Leki do końca życia?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Leki do końca życia?

przez Amator 30 lis 2007, 23:04
Jestem zdruzgotany, bo nie wiem czy brać leki do końca życia czy do końca
życia męczyć się z objawami mojej nerwicy. Chciałbym rozdzielić wszelkie za
i przeciw i dowiedzieć się w końcu co dla mnie będzie lepsze. Czy życie bez
leków w ciągłym strachu i pod opieką rodziców czy w miarę samodzielne życie
ale na lekach. Brałem clonazepam przez 12 lat i jakoś mi się żyło. Miałem
prawie wszystko, musiałem tylko pamiętać o porannej dawce. Co ciekawe
wcale nie zwiększałem z czasem dawki. Robiłem naprawdę wiele rzeczy.
Pracowałem od rana do wieczora, podróżowałem z dziewczyną.... po prostu
żyłem. W wolnych chwilach nawet udzielałem się w wolontariacie. Fajnie było
pomagać trochę innym. Nie miałem nawet czasu aby za wiele się nad sobą
zastanawiać. Lubiłem przebywać z ludźmi i to powodowało, że rzadko
myślałem o chorobie. Często mówi się jakie to życie krótkie. Ja przeżyłem już
30 lat z czego 12 na lekach. Teraz sobie myślę, który okres w moim życiu był
najgorszy. Zdecydowanie najgorszy jest ten gdy odstawiłem clonazepam. Nie
robię prawie nic. Egzystuje siedząc w domu lub jak jestem wyspany jeżdżę na
rowerze, chodzę na pocztę, po zakupy, czasem z kimś pogadam. Stres u mnie
bez leków jest tak ogromny, że paraliżuje mnie dosłownie. Nie tak dawno
zdecydowałem się na wyjazd do rodziny. Poszedłem nawet do nich do domu,
ale siedziałem tak spięty, że odbierało mi mowę. Było strasznie. Wszystko we
mnie drżało, poty mnie oblewały i cholernie ściskało w gardle. Takie spotkania
to dla mnie udręka. A kiedyś kochałem odwiedzać ludzi, rodzinę szczególnie.
Po domu też chodzę cały spięty. Trudno mi wykonywać najdrobniejsze
czynności. Zmuszam się do wszystkiego. Byłem na tydzień w pracy u
znajomego, pracowałem nawet 12 godzin dziennie. Nerwy oczywiście mnie
zjadały, ale jakoś dałem radę.
Jednak dla wielu ludzi praca to przyjemność, dla mnie kiedyś bez stresu też. Co
to za życie jak człowiek z trudem rozmawia z innymi, jak nie może się
spotykać, ciężko udać się na piwko. Boże, ja nie mogę w tym stresie nawet
rozmawiać, a co za tym idzie z nikim nie porozmawiam sobie o własnych
zainteresowaniach, o tym co dzieje się na świecie, nie mogę pokazać siebie
jakim jestem. Bardzo bym chciał aby znów ludzie zaczęli mnie lubić, chcę z
nimi rozmawiać, pracować, cieszyć się. Wszystko to mogę robić biorąc leki.
Teraz, gdy ich nie biorę, wszystko jest takie nierealne. Oglądam telewizję i
widzę jak ludzie pracują, zwiedzają świat, poznają innych, śmieją się wspólnie.
Bo niby kiedy ma być czas na delektowanie się życiem. Ja mam teraz 30 lat.
Pojęcia nie mam kiedy się z tej nerwicy wyleczę. Może minąć jeszcze kilka lat
zanim zacznę pracować i spotykać się z ludźmi. Może być tak, że za pewien
czas będzie na wszystko za późno. Teraz jestem jeszcze przystojny, wysoki, ale
wkrótce zacznę się starzeć i komu wtedy się spodobam. Teraz chcę mi się
jeszcze chodzić na zabawy, zrelaksować się przy jakiś dziewczynach z
kumplami. Jeszcze w życiu nic szczególnego nie osiągnąłem, nikt mnie nie
zapamięta szczególnie gdy kiedyś odejdę. Na lekach mogłem wszystko jak
sobie teraz przypomnę. Czy nie warto zatem nie przejmować się kilkoma
skutkami ubocznymi i brać te leki. Czy nie warto coś w tym życiu zacząć
wreszcie realizować, robić to co się umie i lubi? Czy lepiej czekać na poprawę
robiąc zaledwie malutkie kroczki. Codziennie życie przechodzi mi między
palcami. Może robię te małe kroczki, ale gdzie ja dojdę tymi kroczkami. Jak
bym miał 16 lat i ten umysł co teraz to bym nie myślał o tych lekach. A co jeśli
spotka mnie wypadek. Pójdę może do nieba i z góry popatrzę na ten świat.
Pomyślę wtedy, że miałem szansę, mogłem tyle zrobić, mogłem poznawać
świat, a że na lekach, kogo to obchodzi, że biorę leki. Czy ważniejsze jest to jak
ja się na nich czuję czy jak widzi to świat? A że uzależniają, ale mi pomagają
funkcjonować. Może innym nie pomogą tak bardzo jak mnie, może innych
tylko uzależnią, a mnie uzależnią też ale jednocześnie pozwolą żyć. I znów
ważniejsze staje się to jak widzą mnie inni. Bo gdy zacznę znów brać to
bardziej boję się opinii rodziny. Bliscy maja nadzieję, że wyjdę z odwyku, że
zacznę zarabiać, a tak naprawdę nic nie wiedzą, nie wiedzą jak ja się czuję i
nigdy nie będą wiedzieć. Gdybym zaczął brać leki i zacząłbym pracować to
rodzina była by chyba bardziej zadowolona niż teraz gdy siedzę i nie wiele
robię. To ja przyzwyczajam otoczenie do takiego myślenia o tych lekach.
Gdybym od początku mówił, że te leki to witaminy i mam je przypisane do
końca życia to nikt nie miał by nic przeciwko, a ja nie musiał bym rozgłaszać
do dokoła, że coś biorę. Rodzina i bliscy nie mają pojęcia co to benzodiazepiny.
Wiedzą tylko, że te leki istnieją i uzależniają, a wiedzą to tylko dzięki mnie. Bo
brałem je dla własnego samopoczucia, nie dla innych. Czasem mi ludzie
mówią, że nie warto się przejmować, że ta moja choroba to wymysł mojej
psychiki, że myśląc tak pesymistycznie do niczego nie dojdę. I mówią mi to
ludzie wprost. Ale tak naprawdę ludzie nie wiedzą co ja muszę przejść, aby
kupić sobie w sporzywczaku jabłka lub świeże bułki. U mnie każdy dzień to
walka ze stresem, gdziekolwiek jestem. Trzęsę się, ciężko jest mi wydobyć
słowa, wśród ludzi czuję straszny lęk. W czasie tych ponad 3 miesięcy bez
leków zrobiłem owszem spore efekty. Z początku nawet z domu nie
wychodziłem, a teraz zrobię sobie te zakupy i zapłacę rachunki na poczcie, ale
to strasznie niewiele. Gdzie praca, kontakty z ludźmi, zabawa.... tak mi tego
potrzeba. Duszę się dosłownie tą samotnością. Po prostu potrzeba mi żyć. Ja się
już duszę od tego stresu, od tej nerwicy. To jest taka blokada na wszystko, na
życie całe. Nie wiem kiedy sobie z tym poradzę, nie wiem czy za kilka lat nie
powiem dość i znów zacznę brać benzodiazepiny. Bo gdybym musiał
utrzymywać się za własne pieniądze, to bez leków nie dał bym rady za nic w
świecie. A kiedyś będę musiał dać radę. Od tego stresu zaczyna niedomagać
moje ciało. Ciągle coś mnie dotyka. Gdy przestałem brać leki miałem okropne
bóle w okolicach serca, bolały mnie też dziwnie nogi, do toalety chodzę co 30
minut, jestem strasznie uczulony na hałas, nie mogę spać, zaczynają wypadać
mi włosy na czole. Jestem spięty cały czas, 24 h na dobę jestem okropnie
pobudzony. Moje ciało i umysł są pewnie tak napięte jak ciało i umysł
normalnego człowieka w sytuacji zagrożenia życia. I z tym wcale nie
przesadzam. Nawet na taki dźwięk jak pstry czek od zapalania światła, moje
ciało reaguje chwilowym drżeniem. Miałem też kilka razy tak, że podczas
zdenerwowania jakąś sytuacją nie mogłem powstrzymać lekkich drgań głowy.
Czy zatem nie lepiej brać leki i żyć?
Dziś był dla mnie szczególny dzień. Otóż nie mogłem się ostatnio wyspać bo
dolegał mi pęcherz. Spałem dobrze tylko 2 razy w ciągu ostatnich 14 dni.
Ostatnio doszło do tego, że musiałem w nocy wstawać co 20 minut do ubikacji i
to od rana do wieczora. Brałem sporo leków na przeczyszczenie nerek i nic.
Ostatni było już ze mną bardzo kiepsko. Sen dla mnie jest tak ważny jak woda,
szczególnie w tym okresie wzmożonego napięcia. Brak snu rujnował mi
całkiem życie, a i tak niewiele z tego życia ostatnio miałem. Po dwunastej czy
trzynastej nieprzespanej nocy miałem już tego tak dość, że na następną
chciałem wsiąść clonazepam. Ale jeszcze dałem sobie szansę. Jednak ostatnia
nockę też nie spałem. Dziś musiałem w końcu pojechać do urologa. W życiu
nie dał bym rady się przebadać się w tym stresie i w dodatku po tylu nie
przespanych nocach. Po prostu nie ma takiej siły, a z nerkami kiepsko i nie
wiem jak bym miał to dalej przeżyć. Wziąłem 0,25mg clonazepamu.
Oczywiście wszystkie lęki, nerwy minęły. Wiedziałem, że wszystko minie bo
znam świetnie specyfikę działania tego leku. W sumie musiałem jeździć po
kilku przychodniach aż ktoś mi pomógł, bo na wizytę dziś nie byłem
umówiony. Bez leku nawet bym pewnie nie wysiadł z samochodu. Boże jak ze
mnie dzisiaj wszystko zeszło, to jest nie do opisania. Tu nie chodzi tylko o
ogólne uspokojenie. Mój umysł i ciało po tylu dniach walki ze stresem wreszcie
mógl się na chwilę zrelaksować. Serce mi tak nie waliło, poty mnie nie
oblewały i co wręcz niesamowitego przestałem odczuwać zmęczenie. Przestały
piec mnie oczy, a po tych nieprzespanych nocach ciężko mi je było otwierać.
Nie wiem co będzie jutro, ale przynajmniej dziś poczułem ulgę, to przestało
boleć. Przynajmniej dziś trochę odpocząłem. Wypiłem na mieście kawę,
spotkałem nawet znajomego, z którym nie mogłem przestać gadać. W końcu
poszedłem z nim załatwiać sprawy a całą drogę gadaliśmy. Nie widzieliśmy się
dawno, a zainteresowania mamy bardzo podobne. To była normalna rozmowa,
bez tików, bez jąkania się, bez kłucia w sercu, bez zimnych potów. Kilka razy
śmialiśmy się. Boże jak fajnie jest się pośmiać tak prawdziwie i bez tego ścisku
na twarzy. I tak naprawdę dzisiaj przez te kilka godzin mogłem żyć. Przez
chwilę żyłem tak jak lubię, normalnie. Bo nic nie zastąpi człowiekowi
obcowania z innymi, zwykłego rozmawiania, wymieniania poglądów, śmiania
się.
I teraz tak cały czas się zastanawiam czy sobie to wszystko odbierać. Dzięki
tym lekom mogłem żyć, tak prawdziwie żyć. Jedyną ceną tego życia było
pamiętanie o noszeniu leków w kieszeni. Czy to tak wiele?

PS: napisałem ten tekst w swoim notatniku i wkleiłem tu na forum, bo nie mam ani komu tego pokazać, ani z kim o tym porozmawiać. chętnie posłucham opini innych osób. dziękuję, jeśli ktoś przeczytał wszystko. Pozdrawiam

Pozdrawia
Ostatnio edytowano 01 gru 2007, 05:12 przez Amator, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
28 lut 2006, 00:44

Avatar użytkownika
przez Gosiulka 30 lis 2007, 23:59
Faktycznie leki to podstawa wyleczenia i dobrego samopoczucia w walce z nerwicą ,dzięki nim w miarę normalnie funkcjonujemy podczas leczenia. Tylko niestety niektóre z nich uzależniają i zawsze jakiś lek ma swoje słabości czyli skutki uboczne. Niestety żeby lepiej się poczuć to czasem trzeba połknąć kilka prochów aby nerwica nie dokuczała nam aż tak bardzo.A może tak jakaś terapia by trochę pomogła?
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
851
Dołączył(a)
15 wrz 2007, 16:26
Lokalizacja
pomorskie

przez Amator 01 gru 2007, 03:42
Dzięki za odzew.
To leki to z grupy benzodiazepin w tym przypadku. Niestety inne mi nie pomagają, a już na pewno nie na taką skalę.
Na terapię chodziłem i wspólnie z psycholog doszliśmy do dwóch wnisków: mianowicie a.) biorę te leki i staram się żyć normalnie na stałej, minimalnej dawce b.) odstawiam całkowicie i uczę się żyć bez nich.
Ja zdecydowałem się na to drugie. Niby pokonałem te najgorsze chwile, ale, nie bedę ukrywał, czuję się fatalnie.
Po prostu nie wiem do jakiego życia mam wrócić :-|
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
28 lut 2006, 00:44

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez pyzia1 01 gru 2007, 11:28
Hm, nie wiem co Ci poradzić ale wiedz, że Cie bardzo dobrze rozumiem. Biorę leki antydepresyjne ale kiedy je odstawiam też czuję się podle. Do tego stopnia podle, że po jakims czasie muszę do nich wracać. Mnie też czasem ludzie mówią, że choroba to wymysł mojej psychiki itd. No cóż, nie życzę im żeby się przekonali jak to na prawdę jest.
Jesteś bardzo odważny, że zdecydowałeś się odstawić ten clonozepan mimo, że tak przez to cierpisz. Życzę Ci powodzenia, obojętnie czy postanowisz dalej radzic sobie bez leków czy do nich wrócisz.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

przez gość 28 01 gru 2007, 18:01
Witam cie Amator i rozumie jak bardzo sie fatalnie czujesz nie biorac tych lekow.Sam to przechodzilem i doszedlem do wniosku ze lepiej brac minimalna dawke niz calkowicie zrezygnowac i przestac funkcjonowac na codzien.Smieje sie ze ta choroba to moj krzyz ktory bede dzwigal przez cale zycie a leki ktore biore to sa skrzaty ktore pomagaja mi go niesc,wiec mysle ze lepiej wziasc te skrzaty i cieszyc sie zyciem. POZDRAWIAM....
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
29 lis 2007, 15:28
Lokalizacja
kielce

Avatar użytkownika
przez agapla 01 gru 2007, 18:08
A ja powiem tak jestem zdecydowaną przeciwniczka leków ,napisałeś ze masz 30 lat jesteś teraz młody a co bedzie dalej jak ,będziesz cały czas jechać na lekach? pomyślałeś o tym?niedługo młodośc sie skończy przyjda inne dolegliwości REALNE a co z organizmem ? Sorki może będe brutalna ale naprawde musisz chcieć się z tego wyleczyć ,stań twarzą w twarz ze swoim lękiem innej drogi nie ma ,jak dla mnie przez całe życie jazda na wspomagaczu to nie życie!Dla przykładu moja matka jest ciężko chora i musi brać leki bardzo poważne przez całe życie ,ja patrze na to codziennie jak te leki ją wykańczają ,pomału rozwalają cały organizm.Czy ty będac zdrowy (bo nerwica to nie choroba) chcesz się skazać na coś takiego? Pomyśl nad tym :idea:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez jaaa 01 gru 2007, 18:25
moim zdaniem te silne leki i wszystko inne jest w Twojej glowie a dodatkowo skutkiem odstawienia Clono ,prawda jest taka ze jesli zdecydujesz sie odstawic clono calkiem to bedziesz cierpiec ale wierz mi nie cale zycie ,psychika i organizm dojda do rownawagi stopniowo z czasem ,rok ,dwa a potem juz z gorki to jak po kilku lat brania narkotykow :roll:
POWODZENIA!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

Avatar użytkownika
przez pyzia1 01 gru 2007, 18:26
agapla,czyli Twoim zdaniem nerwica to nie jest realna choroba? Hm, ciekawe...
jaa, nie wiem czy branie narkotyków a leków przeciwlękowych to to samo. Ok, pewnie się od nich uzależnił ale przecież była przyczyna, dla której zaczął je brać. Może ta przyczyna dalej istnieje.
Nic z tego nie rozumiem, myślałam że wszyscy się zgadzamy, że depresji/nerwicy nie da sie wyleczyc samym "chceniem".
Ostatnio edytowano 01 gru 2007, 18:35 przez pyzia1, łącznie edytowano 1 raz
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Avatar użytkownika
przez jaaa 01 gru 2007, 18:30
to do mnie? jesli tak to odpowiem ;) jest realna choroba ale mozna ja pokonac tylko samemu leki moga tylko pomoc .lulatwic to;) wiem bo ja raz pokonalam i teraz tez zamierzam ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

przez Amator 01 gru 2007, 18:53
Zgadzam się z Wami. Jednak ostatnio wydaje mi się, że właśnie walcząc z tymi wszystkimi objawami tracę czas zamiast korzystać z życia. Po prostu objawy nie ustępują, albo ustepują ale strasznie wolno. Do tego doszła teraz bezsenność i kłopoty z pęcherzem. Chyba ostatnio tego za wiele i dlatego myślę o powrocie do benzodiazepin. Jeśli jednak znów zacznę je brać to przegram ponad trzy miesięczną walkę. Do tego samotność mnie ostatnio dobija. Jestem wyczerpany i dlatego takie mam myśli. Piszę meile do mojej psycholog, zobaczymy.
Tak mi się wydaje coraz bardziej, że moje objawy to nie jest już uzależnienie tylko nie leczona nerwica. Psycholog też mi kiedyś powiedziała, że uzależnienie od leków wywołuje tylko 20% moich objawów.
Dzięki za rady. Pozdrawiam
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
28 lut 2006, 00:44

Avatar użytkownika
przez jaaa 01 gru 2007, 19:11
jaa, nie wiem czy branie narkotyków a leków przeciwlękowych to to samo. Ok, pewnie się od nich uzależnił ale przecież była przyczyna, dla której zaczął je brać. Może ta przyczyna dalej istnieje.
Nic z tego nie rozumiem, myślałam że wszyscy się zgadzamy, że depresji/nerwicy nie da sie wyleczyc samym "chceniem".


nie jest to samo ,chodzilo mi raczej o porownanie ze i to uzaleznia i to i podobne sa efekty uboczne odstawienia ze nie da sie samemu funkcjonowac i tez psychicznie nam sie tak wydaje ( osobom uzaleznionym)


Amataor 3 miechy to juz cos ,szkoda tego zaprzepascic a noz wygrasz walke i wkoncu za jakis czas bedzie i coraz lepiej i lepiej masz jeszcze cale zycie przed soba dlatego najlepiej chodzic na psychoterapie i na grupowa a noz poznasz kogos tez i tam ;) joga ,sporty jakies jak juz bedziesz w stanie sam wychodzic dalej i na dluzej gdzies
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

Avatar użytkownika
przez agapla 01 gru 2007, 22:18
Pyzia nie realna pod takim względem że wszystko to dzieje się tylko w naszej głowie a tak naprawde pod kazdym innym względem jesteśmy zdrowi po drugie nie powinno się nerwicy uwarzać za chorobe bo jest to schorzenie a schorzenie to nie choroba (tak ku woli wyjaśnienia) ;) a po trzecie ja sie absolutnie nie zgodzę ,oczywiście ze nerwice da sie wyleczyć samym chceniem .Trzeba chcieć z tego wyjśc ,sorry to jest podstawa a nie jakies tam leki ,jak można wyleczyć emocje lekami?Przecież to wszystko siedzi w nas i tylko my możemy sami się z tym uporać dopóki sie tego nie zrozumie to nici z postępów .Poza tym istnieje tyle sposobów na wyjście z nerwicy różne techniki relaksacje itp nie będe się powtarzać bo wszystko było już napisane na forum ,że naprawde nie trzeba się ładować w psychotropy ! powiem szczerze że jestem w szoku że ktoś chce brac leki przez całe życie tak naprawde na schorzenie na które nie ma leku! leki chemiczne sa wspomagaczami ALE NIE WYLECZĄ
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez Glorya viva l'arte! 01 gru 2007, 23:26
Ma ktos problem z wrazliwymi oczkami? Tzn. mnie tak nieraz galki bola i swiatlo mnie razi strasznie, ze lepiej by bylo gdyby mi wylecialy na wierzch juz. Hahh! Albo takie dziwne uczucia, ktorych nie da sie okreslic. Zomiren, Seronil i Spamilan pomagaja, zeby sie tego pozbyc? Greetings for all! :-)
****Korzystaj z życia zanim ono wykorzysta Ciebie****
~~~~~~Co Mnie nie zabije to Mnie wzmocni~~~~~~
Posty
10
Dołączył(a)
19 lis 2007, 23:46
Lokalizacja
Wlkp. ;-)

Avatar użytkownika
przez pyzia1 02 gru 2007, 00:11
agapla Nie myślałam, że spotkam się na tym forum z takimi opiniami. Takie same słyszałam od znajomych, którzy nie orientują się za bardzo, czym jest ta choroba (czy też schorzenie, jak zwał, tak zwał). Terapia i zmiana nastawienia mogą zdziałac cuda, mnie też pomogły. Ale nie zawsze mogą wyleczyć. Czasem leki są potrzebne po prostu, żeby móc funkcjonować. Nie zawsze pomagają ww techniki relaksacyjne.
Nie sądzę też, żeby ktokolwiek CHCIAŁ brać leki przez całe życie. Każdy chce jakoś przeżyć i robi to w tym kierunku co się da.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 10 gości

Przeskocz do