Zanim zdiagnozujemy nerwicę...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Zanim zdiagnozujemy nerwicę...

przez tomakin 31 paź 2007, 01:57
Yo, słowem wstępu

Nerwica często występuje niejako samoistnie - jako choroba wrodzona, reakcja na stresującą sytuację i inne rzeczy, o których można dowiedzieć się od psychologa. ALE - lekarze mają tendencję do diagnozowania nerwicy "jak leci", u każdego z objawami. Bo leki przeciw nerwicy są droższe, a za przepisanie takiego leku można dostać bonus od firmy farmaceutycznej, bo to łatwe - po co się męczyć z terapią jak można nerwicę wpisać w kartę i mieć spokój, bo...

A nie zawsze jest to nerwica. Przeróżne przewlekłe choroby bardzo często manifestują się właśnie lękami nerwicowymi, co samo w sobie może prowadzić do znacznie gorszego samopoczucia. W tym wypadku nerwica będzie czymś jak gorączka przy grypie - będzie bardzo nieprzyjemnym, ale jednak tylko objawem. Tyle, że leczenie samej nerwicy to jak wyciskanie pryszczy choremu na ospę. No bo popatrzmy tak uczciwie - czy jest chociaż jedna osoba na tym świecie, która nie ma powodów do bycia nerwicowcem? Jakby poszukać, każdy znajdzie w dzieciństwie jakąś traumę. A choroba dotyka tylko niektórych. Jasne, w sporej ilości przypadków decydują wrodzone predyspozycje. Ale nie we wszystkich.

Zrobię może mały przegląd co popularniejszych chorób przewlekłych, nie diagnozowanych przez lekarzy, które mogą wywołać nerwicę jako skutek uboczny - powinno się je wyeliminować zanim postawi się diagnozę "masz problem z głową", nawet jeśli wszystko świadczy o "czystej" nerwicy. Nie wymienię chorób które wychodzą w każdym badaniu typu nadciśnienie, bo i po co.

Na początek możliwe niedobory.

Magnez. Jego niedobór powoduje bardzo ostrą depresję. Rzekłbym, że ogromna większość zdiagnozowanych nerwic i depresji to właśnie niedobory magnezu. A braki tego pierwiastka są powszechne, współczesna żywność jest z niego dość dokładnie wypłukana. Dodatkowo w czasie stresu, wysiłku czy choroby magnez po prostu znika z organizmu. Objawy jego niedoboru to będzie przede wszystkim "skakanie" mięśni, parestezje - np odczucia że coś "łazi" po głowie, odczucia ciepła w kończynach, dziwne zachowania serca (chwilami stanie ono dęba, zatrzyma się na jedno uderzenie bądź uderzy dwa razy), skakanie powiek, skłonność do gwałtownych ruchów, silna nerwowość, . Magnez najlepiej uzupełniać jednocześnie z potasem oraz wapniem (te pierwiastki współgrają w organizmie). Miło by było, jakby znalazł się też w zestawie cynk. Uzupełnianie trwa parę tygodni.

Nie, ani kakao, ani czekolada nie uzupełnią magnezu. Mają go po prostu za mało w stosunku do potrzeb. Ktoś jest w stanie jeść kilogram czekolady dziennie, każdego dnia? Albo pić 40 szklanek kakao? Z ciekawostek, regeneracja układu odpornościowego zajmie organizmowi 6-8 tygodni, licząc od dnia w którym uzupełnimy już niedobory.

Witaminy z grupy B. Rozpatruje się je jednocześnie, jako że działają one w grupie. Objawy niedoboru mogą być czasem dość zbliżone do objawów braku magnezu - też mogą zdarzyć się parestezje, nerwowość. Niemniej główne objawy to łuszczenie się skóry głowy (zwłaszcza czoła), ból oczu, zajady i pierzchnięcie ust, niemiły zapach potu, łupież łojotokowy, wysuszenie skóry palców, pierzchnięcie opuszków. Dodatkowo pojawiają się objawy ze strony układu pokarmowego - biegunki, bóle brzucha, wzdęcia. Niedobory witamin z grupy B są najczęściej objawem schorzeń układu pokarmowego, najpewniej będzie to lekka drożdżyca (coś jak łupież łojotokowy, ale dotyka ścianek jelit). Drożdże po prostu, o ile nie są martwe, dość skutecznie wyjadają te witaminki zanim uda nam się je przyswoić. Leczenie - preparat o nazwie witamina B complex, dodatkowo można spytać lekarza o kłopoty ze strony układu pokarmowego. Powinien przepisać flukonazol, ewentualnie nystatynę (to ostatnie można dostać bez recepty).

Witaminy rozpuszczalne w tłuszczach. Ich niedobór wynika przede wszystkim ze schorzeń układu pokarmowego - lambliozy, kłopotów z przyswajaniem tłuszczy, schorzeń wątroby. Objawami będą schorzenia paznokci, włosów i oczu, częste infekcje, suchość i rogowacenie skóry, tzw kurza ślepota (w ciągu 3 sekund oczy powinny dostosować się do mroku - łatwo sprawdzić np gasząc światło. Jeśli trwa to powyżej 10 sekund, kłopot jest już poważny). Raczej nie powinno się leczyć tego preparatami witaminowymi, lepiej sprawdzić czynności wątroby i zrobić test na obecność lamblii.

Alergie - a może po prostu mamy pleśnie w mieszkaniu? Po obudzeniu się ciągły, wodnisty katar, zimne stopy, przez cały dzień uczucie rozbicia? Organizm osaczony przez alergeny po prostu zareaguje paniką.

No dobra, złociutcy, przechodzimy do schorzeń.

Borelioza - na począŧek, jako że ma już oddzielny wątek. Bardzo rzadka choroba, dotyka 1 osobę na 10 000 w skali roku. Bardzo duży procent borelików było początkowo zdiagnozowanych jako nerwicowcy. Ciągła obecność bakterii sprawia, że organizm czuje się zagrożony, reaguje nerwicą i paniką. Wczesną dość łatwo poznać - grypopodobne objawy, tzw rumień na skórze w miejscu ugryzienia kleszcza bądź wędrujący, błyskawiczne upośledzenie stawów (w pół roku potrafi zrobić z człowieka całkowitego kalekę). Kłopotem jest łagodnie przebiegająca borelioza przewlekła (o wiele rzadsza). Tutaj podstawowe objawy to bóle stawów, bóle głowy i karku, porażenia nerwów (czyli np paraliż albo trwały, silny ból), silne zmiany skórne o charakterze zanikowym. Inne objawy zależą od tego, gdzie zagnieździ się bakteria - może być nimi wszystko. Choroba postępuje, zwłaszcza charakterystyczne są ataki występujące co 4 tygodnie. Bada się testem western - blot w klasach IgG i IgM. Pozytyw w teście IgM oznacza pewną chorobę, pozytyw w teście IgG - że mamy kilka procent szans na to, że faktycznie jesteśmy chorzy. Inne testy, takie jak PCR czy Elisa można sobie odpuścić, sieją fałszywymi wynikami na lewo i prawo (zwłaszcza PCR). Zresztą - zapraszam na www.borelioza.vegie.pl . I bez paniki, szansa na to że wasza nerwica jest boreliozą jest zbliżona do szansy wygranej w totka.

Chlamydie. Młodsze siostry boreliozy, jeśli można tak napisać. O wiele mniej zjadliwe bakterie, potrafią być wyjątkowo upierdliwe jako że człowiek nie czuje się dosłownie chory, raczej... taki podchorowany. Uciążliwe zapalenia gardła, stany podgorączkowe, zapalenia stawów, zapalenia dróg moczowych czy narządów rodnych mogą świadczyć o przewlekłym zakażeniu którąś z bakterii chlamydia. I tutaj drobna uwaga - jeśli mamy wykrytą chlamydia trachomatis, należy powiadomić o tym wszystkich partnerów seksualnych z ostatnich kilku lat. Przy chlamydia pneumoniae powinni przebadać się wszyscy domownicy, jako że przenosi się ona drogą kropelkową. Schorzenia dość popularne. Badanie - jak przy boreliozie, z tym że nie wykonuje się z tego co wiem testów western - blot.

Pasożyty układu pokarmowego. Wyjątkowo upierdliwe towarzystwo. Glisty ma ponoć 5-10% Polaków, lamblie niewiele mniej. Główny problem z nimi to wydzielanie toksyn i substancji alergizujących, które mogą człowieka naprawdę ładnie zdołować. Nie ma co się tutaj zastanawiać czy rozpisywać, jak są dziwne objawy ze strony jelit - po prostu zanieść parę razy kał do analizy, to 3 zł kosztuje. Szansa na wykrycie jaj pasożyta jest dość niska, dlatego badania lepiej powtórzyć parokrotnie. Przy lambliach dodatkowo można zrobić test Elisa.

Zaburzenie równowagi flory jelitowej w stronę organizmów drożdżakowych. Zwane czasem mylnie "kandydozą", ale kandydoza to nie jest. Typowe po antybiotykoterapii. Można to porównać do łupieżu łojotokowego, ale zamiast na głowie gromadzi się on na ściankach jelit. Objawy są grypopodobne, z tym że bez temperatury - drożdżaki wręcz ranią fizycznie ścianki naszego przewodu pokarmowego, dodatkowo produkują całkiem sporą dawke toksyn. Z reguły mamy wtedy spore niedobory witamin z grupy B - objawy wyżej. Rozwolnienia, czasem na zmianę z zatwardzeniami, paskudne samopoczucie, stany podgorączkowe, bardzo silne bulgotanie w jelitach, depresja, rozdrażnienie, ataki lękowe - ot, cały obraz rozwalonych jelit. Leczenie - nystatyna, eliminacja z diety cukru, napoi gazowanych, alkoholu, produktów wysokowęglowodanowych, dodanie dużej ilości błonnika, bakterie kwasu mlekowego (do kupienia za grosze w aptece). Zanim jelita się zagoją i flora wróci do równowagi mija trochę czasu, czasem miesiące.

Niedobory witaminy B12. Są powszechne, naprawdę. Mają to niemal wszyscy - od kiedy zaczęliśmy dbać o czystość, znikło główne źródło tej witaminy, jakim jest po prostu brud. Niedobory powodują naprawdę wiele objawów, głównie ze strony układu nerwowego - nas interesuje depresja. Silna, czasem przechodząca w nerwicę lękową. Niedobory witaminy B12 ładnie wychodzą w badaniach krwi, ale tutaj drobna uwaga - jest jakieś wielkie nieporozumienie, normy badań zmieniły się w ciągu ostatnich paru lat, przez co mnóstwo osób z niedokrwistością makrocytową nie jest prawidłowo diagnozowana. Ktoś podkręcił normy, żeby kroić więcej kasy na leczeniu objawów? A może po prostu "nie leczymy póki pacjent nie umiera"? Tak czy tak, diagnoza z prostej morfologii, która kosztuje kilka zł:

Średnia objętość krwinek czerwonych (MCV, ŚOK) - u mężczyzn nie może być większa niż 94, u kobiet - niż 99. Ale nawet wynik zbliżony do tych wartości powinien budzić niepokój.
Średnia zawartość hemoglobiny (MCH) - nie może być wyższa niż 31, góra 32.

Niestety, proste badanie na zawartość witaminy B12 niewiele nam da, jako że oznacza ono jednocześnie nieaktywne analogi. Trzeba dodatkowo zrobić badanie właśnie na analogi i odjąć wynik. Ideałem jest oznaczenie metylomalonylu, który rośnie właśnie przy braku "prawdziwej" B12. Niedoborów nie można lekceważyć, jako że długotrwałe prowadzą to NIEODWRACALNYCH uszkodzeń ośrodkowego układu nerwowego. Dodatkowo nerwicowcy maja często problemy z trawieniem (zła praca jelit), przez co dodatkowo są narażeni na niedobory.


A tutaj przepis na zdrowie fizyczne:

http://vegie.pl/topics80/954.htm

Dobra, to na początek, jak na coś jeszcze wpadnę to zedytuję posta i dodam.

Jeśli ktoś miał zdiagnozowaną nerwicę po czym przypadkiem odkrył inną chorobę, po wyleczeniu której nerwica "się znikła" - niech dopisze.
Ostatnio edytowano 12 lis 2007, 13:38 przez tomakin, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
737
Dołączył(a)
21 paź 2007, 18:49

Avatar użytkownika
przez agapla 31 paź 2007, 16:26
Dobrze powiedziane ! nie wszystko od razu musi byc nerwicą,ja bym jescze dołączyła alkohol jako sprawca wszelkich problemów lękowych i kręgosłup (problemy z kręgosłupem wpływają na układ nerwowy)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez tomakin 31 paź 2007, 16:54
Alkoholizmu raczej nie trzeba diagnozować za pomocą specjalistycznych badań :)

Co do kręgosłupa - zajmuję się sportem (w tym rehabilitacją) długie, długie lata, jeszcze nie słyszałem o tym, aby schorzenia kręgosłupa objawiały się stanami lękowymi czy depresją. Paraliż, ból, parestezje, ba - nawet zaburzenia trawienia, to owszem, ale nerwica / depresja?

Jak znasz takie schorzenia kręgosłupa (ciężkie do zdiagnozowania) podeślij linka do opisu choroby, ocenię.
Offline
Posty
737
Dołączył(a)
21 paź 2007, 18:49

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez agapla 31 paź 2007, 19:11
Nie chodzi mi o diagnoze alkoholizmu ale o jego skutki i wierz mi nie jest to śmieszne (akurat tak bylo w moim przypadku że alkohol znacznie sie przyczynił do objawów nerwicowych) natomiast jeśli chodzi o kręgosłup to zarówno tu na forum były przypadki gdy lekarz diagnozował nerwice a był to problem z kręosłupem jak i bezpośredni przypadek mojej kolezanki (wymioty co dwa tygodnie,silne bóle i zawroty głowy,zrobione wszelkie możliwe badania,diagnoza lekarza nerwica,całe szczescie ze trafiła do dobrego specjalisty który uznał ze to kręgosłup ,ustawiono jej wszystko jak trzeba i wszelkie objawy zniknęły więc jak widać wszystkiego nie wiesz ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez tomakin 31 paź 2007, 19:41
Nikt nie wie wszystkiego. Można nazwę tego schorzenia / schorzeń kręgosłupa? Chodzi o to, żebym mógł wypisać odpowiednie objawy, po których inni mogliby namierzyć swoje przypadłości.
Offline
Posty
737
Dołączył(a)
21 paź 2007, 18:49

Avatar użytkownika
przez scrat 01 lis 2007, 08:24
No to zobaczymy. Kupiłem magnez z witaminą B6, nie liczę że choroba magicznie ustąpi (takich cudów nie ma, to za długo i za głęboko we mnie siedzi), ale może chociaż trochę optymistyczniej się zrobi...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

przez tomakin 01 lis 2007, 13:12
Zależy, czy masz niedobory magnezu, dość łatwo je zaobserwować (zobacz sąsiedni temat, mrowienie). Jeśli masz, zażywanie magnezu powinno być koniecznością, chociażby po to żeby wzmocnić system immunologiczny.
Offline
Posty
737
Dołączył(a)
21 paź 2007, 18:49

Avatar użytkownika
przez scrat 02 lis 2007, 00:07
Kiedyś łapało mnie to "skakanie powiek", czasem innych mięśni. Teraz nie - może nadal mi go brakuje tylko mniej :)

Ale chyba nie zaszkodzi, co? Zresztą teraz i tak jestem na antybiotyku (Dalacin C)...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

przez tomakin 02 lis 2007, 00:11
No, z antybiotykiem uważaj jeśli masz bądź miałeś niedobory :) Koniecznie coś przeciw drożdżakom (np nystatyna) i probiotyki, inaczej Candida Cię zacznie podgryzać.

Zaszkodzić nie zaszkodzi, obecnie prawie nikt nie ma w diecie odpowiedniej ilości magnezu - taka to współczesna syntetyczna żywność.
Offline
Posty
737
Dołączył(a)
21 paź 2007, 18:49

Avatar użytkownika
przez agapla 02 lis 2007, 00:21
Ja proponuję zrobić badanie na magnez bo zarówno niedobory jak i nadmiar sa niebezpieczne a jeśli chodzi o antybiotyk to wystarczy picie jogurtów i candida nic nie zdziała ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez tomakin 02 lis 2007, 01:02
Owszem, wg reklam firm produkujących jogurty wystarczy ich picie. Problem w tym, że bakterie z tych jogurtów w ogromnej większości nie mają szansy na przeżycie bliskiego spotkania III stopnia z sokiem żołądkowym. Bakterie zawarte w kapsułkach są odporne na działanie soku żołądkowego. To już prędzej kiszona kapusta, szczepy w niej obecne są z reguły znacznie bardziej odporne.

Co do poziomu magnezu, niestety jego badanie niewiele jest warte, jako że poziom w osoczu nijak ma się do poziomu ogólnego. Chyba że zrobi się z włosa, ale szczerze mówiąc nie wiem na ile tego typu badanie jest wiarygodne, a na ile jest to tylko reklama.

O nadmiar ciężko, jako że organizm po prostu przestaje przyswajać gdy ma go dosyć. Wyjątkiem są preparaty magnezowe z witaminą B6 które wchłaniają się "na siłę", ale tego trzeba naprawdę sporo zjeść żeby mieć problemy.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:25 pm ]
dorzucę parę ciekawostek o magnezie, dodam witaminę B12

wlasnie sobie uswiadomilem, ze w moim przypadku nerwica lekowa minela niby sama z siebie - sama przyszla, sama poszla, znikla bez sladu. Myslalem, ze to przez narkotyki, ale... jakos dziwnie to zgralo sie w czasie z okresem, gdy mialem plesn w mieszkaniu, ktora bardzo silnie mnie alergizowala. Jest plesn - nie moge wrecz wyjsc z domu, tak przez rok, nie ma - calkowity brak atakow lekowych. Nigdy nerwicy nie leczylem, ani psychoterapia ani chemia.
Offline
Posty
737
Dołączył(a)
21 paź 2007, 18:49

przez tomakin 13 lis 2007, 02:21
Prędzej masz alergię na jeden ze składników preparatu, co jest dość częste. Organizm raczej nie by nie reagował aż tak drastycznie tylko dlatego, że ma dość dużo magnezu w sobie.
Offline
Posty
737
Dołączył(a)
21 paź 2007, 18:49

przez llorona 15 gru 2007, 21:12
Cześć,
Pewnie nie powinnam się wpisywać w tym temacie, ale może tu uda mi się czegoś dowiedzieć, albo ktoś z Was będzie mógł mi coś doradzić… Naprawdę bardzo na to liczę…

Od jakiegoś czasu (3 do 4 lat) mam bliżej niezidentyfikowane problemy ze zdrowiem. Na początku w zasadzie mi to nie przeszkadzało, ale od jakiegoś czasu po prostu nie daje mi za bardzo funkcjonować. Dodam, że jestem bardzo młodą osobą, z założenia powinnam dobrze się czuć.
No ale do rzeczy. Ponieważ moje samopoczucie zaczęło przekraczać wszelkie granice przyzwoitości, usiłowałam sprawdzić, o co chodzi. Byłam u wielu lekarzy, z których każdy zlecał po dwa lub trzy podstawowe badania, a gdy wyniki okazywały się w zasadzie w normie, bez wahania informowano mnie, że mam nerwicę i powinnam iść do psychiatry, a nie zawracać głowę przyzwoitym ludziom. Takie komentarze (a czasem mniej oględne) słyszałam również w tych sytuacjach, kiedy moje wyniki drastycznie przekraczały normę(!).

Trochę nie chciało mi się wierzyć w tę nerwicę, znam siebie dobrze i ze spokojnym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem spokojna, zrównoważona, na stres reaguję niesamowitą mobilizacją, tak że właściwie najlepiej mi się pracowało w pośpiechu i wtedy, kiedy miałam dużo zadań, a im trudniejsza sytuacja, tym bardziej (po chwilowym oswojeniu się z nią) wręcz „dodaje mi skrzydeł”. Po prostu lubię mierzyć się z życiem, nie tylko wtedy, kiedy wszystko układa się lekko i łatwo. No i do tego jestem wprawdzie realistką, ale nie zamartwiam się na zapas, a przede wszystkim naprawdę potrafię się cieszyć z różnych, nawet bardzo drobnych rzeczy. I mało czego się boję.
Zatem po kolejnej sugestii kolejnego lekarza, że nadaję się na leczenie na oddziale zamkniętym, autentycznie się wściekłam i postanowiłam zrobić sobie dokładne badanie psychologiczne, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście coś jest ze mną nie tak. I tu niespodzianka, we wszystkich kwestionariuszach, jakie wypełniłam, moja osobowość spokojnie mieści się w normie(!!!). Wyszła mi wysoka samoocena, żadnych zaburzeń w typie nerwicy, depresji, psychopatii czy chorób psychicznych większego kalibru, inteligencja powyżej przeciętnej i pamięć zdecydowanie poniżej przeciętnej. Badania robiłam w państwowej, znanej przychodni, wyniki w sporej części liczył komputer, więc zakładam, że są poprawne.

I tu opadła mi szczęka. Gdyby się okazało, że rzeczywiście mam nerwicę, wiedziałabym przynajmniej co zrobić, żeby było lepiej. A tak mogę się co najwyżej cieszyć swoją normalnością, z dnia na dzień czując się coraz gorzej. Nie bardzo wierzę, że któryś z lekarzy do których pójdę uzna wyniki tych testów za prawidłowe widząc osobę w moim wieku i z moimi objawami. Prawdopodobnie więc pozostaje mi czekać, aż będzie ze mną tak źle, że wreszcie ktoś zdecyduje się zająć moim „przypadkiem”. A do tego czasu życie będzie w zasadzie przepływać obok mnie.

I teraz pytam Was: co o tym myślicie? Mam leczyć się na chorobę psychiczną której nie odczuwam i której nie potwierdzają testy, czy walić głową w mur usiłując załatwić coś z polską służbą zdrowia?
Żeby łatwiej było Wam sprawę ocenić opiszę może, co mi dolega (w kolejności pojawiania się objawów, uprzedzam że trochę tego będzie). Wszystko zaczęło się po bardzo ciężkiej grypie (temperatura często ponad 40 stopni, przez tydzień nawet się nie budziłam). Tylko że grypa przeszła, a złe samopoczucie zostało.
A oto co mi dolega:

1. Nadmierna senność (w nocy śpię dobrze, zasypiam od razu po położeniu się, ale choćbym spała 12 godzin, raczej się nie wyśpię), na początku nie jakaś straszna, teraz dochodzi do tego, że po pięciu minutach w bezruchu (np. w autobusie, w poczekalni, na zajęciach) nie mogę zupełnie jej opanować. Na kawę nie reaguję.

2. Problemy z koncentracją – początkowo objawiały się większą ilością błędów w działaniach matematycznych (byłam wtedy w liceum), teraz trudno mi się skupić na najprostszym tekście na dłużej niż 10 minut.

3. Gwałtowne spadki poziomu glukozy we krwi – zwłaszcza po wysiłku fizycznym lub intelektualnym - drżenie rąk, osłabienie i straszny głód. Nie udaje mi się uzupełnić tego cukru cukierkiem, zazwyczaj muszę zjeść ciepły posiłek, żeby przeszło.

4. Problemy z mobilizacją – początkowo nieco większe „lenistwo”, teraz, kiedy doszły inne rzeczy, po prostu nie mogę się za cokolwiek zabrać, i nie dlatego, że się tego boję. Raczej dlatego, że robienie czegokolwiek wymaga wysiłku.

5. Straszne osłabienie mięśni – po wejściu na pierwsze piętro bolą mnie tak, że muszę zrobić przerwę, po większej ilości pięter dochodzę do siebie przez ładną chwilę zanim mogę coś dalej robić. Przy tym wszystkim normalnie, to znaczy jeżeli ich nie używam, nie narzekam na jakieś „spięcie” mięśni, są rozluźnione…

6. Przerażająco niska wydolność organizmu (nie przez brak ćwiczeń fizycznych, ograniczałam je z konieczności dopiero jak już zupełnie nie dawałam rady) – przy jakimkolwiek większym wysiłku (np. wymienione wyżej schody) serce wali mi jak młot, nie mogę złapać powietrza, to znaczy mogę, ale to nie pomaga;). Bywa że po takim wysiłku dostaję ataku kaszlu, czasami coś odksztuszam, nie za bardzo mi się to podoba. A za każdym razem, zanim wszystko wróci do normy muszę chwilę posiedzieć, bo nawet odezwać się nie mogę, powietrza mi brakuje.

7. Ogólne zmęczenie, czasami kiedy wracam do domu nawet po np. 4 godzinach załatwiania czegoś w mieście jestem tak zmęczona że muszę się położyć, bo inaczej zasnę na stojąco. I jeszcze pół roku temu taka drzemka pozwalała mi chwilowo odzyskać siły, teraz nie za bardzo pomaga.

8. Osłabienie odporności, jakieś przewlekłe i nie reagujące na antybiotyki infekcje gardła, pęcherza moczowego, zatok… Po każdym antybiotyku który biorę, zamiast poprawy jest pogorszenie… zwątpić można.

9. Temperatura oczywiście poniżej 37 nie schodzi, przeciętnie mam koło 37,6 lub 37,7.

10. Wypadające włosy (garściami, przy każdym czesaniu pewnie z 70, a ile poza tym nie chcę liczyć, bo są wszędzie, na dywanach, meblach, na podłodze itd) – strasznie mi się przerzedziły. Do tego łamiące się paznokcie.

11. Nasilające się problemy z cerą (a w moim wieku powinnam już powoli z tego wyrastać).

12. W ostatnim czasie pojawiły mi się rozstępy (uwaga - na dekolcie(?), mimo że ani za bardzo nie schudłam, a na pewno nie przytyłam), mnóstwo popękanych naczynek (nigdy nie miałam cery naczynkowej, nie mam predyspozycji rodzinnych, i genetyczne to chyba nie jest, bo nie pojawia się ani na twarzy, ani na dłoniach).

13. Galopująca próchnica – mimo że zanim zaczęłam się źle czuć miałam naprawdę mega mocne zęby, mimo regularnych kontroli nie było potrzeby leczenia chyba od podstawówki… Aż do teraz, oczywiście.

14. Białe obwódki dookoła dziąseł, nie będące zapaleniem. W zasadzie nie bolą, tylko dziwnie to wygląda.

15. Pleśniawki (!) w ustach, mimo że nie miałam naprawdę od kogo tego złapać… Pojawiły się po antybiotyku który jakiś czas temu brałam (był to pierwszy po 6-ciu latach przerwy chyba).

16. Delikatne mrowienie (albo raczej musowanie) dłoni i stóp – w zasadzie mi nie przeszkadza, ale jakoś tak dziwnie… Do tego chyba kiepskie krążenie – mimo że ogólnie nie marznę, dłonie i stopy mam zimne.

17. Zaburzenia równowagi albo koordynacji ruchów – obijam się o meble, nie trafiam w drzwi, zdarza mi się dość mocno walnąć kubkiem w zęby, gdy usiłuję się napić… po prostu nie trafiam. Mam zawroty głowy po zmianie pozycji np. z leżącej na siedzącą, a kiedy przez parę minut muszę stać, robi mi się słabo.

18. Zapominam prawie o wszystkim, często brakuje mi podstawowych słów, pytam o to samo po kilka razy, bo nie pamiętam że już pytałam. Jest to bardzo przykre, bo wygląda jakbym była po prostu głupia…

19. Miewam nierówne źrenice, gorzej widzę kiedy jestem zmęczona (ale to pewnie właściwie norma).

20. Mniej sprawne dłonie, proste czynności wykonuję wolniej i gorzej niż do tej pory, mimo że kiedy trzymam dłonie nieruchomo, właściwie nie drżą.

21. Miewam problemy ze zrozumieniem (!) co ludzie do mnie mówią na przykład wtedy, gdy w tym samym czasie mam włączoną nieco głośniej muzykę. Albo jeżeli ktoś odezwie się do mnie niespodziewanie, słyszę że coś mówi, ale to, co mówi, dociera do mnie dopiero za chwilę.

22. Często (w zasadzie cały czas, tylko z mniejszą lub większą częstotliwością) zdarzają mi się szybkie skurcze poszczególnych mięśni (podobno nazywa się to miokloniami). Na szczęście są na tyle słabe, że nie bardzo je widać, ale trochę mi przeszkadzają. No i nawet jeden z lekarzy powiedział, że to nie tiki, bo one wyglądają inaczej.

23. Do tego wszystkiego mam nieprawidłowe eeg, coś uporczywie wychodzi mi w płatach skroniowych, ale nie za bardzo wiadomo co. Czekam na dalsze badania neurologiczne, ale pewnie szybko nie uda mi się ich załatwić.

Mam do wszystkich, którzy byli na tyle wytrwali aby to przeczytać ogromną prośbę – jeżeli zetknęliście się z czymś podobnym, dajcie mi znać, każda rada będzie dla mnie bardzo cenna.
Mogę podać szczegółowe wyniki badań, ale nie wiem czy się na coś przydadzą, więc na razie ich nie zamieszczam.
Naprawdę bardzo proszę o pomoc, radę, bo już trochę nie wyrabiam.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
amo ergo sum
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
15 gru 2007, 20:57
Lokalizacja
ze strefy przygranicznej;)

przez cleo27 15 gru 2007, 22:36
radziłabym zrobić badania na tarczycę,konkretnie na niedoczynnosc . Zrób TSH, FT3, FT4 ,wyglada to na silną niedoczynnosć.
Po drugie co do tego serca zrób koniecznie poziom potasu, ferrytyny i zelaza w surowicy bo prawdopodobnie masz niedobory tego i stąd ta mała wydolnosc i tak silna zadyszka po małym wysiłku. Ja własnie tak mialam męczylam sie z tym 3 lata i dopiero teraz sie okazało,ze nie mam juz prawie żelaza w tkankach. Szybko zrób te badania i daj znać co wyszło.
oj....pózniej coś napiszę!
Offline
Posty
338
Dołączył(a)
26 lut 2006, 22:54

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 42 gości

Przeskocz do