Forum Psychologiczne

Nerwica Depresja Psychologia

depresja, nerwica, forum psychologiczne


Strefa czasowa: UTC + 1 |  


Temat: potrzebuję pomocy

Wiadomości w tym temacie: 21


Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku

 Strona 1 z 2  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Reklama




Autor

potrzebuję pomocy

potrzebuję pomocy
Post 18 gru 2010, 18:41 

Od: 26 lip 2010, 15:14
Posty: 354
Lokalizacja: nad morzem
Mam tak dość i że dziś mi się pomyślało aby wywalić dziecko z domu. Rok się leczy. Od miesiąca chodzi na oddział dzienny, wczesnie przez tydzień był oddział szpitalny. Stwierdzili zaburzenia osobowości schizoidalne. Zanim połozył się na oddział leczono u niego depresję. Bylo można się z nim nawet fajnie dogadać. Rozmawiał ze mną, chciał mówić, prosił żebym słuchała. Wspierałam go, dogadywaliśmy się powoli w tej jego chorobie. Po postawieniu prawidłowej diagnozy zamknął się w sobie. Mam wrażenie , jakby to napisać.... jestem chory , odczepcie się, będę chodził na oddział dzienny ale nie codziennie bo nie wszystko mi się tam podoba. Jak nie idzie na oddział to albo ślęczy przed komputerem albi śpi. Coraz mniej pomaga w domu a dziś prosba o wypranie dywany skończyła się awanturą. Zapytałm go przed chwilą jak mogę mu pomóc, powiedziałam że oddala się, że go kocham i chcę wiedzieć co się z nim dzieje. Te słowa podziałały na niego jak płachta na byka. Usłyszałm że wychodzi, że w tym domu nie można wytrzymać, nie chce mu się gadać i gadać z nikim nie będzie a w ogóle to mam spier.... Był wulgarny i agresywny. Do szkoły nie chce chodzić, leczyć się chce na własnych zasadach. Co ja mam robić?


udostępnij ten temat w: Udostepnij w Facebook { SHARE_ON_WYKOP } Udostepnij w Twitter { SHARE_ON_BLIP }

 
 Zobacz profil  
 
potrzebuję pomocy
Post Dzisiaj 

Od: 13 Lip 2005, 01:45
Posty: n/a
Miejscowość: internet
  • Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy


 
   
Re: potrzebuję pomocy
Post 18 gru 2010, 18:52 
ExModerator
Avatar użytkownika

Od: 10 gru 2009, 07:07
Posty: 1933
może porozmawiaj z jego lekarzami. Dziwne, że zamiast lepiej jest gorzej.

______
Włączam tryb ninja jak jestem sam w domu i sprawdzam wszystkie pokoje czy przypadkiem gdzieś nie czeka na mnie seryjny morderca.


 
 Zobacz profil  
 
Re: potrzebuję pomocy
Post 18 gru 2010, 18:56 

Od: 26 lip 2010, 15:14
Posty: 354
Lokalizacja: nad morzem
Ma 20 lat więc pytanie lekarzy jest utrudnione. Ale nosze się z takim zamiarem. Jego pani psychiatra jest dość pomocna, dwa razy z nią rozmawiałam. Ale nie zmienia to faktu że jest gorzej i on sam nie chce chyba już z tym nic robić. A na siłę sie nie da.


 
 Zobacz profil  
 
Re: potrzebuję pomocy
Post 18 gru 2010, 22:30 
Avatar użytkownika

Od: 13 gru 2010, 22:03
Posty: 78
Rzeczywiście przykra sytuacja. Zapytaj lekarza albo popytaj na innych forach może ktoś mógłby Ci doradzić. Osobiście często się posiłkuje linkiem ze stopki.

______
porady: http://www.WhatToDo.pl


 
 Zobacz profil  
 
Re: potrzebuję pomocy
Post 22 gru 2010, 17:26 
Avatar użytkownika

Od: 24 wrz 2010, 17:57
Posty: 1227
agi114, piszesz o swoim synu jakby o mnie :shock:

______
Jah, wyzwól nas, bo pełen nienawiści to czas..


 
 Zobacz profil  
 
potrzebuję pomocy
Post 25 mar 2011, 18:55 

Od: 26 lip 2010, 15:14
Posty: 354
Lokalizacja: nad morzem
No i stało się. Na 3 miesiące przed ukończeniem szkoły moje dziecko powiedziało ze więcej do niej nie pójdzie. Pracy też nie chce szukać, innej szkoły także. Nic mu nie wychodzi, nic nie może, chce ale nie może - to jego słowa. Była zmiana psychologa, zaczynały być efekty, postanowienia, lepsze samopoczucie. W niedzielę było genialnie, mnóstwo odwagi, chęć pójścia na praktykę i chęć wyjasnienia kierownikowi dlaczego nie było go tam przez miesiąc. Po czym w poniedziałek stwierdził że się wyprowadza bo chce robić nic bo i tak się nie uda. A jeżeli mam ochotę mu pomóc to powinnam dać mu ten jego pokój i się odczepić, jeść też nie musi jak mu nie dam. Przestał brać leki. Wspólnie z psychologiem z którym mam świetny kontakt namówiliśmy go na kolejną wizytę u niego. Ale poszedł do niego i będzie chodził bo ja tego chce, jemu wszystko jedno, nawet z pokoju nie musi wychodzić jak nie mam ochoty patrzeć na niego. Zabrałam internet, telefon, pomyślałam - ponudzi się to może zmądrzeje ale to nic nie daje. Wydawało mi się że wiele potrafie zrozumieć ale okazało się że jestem w błędzie. Mimo wielu trudności moje dziecko w wielu sytuacjach sobie radziło, fakt, że nie tak jak ludzie bez zaburzeń, ale sobie radziło. Wiele trudu go to kosztowało ale wychodziło, udawało się. Teraz to wszystko neguje, nikogo nie kocha, nie lubi, zabija w sobie wszystkie pozytywne uczucia. Nie mogę patrzeć jak moje dziecko marnuje sobie życie. Za chwilę nie będzie mnie stać na terapię, bez alimentów nie dam rady ale on ma to serdecznie gdzieś, przecież to ja chcę a nie on. Nie chce go utrzymywać do końca życia, wyrzucić też go nie chcę. Najgorsze że on też nic nie chce. Jestem wściekła, rozżalona, mam ochotę ukręcić mu łepek. Wzięłam wolne w pracy, ciągle wybucham płaczem. Bezradność, czuję potworną bezradność.


 
 Zobacz profil  
 
potrzebuję pomocy
Post 23 kwi 2011, 02:07 

Od: 13 lip 2008, 14:20
Posty: 246
Takie sytuacje są ciężkie! Faktycznie rozmowa z jego lekarzem mogłaby pomóc. Albo jakaś grupa wsparcia dla matek z podobnymi problemami. Pewnie dopadła go teraz depresja po usłyszeniu diagnozy. Załamał się, przeraził. Ale on potrzebuje czasu aby to przetrawić. Myslę, że kiedy zobaczy, że dana diagnoza to jeszcze nie wyrok to Wasze relacje się unormują. Ten lekarz, czy psycholog powinien mu uśiwdomić, że znając swój problem dzięki tej wiedzy ma większy wpływ na siebie i swoje życie. Łatwiej będzie mu poradzić sobie ze swoimi problemami wiedząc czym one są, jakie zaburzenie to powoduje, niż gdyby jedyne co wiedział to, to że czuje się fatalanie, nie radzi sobie w życiu i jest z tym wszytskim jak we mgle. Znajomość diagnozy może bardziej pomóc. Niech go nie przeraża, że to tak starsznie sie nazywa itp. To tylko nazwa! Najważniejsze, że nie jest chory psychicznie. To jest tylko zaburzenie, z pomoca terapii może prowadzić całkiej normalne życie.

______
Niesamowita, nieodgadniona i jakże samotna,
Niewzruszona, a jednak płacze…
Potrzebuje, choć się nie przyznaje,
Ona tęskni i chce…


 
 Zobacz profil  
 
potrzebuję pomocy
Post 26 kwi 2011, 17:49 
No to faktycznie dość ciężka przypadłość...w sumie Go trochę rozmiem, bo ja też się totalnie rozwaliłam, od 1,5 roku myślę ciągle i ciągle, kilkanaście razy dziennnie o samobójstwie, bo już nie mogę wytrzymać tego cierpienia...też mnie wszystko przestało interesować, przestałam kochać, nic mi się nic chce robić, w ogóle nie chcę żyć. Byłam pewna, że to schizofrenia porsta, ale psycholożka dowodzi, że to niby taka dziwna odmiana borderline...biorę rózne leki, ale co jeden to gorzej się czuję...nie mam dostępu do uczuć wyższych, to mnie rozwala.Diagnoza może faktyznie porazić...schizoidalne czy borderline to już są takie cięższe zaburzenia. Ja głownie nie odczuwam uczuć - przede wszystkim tych wyższych, to już 2,5 roku ( nie wiem czy to się nie zrobiło po lekach!), a przez ostatni rok żyłam w kompletnej pustce, nie robiłam nic, siedzialam przed kompem i błagałam BOga o śmierc...teraz może jest trochę lepiej, ale nawet dzis rano wyłam i blagałam o śmierć...bo jak nic nie czujesz, jak NIC Ci nie sprawia przyjemności i ulgi... wkońcu za zgodą lekarza wzięłam dziś 4 clonazepamy i czuję dość przyzwoicie...ale powiem Ci że tak ciężki zaburzenia osobowości to męka...nikomu tego nie życzę, lepiej nogi nie mieć (uchowaj Boże), a mieć zdrową psychikę...moja mama powiedziała, że mnie utrzymywać nie będzie...tyram więc w pracy, choć to co dla innych jest zwykłym 8h pracą, dla mnie jest okupione takim cierpieniem i zmęczeniem, że często płaczę ze zmęczenia...też wiele rzeczy chcę, a nie mogę... wtej sytuacji jednak dobrze - wręcz koniecznie trzeba by przekonać syna, żeby się przemęczył si skończył te ost. 3 mce szkoły. Potem może Kraków? To specjalistyczny odział przeznaczony do leczenia zaburzeń osobości ( szpital babińskiego). Terapia tra pół roku. Niektórych stawia na nogi....mi nic nie pomogli, bo ja wtedy kompletnie nic nie czułam i nie miałam o czym mówić...ale oni się jdnak specjalizują w ciężkich z.o. Warto spróbować. Tylko żeby tam się dostać, trzeba przejść przez 4 konsultacje i na każdej pokazywać, że jest się bardzo zmotywowanym do zmiany


 
   
 
potrzebuję pomocy
Post 26 kwi 2011, 22:12 

Od: 12 sty 2011, 17:04
Posty: 290
Lokalizacja: Kraków
Nie skreslaj syna, postaraj sie go zrozumiec, chociaz wiem, ze pewnie wydaje Ci sie to niemozliwe. Pare osob na tym forum ma podobne problemy jak Twoj syn i to naprawde jest pieklo. Niech skonczy te szkole i pozniej ja oleje, jesli stwierdzi, ze w niej nie wytrzyma. Najwazniejsze jest jego zdrowie. Tylko niech nie siedzi w domu i nie obija sie, tylko chodzi na jakis oddzial, bierze leki, niech postara sie zmienic. Ale nie zmuszaj go do takiego wielkiego wysilku jak szkola, jesli nie jest w stanie go udzwignac. Niektorym to pomaga, ale nie sadze, zeby osobie z taka diagnoza, specjalnie sluzyla. Trzeba to dokladnie z synem przegadac, moze moglby robic cos w domu albo jakas lekka prace wykonywac.
W kazdym razie, bez satysfakcji, bez uczuc, bez motywacji czlowiek zostaje z niczym i ciezko wykonywac nawet podstawowe czynnosci, jesli swiat, zycie sa calkowicie puste.

______
Czas może się posuwać przybierając nieregularne kształty.


 
 Zobacz profil  
 
potrzebuję pomocy
Post 27 kwi 2011, 08:56 
Cytuj:
wczesnie przez tydzień był oddział szpitalny

Rzuciłam jeszcze raz okiem na Twój post i mnie zmroziło. PRZEZ TYDZIEŃ??????????? To jaja sobie z Was zrobili... Jeszcze nie słyszałam, żeby przez tyzień obserwacji już stawiać diagnozę...zazwyczaj to trwa kilka tygodni...co można stwierdzić przez tydzień..przez tydzień to się człowiek dopiero przyzwyczaja do szpitala...
Nie wiem co CI radzić...ale jeśli Twój syn ma naprawdę os. schizoidalną, to możecie mieć bardzo bardzo ciężko w życiu...to poważna sprawa i nie wiem na ile da się z tego wyleczyć.
Cytuj:
Ale nie zmuszaj go do takiego wielkiego wysilku jak szkola, jesli nie jest w stanie go udzwignac

Kolega może mieć rację...ale ja bym jeszcze poszła gdzieś prywatnie i zweryfikowała diagnozę, albo wysłała syna na naprawdę, naprawdę dobry odział na diagnozę...polecam oddział F10 IPINU w Warszawie - jest to oddział dr Krzyżanowskiej - Zbuckiej - wspaniała jest ta kobieta, a warunki na oddziale komfortowe....napisz skąd jesteś i gdzie Wam postawili taką diagnozę? Może w jakimś bzdetnym rejonowym szpitalu?
Poza tym chcę zauważyć, że oddziały dziennnie mają za zadanie raczej rehabilitację i aktywizację osób z poważnymi problemami, a nie terapię...

-- 27 kwi 2011, 10:07 --

Cytuj:
No i stało się. Na 3 miesiące przed ukończeniem szkoły moje dziecko powiedziało ze więcej do niej nie pójdzie. Pracy też nie chce szukać, innej szkoły także. Nic mu nie wychodzi, nic nie może, chce ale nie może - to jego słowa. Była zmiana psychologa, zaczynały być efekty, postanowienia, lepsze samopoczucie. W niedzielę było genialnie, mnóstwo odwagi, chęć pójścia na praktykę i chęć wyjasnienia kierownikowi dlaczego nie było go tam przez miesiąc. Po czym w poniedziałek stwierdził że się wyprowadza bo chce robić nic bo i tak się nie uda. A jeżeli mam ochotę mu pomóc to powinnam dać mu ten jego pokój i się odczepić, jeść też nie musi jak mu nie dam. Przestał brać leki. Wspólnie z psychologiem z którym mam świetny kontakt namówiliśmy go na kolejną wizytę u niego. Ale poszedł do niego i będzie chodził bo ja tego chce, jemu wszystko jedno, nawet z pokoju nie musi wychodzić jak nie mam ochoty patrzeć na niego. Zabrałam internet, telefon, pomyślałam - ponudzi się to może zmądrzeje ale to nic nie daje. Wydawało mi się że wiele potrafie zrozumieć ale okazało się że jestem w błędzie. Mimo wielu trudności moje dziecko w wielu sytuacjach sobie radziło, fakt, że nie tak jak ludzie bez zaburzeń, ale sobie radziło. Wiele trudu go to kosztowało ale wychodziło, udawało się. Teraz to wszystko neguje, nikogo nie kocha, nie lubi, zabija w sobie wszystkie pozytywne uczucia. Nie mogę patrzeć jak moje dziecko marnuje sobie życie. Za chwilę nie będzie mnie stać na terapię, bez alimentów nie dam rady ale on ma to serdecznie gdzieś, przecież to ja chcę a nie on. Nie chce go utrzymywać do końca życia, wyrzucić też go nie chcę. Najgorsze że on też nic nie chce. Jestem wściekła, rozżalona, mam ochotę ukręcić mu łepek. Wzięłam wolne w pracy, ciągle wybucham płaczem. Bezradność, czuję potworną bezradność.

Boże, jak ja CI bardzo współczuję...sama jestem w podobnej sytuacji do Twojego syna...też NIC mi się nie chce i mogę całymi dniami robić nić...nie potrzebuję telewizora, ksiązek, bo i tak nie czuję się na siłach czytać, tv mnie drażni...komórka i internet to jedyne przy czym spędzam wolny czas...wegetuję...leki bardziej szkodzą niż pomagają. Moim problemem jest zanik uczuć, a wtedy nic się już nie chce...jedyne moje pragnienie, która czuję od ponad roku po kilkanaście, kilkadziesiąt razy dziennnie to zabić się...bo za bardzo cierpię...może Twój Syn czuje w jakiś spośób podobnie...jak Mu zazdroszczę, że ma Matkę, która szuka dla niego pomocy, która wchodzi na fora i stara się dwoeidzieć co cyn może przezywać...moja mama ogranicza się do powiedzenia " wszystko będzie dobrze tylko uwierz to" ( co za bzdury, jak to słyszę, to mam ochotę zabić się natychmiast), a jak ciągle Jej mówię o moim cierpieniu to mówi "widocznie to jest Ci jest pisane, żebyś tak pisała, to musisz cierpieć". I oczekuje, że z tym potwoprnym cierpieniem, bez uczuć, ciągle niewyspana i zmulona po lekach będę "żyć normalnie" - pracować ( co robię - Bój jeden wie jakim wysiłkiem) i ciągle mysli, że w końcu założę rodziną...a mam już 31 lat...i kazdego dnia zagryzam zęby, żeby się nie zabić...jak mam wyjść za mąż bez uczuć? Jak mam wychować dzieci, gdy ja nie mam siły naczyń umyć?
Nie chcę Cię martwić, ale to są strasznie ciężkie problemy, a Wy - rodzice i bliscy, jesteście jedynymi ludźmi, którzy mogą nam choc trochę pomóc...psychiatrzy są zaangażowani przez kilka pierwszych wizyt. Potem widzą, że sprawa jest beznadziejna i się wycofują...Życzę Ci, aby w Waszym przypadku było lepiej, zwł. że Syn jest jeszcze młody i może coś się uda pozmieniać.


 
   
 
potrzebuję pomocy
Post 27 kwi 2011, 21:06 

Od: 17 wrz 2010, 23:21
Posty: 340
brak uczuć napisał(a):
Jak mam wychować dzieci, gdy ja nie mam siły naczyń umyć?


Możliwe, że masz jakieś genetyczne predyspozycje do swojej choroby, ludzie z poważnymi chorobami genetycznymi nie powinni mieć dzieci.


 
 Zobacz profil  
 
potrzebuję pomocy
Post 28 kwi 2011, 17:56 
Cytuj:
Możliwe, że masz jakieś genetyczne predyspozycje do swojej choroby, ludzie z poważnymi chorobami genetycznymi nie powinni mieć dzieci.

to jest gdybanie. a jak to sprawdzic?
ALe szczerze mówiąc tez o tym myslalam, że nawet jak odzyskam uczucia, to moze nie powinnam miec dzieci, bo cos w genach moze byc...


 
   
 
potrzebuję pomocy
Post 28 kwi 2011, 18:10 

Od: 17 wrz 2010, 23:21
Posty: 340
brak uczuć napisał(a):
Cytuj:
Możliwe, że masz jakieś genetyczne predyspozycje do swojej choroby, ludzie z poważnymi chorobami genetycznymi nie powinni mieć dzieci.

to jest gdybanie. a jak to sprawdzic?
ALe szczerze mówiąc tez o tym myslalam, że nawet jak odzyskam uczucia, to moze nie powinnam miec dzieci, bo cos w genach moze byc...


Nie sprawdzisz tego, ale fakt jest taki, że masz problemy psychiczne, nawet jeżeli to była reakcja na lek to była bardzo nietypowa.


 
 Zobacz profil  
 
potrzebuję pomocy
Post 29 kwi 2011, 10:20 
Cytuj:
brak uczuć napisał(a):
Cytuj:
Możliwe, że masz jakieś genetyczne predyspozycje do swojej choroby, ludzie z poważnymi chorobami genetycznymi nie powinni mieć dzieci.

to jest gdybanie. a jak to sprawdzic?
ALe szczerze mówiąc tez o tym myslalam, że nawet jak odzyskam uczucia, to moze nie powinnam miec dzieci, bo cos w genach moze byc...


Nie sprawdzisz tego, ale fakt jest taki, że masz problemy psychiczne, nawet jeżeli to była reakcja na lek to była bardzo nietypowa.


Dołuje mnie to, co napisałeś...dzieci i rodzina było moje największe marzenia do czasu aż straciłam uczucia...zajmowałam się dziećmi sąsiadów, poczytywałam fora o dzieciach, od dziecka tak miałam, że bardzo chciałam być mamą i nauczycielką...miałam wspaniały kontakt z dziećmi i wiem, że gdyby udało mi się wrócić do odczuwania uczuć i wróciłaby mi energia życiowa...to myślę, że byłabym dobrą matką... ja w ogóle mam łatwość w kontaktach z ludźmi, której mi wiele osób zazdrości, bo bardzo lubię ludzi...uważam, że człowiek jest stworzeniem arcyciekawym...tylko teraz to wszystko jest przytłumione przez brak uczuć::(:(:(


 
   
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ 21 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 |  


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Administratorzy forum psychologicznego nie biorą odpowiedzialności za treści pisane przez Użytkowników.
Forum ma charakter informacyjny.
Wszelkie decyzje odnośnie leczenia muszą być podejmowane w porozumieniu z lekarzem i za jego zgodą.
Forum jest prowadzone przez Nextweb Media Sp. z o.o.
Korzystanie z serwisu oznacza akceptacje regulaminu.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group

Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Forum Psychologiczne - Depresja - Nerwica

All rights reserved by nerwica.com © 2005-2014

Grupa NextWeb Media

sitemap