Skocz do zawartości
Nerwica.com

Już sama nie wiem... Szukac pomocy?


Melanie22

Rekomendowane odpowiedzi

Dobry wieczór.

Troszkę to pewnie żałosne, tak od razu startowac z litanią dolegliwości, ale cóż. Takie miejsce.

W tej chwili mam 22 lata. W wieku lat 13 przypałętało się do mnie samookaleczanie. Robiłam sobie krzywdę regularnie przez jakieś ja wiem... 6 lat. Zdiagnozowana została w pewnym momencie depresja, dostałam leki, próbowałam terapii u kilku psychologów i jak się można domyślic- dokładnie NIC to nie dało. Sama wzięłam się za siebie, żyletka przez pewien okres wcale potrzebna mi nie była.

Przez mniej więcej ostatnie 1,5 roku to wszystko zaczęło się zmieniac. Na dzień dzisiejszy tnę się sporadycznie, przy sytuacjach z którymi poradzic sobie nie umiem, w zbyt dużym stresie (taka stara, a taka durna, wiem). Zauważyłam, że od dłuższego czasu mam ogromne problemy ze skupieniem się na czymkolwiek, z nauką, uważnym słuchaniem ludzi i zapamiętywaniem informacji. Pojawiło się troszkę problemów zdrowotnych, właściwie nie wiadomo skąd.

Poczucie własnej wartości już dawno sięgnęło dna, sukcesy nie cieszą, właściwie jest mi obojętne co będzie się działo, bo nie umiem się już zmobilizowac do zmian. Przyszłośc- nie ma takiego słowa dla mnie, jest jutro, pojutrze, to tyle. Marzenia o skróceniu sobie życia są tak natrętne, że chyba od kilkunastu miesięcy nie było dnia bez chocby jednej takiej.

Nie wiem, może panikuję, jestem przewrażliwiona na swoim punkcie. Tylko z nikim na ten temat nie umiem porozmawiac, nie wiem w ogóle czy jest sens szukania pomocy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobry wieczór.

Troszkę to pewnie żałosne, tak od razu startowac z litanią dolegliwości, ale cóż. Takie miejsce.

W tej chwili mam 22 lata. W wieku lat 13 przypałętało się do mnie samookaleczanie. Robiłam sobie krzywdę regularnie przez jakieś ja wiem... 6 lat. Zdiagnozowana została w pewnym momencie depresja, dostałam leki, próbowałam terapii u kilku psychologów i jak się można domyślic- dokładnie NIC to nie dało. Sama wzięłam się za siebie, żyletka przez pewien okres wcale potrzebna mi nie była.

Przez mniej więcej ostatnie 1,5 roku to wszystko zaczęło się zmieniac. Na dzień dzisiejszy tnę się sporadycznie, przy sytuacjach z którymi poradzic sobie nie umiem, w zbyt dużym stresie (taka stara, a taka durna, wiem). Zauważyłam, że od dłuższego czasu mam ogromne problemy ze skupieniem się na czymkolwiek, z nauką, uważnym słuchaniem ludzi i zapamiętywaniem informacji. Pojawiło się troszkę problemów zdrowotnych, właściwie nie wiadomo skąd.

Poczucie własnej wartości już dawno sięgnęło dna, sukcesy nie cieszą, właściwie jest mi obojętne co będzie się działo, bo nie umiem się już zmobilizowac do zmian. Przyszłośc- nie ma takiego słowa dla mnie, jest jutro, pojutrze, to tyle. Marzenia o skróceniu sobie życia są tak natrętne, że chyba od kilkunastu miesięcy nie było dnia bez chocby jednej takiej.

Nie wiem, może panikuję, jestem przewrażliwiona na swoim punkcie. Tylko z nikim na ten temat nie umiem porozmawiac, nie wiem w ogóle czy jest sens szukania pomocy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na razie na niczym Ci nie zależy, bo nie masz sił, aby myśleć o przyszłości, o marzeniach, przyjemnościach. Przy zaburzeniach (nerwice, depresje i takie tam) psychicznych, całą energię koncentruje się na próbach wyjścia ze tego rozchwianego stanu. Czasami jest to tak męczące (walka), jak przebiegnięcie maratonu. Po kilku latach człowiek ma dość wszystkiego – życia, myślenia o przyszłości, o przyjemnościach, o radości z sukcesów…itd. itp. Pojawiają się też problemy z odpornością, koncentracją, po prostu nasz umysł jest strasznie wykończony i nie potrafi normalnie funkcjonować, bronić się. Aby się zmierzyć z tymi zaburzeniami, trzeba budować swoje poczucie własnej wartości. Napisałaś - sama wzięłam się za siebie, żyletka przez pewien okres wcale potrzebna mi nie była – czyli masz siłę, aby sobie z tym poradzić. Tylko ulga i wolność nie przyjdą z dnia na dzień, nie przyjdą też za miesiąc, niestety, trzeba nad tym pracować latami, ale warto! Buduj swoją samoocenę na sobie, na tym co potrafisz, nawet na prostych rzeczach – jak wstanie z łóżka i umycie zębów – może to banał, ale przy depresjach to już mały sukces i mały krok ku wolności. Myślenie o samobójstwie jest strasznie negatywną myślą, która rozwala wszystko co dobre, demoluje psychikę – powiedz tym myślom stop. Jest to trudne, ale można ten syf pokonać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na razie na niczym Ci nie zależy, bo nie masz sił, aby myśleć o przyszłości, o marzeniach, przyjemnościach. Przy zaburzeniach (nerwice, depresje i takie tam) psychicznych, całą energię koncentruje się na próbach wyjścia ze tego rozchwianego stanu. Czasami jest to tak męczące (walka), jak przebiegnięcie maratonu. Po kilku latach człowiek ma dość wszystkiego – życia, myślenia o przyszłości, o przyjemnościach, o radości z sukcesów…itd. itp. Pojawiają się też problemy z odpornością, koncentracją, po prostu nasz umysł jest strasznie wykończony i nie potrafi normalnie funkcjonować, bronić się. Aby się zmierzyć z tymi zaburzeniami, trzeba budować swoje poczucie własnej wartości. Napisałaś - sama wzięłam się za siebie, żyletka przez pewien okres wcale potrzebna mi nie była – czyli masz siłę, aby sobie z tym poradzić. Tylko ulga i wolność nie przyjdą z dnia na dzień, nie przyjdą też za miesiąc, niestety, trzeba nad tym pracować latami, ale warto! Buduj swoją samoocenę na sobie, na tym co potrafisz, nawet na prostych rzeczach – jak wstanie z łóżka i umycie zębów – może to banał, ale przy depresjach to już mały sukces i mały krok ku wolności. Myślenie o samobójstwie jest strasznie negatywną myślą, która rozwala wszystko co dobre, demoluje psychikę – powiedz tym myślom stop. Jest to trudne, ale można ten syf pokonać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz rację – to tak ładnie i zgrabnie wszystko brzmi. Kilka lat temu psycholog mówił mi podobne rzeczy, jakoś w to nie wierzyłem, nawet się nie zastanawiałem nad tym co mówi. Ale gdyby przyszedł totalny kryzys, jego wywody przyjąłem, przeanalizowałem i stwierdziłem, że ma rację, że to wszystko tak działa, że dlatego to mnie tak wyniszcza. Wszystko jest w myślach!

Myśli samobójcze dają z pozoru ulgę, bo umysł się zeruje, ale ta myśl robi więcej złego niż dobrego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powód? Prosty, wręcz banalny – pokonać swoje zaburzenia, myśli i wszystko to, co się z tym wiąże.

Nie patrz na to, co mówi otoczenie, co myślą o Tobie, jak Cię oceniają! To przez takie wsłuchiwanie się i życie tym, co mówią inni powoduje, że zamiast żyć sobą, żyjemy życiem narzuconym przez innych. Czy to podnosi poczucie własnej wartości? Nie! Jeszcze raz to napiszę – żyj sobą, swoim życiem, swoimi osiągnięciami nawet tymi najmniejszymi. Wsparcia szukaj u psychologa, lub jak to napisała Candy14 u psychoterapeuty – rodzina może czasami zaszkodzić niż pomóc. Ale cały czas buduj pozytywny obraz siebie, swoje Ja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×