Skocz do zawartości
Nerwica.com

Problemy z rodzicami (ogólnie)


michał24

Rekomendowane odpowiedzi

Dziś usłyszałem, że zależy mi tylko na spadku po nim i robię wszystko, żeby go wykończyć i szybko ten spadek otrzymać. Matce oberwało się za to, że to z jej winy "wyfrunę" szybko i będzie ciężej beze mnie.

Standard, że nic nie potrafię, nic nie osiągnę, że nie słucham jego (absurdalnych) rad (ale jakże cennych :/).

"zwykły dzień".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jaki byl powod zeby tak ci dopiekl z tym spadkiem ?? czy to nie jest tak ze czyms go sprowokowales?

chociaz wiesz co? moja mama tez nie raz mi tak mowila, ze mi tylko zalezy na jej pieniadzach, ze jej nie kocham tylko jej pieniadze, w kolko pojawial sie ten temat, czesto wtedy gdy mialam inne zdanie na jakis temat niz ona, interpretowala to jako brak szacunku i milosci :(

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piotr co sie z toba dzieje? mama jest mama, urodzila cie, wychowala na porzadnego mlodego czlowieka, troszczy sie, opikuje, stara sie jak umie, wiem ze jest baaaaaaaaaaaaaaaaardzo trudnym czlowiekiem, ale uwazam ze szcunek nalezy sie jej a priori, za to ze jest matka...masz tez oczywicie racje ze ona CIEBIE TEZ POWINNA SZANOWAC!!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ano wszystko rozbiło się o to, że powiedziałem, że nie mogę przyjść mu pomóc, bo jestem w swojej pracy i po prostu nie mam takiej możliwości. Wtedy poleciał pełen zestaw wykładów - czyli po staremu.

Już naprawdę nic tutaj mnie nie trzyma na chwilę obecną. Nic a nic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Już naprawdę nic tutaj mnie nie trzyma na chwilę obecną. Nic a nic.

to staraj sie odciac... nie masz wyjscia. to jest znecanie sie psychiczne, np. z tym spadkiem. masakra jakas... podziwiam cie, ze tyle wytrzymujesz...

 

moim sukcesem jest to, ze wczoraj gadalam troche z mama. powiedzialam jej (temat oszczedzanie), ze musza mi pozwolic popelniac bledy. jak mi kiedys zabraknie to tylko i wylacznie ja musze sobie z tym poradzic i kombinowac... przyznala, ze oni spowodowali u mnie brak samodzioelnego decydowania... mama nie rozumie mojego sposobu myslenia w roznych kwestiach, ale powoli uczy sie tego zeby mi pozwalac na zycie po swojemu... gorzej z tata... np. dzwoni do mamy i sie pyta ile mi ksy zostalo, a ona wtedy stara mu sie wytlumaczyc, ze po co mu ta wiedza itd.

5 lipca minelo 10 lat odkad tata nie pije. zastanawiam sie czy jestem DDA, nie stwierdzono u mnie tego, a przynajmniej nikt mi nic takiego nie powiedzial. nie bylo bicia, ale byly awantury, wyrzucanie go za drzwi itd. ja bylam chyba bardziej zawzieta zeby sie go pozbyc jak pije. jak mu wystawialam walizke za drzwi to mama nic nie mowila, a on mnie przeprszal... podobno przestal dla mnie... teraz nawet nie wach alko i go od tego odrzuca, ale nigdy tez nie porozmawial ze mna na ten temat... tak jakby bylo minelo... on nie umie wyrazac uczuc...

ale zagmatwalam :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam 23 lata, nigdy nie miałem dziewczyny, nigdy się nie całowałem, nigdy nie byłem na dyskotece. Powiedźcie czy to jest normalne. Moja mama nie pozwala mi wychodzić na dyskoteki, wychodzić na dłużej a jak już wyjdę to dzwoni co pięć minut (dosłownie). Kiedyś jak byłem na uczleni i mi się przedłużyły wpisy to miałem 46 nieodebranych połączeń. A jak przyszedłem do domu too.... "czemu nie odbierasz, po co masz ten telefon........itp, itd do samej nocy". Ojca nie mam bo biał wypadek samochodowy. Kocham swoją mame bardzo ale jakoś czuje sie jak na uwięzi. Dodam jeszcze, że leczę się na nerwicę lekową od kilku miesięcy (lek który biore to Seroxat). Teraz jest już lepiej i mogę wychodzić bez problemu, tylko mam tak jakby "zakaz" od mamy. W tym roku ukończyłem studia licencjackie i zacząłem studia magisterskie uzupełniające, ale swoją przyszłość widzę w czarnych kolorach. :cry:

 

Dziękuje. Pozdrawiam Wszystkich i czekam na odpowiedzi :)

 

Tomek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Tomku.

Po pierwsze - raz jeszcze przeczytaj początek swojego posta. Masz 23 lata, musisz zacząć uświadamiać matce, że nie jesteś już małym dzieckiem.

 

Sprawa kolejna - czy na chwilę obecną w jakiś sposób zarabiasz na siebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tomku nasunelo mi sie cos takiego. niekoniecznie to musi miec zwiazek, ale moze miec. skoro twoj tata zginal w wypadku, to moze twoja mama sie boi zeby ciebie nie stracic tak jak stracila jego? moze po czesci robi to nieswiadomie? wydaje mi sie, ze powinienes z ni szczerze pogadac, bo mysle, ze jestescie ze soba blisko, czasem moze na sile... sprobuj delikatnie... powiedz jej, ze ta nadmiern ndopiekunczosc nie pomaga w twojej nerwicy (jesli ona o niej wie oczywiscie). ja wielokrotnie rozmwialam z moimi rodzicami, jestem dorosla, mam prawo popelniac bledy i zyc po swojemu, a to czy mi sie cos stanie - i tak nie beda w stanie wszystkiego przewidziec. bardzo ciezko jest to zmienic, ale musisz jej uswiadomic, ze inaczej nie bedziesz szczesliwy... moj mama moze nie dzwoni do mnei 46 razy, ale jesli gdzies ide i nie ma mnie o tej godzinie, ktora mniej wiecej okreslilam, to jest telefon gdzie jestem i kiedy wracam i ze powinnam zadzwonic. zaznacze, ze tez mam 23 lata...

 

Piotrek, ayrton zgadzam sie, ze czasem jest wszystko inaczej, ale potem znow to wszystko wraca... no coz...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam 32 lata, swoją rodzinę, a mamuś dzwoni do mnie czy szczęśliwie dojechałam z pracy do domu (parę przystanków tramwajem). Jak nie odbieram tel, to dzwoni po rodzinie czy nie wiedzą co się ze mną dzieje. I nie jestem jedynaczką, mam brata i siostrę, jestem najstarsza...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje za odpowiedzi. Będę musiał porozmawiać z mamą o tym że nie jestem juz dzieckiem, choć wiem że to będzie bardzo trudna rozmowa, i nie wiem jak sie zakończy, mam nadzieję że będzie ok. Narazie jestem na etapie szukania pracy, więc jestem finansowo użależniony od mamy. Byłem dzisiaj w dziekanacie na AE i już po dwóch godzinach zaczęły sie telefony, ale dla świętego spokoju odebrałem i powiedziałem gdzie jestem, co robie, i kiedy wróce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam:) hmmm....początkowo myślałam że mam nerwicę po pewnym przykrym wydarzeniu-wypadek mojego-jak wtedy myślałam- chłopaka na motorze i utrata przez niego nogi, wszystko to na moich oczach,a gwoździa dobiła informacja że ma dziewczynę od 4 lat.Był z innego miasta więc udało mu się to ukryć...coż długa historia...i myślałm cały czas że to było skutkiem nerwicy...jak sie okazało po czasie to nie...dlaczego??z tym problemem sobie poradziłam-wyzdrowiałam na prawie 2 lata..jednak po dwóch latach ..buch...i znowu.Ciągłe pytania dlaczego, za co,itp...Jednak z upływem czasu dostrzegam powoli że to mój Tato, rygorystyczny Tato jest miedzy innymi przyczyną mojego obecnego stanu.Ciągłe zakazy, nakazy. krzyki, no i rękoczyny:(Nie wolno mi było chodzić na imprezy-bo miałam sie uczyć. Nawet do siostry na noc nie mogłam iśc bo coś wykombinuję...Miałam nie zdać matury, zamiatać ulice-wiecie taka motywacja. Nie raz dostałam w twarz.Ostatnim razem tak mocno że odbiłam się o ścianę i spadłam na ziemię.Smutne ale przwdziwe:(Wykształtował we mnie lęk przed wychodzeniem samej z domu.Bałam sie sama wracać z imprez-zawsze z obstawą.Doszło do tego ze bałam sie sama przejść z klatki do klatki o 1 w nocy.W ogóle chyba boję sie życia. Nie potrafię podjać decyzji, problemem jest dla mnie nawet wybranie odpowiedniego kosmetyku w sklepie.Nie mogę sie zdecydować i tak jest ze wszystkim.

Mieszkam od roku z moim chłopakiem...i wcale nie jest tak jak myślicie.Kiedy nie brałam leków uciekłam od niego do domu, do rodziców, bo chyba wystraszyłam sie dorosłego zycia i nadal tak jest..Biorę leki i jest lepiej,wróciłam do chłopaka ale lęk nadal jest.Najzabawniejsze jest to że zawsze jak miałam ataki to dzwoniłam do niego-ojca...uzależnienie???CZułam sie jak bezbronne dziecko...uciekałam do Tatusia. Boli mnie to bo nadal tak sie czuję...a mam 27 lat.Chciałabym dorosnąć w końcu.Macie jakieś rady???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hanusia hmm, najlepsza terapia jest odpepowienie sie od rodzicow, a w twoim przypadku od ojca... u mnie nie bylo tak, u mnie jest nedopiekunczosc. ostatnio przez 3 tyg. nie mieszkalm w domu i jak wrocialm - pytania: co, jak, po co, dlaczego... jak sie kladlam spac od razu bol zoladka... tam moglam robic co chcialam, moglam decydowac co kiedy mam zrobic, a moze nic nie robic.

ja tez, gdy tylko mi sie cos dzialo to dzwonilam do mamy (moja mama to twarda babka, ze wszystkim sobie radzi, wiec gdzies podsiwadomie chce byc taka jak ona). na terapii uslyszalam, ze nie powinnam tego robic, bo sama musze nauczyc sie radzic sobie z gorszym samopoczuciem. wydaje mi sie ze w tych najgorszych chwilach powinnas sie powstrzymac od telefonow - to pewnie u twojego ojca poteguje odczucie, ze jestes taka beznadziejna, ze nie dajesz rady itp.

bardzo dobrze, ze wrocilas do chlopaka... wydaje mi sie, ze tak jak ja przezywasz spozniony okres dojrzewania (ja mam 23 lata). z jednej strony jestes dorosla, z drugiej jak nie dajesz rady to uciekasz do rodzicow. nie zgadzasz sie na ich (ojca) zachowanie, z drugiej jak nie ma nad toba "pieczy" to jestes zdezorientowana.

ja nie mialam wlsnych spraw, tajemnic, wszystko ze mnie zawsze wyciagneli, milion razy przypominali mi o wielu rzeczach mimo, ze nie mialam juz 5 lat. wiem, to jest taki konflikt, ale zobaczysz w miare uplywu czasu pogodzisz sie ze wszytskim i bedziesz umiala sama nad tym wszystkim zapanowac.

poza tym, wspolczuje ci systuacji w domu... spowodowalo to u ciebie niskie poczucie wlasnej wartosci i lek, ze sama bez wskazowek nie dasz rady z niczym...

nie wiem czy chodzisz na jakas terapie, ale wydaje mi sie, ze powinnas. tam odkopiesz wiele rzeczy z przeszlosci, moze zrozumiesz i nauczysz sie zyc od nowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hejka Inez:)Bardzo Ci dziękuje za odzew.

Na terapię uczęszczałam ale to był nie wypał. Pani jakaś taka dziwna...Jednak postanowiłam spróbować raz jeszcze i od piątku jeżdzę na psychoterapię do innego miasta.Będziemy przerabiać dzieciństwo....Wydaje mi się ze to jest mi potrzebne.

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak to wszystko na mnie wpłynęło? Czego się od mojej matki-ojca nauczyłam?

1. nieufności do ludzi: bardzo długo bałam się ufać ludziom, odrzucałam ich, gdy chcieli się do mnie zbliżyć, i nawet, gdy wytrwale o mnie walczyli, to ja była skuteczniejsza- odrzuciłam nawet tych najwytrwalszych.

2. lęku przed światem, przed zmianami- jak przez tyle lat człowiekowi tłuką do głowy, że wszystko, co w domu jest najlepsze, to automatycznie boi się każdej zmiany, która przychodzi z zewnątrz.

3. chorobliwego perfekcjonizmu- dopiero niedawno oduczyłam tego, że wszystko muszę robić na 200%, że nie jestem inna niż wszyscy, że nie jestem wyjątkowa, że jestem najzwyklejsza.

4. ciągłego poczucia winy: nie mam prawa gniewać się na matkę, mieć innego zdania niż ona, jeść i ubierać tego, czego ona nie zaakceptuje, śmiać się z tego, co ona uważa za śmieszne. W przeciwnym razie- wszystko co zrobię, pomyślę i powiem inaczej niż matka, jest ZŁE.

5. że moja matka jest jedyną, której na mnie zależy i która robi wszystko dla mojego dobra.

Rónież niedawno dostrzegłam, że nie jest to prawdą. Będąc chorą na nikim innym nie zawiodłam się tak, jak na niej. Pomogli mi właśnie ci ludzie z zewnątrz, których dotąd postrzegałam, jako tych, co "tylko chcą mnie wykorzystać".

Myliłam się. I teraz to widzę.

ile tu rzeczy sie zgadza z moja historia... moja matka, uwazana za niemal idealna, super fajna i wogole (czesto to slyszalam od roznych ludzi, ktorzy mieli z nia kontakt) - od razu bralam to do siebie, ze skoro ona jest taka super to tez musze byc. zawsze jak cos robilam i np. cos mi nie wyszlo "powinnas byla to zrobic tak i tak" - niby nie bylo bezposredniej krytyki... jak chcialam cos sama zalatwic to zawsze jakos tak to robila (ojciec w sumie tez), ze mnei wyreczali, a bo szybciej, a bo sprawniej. decyzji nie umiem podjac sama do teraz (co moja mama przyznala i stwierdzila, ze to ich blad rodzicielski). tez nigdy nie czula sie winna... moje argumenty w rozmowie byly zawsze zbijane, ze w koncu to ja szlam przepraszac, choc czasem nie czulam winy... poniewaz nie potrafilam jej "zmusic" do przyznania sie, ze cos zrobila zle moja proba obrony w takich sytuacjach konfliktowych byl wybuch gniewu. darlam sie zeby wreszcie ktos mnie uslyszal (po czym oczywiscie przepraszalam)... i tak w kolko... moj tata jest perfekcjonista... jak jezdzilam na kolonie to on mnie pakowal, bo lepiej to zrobi... a jak ja chcialam cos inaczej to musialam sie niemal wyklocac... heh, moja mama czesto mowi, ze cieszy sie ze odziedziczylam po niej upartosc i umiejetnosc zalatwiania roznych spraw, ale co z tego skoro ja swoich wlasnych nie potrafie rozwiazac, tylko te, ktore sa "proste" w wykonaniu? gdzie nie trzeba wybierac lepszego czy gorszego? a wlasciwie, ktore to jest? tak mam wpojone pewne rzeczy, ze moja chec kontroli jest az meczaca. ostatnio (juz o tym tu pisalam) mieszkajac poza domem, gotowalam, pralam, musial byc obiad codziennie choc moj chlopak stwierdzil, ze wcale nie, ze przezyje on i jego brat bez tego... zachowywalam sie jak mama, chcialam zeby wszystkim bylo dobrze i zeby wszyscy byli zadowoleni... jak sobie uswiadomilam o ilu rzeczach staram sie pamietac zeby bylo dobrze to normalny czlowiek od tego samego pamietania by sie zmeczyl... tak jakby gdzies nad glowa stala moja mama i pilnowala czy aby napewno robie tak jak mi mowila, czy odznaczam sie odpowiedzialnoscia itp. itd...

zastanawiam sie tez czy jestem DDA i czy to moglo m,iec wplyw na mnie. moj tata juz od 10 lat nie pije wogole. kiedy pil... byl straszny, nie bil nie krzyczal, ale go nie bylo... z mama szukalysmy butelek z woda i wywalalysmy je i tak dzien w dzien... wyrzucalam go z domu, ja wystawialam mu walizki za drzwi, a on mie przepraszal, mama wtedy nic nie mowila... mialam jakies 13 lat, a moim "zadaniem" bylo wylewanie wody i szukanie tych przekletych butelek... az w koncu kiedy przyjechal do nas nad morze, ktorejs nocy widzialam jak sie trzasl... nie wiem co ja wtedy robilam w pokoju mamy... wiem, ze w koncu kazala mi wyjsc, a potem dowiedzialam sie, ze jest w szpitalu i ze same wracamy do domu... ostatnio dopiero dowiedzialam sie, ze byl na odwyku w szpitalu psychiatrycznym prawie przez 6 tyg. a mi sie wydawalo, ze krocej go nie bylo... nigdy nie rozmawialam z nim na ten temat - jak to bylo itd. boje sie, ze by nie umial mi powiedziec, nie wiem czy chce go chronic?

ostatnio dowiedzialam sie tez, ze nie mam rodzenstwa bo moja mama poronila... wiudzicie, wielu rzeczy dowieduje sie po latach... ale sie rozpisalam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moja matka, uwazana za niemal idealna, super fajna i wogole (czesto to slyszalam od roznych ludzi, ktorzy mieli z nia kontakt

inez to tak samo jak moja. zawsze czulam sie ze jestem w jej cieniu - nie taka przebojowa, nie taka wesola, swietna w pracy, wygadana. ludzie chcieli widziec we mnie jej klona, wiec jakis czas nawet staralam sie byc taka jak ona, myslec jak ona, bo myslalam ze ja nie mam racji a ona ma.wszystko bylo tak jak ona chciala a jak nie to naprawde musialam prowadzic cale batalie i wojny i najesc sie nerwow . jedyne w czym postawilam na swoim to moj ex chlopak. bylismy razem kilka lat a ona go nie akceptowala, ale czego ja sie musialam nasluchac- przepowiedni ze bede go utrzymywac, jego i jego cala rodzine ze on jest nikim, nic nie osiagnie, wydzwaniala do jego pracy, sprawdzala czy tam pracuje, kiedys grozila mi ze nasle na niego mafie, a chlopak byl normalny, nie b yl bogaczem ale tez nie byl biedakiem, normalny czlowiek. na studia poszlam takie jak ona chciala bo mi wbila do glowy ze po innych nie bede miala pracy, ze teraz jest ciezko znalezc prace ze bede nikim itd. wiec w koncu sie zmuszalam i skonczylam studia ktorych nienawidzilam kazdego dnia, w dodatku za**biscie ciezkie. wmawiala mi ze po studiach polubie ta prace (ona ma swoja dzialalnosc w tym keirunku) bo studia ciezkie ale potem praca bedzie mila. i tak sie sama jakos oszukiwalam a pracy wcale nie polubilam. pracuje bo nie mam wyjscia ale nie jest to moja pasja, nie spelniam sie tam tylko licze godziny do konca i udaje sztuczny usmiech i ze to lubie, a wszyscy wokol zadowoleni byli i tacy ze mnie " dumni i pelni podziwu" i oczywiscie chwalili moja decyzje ze dobrze ze poszlam w slady mamy ze ona taka cudowna. teraz moja mama juz niby co nieco zrozumiala ale nie wiem czy jakby cofnac czas znowu nie robilaby tego samego. ona po prostu mnie kocha ale nie rozumie ze kochac to pozwolic isc wlasna droga i wspierac kogos w tej drodze a nie ukladac mu " wspaniala przyszlosc" bez nawet jego zapytania bo tak bedzie "dla niego najlepiej" . ludzie sa rozni, to co dla jednego dobre nie zawsze dobre dla drugiego. kiedys mialam wrazenie ze on a tez chcialaby zebym byla bardziej energiczna, pewna siebie, silna, mialam wyrzuty sumienia ze taka nie jestem i czulam ze jestem do niczego, nie wierzylam ze wlasnie taka jaka jestem, inna, ale tez jestem wartosciowa. ona zawsze mi mowila ze mnie kocha i nie zgodzila by sie z tym ze chcialaby zebym byla inna ale ja z niewiadomego powodu tak sie czulam. duzo tu opowiadac. przynajmniej moze Wy mnie zrozumiecie co po niektorzy bo czasem ja sama czuje sie jak wredna i niewdzieczna corka, ze moja mama taka super i wogole a ja tak na nia narzekam. zwlaszcza jak czasami mi sie wymsknie i powiem jej na ten temat pare slow to zaraz po tym dostaje mega wyrzutow sumeinia i czuje sie jak wredna malpa. teraz wyjezdzam do innego kraju i znowu mam wyrzuty ze ja zostawiam a ona placze calymi nocami ze zostanie sama, ale ja wiem ze to jedyne wyjsc ie dla mnie teraz zeby odnalezc siebie, spokoj, uwierzyc w siebie i przekonac sie czy poczuje sie lepiej, chociaz latwe to nie jest :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

przynajmniej moze Wy mnie zrozumiecie co po niektorzy bo czasem ja sama czuje sie jak wredna i niewdzieczna corka, ze moja mama taka super i wogole a ja tak na nia narzekam. zwlaszcza jak czasami mi sie wymsknie i powiem jej na ten temat pare slow to zaraz po tym dostaje mega wyrzutow sumeinia i czuje sie jak wredna malpa.

skad ja to znam, tez to zawsze czuje i czulam tez w stosunku do ojca.

u mnie sytuacja ze studiami byla taka, ze sama nie wiedzialam co chce studiowac, w koncu wybralam turystyke.

kiedy sie czyms martwilam pocieszali mnie rodzice zeby sie nie przejmowac, ale zaraz potem slyszalam, ze mam sie starac itd. (to akurat wie kazdy i nie musieli mi jeszcze dokladac.

kiedy zachorowalam chcialam zmienic tryb studiow na zaoczne... tez sie wtedy nasluchalam, ze to nie to samo, ze jak to zaoczne, ze ona dzienne skonczyla. postawilam na swoim, bo wiedzialam, ze inaczej nie dam rady. teraz nie zaluje, mysle, ze dzieki chorobie podjelam dobra decyzje i osiagnelam wiecej niz jakbym studiowala dziennie - mam prace ktora lubie, samochod itp.

heh, co do pracy. pracowalam w biurze budowy na recepcji i kiedy projekt sie skonczyl zaczeli redukoac ludzi (mi nie przedluzyli umowy). wtedy oczywiscie sie nasluchalam, ze mam szukac ofert (co oczywiscie robilam, bo nie mam 2 lat), ale w miedzy czasie moj kolega zakladal firme, ododzial duzej miedzynarodowej organizacji. chcialam z nim pracowac, bo dobrze sie dogadywalismy. ile ja sie nasluchalam, ze to mala firma, ze niewiadomo, zeby mnie nikt nie wykiwal, ze lepiej by bylo w hotelu skoro ja po hotelarstwie itd. itd. juz sama nie wiedzialam co mam robic. w koncu uparlam sie i powiedzialam, ze to moja decyzja i ze ja tam chce, bo mi to pasuje. nie byli zadowoleni i sie nasluchalam, ale to byl juz etap kiedy wiedzieli, ze ja nie umiem podejmowac decyzji i wiedzieli, ze to przez nich... jednakze nadal, za kazdym razem to sie powtarza...a ja nie zawsze umiem sie przeciwstawic, bo dojrzewam w opuznionym tempie i czasem jestem sama jak takie dziecko... no i konflikt miedzy mna dorosla a mna dzieckiem. ze tez cos takiego mozna zrobic dzieciom...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie zabroni, bo nie może, nie wypada jej, ale skutecznie obrzydzi, zniechęci

normalnie swiete slowa!!!! moja jest identyczna!! kurde jak dobrze z kims o tym pogadac kto mnie zrozumie bo wokolo wszyscy jak cos to mi maja za zle ze sie wyzywam na mamusi a ona jest taka wspaniala. dochodzi do tego ze czasami rzeczywiscie czuje sie winna. moja mama jest super i wogole bardzo ja kocham ale ona nie rozumie (mowi niby ze pewne rzeczy rozumie ale czasami nadal powtarza swoje zachowania) ze doprowadzila do tego ze nie mam wlasnego zdania, tak jak napisala inez3 zawsze sie zastanawialam co ona by zrobila, co na to powie itd. potem ona np. mowila ze po co ja to i tamto zrobilam, powiedzialam i wiercila mi dziure w brzuchu jak to ona by postapila z takim tonem wladczym w glosie ze ja rzeczywiscie do niedawna myslalam ze jestem beznadziejna. teraz powoli zaczynam rozumiec ze ja jestem soba i mam zupelnie inny charakter, nie jestem taka energiczna jak ona, nie jestem taka przebojowa. kiedys chcialam taka byc, zachowywalam sie sztucznie i jeszcze gorezj to wychodzilo. mam inny charakter, lubie inne rzezcy, inaczej podchodze do swiata, ale to nie znaczy ze gorzej. bylo tak zawsze np. gdy kupowalam ubrania. niby sama cos wybieralam ale jak jej sie nie spodobalo to robila skwaszona mine i mowila- no nie glupio bedziesz wygladala, ciezko to wyjasnic ale po prostu wprost nie mowila - nie mozesz ale skutecznie to sugerowala. kiedys mi psycholog powiedziala ze nie pozwolili mi rodzice wyksztalcic wlasnej pewnosci siebie i sie rozwinac. za m-c wyprowadzam sie i to jeszcze do innego kraju takze dopiero bede mogla rozwinac swoj wlasny charakter.

 

 

Dziewczyny !!!!!!!!!!!Boże, normalnie jakbym czytała o sobie!!!!!!!!!!!Moja matka jest identyczna! Ja jak sobie coś chce kupić to zawsze myśle co na to mama a przeciez ja mam 28 lat i męża a ciągle mam nieodciętą pępowinę!!!!!!!MASAKRA!!!!!!! I wyprowadzić też się nie mogę choć marzę o tym bo ona niby nie zabrania nam, ale mówi,ze ona nie rozumie czemu teraz młodzi chcą mieszkać sami, kiedyś mieszkało się z rodzicami i było dobrze a teraz młodym to starsi przeszkadzają. I oczywiscie tymi tekstami wzbudza we mnie poczucie winy no i nadal z nia mieszkamy!!I co ja mam zrobic????????????? :cry::cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam forumowiczów ;) Przejdę od razu do rzeczy. Mieszkam z mamą w jednym domu, posiadamy psa. Mam prawie 18 lat. Mama jest strasznie nerwowa, właściwie wszystko próbuje załatwić krzykiem. Krzyczy na mniem krzyczy na psa. Przez nią nabawiłem się nerwicy, która objawia się bardzo dużymi stanami lękowymi jak również niestety przejawami agresji. Niestety, dziś była w domu piekielna zła atmosfera. Przez moje stany lękowe, depresje i tym podobne, uczę się w liceum zaocznym. Ciężką pracą zdaję egzaminy, łatwo nie jest. Za tydzień mam zakończenie semestru i dwa egzaminy. Akurat pech chciał, że moja mama jak zwykle wrzuciła do pralki mój plecak, a w środku był indeks, którego bardzo potrzebuję na następny tydzień i niestety, nie będę go miał, co może być powodem do nie zaliczenia mi semestru (przy egzaminie OBOWIĄZKOWY jest indeks, jeśli się go nie ma, ocena z egzaminu nie zostaje zaliczona, a razem z tym cały semestr). Oczywiście wyprała mi go i jedyne co z niego zostało to podarte papierzysko. Bardzo byłem poirytowany tym faktem, spytałem się dlaczego to zrobiła (oczywiście łagodnym tonem). Mama jak zwykle zaczeła krzyczeć, wymachując przy tym rękoma. Mój psiak ma swoje lata, jest już bardzo stary (ma 15 lat). Jest znerwicowany. Przy tej kłótni zaczął cały się trząść, jak galaretka. Próbowałem uspokoić mamę - na próżno. Dalej krzyczała. Wziąłem szybko na psa na ręce (łatwe to nie jest, budowa podobna do owczarka niemieckiego) i szybko zaniosłem go do swojego pokoju, połozyłem na łóżku i zacząłem go tulić i uspokajać. Mama wkroczyła do pokoju i znów zaczeła krzyczeć. Nie mogłem się powstrzymać, wyszedłem do korytarza, ta znów za mną poszła. Próbowałem załagodzić, nic nie skutkowało. W końcu nie potrafiłem się opanować i uderzyłem ją z otwartej dłoni w czubek głowy. Krzyki narastały, nie wiedziałem już co zrobić. Wszędzie chodziła za mną, wykrzykując, że zadzwoni na policję, że ją biję. Kazała mi chodzić do psychiatry (jakby sama nie pamiętała, że chodzę). Próbowałem ją wiele razy przekonać, żeby poszła na terapię. Zgodziła się. Była raz a potem stwierdziła, że nie ma na to czasu. Teraz owe krzyki tłumaczy tym, że przyzwyczaiła się, że musi krzyczeć tak, bo jej moja już zmarła babcia nigdy nie słyszała. Najciekawsze jest to, że jakoś przez 1/2 dnia mówi do mnie normalnym tonem :roll: Wykręca się, mówi, że lekarz jej nie jest potrzebny. Jak można przekonać ją, by zmieniła zdania? Przez nią moje życie to tragedia. Musieliśmy się przeprowadzić do innego miasta, gdyż każdy w mieście mnie wytykał palcem "patrzcie, to ten którego stara drze ryja cały dzien aż ją na całym na osiedlu słychać". Mama nie pije, nie pali. Wolna od nałogów. Wiem, że jest to również moja wina, ale prawde mówiąc wolałbym gdzieś uciec. Przez nią nie mam żadnego przysłowiowego kumpla, z dziewczynami nigdy nie rozmawiałem, każda nabijała się z mojej matki. Przywykłem do samotności, kiedy się czegoś boję, natychmiast przytulam się do mojego psa. Moja mama o tym wie, nie reaguje. Wszelkie moje problemy tłumaczy lenistwem, tj. mówi, że nie mam żadnych lęków, tylko mówię jej tak specjalnie, żeby wzbudzić w niej litość. Nie wiem już co robić, nie potrafię jej zaciągnąć do psychiatry. Czy istnieje jakaś organizacja, która by mi w tym pomogła lub gdzie można by było zgłosić taki przypadek? Nie znam się na tym za bardzo, a chciałbym w końcu zakończyć moją i psa mękę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

thaw , to co napisałeś jest bardzo smutne, ale jakże podobne do mojej sytuacji sprzed kilku lat . Moja mama równiez była bardzo krzykliwą i wiecznie zdenerwowaną kobietą . Awantury zaczynały się już od rana , a w pewnym momencie zaczełam bać się wchodzić do kuchni , żeby zrobić sobie śniadanie. Albo zastanawiałam się czy dzisiaj będzie spokój , czy znowu krzyki . Nie potrafiła opanować się nawet przed moimi koleżankami . Prośby nic nie pomagły , bo również twierdziła, ze lekarz nie jest jej potrzebny ... Pewnego uroczego poranka rzuciła we mnie nożem ....Sytuacja zmieniła się gdy pojawiły się u mamy ataki lękowe . Zaczeła się leczyć i teraz jest to całkiem inna kobieta . Nie wiem jak mógłyś skłonić swoją mamę do pójścia do lekarza . Jestem jednak pewna, że znajdzię się na tym forum osoba która wymyśli coś sensownego . Mam jeszcze pytanie . Czy Twoja mama nie przeżywa albo nie przeżywała kiedyś jakieś bardzo stresującej sytuacji ? U mojej duży wpływ na jej zachowanie miała ciągła nieobecność mojego taty (przebywał zagranicą) , dorastające córki (też przysparzałyśmy problemów) i masę innych rzeczy . Wszystko było tylko na jej głowie ...

 

Pozdrawiam i trzymam kciuki :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jedyne co możesz zrobić Ty to nie zaogniać całej sytuacji i w żadnym wypadku nie kłócić się ze swoją matką kiedy ta krzyczy, juz oczywiście nie mówiąc o tym żeby ją uderzyć. To tylko rozjątrza całą sytuację a przecież Tobie zależy na spokoju. Przede wszystkim musisz też zrozumieć że krzyk Twojej mamy w żaden sposób nie świadczy o tym że to z Tobą jest coś nie tak.Najczęściej zdarza się tak że to ten co krzyczy ma problem(bo nie umie panować nad emocjami) a nie ten na kogo się krzyczy.Spróbuj łagodnie odpowiadać swojej matce kiedy ta jest zdenerwowana. Mądre przysłowie mówi że ''odpowiedź łagodna uśmierza gniew'' może i tak będzie w przypadku Twojej mamy>>życze Ci aby tak było :smile::smile::smile::smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×