Fobia szkolna

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica lękowa a szkoła...pomocy!!!

przez buzek 30 wrz 2009, 08:28
Cześć.Jestem Marek i mam 14 lat.Moja nerwica lękowa zaczęła się na wakacjach ale że były wakacje to nie musiałem wychodzić z domu.Teraz bardzo tego żałuje......Myślałem że po wakacjach bedzię normalnie i zacznę chodzić do szkoły.1 września miałem takie lęki że nie poszedłem na rozpoczęcie roku szkolnego i cały tydzień po tym dniu nie chodziłem do szkoły.Potem był dla mnie fajny weekend i w poniedziałek już poszedłem do szkoły.Było super bez żadnych lęków i czegoś podobnego.Było tak przez 2 tygodnie aż w piątek gdy już wychodziłem z domu dopadł mnie lęk.Uciekłem do domu...I potem to samo:cały tydzień w domu i następny (czyli ten).Dzisiaj też nie poszedłem.Czuje ciągły niepokój....mam lęk przed lękiem boje się że jak pójdę do szkoły dopadnie mnie lęk.Opuściłem bardzo wiele dni szkolnych i boje się że jak wrócę nie dam sobie rady z tematami które mnie ominęły....Nawet nie wiecie jak bardzo bym chciał pójść do szkoły..Spróbuje z tym walczyć może jakieś lekkie leki pomogą...Może macie dla mnie jakąś rade......?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
22 wrz 2009, 08:33

Re: Nerwica a szkoła

Avatar użytkownika
przez linka 30 wrz 2009, 09:21
Powineienś powiedzieć o tym rodzicom, pedagogowi szkolnemu. Leki chyba konieczne nie będą - ale wizyta u psychologa napewno coś pomoże.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Nerwica a szkoła

przez Gunia86 30 wrz 2009, 09:22
Nie było sensu pisac tego dwa razy, zalozyles osobny temat i napisales tutaj, to zbędne, no ale niech juz sie tym modzi zajmą ;P

Ja Ci nie pomogę bo sama sie z tym zmagam, juz pojutrze pierwsze zajecia na uczelni i tez mam gdzies nadzieje ze wszystko bedzie dobrze jak wroce do szkoly i sobie ubzduralam ze wszystko mi przejdzie a nawet jesli nie to bede umiala z tym walczyc, cholera, wiem ze zle sobie wmówiłam ale dzieki temu sie tak strasznie nie boje...
Gunia86
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nerwica a szkoła

przez sebcio 30 wrz 2009, 11:29
buzek, musisz cos z tym zrobic, kiedys tez tak mialem, moze zmiana szkoly???
teraz zaluje ze jak bylem w Twoim wieku nic z tym nie robilem, efekt???? 1 klase musialem 3 razy powtarzac, teraz wiem ze to byla nerwica, jak nic nie zrobisz bedzie gorzej, zawalisz rok, albo narobisz klopotow swoim rodzicom (brak wypeniania obowiazku szkolnego)
sebcio
Offline

Re: Nerwica a szkoła

Avatar użytkownika
przez scrat 30 wrz 2009, 14:51
Też żałuję że jak mama w wieku 14 lat chciała mnie zabrać do świrologa to nie chciałem. To z czasem nie mija, a wprost przeciwnie.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Re: Nerwica a szkoła

przez agaska 30 wrz 2009, 15:07
Taa... Ja wlasnie jade na dziekance. W lutym powinnam wrocic na uczelnie (studia), ale nie wiem jak to bedzie. Na razie raz jest lepiej, raz gorzej. A oblac nie chce, wiadomo.
Be the change you want to see in the world
Offline
Posty
680
Dołączył(a)
08 cze 2009, 20:33

Re: Nerwica a szkoła

Avatar użytkownika
przez anonimowa 30 wrz 2009, 19:58
Ech jestem już tą szkołą zmęczona. Jestem w klasie maturalnej i mam mnóstwo nauki. Codziennie sprawdzian, kartkówka. Niektórzy już zrezygnowali z jednego dodatkowego przedmiotu na maturze (profil biologiczno-chemiczny). Nie wiem, czy dam sobie radę. Dobra, biologie i chemię pewnie zdam (zależy tylko na jaki procent), ale najbardziej boję się matury ustnej z polskiego i angielskiego. Nie jestem dobrym mówcą, a poza tym mam problemy z zachowywaniem kontaktu wzrokowego. Ciężko mi jest się wypowiadać, jeśli ktoś się na mnie patrzy, robi mi się słabo i widzę ciemność przed oczami. Pożera mnie stres, nie potrafię nad nim panować.
Wciąż na swej drodze potykam się i upadam, ale wciąż podnoszę się i mimo ran i bólu idę dalej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
134
Dołączył(a)
20 kwi 2008, 20:05
Lokalizacja
Żory

Re: Nerwica a szkoła

przez sebcio 30 wrz 2009, 20:38
anonimowa, taka sympatyczna, ladna dzoewczyna mialaby miec jakies problemy na maturze ustnej, wystarczy ze sie do nich usmiechniesz, bedzie dobrze.
Wpadnij do nas czasami na czat.
sebcio
Offline

Re: Nerwica a szkoła

przez buzek 01 paź 2009, 10:48
sebcio,W moim przypadku zmiana szkoły jest raczej nie możliwa bo mieszkam na trochę takim zadupiu :).Ale właśnie od dziś postanawiam walczyć z nerwicą.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
22 wrz 2009, 08:33

Re: Nerwica a szkoła

przez sebcio 01 paź 2009, 16:10
buzek, a powiem Ci ze nerwice mialem straszna, nieraz nie moglem dluzej niz 1 lekcje wytrzymac, zaraz do domu uciekalem, jak w dniu mialem 8 lekcji to chyba nigdy do konca nie wysiedzialem, kazda lekcja byla udreka
sebcio
Offline

Re: Nerwica a szkoła

przez marcjanna 02 paź 2009, 22:59
dzis na lekcji zaczelam sie schizowac za mam wylew-bo glowa mnie zabolala i 45 min z zyciorysu wyjete... ;/
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
15 wrz 2009, 01:14

Re: Nerwica a szkoła

przez magdalenabmw 03 paź 2009, 00:05
Piątek za tydzien- pierwszy zjazd na uczelni. Klękajcie narody! Czas zacząć rok drugi. Już mam gęsią skórę. Niewiem jak ja tam wysiedzę tyle godzin!
magdalenabmw
Offline

Re: Nerwica a szkoła

przez mmonikaa 03 paź 2009, 02:57
A ja za kilka dni zaczynam studia i na samą myśl o tym prawie dostaję ataku megalęku. W stresujących sytuacjach zazwyczaj odczuwam "chęć" wybuchnięcia płaczem... jestem w stanie tłumić to jakiś czas, nawet dość długo (chociaż i tak ciągłe patrzenie w sufit, głębokie oddechy i przerażona mina wystarczą, by zakwalifikować mnie do grupy osób dość specyficznych). Niestety takie tłumienie kończy się u mnie ostatecznym napadem płaczu, który trwa ok. 1-3 godzin. Ten ostateczny atak następuje w momencie, kiedy wiem, że już nie będzie wielkiej tragedii, jak wybuchnę, czyli np. kiedy wychodzę z budynku, w którym próbowałam hamować reakcję. To też jest kłopotliwe - ostatnio spotkałam przyjaciela z dzieciństwa idąc cała zaryczana, z wykrzywioną twarzą, drżąc i wyjąc (było ciemno, zresztą wtedy już chyba było mi obojętne, czy ludzie mnie widzą... nie przypuszczałam, ze znajdzie się wśród nich ktoś znajomy). Tak czy inaczej - obawiam się, że po raz kolejny kontrola nad moimi reakcjami mnie zawiedzie i już na wstępie zrobię z siebie świra przed wszystkimi, bo nie wiem, czy zdrowy człowiek jest w stanie zrozumiec, że nagle na jakimś apelu ktoś może zacząć przejawiać symptomy popłakiwania... Ostatnio kiedy wiem, że zbliża się stres biorę sobie tabletkę pramolanu jakiś czas przed wyjściem (kiedyśm i zapisano, ale bez konsultacji z lekarzem odstawiłam, bo skutki uboczne były zbyt duże w połączeniu z innym moim lekiem) i tak dla wzmocnienia efektu placebo popijam ją szklanką melisy. Szczerze mówiąc nie wiem, czy ten lek w ogóle ma szansę działać doraźnie, ale faktycznie poziom lęku jakby był obniżony... Nie wiem jednak, czy to wszystko wystarczy. Może Wy potraficie nad czymś takim panować? Co mogę zrobić, żeby poradzić sobie ze stresem? Dlaczego tak dziwacznie reaguję? Coś czuję, że mimo licznych zapowiedzi studia wcale nie będą najlepszym okresem w moim życiu...
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
24 wrz 2009, 02:11

Re: Fobia szkolna

przez snobistyczna_dusza 05 paź 2009, 13:59
Witajcie!

Piszę tutaj, aby uzyskać poradę, jakieś słowa otuchy, albowiem nikt nie zrozumie mnie tak, jak wy, ludzie cierpiący na tę samą przypadłość...

Obecnie jestem uczennicą liceum ogólnokształcącego.
Od sześciu lat borykam się z nerwicą natręctw, której towarzyszy paniczny lęk przed szkołą...
Przez cztery lata miałam nauczanie indywidualne w domu.. W tym roku zdecydowałam się na takie samo nauczanie, z tą tylko różnicą, że w pustej klasie, w budynku szkolnym.. Czwartek; to był mój pierwszy dzień... Wstałam bardzo wcześnie, uszykowałam wszystko, porobiłam porządki w plecaku, ubrałam się i czekałam do godziny ósmej.. Mama poszła ze mną, aby dodać mi otuchy.. Ale ja, gdy tylko zobaczyłam budynek szkoły, wraz z roześmianą młodzieżą, poczułam paniczny lęk, tak paniczny, że nie byłam w stanie wejść do środka, uciekłam...
Na drugi dzień nawet nie próbowałam wstać, to mnie przytłaczało...
Jakoś przeżyłam weekend, oczekując poniedziałku, miałam wielką nadzieję, że tym razem mi się uda.. Rano w niedzielę spakowałam się, uszykowałam ubrania i czekałam.. Czułam, że dam radę, czułam się silna, jak jeszcze nigdy.. Ale kiedy nadeszła noc, nie byłam w stanie zasnąć, mimo szczerych chęci.. Znacznie utrudniał mi to natłok natrętnych myśli, nie mogłam ich przegonić ze swojego umysłu, sprawiały, że dusiłam się od środka, miałam wrażenie, że mój mózg za chwilę eksploduje.. Zasnęłam koło 3 nad ranem, odpowiednio wcześniej nastawiłam sobie budzik.. Ale, gdy nadszedł ten moment; moment wstania z łóżka; dopadła mnie bezlitosna niemoc, zaczęłam się bać.. Wyobraziłam sobie, jak wchodzę do szkoły, jak odczuwam lęk, jak pałętam się po korytarzu, szukając odpowiedniej klasy, jak pozostali uczniowie dziwnie się na mnie patrzą, aż w końcu; jak staję przed znienawidzoną nauczycielką.. To był koszmar..
Mama przestała się do mnie odzywać, nie odbiera moich telefonów, twierdzi, że w szkole jestem już skreślona i nie mam po co do niej wracać.. A ja chciałabym spróbować raz jeszcze; komuś, patrzącemu z boku może się to wydawać łatwe, coś na zasadzie: pstryknę palcami i lęk mnie opuszcza.. Ale wcale tak nie jest.. Czuję się parszywie, naprawdę czuję, że jestem skreślona, tylko dlatego, że się w życiu pogubiłam.. Wiem, że pokpiłam sprawę, bo powinnam chociaż wejść, spróbować, zachowałam się jak nieodpowiedzialna, leniwa małolata, narażając mamę na nieprzyjemności, ale ja po prostu do niczego się nie nadaję.. Co ja mam robić? Czy naprawdę już nie ma dla mnie szansy?
Posty
1
Dołączył(a)
05 paź 2009, 13:50

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 35 gości

Przeskocz do