Skocz do zawartości
Nerwica.com

Problem osobowości, samotności, partnerstwa, rodzicielski...


Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

 

właściwie nie wiem od czego zacząć (tyle tego), nie wiem nawet czy mam problem i czy w dobrym dziale piszę, dlatego na wstępie proszę o przeniesienie go jeśli zajdzie konieczność.

 

Zacznę może od tego, że mam 24 lata, studiuję, nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów, jestem dziennikarzem, fotografem, z zawodu technikiem-informatykiem i z zamiłowania webdesignerem/grafikiem. Nie wiem, czy te informacje są przydatne, ale być może ktoś z tego coś wywnioskuje. Funkcjonuję normalnie, jestem chyba normalnym młodym człowiekiem, ambitnym, a jednak coś jest nie tak...

 

Zacznijmy może od tego co ostatnio dzieje się w moim życiu. Zacznę od związku, bo jakby to co się w nim dzieje uświadomiło mi wiele rzeczy.

Dzieje się nieciekawie, moja partnerka zaczyna się ode mnie co raz bardziej odsuwać. Stwierdziła kiedyś, że nasz związek jest zbyt zdziadziały, zbyt poważny (ma 21 lat), że nie ma w nim spontaniczności, jest za duża kontrola, że ja jestem zbyt natarczywy. Ma w tym wszystkim oczywiście racje. Ja mam na to swoje wytłumaczenie... Owszem, jestem zbyt zdziadziały, bardzo poważnie myślę o przyszłości, planuję, marzę, dążę do swoich marzeń, a niewiele z nich w życiu zrealizowałem i dopiero związek z obecną kobietą dał mi wiele możliwości, bo zawsze największym moim marzeniem było założyć rodzinę, której sam nigdy nie miałem. Być człowiekiem, którym mój ojciec nigdy nie był. Być kochanym, akceptowanym, potrzebnym. Dorosłem bardzo wcześnie i właściwie chyba zbyt poważnie obecny związek wziąłem, taki był, ale niestety drugiej połówce zaczęło to przeszkadzać. Na jego początku wszystkie moje marzenia zaczęły się spełniać, plany o przeprowadzce, rodzinie, żonie, dzieciach... wszystko szło i idzie w dobrym kierunku, ale ostatnio na tyle nasze relacje się pogorszyły, że boję się o koniec, a wiem, że nie dałbym sobie z tym rady. Zawsze dawałem, ale nie tym razem... Zawsze byłem twardym, niesamowicie twardym człowiekiem, który wiele przeżył. Zdziadzienie tłumaczę tym, że szybko dorosłem, musiałem - nie znam swojej matki, a mój ojciec jest nałogowym alkoholikiem. Wiele nierealnych marzeń miałem i dopiero teraz większość udaje mi się spełniać. Cholernie staram się, żeby tego nie spieprzyć, bo wiem, że to co obecnie najbliższe jest realizacji (wspólne życie z narzeczoną) nie jest tak łatwe do osiągnięcia, jak wszystko inne co w życiu osiągnąłem, a zawsze wszystko przychodziło mi z niewiarygodną łatwością. To jest mój jeden problem, zdziadziałość.

 

Drugi mój problem, to chyba to, że w każdej kobiecie z którą byłem szukałem matki, ciepła, uczucia, współczucia, miłości. To wszystko jest też między innymi tym czego mnie samemu brak (strasznie trudno było mi kiedyś okazywać uczucia, chociaż przy obecnej partnerce się tego nauczyłem na tyle, na ile mogę stwierdzić, że trochę tego jest więcej niż było. Matki nie znam bo jak miałem 3 lata to wyjechała, nigdy później jej nie zobaczyłem, miałem bardzo słaby kontakt z nią, a jedyne co pamiętam to moje 3 urodziny na których była. Nie pamiętam nawet co wczoraj robiłem ;) Wszystkie niepowodzenia w uczuciach i braku możliwości ich okazywania zawsze zrzucam na brak wzorców w dzieciństwie. Uczuć musiałem uczyć się na nowo niemalże, od każdej spotkanej osoby, która mnie nimi obdarzała, tak mi się wydaje. Moja obecna kobieta dała mi więcej niż kiedykolwiek ktokolwiek. Jestem jej za to bardzo wdzięczny, tym bardziej, że sama jest chora, ma zdiagnozowaną depresje i obecnie jest w stanie, w którym powinna leżeć pod kluczem. Dała mi masę ciepła, masę miłości, coś czego nie spotkałem nigdy wcześniej. Przez to właśnie poprosiłem ją o rękę, to ideał, którego zawsze szukałem (miałem masę kobiet). Ona studiuje psychologię, tak na marginesie, i kiedyś stwierdziła, że powinienem się wybrać do psychiatry, bo jej się w głowie nie mieści to co zrobili ze mną rodzice. Ma oczywiście rację... Matka, której nie znam ciąży mi, a właściwie jej nieznajomość - bardzo często i na bardzo wielu płaszczyznach. Nie wyobrażam sobie założyć własnej rodziny zanim nie poznam matki. W ojcu nie widzę ani cienia siebie, a chcę wiedzieć, z czego jestem ulepiony. Moja obsesja na tym punkcie kiedyś była żalem, później nienawiścią, potem złością, a obecnie wszystko mi przeszło - została tylko ciekawość kim ona jest, ale na tyle silna, że nadal zrzucam na matkę wiele niepowodzeń, a raczej na jej brak. Zadałem sobie wiele trudu, żeby nawiązać z nią kontakt, znaleźć ją - udało mi się, obecnie czekam 2 tydzień na jej kontakt, bardzo to przeżywam.

 

Nie potrafię się w pełni cieszyć życiem, choć w miarę możliwości czasowych i finansowych staram się realizować swoje potrzeby, marzenia itp. to jak to kiedyś stwierdziła osoba, której opowiedziałem to co Wam... "Wy macie problemy małżeńskie, takie, których nie mają ludzie nawet po 30tu latach małżeństwa". Chcę to naprawić, chcę naprawić siebie. Nie chcę, żeby ode mnie odeszła, chociaż i tak dawno temu powinna. Myśl o poradzie psychologicznej ona zasiała u mnie, mi się żyło samym ze sobą zawsze bardzo dobrze i wygodnie, ale w końcu nie tylko ona zaczęła zauważać problem. Kurczowo trzymam się swojej partnerki, na tyle kurczowo, że obecnie jak zaczęła się odsuwać i nie pisze do mnie np. cały dzień, nie kontaktuje się, to wpadam w panikę, że coś się jej stało, że coś się popsuło w związku, coś źle powiedziałem, i w rezultacie, że chce skończyć. Przez to staję się natarczywy, dobijam się, często otrzymując odpowiedź, że ona po prostu chciała się odciąć, to z kolei rodzi u mnie masę pytań, które zadaję, zasypuję ją nimi. Wszystko to rozumiem i staram się wszystko naprawiać, robić to wg. jej wskazówek, oczywiście zawsze po swojemu, dla kompromisu. Wiem, że strasznie ją męczy wszystko co ostatnio robię. Strasznie się zmieniła, a ja nie byłem świadkiem tych zmian (nasz związek w 90% jest związkiem na odległość, ale już niedługo, wiem, że dla Was pewnie to niepoważne, ale to najlepsze co mi się w życiu przytrafiło, i jak ona mówi - jej również, chcemy to utrzymać, ale od nadchodzącego stycznia w jednym pokoju), więc były one dla mnie nagłe. Stąd trud w przyzwyczajeniu się.

 

Nie wiem co robić. Napisałem Wam to co przyszło mi do głowy. Nie wiem czy mam problem ze sobą, czy w rzeczywistości sam się nakręciłem na to, że go mam. Lub czy problemem jest to, że nigdy problemu który był od zawsze nie widziałem.

 

Proszę o wyrozumiałość i delikatne podejście do tematu - nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby pisać o tym w sieci, ale nie stać mnie na wizytę u psychologa, a czas nagli, niestety. I jakoś tak łatwiej bez face-to-face :) Jeśli przyszedłem w złe miejsce - po prostu proszę o usunięcie tematu.

 

P.S. przepraszam za długość, ale chcę być jak najlepiej zrozumiany. Zawsze się o to boje, że nawet specjalista nie skuma o co mi biega :) A i tak nie napisałem nawet 1/10 tego, co chciałbym wyrzucić z siebie. Dziś nie zasnę znowu, bo analizuję wszystko, nadmiernie, zawsze, w każdej chwili i porze...

 

-- 22 maja 2012, 23:31 --

 

Nie mogę już edytować postu, więc dodam, między 1 a 2 akapitem poprzedniego:

 

 

Obecnie obiecaliśmy sobie niecały miesiąc temu, po bardzo szczerej rozmowie związanej z końcem związku, że nie, nie skończymy tego, będziemy walczyć, ale potrzebna jest przerwa, wytchnienie. Miesiąc bez jakiegokolwiek kontaktu, zdjęcia pochowane, inne fanty również, łącznie z pierścionkiem. Dla mnie to będzie czas dla mnie, dla niej czas na leczenie (ma maaaasę problemów ze zdrowiem) i czas na przemyślenie wszystkiego od nowa. Ona wchodzi dopiero w dorosłość, nie jest jej łatwo. Jednakowoż... przerwy nie udało nam się zacząć do tej pory, nadal mamy kontakt ze sobą, choć zdystansowany. Oboje chcemy (chyba oboje, bo w tej chwili mam wątpliwości czy ona chce w związku z jej dystansem strasznym) uratować ten związek za wszelką cenę. Postawiliśmy sobie nawet coś takiego jak "kochanie, gdyby w trakcie przerwy przestało Ci powoli zależeć, sprawmy oboje, by znów zależało" w obie strony. Bardzo się bałem, że takie coś nastąpi i chyba dlatego nie pozwoliłem na przerwę CAŁKOWITĄ. Miała nas oczyścić, były też owe zabezpieczenia, żeby "w razie czego dolać benzynki". Wiem, że ona mogłaby czekać na mnie do usranej śmierci, przynajmniej tak miała z innymi partnerami, nieraz trwało to pół roku. Ale wiem, że jak mi zależy, to zależy na zabój, jak zaś mam mieć dystans - to wszystko wygasa niepowrotnie. Nie umiem być wypośrodkowany w tej kwestii.

 

-- 22 maja 2012, 23:33 --

 

No i dziękuję z góry jak ktoś to przeczyta, a jak odpisze... no to już w ogóle bajka ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zapoznaj się z terminem rodzina dysfunkcyjna, dorosłe dzieci rodzin dysfunkyjnych/alkoholików. Zapisz się na wizytę do psychologa, ponieważ z tego co napisałeś wynika, że wyrastałeś w rodzinie dysfunkcyjnej i ona jest głównym źródłem Twoich zachowań.

 

Nie sądziłem, że można w 1 zdaniu dać odpowiedź na taki mega post. No jestem zaskoczony, bo trafna, oczywiście zapoznam się z tym i będę starał się o wizytę u psychologa, to na pewno. Jednak w czasie gdy będę się starał, a zacznę od jutra, to prosiłbym o porady tutaj, na forum. Wizytę uda mi się załatwić nieprędko, o ile można na ubezpieczenie (nieprywatnie), a sytuacja w życiu, czyli głównie w relacjach w związku zmienia się u nas z dnia na dzień. Nie chcę stracić szczęścia na 2 dni przed wizytą :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy z nas ma własny bagaż doświadczeń i on decyduje o naszych relacjach z otoczeniem. Psycholog pomoże Tobie ustalić zdrowe granice w życiu.

Pisałeś, że Twoja dziewczyna ma depresję tak? Możliwe, że ma wachania nastroju na skutek depresji. Powinieneś poinformować partnerkę o decyzji, że idziesz do psychologa.

 

Więc bierz w garść swoje sprawy i udaj się do psychologa! Nie miałem ojca, a moją matkę widywałem od czasu do czasu i wiem, że to miało wpływ na moje dawne odczucia i zachowania, a w szczególności przemoc fizyczna i psychiczna, lecz to jest mój bagaż, a Twój jest inny, bo każdy człowiek jest jednostką indywidualną. Powiem Ci jedno, że to co napisałeś jest namiastką tego co przeżyłeś w życiu. W raz z psychologiem powinniście przeanalizować wiele aspektów czy jesteś ddd, dda, a może partner jest toksyczny? Takie fakty ustala psycholog, a nie użytkownik forum!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co znaczy DDA?

 

Nie wiem jak funkcjonują, ja raczej nie żyjąc marzeniami się z nimi mijam, a przez to, że są nietrwałe. Mam tysiące myśli w głowie i dążę do tych, które bardziej się utrwalą. Na obecną chwilę mógłbym powiedzieć nawet, że nie mam marzeń. Chcę zamieszkać z partnerką, założyć rodzinę, ale to chwiejny temat, więc wybijam go sobie z głowy. Materialnych celów nie mam. Ale tak samo nie wiem czego chcę od życia... niby moja ścieżka kształcenia nie wzięła się znikąd, ale jakoś tak, mimo, że i tak bardzo blisko - to czuję, że coś tu jest nie tak. Strasznie dużo analizuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dorosle Dzieci Alkoholikow

 

A tu tak w skrocie typowe cechy

 

Cechy charakterystyczne dla osób z syndromem DDA

 

Lęk przed utratą kontroli

 

* staram się nie reagować zbyt emocjonalnie

* lubie kiedy wszystko jest na swoim miejscu

* czuję się zaniepokojony, kiedy mam świadomość, że nie panuję nad wszystkim

* czułbym się znacznie lepiej, gdybym miał większy wpływ na to, co się dzieje

* ktoś w mojej rodzinie nie panował nad sobą

* w mojej rodzinie miała miejsce przemoc fizyczna

* w mojej rodzinie chaos wybuchał zupełnie niespodziewanie

 

Lęk przed uczuciami

 

* trudno mi wyrażać uczucia

* często nie jestem świadom swoich uczuć

* czasami myślę, że uczucia są wyłącznie ciężarem

* przeraża mnie, czego mógłbym się dowiedzieć, gdybym pozwolił sobie na jakiekolwiek uczucia

* w mojej rodzinie nie należało wyrażać uczuć takich jak: wina, skrucha, wstyd, lęk, radość, ból, miłość, złość, smutek

 

Lęk przed konfliktem

 

* jeśli pojawia się konflikt, staram się rozładować sytuację

* uważam, że konflikty są czymś złym i prowadzą do przemocy

* za wszelką cenę staram się uniknąć konfliktu, dostosowuję się, zmieniam plany

* konflikt w mojej rodzinie oznaczał przemoc

* konflikt oznaczał, że ktoś się na kogoś wydzierał

* w mojej rodzinie konflikt oznaczał, że ktoś mógł mnie opuścić fizycznie/emocjonalnie

 

Nadmiernie rozwinięte poczucie odpowiedzialności

 

* mam skłonność do poczucia odpowiedzialności za wszystko

* jeżeli trzeba wykonać jakąś dodatkową pracę, zgłaszam się na ochotnika

* trudno mi odmówić, kiedy ktoś prosi mnie o pomoc

* pomagałem wszystkim i troszczyłem się o wszystko w mojej rodzinie

* w mojej rodzinie chwalono mnie, gdy zachowywałem się jak dorosły

* to ja w mojej rodzinie fizycznie i emocjonalnie troszczyłem się o mojego ojca/matkę

 

Poczucie winy

 

* czuję się winny za odczuwanie jakichkolwiek własnych potrzeb

* często czuje się winny za bycie ciężarem dla innych

* ciągle za wszystko przepraszam

* przepraszam za rzeczy, które nie wymagają przeprosin

* w mojej rodzinie ktoś zawsze był obwiniany

* w mojej rodzinie to właśnie mnie obciążano odpowiedzialnością za rzeczy, za które nie powinienem odpowiadać

* w mojej rodzinie brałem na siebie winę za to, czego nie popełniłem, po to jedynie, by zakończyć kłótnię

 

Niezdolność do odprężenia się oraz do spontanicznej zabawy

 

* zabawa jest dla mnie trudnym zadaniem

* kiedy ludzie śmieją się zbyt głośno, zaczynam odczuwać niepokój

* w znacznej mierze jestem samotnikiem

* mam skłonność, by nie śmiać się bez uprzedniego sprawdzenia, czy inni też się śmieją

* w mojej rodzinie głośny śmiech oznaczał, że sprawy wymykają się spod kontroli

* w mojej rodzinie, kiedy tylko odprężyłem się zawsze zdarzało się coś złego

* w mojej rodzinie zabawa zawsze oznaczała picie

 

Ostra, bezlitosna samokrytyka

 

* jestem dla siebie najsurowszym krytykiem

* zbyt szybko się osądzam

* jestem swoim najgorszym wrogiem

* w mojej rodzinie nigdy niczego nie robiłem dobrze

* naturalną reakcją na problemy w mojej rodzinie było obwinianie, "ciche dni" i odrzucenie

* w mojej rodzinie za każdy błąd ponosiło się straszne konsekwencje

 

Życie w świecie zaprzeczeń

 

* nie stosuję żadnych zaprzeczeń

* kiedy czuję się zagrożony, przyjmuję pozycję obronną

* czasem wolę skłamać, niż przyznać się do popełnionego błędu

* w mojej rodzinie nikt nie przyznawał się do tego, że ma jakieś problemy

* w mojej rodzinie nigdy nie wiedziałem czego ode mnie chcą

* w mojej rodzinie wszyscy staraliśmy się unikać zajmowania się naszymi problemami

 

Pozostawanie w roli ofiary

 

* często czuję się bezradny

* mam wrażenie, że cokolwiek bym nie zrobił, niczego to nie zmieni

* zawsze sprzątną mi sprzed nosa to, czego potrzebuję

* w mojej rodzinie miała miejsce przemoc fizyczna

* w mojej rodzinie na porządku dziennym były wrzaski, krzyki, wzajemne obwinianie

* w mojej rodzinie miało miejsce wykorzystanie seksualne

 

Zachowania kompulsywne

 

* mam nałogowy (obsesyjny) stosunek do: punktualności, seksu, schludności, jedzenia, alkoholu, pracy, robienia zakupów, korzystania z podręczników autoterapeutycznych, gromadzenia majątku, hazardu, praktyk religijnych

 

Tendencja do mylenia miłości z litością

 

* przyciągają mnie ludzie, którym mogę pomóc lub których mogę wyleczyć

* mam skłonność do nawiązywania blizszych znajomosci z osobami, które zostały zranione lub są trudno dostępne

* największą bliskość odczuwam wówczas, gdy komuś pomagam

* w mojej rodzinie zawsze ktoś miał kłopoty

* w mojej rodzinie byłem dla wszystkich powiernikiem

* w mojej rodzinie być blisko kogoś, oznaczało pomagać mu

 

Lęk przed porzuceniem

 

* odejście jest dla mnie niezwykle trudne

* nienawidzę mówić "żegnaj"

* pozostawałem w bliskich związkach o wiele za długo, niż powinienem

* kiedy ktoś bliski wyjeżdża, boję się, że nigdy więcej go/jej nie zobaczę

* w mojej rodzinie ojciec/matka odeszli prawie bez słowa

* członkowie mojej rodziny pojawiali się i znikali bez specjalnego uprzedzenia, a ja musiałem się jakoś dostosowywać

* w mojej rodzinie byłem pozostawiony sam sobie

 

Myślenie kategoriami "białe" lub "czarne"

 

* gdy staję wobec jakiegoś problemu, trudno mi wymyśleć więcej niż jedno rozwiązanie

* mam skłonność do myślenia w kategoriach dobro-zło

* zawsze wydaje mi się, że tylko jedna odpowiedź jest prawidłowa

* jeżeli ty masz rację, to ja napewno się mylę

* życie w mojej rodzinie było albo martwą ciszą, albo piekielnym sztormem

* w mojej rodzinie stale posługiwaliśmy się takimi terminami, jak: zawsze, nigdy, bezwzględnie, całkowicie

 

Zalegający żal

 

* staram się unikać mówienia o swojej rodzinie

* często myślę "przeszłość jest już zamknięta, nie warto się nią zajmować"

* tak bardzo próbuję nie myśleć o przeszłości, a wciąż mnie ona prześladuje

* pamiętam jak mówiono mi "nie denerwuj się"

* w mojej rodzinie smutek był zabroniony

* w mojej rodzinie smutek był uważany za przejaw słabości

* kiedy opowiadam historie o mojej przeszłości, mam tendencję do odcinania się od swoich uczuć

 

Zdolność przetrwania

 

* często czuję się jak bojownik, któremu udało się przetrwać

* często mam wrażenie, że po tym, co przetrwałemw dzieciństwie dam sobie radę z każdą sprawą

* w mojej rodzinie wróg był w domu

* przetrwanie umożliwiła mi moja niezależność

* nauczyłem się, że nie mogę na nikim polegać

* pomimo moich gorących modlitw, nikt w mojej rodzinie nie przyszedł mi z pomocą

 

-- 31 maja 2012, 22:50 --

 

Ja jestem DDD ale mialam mnostwo punktow wspolnych kiedys z tym powyzej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A DDD co oznacza?

 

zgadza się tu ze mną na pewno zdolność przetrwania, , zalegający żal, białe lub czarne, spontaniczna zabawa... i jeszcze kilka, CAŁYCH punktów... jaż pierdzielę... ;( mieć 24 lata i tego nie widzieć, być zadowolonym ze swojego życia (nadal jestem)... jak to możliwe :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z czym się wiąże terapia? Ile może zająć wyjście z tego i właściwie... gdzie leży problem, co nim jest? Bo ja nadal nie wiem za bardzo o co chodzi, prócz tego, że bardzo chcę życia, jakiego nie miał mój ojciec, ani ja nie miałem - normalnej rodziny.

 

Tę listę, którą dałaś. To naprawdę da się naprawić?

 

-- 31 maja 2012, 23:57 --

 

Wiesz, ja generalnie towarzyskim człowiekiem jestem, często dusza towarzystwa. Fakt, wymądrzam się często (oczywiście mając rację w 90%), a na pewno ojcuję swojej partnerce, ojcowałem, bo staram się to kontrolować. Trzymam się jej kurczowo, co chyba ją męczy, za bardzo męczy. Np. mimo strasznie złego jej stanu było zajebiście 3 ostatnie dni, a obecnie od 2 się nie odzywa. Znowu wkroczył temat zerwania... Ktoś wyżej wspomniał o wahaniach nastroju. Nie wiem czy o nastrój tu chodzi, ale wiem, że straciła sens życia, kompletnie, najbardziej jak można go stracić. Wszystko jest "po co, skoro i tak umrzemy". Ostatnio chciała wziąć za dużo tabletek, bo spóźniła się na egzamin na uczelni. To przeplata się z dobrym/normalnym humorem, kiedy jest taka jaką ją poznałem. Kochana, czuła, niekiedy zwariowana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z czym się wiąże terapia?

z praca nad soba

Ile może zająć wyjście z tego

a to juz zalezy od Ciebie i jak bardzo jestes zdeterminowany na zmiany... generalnie grupa DDA to okolo 2 lat terapii ...przynajmniej u mnie

Bo ja nadal nie wiem za bardzo o co chodzi, prócz tego, że bardzo chcę życia, jakiego nie miał mój ojciec, ani ja nie miałem - normalnej rodziny.

ale nie sadzisz, ze jak juz zalozysz rodzine to ona wszystko uleczy? Bo nie taka jej rola. I wyobrazasz sobie jakim bylbys ojcem majac zakorzenione te wszystkie cechy? wylazilby z Ciebie ojciec

Wiesz, ja generalnie towarzyskim człowiekiem jestem, często dusza towarzystwa. Fakt, wymądrzam się często (oczywiście mając rację w 90%), a na pewno ojcuję swojej partnerce, ojcowałem, bo staram się to kontrolować. Trzymam się jej kurczowo, co chyba ją męczy, za bardzo męczy. Np. mimo strasznie złego jej stanu było zajebiście 3 ostatnie dni, a obecnie od 2 się nie odzywa. Znowu wkroczył temat zerwania... Ktoś wyżej wspomniał o wahaniach nastroju. Nie wiem czy o nastrój tu chodzi, ale wiem, że straciła sens życia, kompletnie, najbardziej jak można go stracić. Wszystko jest "po co, skoro i tak umrzemy". Ostatnio chciała wziąć za dużo tabletek, bo spóźniła się na egzamin na uczelni. To przeplata się z dobrym/normalnym humorem, kiedy jest taka jaką ją poznałem. Kochana, czuła, niekiedy zwariowana.

 

a to jest dosc typowe..zaburzeni wybieraja zaburzone osoby na partnerow

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pomyśl jeszcze o grupach wsparcia dla DDA

 

Jeśli to to co myślę, czyli praca w grupie to odpada. Nie wyobrażam sobie mówić o swoich odczuciach w większym gronie i słuchać rad od ludzi mojego pokroju. Jeśli ma do mnie trafić cokolwiek to tylko i wyłącznie opinia i rada specjalisty i tylko takim ludziom ufam :)

 

Co do pracy nad sobą: co to oznacza? Mi nigdy pracowanie nad sobą nie wychodziło najlepiej. Fakt, niektóre strasznie paskudne przyzwyczajenia potrafiłem zmienić dla Karoliny (mojej narzeczonej), ale dopiero po kilku ostrych kłótniach... Nie jestem typem, który jest plastyczny. Zazwyczaj to ja wszystkich wkoło ustawiam.

 

Znów się nie odzywa... ja mam co raz więcej wątpliwości czy ona tak robi bo tak dyktuje jej choroba, czy po prostu nie chce... Mi mówiła, że nie odpisuje, bo "po co skoro i tak umrzemy", ale do pracy chodzi. Stąd moje wątpliwości, dlaczego jej choroba ma destrukcyjny wpływ na związek, ale na pracę już nie? Przecież... po co pracować skoro i tak umrzemy. To chyba jeśli występuje to na wszystkich płaszczyznach nie? Popadam w skrajności. Zapisała się do psychiatry (w końcu!) co mnie bardzo cieszy, ale termin na połowę lipca... do tego czasu osiwieję. Powiedziała, że będzie starać się wcześniej prywatnie, ale nic nie udaje mi się od niej wyciągnąć... czy potrzebuje pieniędzy, wsparcia, mnie, rozmowy, kontaktu, czy mam do niej przyjechać... nic, kompletnie nic - nie odpisuje, nic jej nie rusza. Powiedziałem jej nawet, że wyjeżdżam na misję do Afryki (zna mój plan i jest nim właśnie to) - nic, z Afganistanem tak samo, zero reakcji... powiedziałem jej nawet, że zamierzam wziąć kredyt, żeby dać jej kasę na leczenie - nic... w końcu posunąłem się do kompletnej abstrakcji: sprzedam nerkę, żeby było na implant kolana kochanie, jak naprawimy to co Ci doskwiera od x lat, to może będzie już później tylko lepiej wszędzie indziej, nie? Nic, zero reakcji. Zna mnie, wie, że do wszystkiego prócz nerki byłbym w stanie się posunąć od ręki. Z resztą... i do tego byłbym w stanie jeśli to miałoby coś zmienić i by jej pomogło. Zero reakcji.

 

Nie wiem już co robić, czy zaprzepaścić jedyne realne plany do jakich doszliśmy wspólnie i skończyć to, czy dać jej czas, czekać na nią... dać sobie spokój z kontaktem i ufać, w to co mówi, czyli "gdybym chciała zerwać, to bym zerwała". bo w sumie już tylko na tym mogę się opierać. Najgorsze jest to, że w ciągu najbliższych 3 miesięcy waży się moja przyszłość, kończę studia, miała być przeprowadzka, wspólne mieszkanie, praca, normalne życie... a tu takie kwiatki... Nie radzę sobie z tym, za dużo zainwestowałem siły, pieniędzy, czasu w te marzenia, były tak realne.

 

Mam tyle uczuć, których nie mam gdzie wylać, że sam się nie spodziewałem, że mogę takowe mieć (bardzo ciężko mi przychodziło ich okazywanie kiedyś). Jej już nie ma w moim życiu, w ogóle. Kiedyś własne żywota przenikaliśmy na wskroś, w każdym możliwym miejscu. Biło od nas miłością i zaangażowaniem, każdy nam zazdrościł związku. Teraz... został jego cień i napraw, kilka smsów raz na dwa dni, czaaaasem, jakaś krótka rozmowa w której ja nie mogę poruszyć poważnego tematu (nas), żeby znów jej nie spłoszyć. Nie wiem co robić, poradźcie drodzy forumowicze... To pierwszy raz kiedy proszę o poważną pomoc, zazwyczaj sobie radziłem ze wszystkim... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×