Fobia szkolna

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Blackperson 19 lis 2007, 23:22
A co do szkoły, porozmawiaj z wychowawczynią i z panią pedagog. Powiedz na czym polega problem. Mnie obie bardzo pomogły w zaliczeniu jakoś I klasy. Głowa do góry, będzie dobrze!

Jakoś dyrektorka nie jest nastawiona przyjaźnie do mnie. To samo pedagog. Niestety ale mam wychowawce. Ten już dawno skreślił mnie... Mówi, że jestem nieodpowiedzialna i nie można na mnie polegać... Młody..ma raptem 30 kilka lat. Przynajmniej na tyle wygląda. Z nim nie ma co rozmawiać. On nie zna takich problemów. Ma dziecko 7-letnie. Co on może o tym wiedzieć... Boję się przyznawać do tego jak się czuję. Jak się zachowuję. Nie potrafię o tym rozmawiać...

Masz o tyle lepiej, że masz szkołę tylko w weekendy. No i co z tego, że więcej godzin. Ale to zawsze weekend. A nie 5 pieprzonych dni.. Dzięki z słowa otuchy. Ty również się trzymaj.
Something I can never have
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
19 lis 2007, 17:11
Lokalizacja
Słupsk

Avatar użytkownika
przez scrat 20 lis 2007, 03:53
Blackperson napisał(a):Ja też mam podobne problemy do Was. Choć jestem dopiero w pierwszej klasie technikum to dzisiaj mi dyrektorka powiedziała, że jeżeli nie zacznę chodzić to wyrzucą mnie ze szkoły.


Takie tam straszenie, żeby zmotywować... Bo innego sposobu pani jaśnie panująca dyrektor nie widzi.

Prawda jest taka, że w szkole na mało kogo można liczyć. To często jest szkoła życia, dla jednych to dobrze, dla innych jednak zbyt boleśnie... No ale co poradzić. Jakoś trzeba to przetrwać.

Do jakiego technikum chodzisz? W sensie jaki kierunek?

Byłam dręczona i prześladowana na każdym kroku. I tak przez 3 lata. Myślałam, że się od tego uwolniłam ale nic z tego. tutaj jest tak samo.


Nie zastanawiałaś się nigdy skąd bierze się takie agresywne zachowanie reszty? Czemu akurat ty? Czasem takie zastanowienie się nad swoim zachowaniem, reakcjami, pomaga wypracować sobie reakcje obronne przed takimi sytuacjami...

Jeszcze chcą mnie wysłać do sanatorium aż koło Poznania. Co wtedy będzie.... Co ze szkołą...


Tam chyba też można chodzić do szkoły? Czy nie? Jak to wygląda w sanatoriach?

Podasz hasło do fotobloga? :)
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

przez Blackperson 20 lis 2007, 08:40
Kierunek to Technik Architektury Krajobrazu. Zawsze wyglądałam inaczej...tzn. glany, czerwone włosy, kolczyk. Ale nie byłam agresywna, nie wiem nie robiłam sobie problemów. Wręcz przeciwnie w gimnazjum była cicha. Tak w sanatoriach też można, ale nie nauczali by mnie przedmiotów zawodowych... :/ Później wracając do miasta musiałabym to wszystko nadrobić. To też nie jest ciekawe... i kto by mi pomógł? Znowu sama musiałabym zaliczać...



Hasło: najtrudniej
Something I can never have
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
19 lis 2007, 17:11
Lokalizacja
Słupsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Amy18 27 lis 2007, 11:41
Dobra, kolejny zjazd za mną. Ciężko było.

piątek - przesiedziałam jedną godzinę :/ Tak mnie roztrzęsło że z 40 minut łaziłam po uczelni starając sie jakoś doprowadzić do ładu. Bez efektu.

sobota : 6 godzin. Na każdych zajęciach musiałam wyjść z sali żeby nie robić sensacji przy ludziach.
Niedziela - 3 godziny.

Ale przynajmniej sie dowiedziałam że u mnie nie ma czegos takiego jak "nie zaliczony semestr z powodu nieobecności". Wykładowcy mają PROGRAM. I ten program mamy zrealizować. Czy student go zrealizuje w domu czy na uczelni to jest mało istotne. Jeden wykładowca powiedział że może mi nie zaliczyć jak nie będe chodzić, jeden stwierdził że problem jest tylko wtedy jak na zaliczenie przychodzi student którego on nigdy na zajęciach nie widział, a reszta...że liczy sie program. Nieobecności sie niezbyt liczą tylko mam wziąć notatki/kserówki i nadrobić to co było na zajęciach. Niby wszyscy mówią że można 1-2 razy nie być a potem są problemy, ale to z powodu frekwencji. Jakby powiedzieli że w sumie nie trzeba chodzić tylko można uczyć sie w domu to by nikt nie przychodził na zajęcia nie? Czyli nie musze z indywidualnym już kombinować. Wykładowcy wszyscy zostali uprzedzeni, wiedzą o problemie, nie będą zwracać uwagi na to że mnie czasami nie ma bądź że wychodzę w środku zajęć. Jeszcze żeby tak grupa nie zwracała uwagi...
know me better
I won't be as bitter
In my own heaven
I'll be gone forever

Won't fall back never
I won't crack ever
Won't look back never
Avatar użytkownika
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 16:41
Lokalizacja
Lublin

Avatar użytkownika
przez scrat 27 lis 2007, 14:21
Przed grupą można ściemnić. Jak ja chciałem wyjść to mówiłem coś w stylu "boże, nie mogę go już słuchać" i wychodziłem.

A wykładowcy tak czy inaczej nie zwracają uwagi na wychodzenie.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 28 lis 2007, 02:56
Ja na jednych wykladach w niedziele jeszcze ani razu nie byłem ;) teraz sie boje że będą tego jakeś konsekwencje :cry:
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

przez Martini007 28 lis 2007, 14:46
Jestem nowa na tym forum, ale doskonale wiem przez co przechodzicie. Czytajac posty na ten temat mam wrazenie, ze czytam o sobie. Moja nerwica ma scisly zwiazek ze szkola. Przez to sie zaczelo w 4 klasie podstawowki, teraz mam 21 lat, wiec troche juz z tym gownem zyje. Od gimnazjum bralam leki, rozne, naparwde nazw juz nie pamietam. Radzilam sobie jakos, ukrywalam. Oczywiscie jak i Wy mialam multum nieobecnosci. W 3 klasie w liceum dopadl mnie taki dol, wstret do szkoly, do lekarzy, do wszystkiego. Musialam odpuscic. Dalam sobie rok wolnego i to byl moj wielki blad. Nie powtarzajcie go, zeby nie wiem co. Starajcie sie o indywidualny tok, przeniescie sie na zaoczne, ale nigdy nie zamykajcie sie w domu ze swoim smutkiem, bo bedzie gorzej. Ja sie ludzilam, ze jak rok w domu posiedze, to mi pomoze. Ale bylam naiwna... Nigdy tego nie robcie. Rok pozniej, moj orgaznizm tak sie zbuntowal, ze na widok lekow odwracalam glowe. Bez lekarzy,psychotropw i psychologow skonczylam szkole, zdalam mature na naprawde wysokim poziomie i poszlam na studia. Ale ile mnie to kosztowalo chyba tylko Wy potraficie zrozumiec. Teraz jestem na 2 roku, studiuje zaocznie, na dzienne nawet nie skaladalm. To, ze udalo mi sie tego dokonac, nie znaczy, ze wszystko przeszlo. W tym momencie nie korzystam z pomocy lekarzy, ale mam zamiar to zrobic, polaczyc farmakologie z psychoterapia, bo nie wiem jak Wy, ale ja nie zamierzam sie poddac temu swinstwu i patrzec z boku na swoje zycie. Tearz tez wyzwanie przede mna 3 dniowa wycieczka z grupa, ale musze jechac, musze tam byc. Nie chce znow komplikowac swojej sytuacji nieobecnoscia.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
27 lis 2007, 21:13

przez naamah85 28 lis 2007, 15:01
mi na szczescie nerwica nie wplywa na ten aspekt zycia...
lubie chodzic na zajecia, byc w grupi ludzi z ktora mam dobry kontakt, lubie pokzaywac swoja wiedze, nie mam problemu, zeby zglosic swoj pomysl w dyskusjach :)

jedyne male ale to, ze jestem troche niesmiala (nie przepadam za referowaniem itd) oraz to, ze jak mam naprawde kiespki stan psychiczny to nie chce mi sie ruszyc na uczelnie...

poza tym studia sa fajne i wole to niz codzienne 8 godzin w pracy ;)
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
26 lip 2007, 12:21
Lokalizacja
Łódź...

Avatar użytkownika
przez Amy18 28 lis 2007, 16:12
scrat napisał(a):Przed grupą można ściemnić. Jak ja chciałem wyjść to mówiłem coś w stylu "boże, nie mogę go już słuchać" i wychodziłem.

A wykładowcy tak czy inaczej nie zwracają uwagi na wychodzenie.


Ja na wszystkie pytania dlaczego wyszłam, co mi jest etc. odpowiadam ciągle że mam problemy ze zdrowiem i mają nie zwracać na to uwagi. Narazie zwracają i sie dopytują. A ja bym chciałam żeby przestali sie pytać bo oprócz tego że sie martwię że wezmą mnie za wariatkę, to z powodu historii z gimku i liceum wolę jak najmniej mówić o sobie.
(moja koffana klasa w gimku kiedyś na przerwie zrobili parodię mojej rozmowy z inną dziewczyną. Co wyglądało tak że ona sie spytała gdzie byłam na wakacjach, ja że nigdzie bo tatę poraził prąd i że praktycznie nie ma władzy w lewej ręce, ona na to że to przykre. Koniec.
Wersja "śmieszna" wyglądała tak :
Ona : Gdzie byłaś na wakacjach?
Niby Ja : Ochhh, nie byłam nigdzie bo tatusia prądzik zjebał i musieliśmy sie nim opiekować więc siedziałam w domku i zajmowałam sie tatusiem. (głosikiem mocno piskliwym))

Wykładowcy...w sumie to podeszli chyba życzliwie. Nie ma problemu z nieobecnościami i odrabianiem (jak pisałam wyżej, liczy sie program a nie obecności.), jak będzie trzeba to mogę spokojnie wyjść z sali (zajmuję miejsce przy drzwiach by zamieszania nie robić), mam raptem jeden tylko sprawdzian do zaliczenia (łacina) a poza tym mam tylko nadrobić zaległości w domu. Tyle dobrze że nie muszę sie martwić czy nie będe miała przy zaliczeniach problemu. Na jakiejś ulgi przy zaliczeniach nie liczę.

A na poprawę humoru : co mówił pan od logiki na wykładzie :D
(chyba będzie mi potrzebny oddzielny zeszyt do notowania mądrości profesora M.! Cała grupa notowała co on gadał :D)

Prof. M. : co ostatnio mieliśmy?
My : punktory.
Prof. M : Boże jacy my jesteśmy opóźnieni w rozwoju!

Prof. M : Humanista co nie zna łaciny i greki albo przyrodnik co nie zna logiki i matematyki to normalnie bezkręgowiec umysłowy!

Prof. M : Czasami student mówi "nie pamiętem tego twierdzenia bo go nie rozumiem!". Jak ktoś nie potrafi zapamiętać wzoru to ma chyba impotencję umysłową! I to trzeba leczyć! :D

Prof. M : Dawno dawno temu...była sobie implikacja negacji następników
( nie mamy zielonego pojęcia co to jest :? :? )

Prof. M o przykładzie zdania logicznego : Jeśli jestem człowiekiem i nie jestem to kaloryfer jest okrągły
kompletnie nie kumamy o co mu chodziło :? :?

M. : Podajcie teraz przykład zdania logicznego!
K. : jeśli jem i piję to żyję.
M. : Jeśli jem i piję to żyje. Jeśli żyję to jem i piję. Ale jeśli nie żyję to znaczy że nie jadłem czy nie piłem? Trzeba by ustalić co piłem i o ile przekroczyłem dawkę śmiertelną.

M. : Tak to jest na świecie, kobieta nie rozumie ale pamięta a mężczyzna rozumie tylko nie pamięta! Nie wiem co gorsze.


L. : Panie profesorze w tym przykładzie jest błąd!
M. : Robienie błędów to dowód mądrości człowieka
My : :?:
M. : Oczywiście pod warunkiem że wiem gdzie jest błąd, dlaczego i co z tego wynika. A wynika z tego że jestem mądrym człowiekiem. :D

M : wy i tak musicie sie uczyć z książki. My tu tylko takie personal meeting organizujemy.

M. : I co my biedne kobiety teraz mamy z tym zrobić? (powtórzył to dokładnie 6 razy w ciągu 1.5 godziny!)

Od starszych studentów dowiedzieliśmy sie że mamy sie nie dziwić że przez cały wykład pan profesor może gadać o wszystkim poza logiką, że kompletnie nie rozumiemy co on wykłada jeśli już mówi o logice i mamy wrażenie że on też nie rozumie co on wykłada tylko powinniśmy notować co on gada, bo profesor M. jest niemalże idolem wśród studentów którzy mieli/mają z nim zajęcia! I mamy sie nie martwić zbytnio zaliczeniem bo on wstawia dobre oceny przy minimum wiedzy, tylko musisz zrobić dobre wrażenie i udawać że rozumiesz o co mu chodzi i że wiesz coś o logice.
know me better
I won't be as bitter
In my own heaven
I'll be gone forever

Won't fall back never
I won't crack ever
Won't look back never
Avatar użytkownika
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 16:41
Lokalizacja
Lublin

To nie takie proste.....

przez Czarnulka 30 lis 2007, 14:31
Mój problem zaczyna mnie przerastać :-| Obecnie jestem na pierwszym roku studiów, wcześniej dwa razy próbowałam w innych szkołach, ale oczywiście po kilku zajęciach rezygnowałam twierdząc, że nie dam rady. Teraz zaczęłam nastepną, jak poprzednio byłam wniebowzięta że zaczynam studia, ale niestety mija dwa miesiące a ja znowu łapię doła i twierdzę że nie dam rady. Wiem że mnie stać na to by skończyć te studia, ale nie mogę się zmusić do nauki, ciągle tylko siedzę i przeżywam, jakie to życie jesy ciężkie.... :roll: zamiast wziąść się w garść. Ale ja poprostu nie potrafię, nie mam pojęcia co się ze mną dzieje. Mam 24 lata i nie mogę się przełamać. Już na różne sposoby sobie wmawiałam i nic :( Coraz bardziej jestem znerwicowana. Kiedy wiem że mam za chwilę się uczyć zaczyna się to płaczem, lamentem itp. Zaczyna mnie to przerastać, chwilami czuję że potrzebuje pomocy, bo sama nie daję rady. Dziwi mnie to wszystko, a szczególnie dlatego że kiedyś było całkiem inaczej. Skończyłam liceum, studium i było super! A teraz nie potrafię na niczym się skoncentrować. W tej chwili mam wrażenie że jest to problem z nerwicą. Oczywiście nie leczyłam się na to nigdy. Rok temu byłam u lekarza, ponieważ miałam problemy z sercem, lekarz stwierdził że serce jest zdrowe, ale obawia się że jest to sprawka nerwicy, zalecił mi badania, ale do tej pory ich nie zrobiłam. Wiem że powinnam iść, ale zawsze to odkładałam. Czy ktoś może mi coś doradzić? Ponieważ ja sama już nie daje rady.... Wiem, że to wszystko leży w psychice...

Pozdrawiam was cieplutko ;)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
13 gru 2006, 22:46
Lokalizacja
Warszawa

przez naamah85 30 lis 2007, 14:42
Czarnulka no to jak sama widzisz nie ma wyjscia...czas isc do lekarz i to im szybciej tym lepiej, wkoncu nie chcesz sie chyba obudzic za 10 lat i pluc sobie w brode, ze przez "brak czasu na psychiatre" zmarnowalas swoje zyciowe szanse...

a co do diagnozy, terapi, leczenia nerwicy itd to naprawde nie boli...faktycznie czasm pojawiaja sie skutki uboczne po lekach, czasem nasilaja sie objawy w poczatkowej fazie psychoterapii, ale przynajmniej uczysz sie pokonywac wlasne slabosci i malymi krokami zmierzasz do tego "lepszego" swiata, a przynajmniej wiesz, ze nie jestes sama i ze ktos Cie wreszcie rozumie (to chyba najwazniejsze w terapii)

ja ciesze sie ze zaczelam sie leczyc, chociaz momentami jest ciezko, ale jesli np chodzi o studia i nauke to wiele zmienilo sie na lepsze, wreszcie znalazlam w sobie checi i motywacje i wreszcie czuje ze ciesze sie z tego, ze sie ucze i ze moge przyswajac nowa wiedze, wiedze, ktora dla wielu pozostanie nigdy nieodkryta i niezrozumiala :)
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
26 lip 2007, 12:21
Lokalizacja
Łódź...

przez Czarnulka 30 lis 2007, 15:07
Dziękuję za odpowiedź :smile:

Chyba rzeczywiście poinnam pójść do lekarza, strasznie się tym wszystkim martwię. To naprawdę nie jest przyjemne - tak jak wspominałaś - brak motywacji do działania. Plusem jednak jest to że zdaję sobie sprawę z obecnej sytuacji, teraz należy się tym zająć w odpowiedni sposób. Boję sie też że mogę nabawić sie depresji, ostanio za często płaczę, mam bóle mięśni, pleców ( tak mi się wydaje, że moga to być początkowe objawy depresji ). A co za tym idzie niska samoocena, sama siebie krytykuję.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
13 gru 2006, 22:46
Lokalizacja
Warszawa

przez naamah85 30 lis 2007, 15:34
Czarnulka
ja mam pelno roznych zaburzen poczawszy od nerwicy, borderline a skonczywszy na zaburzeniach odzywiania...czyli tak ogolnie jestem jedna wielka (tzn wsumie mala bo jedyne 161cm:P) chodzaca bomba zegarowa, ktora moze wybuchnac w kazdym momencie (naprawde wystraczy jedno slowo, abym uznala ze moja dalsza egzystencja nie ma sensu i poczynila ku temu kroki)
wlasnie dlatego ciesze sie ze mam studia, bo:
-sa moim glownym lacznikiem z zyciem realnym
-dzieki przebywaniu na uczelni i skupianiu na nauce odrywam sie od moich mysli...i chyba tylko dlatego jeszcze zyje
-wiem, ze nie marnuje czasu sobie i innym i ze robie cos co bedzie dla mnie glowna podpora gdy juz wyzdrowieje (o ile to mozliwe)
-po magistrze nie bede sobie pluc az tak bardzo w twarz, ze do niczego sie nie nadaje (bo jednak cos mi sie udalo)
-mam nadzieje, ze w jakis soposb moje poczynania ulatwia mi zycie na pewnej stopie finansowej i ze chociaz ten problem nie bedzie mnie dolowal
-kazdy nawet najdrobniejszy sukces na uczelni (chociazby dobra odpowiedz na pytanie, czy rozwiazanie zadania) traktuje jako motywacje do zycia i do dzialania (bo jednak jesli wiem cos czego nie wiedza inni tzn ze jestem wyjatkowa, a nie beznadziejna)

to chyba na tyle plusow, chociaz wiem, ze czasem bywa ciezko i bardzo boje sie kolejnych zalaman, szczegolnie w czasie sesji...

no a jesli chodzi o lekarza psychiatre to naprwawde wizyta jest ok i naprawde nie ma sie czego wstydzic czy bac... tylko bardzo wazna jest szczerosc jezeli chcemy osiagnac cos pozytywnego :)
no to zycze udanej wizyty i pamietaj im dluzej zwlekasz tym wiecej marnujesz czasu, ktory moglabys wykozystac na zdrowe zycie :) aha no i nie ma co sie oszukiwac, ze to minie samo, bo to tak jakby sobie wmawiac majac raka, ze wyparuje.... to jest choroba i to sie leczy!!
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
26 lip 2007, 12:21
Lokalizacja
Łódź...

Avatar użytkownika
przez scrat 01 gru 2007, 06:52
Sorry że odpiszę zbiorowo, dawno tu nie zaglądałem - coś chyba zdechło, bo przy tym temacie wyskakiwał mi błąd - ale w końcu się wbiłem jakoś. To dobrze, bo temat jest mi aż za bardzo bliski...

Martini007, widzę że masz w sobie ogromną siłę... Zazdroszczę. I podziwiam. Ja nawaliłem. Ale też nie wiem czy jest sens katować się wbrew sobie, przechodzić przez to wszystko w takim stanie.

Mój plan na razie jest taki:
1. Odpuścić terapię indywidualną, i tak nic mi nie daje.
2. Zapisać się na terapię behawioralno-poznawczą i przejść przez nią.
3. Wrócić na studia, skończyć je, mam nadzieję że tym razem na względnym luzie (jak mi psychika przestanie świrować, to czuję że jestem w stanie skończyć nawet najostrzejszy kierunek...).
4. Gdzieś w międzyczasie studiów prawo jazdy (teraz w życiu bym nie zdał).

Zobaczymy na ile się uda, właściwie wizja wygrania tego pieprzonego życia (czyli najpierw ta terapia, a potem studia, może nawet odbije mi na tyle, żeby założyć rodzinę - w moim obecnym stanie to brzmi jak ponury żart) to jedyna rzecz, która jeszcze jako tako trzyma mnie w kupie...

Amy18 napisał(a):Ja na wszystkie pytania dlaczego wyszłam, co mi jest etc. odpowiadam ciągle że mam problemy ze zdrowiem i mają nie zwracać na to uwagi. Narazie zwracają i sie dopytują.


Też bym się dopytywał, bo to brzmi jak "chciałabym wam powiedzieć ale chcę żebyście to ze mnie wyciągnęli". Chociaż z drugiej strony nie mam lepszego pomysłu na ściemę, chyba żeby po prostu powiedzieć prawdę - że taka a nie inna faza, że musisz wyjść, i że tak już masz.

z powodu historii z gimku i liceum wolę jak najmniej mówić o sobie.


Gimnazjum to wylęgarnia potworów, liceum niewiele lepsze.

Na jakiejś ulgi przy zaliczeniach nie liczę.


Ja sobie starałem załatwiać ulgi - jakieś dodatkowe referaty, inne pierdoły, żeby tylko było mnie w miarę widać. I czasem pomagało, bywałem zwolniony z zaliczenia.

A na poprawę humoru : co mówił pan od logiki na wykładzie :D


Panowie od logiki są śmieszni :)

A Ty Czarnulka nie zastanawiaj się tylko migiem do lekarza, nie warto czekać.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 33 gości

Przeskocz do