie.tym sposobem zafundujemy sobie dodatkowe zródło cierpienia.Jestem za psychoterapią bo to jedyna słuszna droga i dająca nadzieje na pełne wyleczenie,oczywiscie leki stosowac jako wspomaganie leczenia.Czasem bez lekow nie mozna nawet zacząc terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W leczeniu nerwicy ,psychoterapia ma doprowadzic do uzyskania wglądu.Gdy juz wiemy jakie obszary naszego zycia są zaburzone i dlaczego ,to wtedy dopiero zaczyna sie własciwa praca nad sobą która umozliwia rozwiązanie problemu ktory za takim objawem stoi.

Zaburzenie nerwicowe nigdy nie jest tez spowodowane jedną przyczyną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×