Skocz do zawartości
Nerwica.com

Depresja a szkoła/studia


anyway

Rekomendowane odpowiedzi

Nastepny dobry temat ;) uFF u mnie ze szkola jest tragicznie..Uwierzycie ze do konca roku zostalo pare chudych tyg a ja mam dwie jedynki z 1 polrocza i z drugim tez jest nie najlepiej :cry::cry: Dzis znow nie poszlam do szkoly...Bo Po Co? Zeby ponownie sie "zrysowac" siedzac w klasie z tymi przyglupami ktorzy uwazaja mnie za dziwaka?

Wlasciwie Po Co? zycie stracilo sens :( Jestem za slaba zeby moc stanac znow na nogi :( To ta Polska...Przepraszam ze sie w ten sposob wyraze ale nienawidze tego kraju...Ci ludzie patrzacy sie na mnie dziwnym wzrokiem gdy przemykam przez ulice..Chcialabym byc niewidzialna ale nie potrafie....Siedze w domu garbiac sie 12/h przed komputerem probujac pocieszac innych chowajac swoja twarz w sieci..Choc sama nie potrafie powiedziec do siebie dobrego slowa...Czekam na cud jakby stopnie w szkole mialy sie same za mnie poprawic... :(:( Jutro pewnie tez nie pojde :( Teraz jest kolejny problem dla ktorego nie wyjde z domu nawet do "budy" poniewaz przytylam i wstyd mi sie pokazac na ulicy..Najchetniej ubralabym sie w worek po ziemniakach zakryla ksztalty swojej sylwetki zakrywajac rowniez twarz i siedzialabym gdzies na lace podziwiajac chmurki :( Dlaczego wlasnie mnie rowniez dopadla depresja :?::?: Przeciez bylam normalna...Potrafilam zyc,potrafilam wszystko.. :cry: dzis nie potrafie niczego :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie jest tak, że nikt nie wie, co się ze mną dzieje. Mam coraz gorsze oceny, nie umiem się na niczym skupić, sprawia mi olbrzymią trudność robienie najprostszych prac domowych. Wszystko odkładam na później. Czasem mam już dość tej męczarni :(

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie wszystko zaczęło się w trzeciej klasie gimnazjum, ale jakoś dawałam sobie radę do końca. Depresja u mnie postępowała powoli...resztką sił starałam skupić się na nauce, bo ona była wtenczas najważniejsza. Pod koniec roku szkolnego zaczęłam się okaleczać, przyszła kryzysowa chwila i nóż poszedł w ruch...następnie stres związany z pójściem do nowej szkoły czyli liceum. Tutaj moje problemy sięgnęły apogeum. I semestr ukończyłam z dobrymi ocenami, ale drugi zawaliłam kompletnie. Nie miałam siły wstać z łóżka, uciekałam ze szkoły, przezywałam niesamowity lęk, brak koncentracji, płacz, rozdrażnienie, apatia, myśli samobójcze itd. kiedy lepiej się poczułam zdesperowana udałam się do psychiatry, okazało się, że cierpię na depresję biorę leki, jest poprawa, ale one nie rozwiążą za nas problemów...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też nie wiem co mam z tym zrobić. Już chodziłam jakoś do szkoły. Wróciłam po świętach i opuściłam może kilka dni. Ale teraz od tygodnia znowu nie chodzę. Nie wiem. Jakoś nie mam motywacji. Wcześniej pchało mnie to, że muszę rok zaliczyć, aby nie powtarzać, rodziców nie zawieść, nauczycieli... Teraz czuję się tak jak zawsze. Może dlatego, że już wiem, że zaliczę? Bo nie widzę sensu by tam teraz wracać. Boję się, że znowu będę cierpieć i odczuwać ten koszmarny ból. Ale co z tego jeśli w domu też się fatalnie czuję? Leki biorę 2,5 miesiąca, a efekty są marne. Za pierwszym razem w miarę dobrze podziałały. A teraz słabo... Mimo tego, że biorę 2x większą dawkę i jeszcze jeden lek.. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek powrócę do normalnego stanu.. Ciężko mi się ubrać i wyjść z pokoju.. Nie mam na to siły. :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja również nie czuje motywacji by chodzić do szkoły, od wtorku siedzę w domu z powodu zdrowia i teraz nie mam najmniejszej siły żeby wrócić do szkoły. Nie chce mi się uczyć, gadać z koleżankami, tłumaczyć dlaczego mnie nie było itd. Czuję w sobie jakieś lęki, obawy ale nie wiem przed czym, po prostu boję się wrócić do szkoły, nie chcę tam iść. Nigdy nie miałam czegoś takiego, ale od kiedy poszłam do liceum, taki stan pojawia się u mnie coraz częściej i skąd wziąść siłę aby walczyć z niewidzialnim wrogiem :cry::roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

oj kobity a ja tez prawie w ogole nie chodze do szkoly..zreszta juz nie mam po co..i tak nie otrzymam promocji do nastepnej klasy :?:cry: czasem sie tak wlasnie uklada :( ...w szkole mysla ze to lenistwo..ale nie wiedza ze to wszystko przez problemy psychiczne...ehh :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A czy ktos z Was poinformował wychowawcę o chorobie?

Dobre pytanie. Zastanawiałam się ostatnio nad tym. Trochę mnie bawi fakt, że miałabym iść do wychowawcy z taką informacją. Biorąc pod uwagę to, że jakieś 2 miesiące temu miałam rozmowę na temat cięcia się :?

Prawdopodobnie potrzebuję zaświadczenia od lekarza. Tylko, że ja dopiero zacznę się leczyć. Zobaczymy, jak to będzie :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja wychowawczyni wszystko wie co się ze mną dzieje. Rodzice z nią rozmawiali. Miałam całoroczne zwolnienie od lekarza na wszelki wypadek. Ale jednak chcę skończyć klasę. Bo dużo mi nie brakuje. Nie wiem jak reszta nauczycieli. Czy wychowawczyni im mówiła czy nie. Na pewno wszyscy wiedzą, że byłam chora. Tak też tłumaczę się klasie. Nie mówię tylko, że to problemy psychiczne. Chyba nigdy bym się na to nie zdobyła. O dziwo znalazłam niejakie oparcie u pielęgniarki. Całkiem miła kobieta. Jak się gorzej poczuję mogę u niej posiedzieć. Tak więc szkoła nie wydaje mi się czymś aż tak strasznym i okrutnym. Właśnie przez to, że te dwie panie wiedzą co mi jest i przede wszystkim to rozumieją. Jestem im za to strasznie wdzięczna. Myślę, że wychowawca powinien wiedzieć co się z nami dzieje. Choć to też zależy, jaką jest osobą. Jednak, mimo tego, że nauczyciele są tak przychylni, jakoś mi ciężko zebrać się do szkoły. Przez cały tydzień nie byłam. A jeszcze muszę zaliczyć parę rzeczy. Nie wiem czy pójdę w poniedziałek. Tak mi z tym ciężko...

little_Nadia

Jak wyglądała ta rozmowa? Rozumiem, że niezbyt miło przebiegała. :? Ale jak tylko będziesz się leczyć, daj jakieś zaświadczenie czy coś. Przynajmniej wychowawca będzie wiedział, że jesteś chora. Najlepiej zamieszać w to rodziców. Ale z nimi różnie bywa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Laven rozmowa przebiegła w ten sposób, że wychowawca kazał mi zostać po lekcji. Spytał, co się ze mną dzieje, a ja nie wiem, o co chodzi. No to mówi, że ktoś zauważył cięcia na rękach (prawdopodonie nauczyciel) i doszło to do niego. I jeszcze miał do mnie pretensje, że sama mu o tym nie powiedziałam :? Dowiedziałam się, że w razie czego, to mam się zgłosić, bo mają pedagoga w szkole. Rodziców, na szczęście, nie mógł wzywać, bo to szkoła dla dorosłych ;) I na tym się skończyło. Widzę jego minę, jak mu daję zaświadczenie, że jestem chora :roll: Zastanawiam się, czy już teraz załatwiać, czy to ma sens, jak tak mało zostało szkoły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właściwie został tylko miesiąc. To fakt. Wychowawca miał żal o to, że nie powiedziałaś mu o tym, że się tniesz. Więc gdybyś opowiedziała mu, co się z Tobą dzieje to może nie było by tak źle. Nie musisz odrazu dawać zaświadczeń. Jedynie poinformować o swoich problemach. Nie wiem. Trudno mi powiedzieć bo nie znam człowieka. Możesz też przemilczeć, jeśli wolisz to ukryć. Ale i tak już wie, że masz rany na ciele. W moim przypadku uzyskałam wsparcie wychowawcy. Ale nie mam pojęcia jak może to wyglądać u Ciebie. Lepiej jednak nie zmuszać się na siłę z tymi wiadomościami. Zależy czy Twój wychowawca jest wyrozumiały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Yhym...czyli lepiej powiedzieć? Zastanawiam się czy powinnam tak zrobić. Ostatnio wychowawczyni spytała się, czemu tak spadłam z ocenami ze wszystkich przedmiotów. Odpowiedziałam, że nie wiem, tak jakoś...nie mam odwagi powiedzieć, że jestem chora i leczę się. Mama w ogóle ukrywa moją depresję przed światem, nikomu nie mówi tak jakby to był dla niej wstyd. Przecież to ja jestem chora a nie ona.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie usiłuję udawać, nie chowam się. Nie jest tajemnicą, że choruję, że się leczę, że mam sznyty, że nigdy nie miałam normalnego domu, do teraz, a i to nie do końca. Nie mam zamiaru chować się po kątach tylko dlatego, iż istnieje ryzyko, że stanę się tematem plotek. Nie są w stanie nic mi zrobić. Jedyne, co mnie denerwuje, to głosy, że chlubię się swoją chorobą. Nic bardziej mylnego. Ale irytacja jest. Cóż...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Margaret Szczerze mówiąc też nie miałam odwagi powiedzieć. Parę razy się przymierzałam, ale nie umiałam. Rodzice za mnie to zrobili. Kiedy zniknęłam ze szkoły na 4 miesiące, jednak należały się jakieś wyjaśnienia. Moi rodzice też to ukrywają. Nawet moja babcia i dziadek nie wiedzą, że choruję. Jednak w szkole bardzo to ułatwia. Będę miała przedłużoną klasyfikację, bez problemu egzaminy poprawkowe jak z czegoś nie zdam. Nauczyciele okazali się bardzo pomocni. Wiem, że to może być problem, ale spróbuj jakoś umówić się z wychowawcą i opowiedzieć co się dzieje. Będzie odpowiedź dlaczego unikasz szkoły, gorzej się uczysz. Myślę, że powinien to zrozumieć. Nie musi odrazu wiedzieć o wszystkim cała szkoła. Nie wiem jakby u Ciebie to wyglądało. Ale zaszkodzić raczej nie powinno. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytając wasze wypowiedzi coraz bardziej zastanawiam się nad pójściem do wychowawcy. Tylko nie wiem, czy to ma sens. Czy zostanę przez to w jakiś ulgowy sposób potraktowana. W dodatku, w takich sytuacjach zaczyna mi się łamać głos i ciężko mi się mówi. Na razie tylko nad tym myślę :? Może to było by jakieś wyjście, biorąc pod uwagę to, że mam fatalne oceny z powodu choroby :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ma co oczekiwać jakiś specjalnych ulg, ale na pewno coś się zmieni. Przynajmniej wychowawca będzie wiedział co się dzieje złego. Może bedzię można liczyć na jego ewentualne wsparcie. Trudno powiedzieć cokolwiek, ale w obu szkołach w jakich byłam, nie zaszkodziło mi to w żaden sposób. Nie wiem jak z resztą. Nie chcę nikogo do niczego namawiać, by się potem rozczarował itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tez niestety zjechalam z ocen. Nie moge się skupic. Zeby mnie wiem jak chciala to nie moge:( Na koniec roku wychodiz mi srednia cos ok 3,8 wiec niby tragicznie nie jest ale ja zawsze miala duzo wyzej.... Zawsze lubiłam polski historię a teraz nie mogę się nawet na ich skupic a za rok matura :( ja nie iwem jak osibe dam rade jak tak dalej pojdzie to bedze marnie Umnie wszkole nic nie iwedzią. Najpierw pójde po psychologa zobaczę co on powie. Wychowawczyni powiem jak sama moze zapyta czy cos mi jest że np na lekcji siedzie i zamiast robic cwiczenia maze kartke a n aprzerwie zamaist z kims hadam to siedzie sama w kaciku... To naprawde superbabka ale jak nie zauważy (co przy 35 uzniach w klasie)jeste wielce prawdopodobne to ja nic mowic nie bede.

 

Co do klasy to nigdy nie bylam lubiana wiec to ze od 2 meisiecy sie do nikogo nie odzywam nikogo nie martwi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To prawda. Trafiłam na wspaniałą wychowawczynię.

Jeszcze co do wcześniejszych wspomnień. Zawsze byłam jedną z najlepszych uczennic w klasie. Do tego prawie w ogóle nie musiałam się uczyć. Jednak kiedy dopadła mnie choroba, wszystko kompletnie się posypało. Dodatkowo załamało mnie to, że dostałam się do jednego z najgorszych liceum w mieście. Na korytarzu widuję koleżankę z klasy która zawsze miała 2 i 3. Jeszcze parę osób, po których się tego nie spodziewałam, trafili do lepszych szkół. Tu wybiło się moje ego i próżność. Ale wstydziłam się przyznać, że chodzę do tego liceum. Przybiło mnie to, że jestem tak beznadziejna. Bo nawet tym którym w głowie była tylko zabawa, imprezy i jakieś głupoty, lepiej się powiodło. Nie wiem czy można nazwać to zazdrością, ale na pewno jest to jakiś żal. Zresztą cały czas czuję się naznaczona. Boję się co będzie na studiach. Czy sobie poradzę. Martwię się o nawroty choroby. Które w moim przypadku są dość spore. Czuję się jak sparaliżowana, gorsza, ograniczona. Ale co tu będę jeszcze marudzić... :/

minako89 3,8 to przecież całkiem dobra średnia jak na 2 liceum. Same 5 i 6 to tylko w podstawówce. Jednak problemy z koncentracją trzeba jakoś zlikwidować. Do psychologa koniecznie trzeba iść. A jeśli mówisz, że Twoja wychowawczyni jest miłą kobietą, może spróbuj jednak sama z nią porozmawiać. Jej zadaniem jest pomagać uczniom gdy mają problemy i nie radzą sobie.[/b]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To prawda. Mi 4 miesiące psychoterapii praktycznie nic nie dały. Ale myślę, że w niektórych przypadkach szczególnie depresji reaktywnej, nerwic itp. na coś się może zdać. Oczywiście tylko wtedy kiedy dobrze człowieka nakieruje. A z tym bywają problemy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja powiedziałam swojej wychowawczyni o moich problemach ze zdrowiem, a ona mi pomogła. Teraz czuję że mam w niej oparcie.

Nie jest dociekliwa, ani ciekawska po prostu jest i wiem że jak znowu będzie ze mną źle to mogę do niej iść i porozmawiać. Jednak znając moją naturę i charakter, jak mam problem to się zamknę w sobie, a to nie jest dobre...

Dlatego jeżeli wychowawca jest fajny i masz do niego zaufanie to warto porozmawiać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×