Skocz do zawartości
Nerwica.com

DzieńDobry


indiana

Rekomendowane odpowiedzi

Witam :) Jako, że nie lubię o sobie mówić, ograniczę swój opis tylko do najważniejszych informacji, mam 19 lat i nie wiem, co robić. Jestem tegoroczną maturzystką, pojutrze kończę naukę w LO.

 

Moja historia jest dość długa, dlatego będę ogromnie wdzięczna jeśli ktokolwiek przeczyta ją do końca i zechce spojrzeć na nią z własnej perspektywy. Będzie mi miło, jeśli ktoś wypowie się, co na jej temat sądzi.

 

Wszystko zaczęło się w styczniu tego roku. Kilka dni po studniówce zaczęła boleć mnie lewa ręka (dokładnie ramię, okolice pachy). Pomyślałam sobie, że być może to coś w stylu zakwasów, przecież tyle tańczyłam na studniówce, na pewno minie. Minęło, po kilku dniach (muszę jednak dodać, że w ciągu tych paru dni zdążyłam sporo przeczytać w internecie, sądziłam, że być może to od węzłów chłonnych, mimo, że żadnych kulek pod pachą nie wyczułam. Znalazłam jednak informacje o ziarnicy, naczytałam się, spanikowałam, ale ból minął więc ziarnica odeszła na drugi plan). Równocześnie, gdy ból ręki minął, zaczęłam odczuwać ucisk w klatce piersiowej. Na początku pomyślałam - przejdzie. Nie przeszło po trzech dniach. Wtedy spanikowałam, bo ucisk się wzmocnił, miałam problemy z oddychaniem, nawet założenie szalika było wyzwaniem, wydawało mi się, że waży 3 tony. W międzyczasie zajrzałam do internetu, wpisując w google moje dolegliwości (znalazłam m.in. że mogą być to objawy guza kręgosłupa, płuc itp.) Po 4 dniach bólu w klatce piersiowej pojechałam do szpitala. Tam lekarz po wstępnych oględzinach i przebadaniu stwierdził neuralgię miedzyżebrową. Dostałam leki przeciwbólowe i przeciwzapalne po czym odesłano mnie do domu. Po tygodniu zażywania leków ucisk minął, klatka piersiowa nie bolała. Ale wtedy ze strachem poczułam, że boli mnie prawe ramię. Był to ból nie do wytrzymania, taki, jakby ktoś wyrywał mi rękę ze stawu, a pojawił się właściwie znikąd, nie miałam żadnego urazu, wysiłku fizycznego, nic. Natychmiast popędziłam do lekarza, powiedziałam co i jak, lekarz zlecił morfologię i dał kolejne (inne) leki przeciwzapalne na 2 tygodnie. Morfologia wyszła w porządku, niewielkie obniżenie hemoglobiny, reszta ok. Ból ręki jednak nie mijał. Po 2 tygodniach skończyłam leki i ponownie wybrałam się do lekarza. Opisałam dokładnie swój ból - nasilał się zwłaszcza podczas pisania, do tego stopnia, że praktycznie nie mogłam pisać i byłam tym załamana, bo przecież chodzę do szkoły - muszę pisać! Ale były też momenty kiedy ręka nie bolała, to muszę także dodać. Lekarz rodzinny stwierdził, że skieruje mnie do reumatologa, napomknął coś o młodzieńczym zapaleniu stawów, że być może to to, dodatkowo kolejny raz musiałam zrobić morfologię, tym razem badano CRP, enzymy mięśniowe i OB. Wszystko wyszło w normie, CRP 3, enzymy w normie, OB 7. 3 tygodnie później miałam wizytę u reumatologa, pani doktor zbadała mnie, sprawdziła różne odruchy itp., pytała kiedy ręka boli, a kiedy nie. Ręka bolała "kiedy chciała", tzn. były momenty że bolała bardzo, a były też takie, kiedy czułam się świetnie. Pani reumatolog stwierdziła, że ból może pochodzić od kręgosłupa i dała mi skierowanie na rtg kręgosłupa. Odebrałam zdjęcia z opisem - nic, wszystko w porządku. Nadal jednak miałam ataki bardzo silnego bólu, wiec nie ustępowałam. Był już wtedy marzec, ciągnęło się to za mną od prawie dwóch miesięcy. Byłam załamana - boli mnie, a lekarze nie wiedzą, dlaczego! W międzyczasie, na przełomie lutego/marca, powiększył mi się, jak wtedy sądziłam, węzeł chłonny pachwinowy. Spanikowałam ogromnie, przeczytałam w internecie że może to być nowotwór węzłów chłonnych. Natychmiast wylądowałam u lekarza, który stwierdził, że jest to czyrak - dostałam maść i wróciłam do domu. A strachu najadłam się tyle, że przez 2 dni nic nie jadłam i siedziałam pod kocem czekając na śmierć.

Wracając jednak do mojej ręki - po wizycie u reumatologa i zrobieniu rtg mój lekarz rodzinny stwierdził że nie potrafi mi pomóc. Wtedy sama próbowałam się zdiagnozować i tym sposobem trafiłam w internecie na artykuł o stwardnieniu rozsianym. To było dla mnie jak policzek. Objawy pasowały - czytając, uświadomiłam sobie, ze oprócz bólu odczuwam też mrowienia dłoni, że drętwieją mi czasem nogi, że mam czasem mgiełkę przed oczami i muszę parę razy mrugnąć żeby minęła. Były to klasyczne objawy SM. Spanikowałam kolejny raz, kilka dni leżałam w łóżku, nie chciałam pójść do szkoły, bo byłam pewna, że jestem nieuleczalnie chora. Przeczytałam, że aby to potwierdzić muszę zrobić rezonans głowy, dlatego poszłam do lekarza rodzinnego i poprosiłam o skierowanie do neurologa. Lekarz odmówił. Zbulwersowałam się okropnie, rozpłakałam, myślałam sobie, że każdy mnie olewa, rodzina patrzy jak na wariatkę, a na dodatek lekarz nie chce mi pomóc. W zamian za skierowanie do neurologa otrzymałam skierowanie do... poradni psychologicznej. (?!?!?!?!) na skierowaniu jako diagnozę wstępną mój lekarz wpisał: epizod depresyjny. wróciłam do domu i prawie wyrzuciłam tę karteczkę do śmietnika. Powstrzymała mnie mama i namówiła na wizytę i psychologa. Byłam na wizycie w zeszły czwartek (dość długo trzeba było czekać na wolne miejsce), rozmawiałyśmy, opowiedziałam pani psycholog swoją historię, która - bądź co bądź - jest już dość długa (wszystko trwa od stycznia). Pani psycholog wytłumaczyła mi że być może ból ręki wcale nie ma podłoża w jakiejkolwiek chorobie somatycznej. Stwierdziła że stres związany z maturą, wyborem studiów może tak na mnie działać. Poprosiła o odwołanie wizyty u neurologa (jestem zapisana prywatnie) i przeczekanie okresu matur. Być może pod egzaminach wszystko wróci do normy - tak powiedziała. I absolutnie zakazała czytania w internecie o jakichkolwiek chorobach :blabla:

 

Nie wiem, co mam robić. Co myśleć. Ręka boli nadal, nie cały czas. Boli nieregularnie, co kilka dni przez godzinę albo przez kilka minut. Drętwieją mi dłonie, nogi, kilka razy miałam uczucie zdrętwienia części twarzy, nie mam apetytu, jem bardzo niewiele, jedzenie dosłownie nie chce mi się przeciskać przez przełyk. Niekiedy odczuwam też okropne bóle głowy, które trwają kilka godzin, a potem same znikają. Tabletki przeciwbólowe jakiekolwiek przestałam już łykać, nie pomagały ani na bóle głowy, ani tym bardziej na bóle ramienia. Czasami mam przed oczami mgiełkę, która trochę przysłania mi obraz, jednak mrugam oczami i przechodzi. Cały czas boję się, że jestem poważnie chora, a tylko ja widzę zagrożenie. Póki co z neurologa zrezygnowałam, za 1,5 tygodnia zaczynają się matury, w chwili optymistycznego myślenia (które rzadko, ale czasem mnie nachodzą) stwierdziłam, że nie mam teraz czasu na latanie po lekarzach. Mimo wszystko jednak ciągle mam przed oczami wizję choroby. Boję się przyszłości, boję się tego że dostanę się na studia, a okaże się że jestem chora i moje marzenia legną w gruzach. Boję się wyjechać na wakacje ze znajomymi, bo boję się że dostanę ataku bólu albo (co gorsza) pojawią się u mnie gorsze symptomy tej strasznej choroby, która od jakiegoś czasu nie daje mi spokojnie spać - SM.

 

Dziękuję każdej Osobie, która zechciała to przeczytać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×