Skocz do zawartości
Nerwica.com

Chciałabym umrzeć ale nie potrafię skutecznie się zabić


Susannah

Rekomendowane odpowiedzi

kiedy-ycie-staje-si-egzystowaniem-z-dnia-na-dzie-t17122.html

 

podbijam, bo już nie mam siły, codziennie planuję samobójstwo ale żaden sposób nie jest dla mnie wystarczająco pewny. Rozważałam różne możliwości i jedyne dość dobre wyjście to wg mnie powieszenie, bo z dostępem do broni jest w Polsce słabo.

Wróciłam tydzien temu z praktyki zagranicznej, poznałam smak innego życia i to chyba mnie na tyle dobiło (powrot do tego samego g....a), że nabrałam odwagi. Wiem, że tam po raz pierwszy śmiałam się, że mimo problemów nie bałam się, przestał mnie boleć żołądek. Że odetchnęłam od toksycznego domu.

Że miałam po co wstawać rano.

Teraz, gdy wszystko tak szybko prysło, czuję wielki ból i przez ten czas codziennie płaczę, aż boli mnie głowa. Nie wytrzymam tego dłużej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje zycie tez jest katorgą. Mozesz przeczytac o tym w innych postach. Nie zabiję się, bo boję się piekła. Tylko Bóg może odebrać zycie.

Nie będę Cię zapewniać, że życie jest piękne, bo wiem z własnego doświadczenia, że nie każdego takie jest. Moje nie jest. Czasami życie całe lata jest kupą gnoju. Jeśli Cie to intgeresuje to przeczytaj historię Hioba, albo obejrzyj film "skazany na shawshank" - z tych historii wynika, że nawet z kupy gó..na mozna wyjść. Byłaś za granicą, znasz język. Mam znajome , które pojechały praktycznie w ciemno, miały tylko nocleg i we łzach budwały sobie lepsze życie na obczyżnie....harówa i łzy...ale teraz po kilku latch mają raj. Moja 19-letnia kuzynka pojechała sama do Londynu, przez pierwsze 2 lata płakała non stop, ale sie uparła, że sobie tam ułozy zycie...sama...bez wsparcia rodziców, bez niczego...a teraz po 7 latach nie wróciłaby za żadne skarby świata. Jest szcżęsliwa. Może nie trzeba zmieniać kraju, może wystarczy opuścić małe zadupie i pojechać np. do warszawy.

Co do tego, że piszesz, że jesteś brzydka - nie wiedziałam CIę, więc nie wiem. ALe znam dziewczynę chorą na taka chorobę, że choć ma blisko 40 lat jeżdzi w dziecinnym wózeczku. Ma tylko normalną głowę, reszta ciałka jak u laleczki. PRACUJE. Skończyła informatykę. Nalezy do duszpatsrestwa akademickiego, a jej przyjeciele stamtąd zabierają ja na zagraniczne wojaże.

Czego CI tak naprawdę brakuje? Odwagi? Pomysłowości? Przedsiębiorczości?

Szczęście w życiu nie zależy od tego czy jesteś ładna, chuda i masz męża.Znam osoby grube, brzydkie, garbate, bez rodziny za to spełniające się jako np. świetny lekarz. Podsumowałabym: zmień myslenie!

Pozwól, że zacytuję:

Sapere aude (z łac. miej odwagę posługiwać się własną mądrością)

Oświeceniem nazywamy wyjście człowieka z niepełnoletności, w którą popadł z własnej winy. Niepełnoletność to niezdolność człowieka do posługiwania się swym własnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Zawinioną jest ta niepełnoletność wtedy, kiedy przyczyną jej jest nie brak rozumu, lecz decyzji i odwagi posługiwania się nim bez obcego kierownictwa

Odwagi!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

CZego mi brakuje?Ależ napisałam, nie mam niczego. Całe dnie spędzam w domu, nie mam nikogo znajomego, nie mam po co wyjśc poza drobnymi sprawami. Nie widzę dla siebie przyszłości,bo nie wiem co mam ze sobą robić. Mam nadmiar czasu i każdego dnia nie wiem co robić, staram się coś czytać, coś oglądać ale robię to 3 rok i mam dość. nie mogę iść na studia przez rodzinę, nie wiem co mam robić w przyszłości, nie mam żadnych planów, nic. Każdego dnia płaczę bo boli mnie w środku, sytuację pogarsza atmosfera w domu- ciągle się boję, mam bóle z nerwów. Nie żyję, to nie jest życie. Ale nie umiem wyjechać w ciemno, po prostu to dla mnie za trudne. A dalsza wegetacja mnie przerasta, to co nawarstwiło sie, mnie przeraża i trzymam sznur, żeby któregoś dnia wymeldować się :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale nie umiem wyjechać w ciemno, po prostu to dla mnie za trudne.

Przecież chcesz się zabić. Wszystko inne jest prostsze od samobójstwa. Skoro nie zależy Ci na Twoim życiu to co Ci zależy wyjechać czy nie?

 

Samotność karmi uczucie beznadziei. Poznaj ludzi choćby na tym forum i spotykaj się. Pod byle pretekstem. Gadaj o pierdołach, to nie ma znaczenia nawet o czym, byle byś była wśród ludzi. Już samo to doda Ci energii do życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem Twój tok myślenia bo sam przez to przechodziłem kiedyś.

Tak, ale wyjazd w ciemno moze nie wyjsc, a samobójstwo mi wyjdzie
Chodziło mi o to że samobójstwo zawsze i wszędzie zdążysz uskutecznić, więc czemu nie spróbować najpierw innych rzeczy, jak np. wyjazd?

 

wyjazd w ciemno moze nie wyjsc
I co z tego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Susannah

 

Krótka piłka. Jeśli się dotąd nie leczyłaś psychiatrycznie to to zrób. Jesteś poważnie chora. Z czystym sumieniem zalecam szpital, tam dojdziesz do siebie. Wejdź np. na badoo.pl to portal randkowy, znajdź sobie męża, załóż rodzinę, wyjedź do większego miasta, znajdź pracę (studiuj) i żyj.

Ratuj się kobieto, poświęć się ten ostatni raz, nie masz nic do stracenia, odważ się!

Widzisz świat przez czarne okulary, schorzenie medyczne nim jest, musisz się wyleczyć co jest równoznaczne z ich zdjęciem i powrotem do normalnego postrzegania rzeczywistości. Twój mózg po prostu został wyprowadzony z biochemicznej równowagi, brakuje Ci kilku neuroprzekaźników i Twój umysł szwankuje co objawia się bardzo złym samopoczuciem. Sam chorowałem na depresję, przez 10 miesięcy nie wychodziłem z pokoju i tylko leżałem w łóżku i gniłem. Usiłowałem się powiesić, w akcie desperacji poszedłem do szpitala, tam mnie wyleczyli, uratowali mi życie, leczenie ambulatoryjne ma się nijak w porównaniu z hospitalizacją. Dzisiaj byłem odwiedzić przyjaciół w psychiatryku, bardzo lubię tam przychodzić, z nikim się tak dobrze nie rozmawia jak z drugim chorym, bo tylko chory jest w stanie zrozumieć chorego, nawe psychiatrzy tego nie potrafią.

,,Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą''.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie moje neuroprzekaźniki w mózgu, to realne problemy. Brałam leki m.in. fluo, ale sprawiły jedynie że nie planowałam samobójstwa. Myślałam, ale nie planowałam i nie realizowałam.

Leki nie rozwiązały problemów, jakie mam, wg mnie usypiały je i to nie odpowiada mi, bo wolę walczyć niż stać w miejscu. 1 osoba z rodziny stwierdziła, że życie przede mną i co ja opowiadam... ale jak życie ma być takie jakim jest, wolę z niego zrezygnować. Nie chcę cierpieć, a teraz cierpię. Życie się nie zmieni, teraz myślę tylko że całe życie będzie pełne tego bólu, tego siedzenia w domu, tego lęku o przyszłość (też czysto finansowego) i ciągłego stresu w jakim żyję dzięki rodzince. Zapytacie skąd wiem,że się nic nie zmieni. Ano stąd, że do tej pory nic się nie zmieniło, choć walczyłam o to. Jestem w miejscu, w punkcie wyjścia od ładnych paru lat (pisałam o tym w linku powyżej). Jestem zdana na siebie, a sama nic nie mogę, a jak proszę innych, nie pomagają mi, usuwają się. A ja nie chcę dłużej ciągnąć tej beznadziei.

Poza tym uzależniłam się w tarota, kilka osób postawiło mi niezbyt dobre karty na moją przyszłość, nawet co do wyjazdu się sprawdziły choć nie działałam na zasadzie samospełniającej się przepowiedni :x Ciągle pytam i otrzymuję złe wieści, a przecież powinno się zmieniać coś skoro podejmowałam różne działania!

Najgorszy jest lęk, nie mam przed sobą przyszłości, każdego dnia o tym myślę. Nie mam wykształcenia ani doświadczenia, marzenia o studiach odeszły przez rodzinę (poprosiłam o wsparcie finansowe na sam 1 miesiąc do ew.otrzymania socjalu, oczywiście spłynęło po nich jak po kaczce...), nie ma na tym zadupiu kursów które dałyby mi zawód, czuję że cofam się w rozwoju dosłownie. Każdy dzień trwa, a ja nie mam nic do roboty, wariuję w 4 ścianach, znajomi dawni powyjeżdżali na studia do dużych miast. Umieram z bólu, na dodatek wróciły silne bóle brzucha na tle nerwowym z powodu rodzeństwa. Każdego dnia gdy muszę z nimi żyć, płaczę codziennie i mam lęki. Ten dom mnie wykańcza, a ja nie mogę nic zdziałać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Metodą małych kroków zacznij zmieniać swoje zycie...nikt nie wymaga od Ciebie abyś w krótkim czasie zrealizowała cos co wymaga długiego czasu,zobaczysz ze nawet mała progresja w dobrym kierunku Cie ucieszy i da motywacje do kolejnych wyzwań.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Susannah,

 

koledzy w postach powyżej dobrze radzą, ale chyba do Ciebie to kompletnie nie trafia. Do mnie nie trafia z kolei argument, ze nie możesz wyjechać, znaleźć pracy za granica. Znasz jakiś język obcy, chociażby w stopniu podstawowym. Pierwsza moja myśl z brzegu - znana firma bębniła wszem i wobec ze szuka opiekunek do ludzi starszych.. wszystko zapewnione na miejscu, opłacone, tylko jechać... żadnego szczególnego wykształcenia mieć nie trzeba...albo prace sezonowe za granicą... i takich możliwości jest dużo.. wystarczy poszukać i okazać trochę uporu i zdeterminowania. Jeśli nie boisz się wyjazdu z kraju, nie jesteś w nim uwiązana, to korzystaj z tego dziewczyno... nie każdy ma taka możliwość, bo np musi się w domu opiekować dziećmi albo chorym rodzicem, albo mąż się nie zgadza. Ty jesteś wolna ... na co czekasz ? Zamiast biadolić, że nikt Ci nie pomaga, sama sobie pomóż.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wysyłałam cv niezliczoną ilość razy na stanowiska na produkcji, przy pakowaniu itp.( na opiekę nie wysyłam, nie na moje nerwy bo mam chorą na schizofrenię osobę w rodzinie i nie mogę wytrzymać psychicznie, to nie byłoby dla mnie dobre.) ale nikt nie odpowiada na moje zgłoszenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Susannah,

 

Sorry, co to za pomysł z osoba chora na schizofrenie ? Boisz się że staruszek może być upierdliwy ? Podejrzewam, ze starzy ludzie są w lepszej formie psychicznej niż my, młodzi - przynajmniej jesli chodzi o to forum ;) . A jeśli nie starzy to może dzieciaki? Są oferty dla au pair, często pożenione z nauka za granica. A żeby szukać to chyba najlepiej zwrócić sie do urzędu pracy bezpośrednio w kraju który sobie upatrzyłaś, nie przez pośredników, tak można dostać pracę np w Niemczech. Tam firmy składają oferty do swojego Arbeitsamtu i czekają na chętnych. Teraz wiosna to prace sezonowe w ogrodnictwie, potem lato to oferty z ośrodków wypoczynkowych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Susannah,

 

Cudaczka ma rację. Skorzystaj z możliwości jaką daje Ci unia europejska czyli między innymi swobodny przepływ pracowników. Możesz w ten sposób łączyć przyjemne z pożytecznym, moja siostra z 6 lat temu wyjechała do Londynu, tam pracowała jako zwykła sprzedawczyni perfum w harrodsie. Potem zaczęła studia, wzięła kredyt studencki, ukończyła je, pracowała w firmie związanej z jej kierunkiem, a potem wyszła za Polaka za mąż i ma tam roczne dziecko. Normalnie w Polsce by sobie na to nie mogła pozwolić, pomyśl poważnie na temat emigracji zarobkowej, możesz tam ułożyć sobie życie.

Wart posłuchać ludzi, którzy obiektywnie mogą patrzeć na cudze problemy i nie są dzięki temu obciążeni emocjami, jeśli kilka osób mówi Ci to samo to znaczy, że coś w tym jest. Wiem, że Ci ciężko, moja sąsiadka, która popełniła s. również męczyła się z niemożnością zaspokojenia potrzeb samorealizacji, wiem co to znaczy być przypartym do muru. Mam pytanie, co by musiało zmienić w Twoim życiu abyś przestała odczuwać dyskomfort i żyła normalnie albo szczęśliwie, opowiedz mi o tym proszę.

 

-- 06 kwi 2012, 22:51 --

 

Ogólnie mam bardzo ważną radę dla Ciebie, i jestem w 100% przekonany co do jej słuszności. Gdybym był na Twoim miejscu na pewno bym tak postąpił, mianowicie- weź kredyt studencki, wyjedź na studia, mogą być wieczorowe by nie było problemu z dostaniem się, możesz liczyć na stypendium socjalne, s. na wyżywienie, s. na mieszkanie. Będziesz mieszkać w akademiku czyli będziesz płacić bardzo niski czynsz powiedzmy 300 zł. Znajdziesz w międzyczasie pracę np. w call center albo gdzieś w knajpie, da się to pogodzić, wielu ludzi tak robi. Skończ te studia, jakikolwiek kierunek byle było mgr przed nazwiskiem, w trakcie nauki staraj się zdobywać doświadczenie pracując jako wolontariuszka czy praktykantka, wyjdziesz na prostą.

Wyznacz sobie cel, wyznacz sobie ,,dyrektywy'' i realizuj je, zaprzęgnij Swój intelekt i pracuj nad wykonywaniem powierzonych sobie zadań. Chcę Ci pomóc, bezinteresownie, moje gg to 41848585 . Odpowiem Ci na każde pytanie i doradzę w miarę możliwości, wysłucham problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pytasz, drogi Łazarzu co musiałoby się stać? Otóż, musiałabym po pierwsze przestać spędzać dnie w domu. Albo studia dzienne albo praca jakakolwiek, prócz zamiatania i zaoczne dodatkowo aby mieć wykształcenie. Poza tym dodatkowo nie wiem, czy samo to pomogłoby mi przy problemach rodzinnych ale na pewno wybycie z domu na większą część dnia ulżyłoby mi niemiłosiernie. Może też byłoby mniej kłótni, bo są ciągłe o to że ja chcę się zabić a on tego nie rozumie. Ale jak nie chce mi pomóc, to niech żyje beze mnie, trudno. Ja nie będę błagać na kolanach o normalne życie, możliwości rozwoju i samorealizacji. Jak ktoś mnie traktuje w domu jak trędowatą, niech nie liczy na to, że ja będę żyła. Ciągle mam bóle z nerwów, stresu w domu, każdy drze się, nie potrafi normalnie i spokojnie porozmawiać, wyzywa mnie od chorych, czubków,itp.

Na dodatek gdy ja mówię swoje racje -a sądzę, że to normalne czego pragnę i każdy człowiek pragnie podobnych rzeczy, celów jak ja, jestem wyzywana od chorych na głowę. No ludzie! Z jakiej racji ja mam nie mieć szczęścia? Bo jestem gorsza? dlatego nie chcę tu żyć, bo zazdroszczę im życia a jestem na łasce innych i nie umiem tak dalej żyć! Nie godzę się więc mam plany samobójstwa.

Nie chce, aby brzmiało to jak bełkot rozwydrzonego nastolatka, ale w tej "rodzinie" czuję się okropnie i chyba nic tego nie zmieni :105: przykład z życia wzięty: ktoś na święta tegoroczne kupił ciasto, daje je mojemu rodzicielowi aby sobie pokroił do kawy, choć ja też siedzę obok ale w sumie przyzwyczaiłam się, że nikt ze mną nie rozmawia. Żałuję, że musiałam zjechać do Polski. Smutne święta ale po nich chyba mogę odejść bo co mi szkodzi? Zaprosili mnie na 1 rozmowę kwalifikacyjną a ja oczywiście boję się i najprawdopodobniej nie pojadę bo tez nie chcę słuchać rodziny jakby nie wyszło a wielka szansa, że nie wyjdzie nic (przez telefon mówiono mi o ewentualnych dniach próbnych).

 

Kredytów nie chcę brać a już mówię dlaczego: otóż jestem dobra z humanistycznych przedmiotów, a jak wiecie humaniści na rynku pracy mają marne szanse. Jeśli wezmę kredyt i będę musiała go spłacać po ukończeniu studiów 2 stopnia, a zwyczajnie nie znajdę pracy, to co wtedy? Przecież będę zdana na siebie. A nie chcę znów żyć w strachu, że nie spłacę kredytów jakie nabrałam za młodu.

 

-- 30 kwi 2012, 17:45 --

 

Postanowiłam ostatni raz spróbować,by móc uczciwie powiedzieć sobie, że uczyniłam wszystko, co byłam w stanie ku polepszeniu sytuacji. Poszłam na rozmowę kwalifikacyjną, poszło mi całkiem dobrze, tydzień później oddzwonili. Zaczęłam czuć poprawę, bo miałam wreszcie sens w życiu i możliwość nauki, nowe cele. Mój nastrój poszybował,a świat wydał mi się zupełnie inny.

Dziś jednak runęło, wiedziałam, że to by było zbyt piękne, by mogło trwać i trwać! Po prostu powiedzieli, że dni próbnych koniec, i teraz "mają jeszcze kogoś innego do sprawdzenia". Wróciłam do domu. A myśli samobójcze wróciły ze zdwojoną siłą, oczywiście zniżka nastoju na dzień dobry i planowanie powieszenia.

 

-- 07 wrz 2013, 22:58 --

 

Ok, trochę się zmieniło w moim życiu. W czerwcu 2012 dostała staż w firmie produkcyjnej, niestety nie było to dobre przeżycie ze zwględu na ludzi, któych tam spotkałam. OCzywiście, znalazło się kilka świetnych osób, ale większość utrudniała mi pracę. No i nie nadawałam się do produkcji, bo nie wyrabiałam norm, poza tym wszystko musiało być idealnie równo itp i później zbierałam opieprz od osoby z kontroli, że czemu wystaje tu to, a czemu nie pamiętam o tym itp. Może stres, może coś innego często się myliłam, zapominałam itp. PRzemęczyłam się 3 mce i nie chciałam przedłużyć, dostałam się wtedy na wszystkie kierunki studiów, na jakie złożyłam papiery. Jednak moi rodzice (mama schizofreniczka) byli bardzo przeciwni, bym szła do szkoły. Zobaczyli papiery z uczelni i "uuuu chyba nie zamierzasz iść do szczecina". Więc w końcu dałam za wygraną, nie poszłam. Spędziłam życie znów w domu z depresją.

Miałam ciężką jesień/zimę, 2 miesiące jeszcze były znośne bo odpoczęłam psychicznie od tej kierowniczki i nerwów. Późiej było tylko gorzej, zima była dlługa w tym roku jak wiecie i moje doły były coraz dłuższe. W marcu zaproszono mnie na rozmowę do tej samej firmy tylko na stanowisko w dziale transportu, poszłam, bardzo mi zależało, ale wiedziałam, że nie przyjmą mnie. Byłam w szoku, gdy się udało. Później spojrzałam na niektóre maile (poczta po dziewczynie, któa odeszła) i zobaczyłam, że oprócz mnie mieli 6 innych kandydatów, z lepszym doświadczeniem i wykształceniem (ja miałam tylko ten staż i praktykę w Niemczech). Tak trwała praca i było dobrze, do czerwca kiedy miałam atak kamicy żółciowej przewodowej i trafiłam do szpitala z żółtaczką. Zrobili mi ECPW i wyciągneli kamień, dostałam dietę i za 3 tygodnie planowy zabieg. Pech chciał, ze miałam operację gdy moja umowa prawie dobiegla konca (okres próbny) i bałam się, co dalej. PRzedłużyli mi umowę, rozmawiałam z dyrektorem. JEdnak od tamtej pory zaczęło się psuć, przyjęli kolejną osobę moim zdaniem zbędną i przez to pół dnia nie mam co robić... Tamta osoba jakby podkradła mi pracę. Dostałam propozycję innej pracy w moim mieście ale za niższą kasę, byłam na rozmowie. Ale wolałabym zostać tutaj, tylko że tak jak dawniej żeby było. Rozmwiałam z dyrektor, czy mogłabym mieć więcej obowiązków, Sądziłam, że pomyśli o mnie ambitna, bo mało kto prosi o więcej pracy... Ale ona powiedziała, że skoro tak to tamta może przejąć moje obowiązki. No i jestem w kropce, chciałam jej powiedzieć że tamtej pracy pewna nie jestem, bo tylko na zastępstwo umowa by była. Tutaj są fajni ludzie, no ok jest stres duży ale chciałabym pracować więcej jak na początku. Już się wdrożyłam i wolę nie zmieniać ale nie mam pewności, czy zostanę skoro dyrektor już tak mówiła... Umowa jest do końća września i nie wiem, co robić? Bo nie chcę zostać na lodzie, tam nie zaczekają na mnie a tu mi nie przedłużą... Sami widzicie. A co do szkoły, nie odważyłam się już 2 raz składać papierów, tracić kasę na zdjęcia i opłatę rekrutacyjną. Bo i tak nie wiem, czy na zaoczne będzie kasa, a rodzice są przeciwko.

Nadal jednak jestem samotna, w pracy tylko rozmowy o pracy, nie mogę poznać ludzi, nienawidzę weekendów bo muszę w domu siedzieć. Wychodziłam latem na rower, nad jezioro ale nadal sama jestem, nikogo nie poznałam, to pogłębiło moją samotność. Poznałam tydzien temu na internecie 26latka, pisal ze widział mnie jak spacerowałam, pamietam go, obejrzał się wówczas za mną. Pisaliśmy trochę i tydz temu miałam pierwszą w życiu randkę.

Było mi naprawdę dobrze, pierwszy raz w zyciu poczułam się szczęśliwa, ładna, mądra. Ale niestey się zmieniło. On najpierw powiedział, bym napisała mu i wybrała kolejne spotkanie, wybrałam zeszłą niedzielę ale amiast się pojawić o 15, napisał o 18.00 mimo że czekałam, że jest chory. W pon napisał, że ma anginę był u lekarza i ma nadzieję się spotkać jak wyzdrowieje, ma nadzieję że w weekend. JEdnak wczoraj napisał b krótko i już wiedziałam, że nic z tego. Że ma mnie głęboko.

Nasza rozmowa brzmiała tak:

 

x

 

wczoraj 17:18

Ja

:P

wczoraj 17:18

x

co tam

wczoraj 17:19

Ja

ładna pogoda dziś

x

bardzo

wczoraj 17:20

Ja

w czwartek też dużo pracy było

wczoraj 17:21

x

a dzis

wczoraj 17:23

Ja

dziś mniej niestety

wczoraj 17:23

a u Ciebie?

co robiłeś wczoraj

x

glownie spalem

wczoraj 17:24

Ja

nadal chory jesteś?

wczoraj 17:24

x

powoli przechodzi

wczoraj 17:25

Ja

to kiedy sie widzimy?

wczoraj 17:33

x

jak tylko bedzie lepiej ze mna

wczoraj 17:33

Ja

czyli?

wczoraj 17:33

x

nie wiem

wczoraj 17:34

Ja

cos długo chorujesz

wczoraj 17:35

x

ale czy to ode mnie zlaezy?

wczoraj 17:36

Ja

po prostu wydaje mi się to troszeczkę dziwne

wczoraj 17:37

ja w szpitalu krócej byłam

x

no ok skoro mi nie wierzysz

wczoraj 17:37

Ja

nie to że nie wierzę

wczoraj 17:38

 

ale myślałam że jakieś plany mogę porobić

wczoraj 17:40

SmyQ

nic na to nie poradze

wczoraj 17:40

Ja

ok

wczoraj 17:40

x

wczoraj 17:40

Ja

szkoda

wczoraj 17:40

chciałam po prostu wiedzie c

wczoraj 17:41

x

rozumiem

wczoraj 17:41

Ja

czyli raczej nie

wczoraj 17:41

x

mam nadzieje tak ale nie wiem jak bede sie czul

wczoraj 17:42

Ja

ok

wczoraj 17:42

bo nie wiem czy cos planowac czy nie

najwyzej napiszesz jutro jak się czujesz

wczoraj 17:43

x

to juz zalezy od Ciebie jesli chcesz to zaplanuj sobie cos

wczoraj 17:43

Ja

po prostu chciałabym wykorzystać ładną pogodę

wczoraj 17:44

ale skoro się źle czujesz

x

zobacze jutro

wczoraj 17:44

Ja

ok tylko napisz zebym wiedziała

wczoraj 17:44

bo wtedy tez czekalam

haha teraz to w ogóle Cię zapomniałam

wczoraj 17:47

x

wybacz ale ucikam bo glowa mi zaraz peknie

wczoraj 17:49

Ja

ok

wczoraj 17:49

x

no to pa

 

Poszłam dziś na rolki, bo zauwazylam ze był dostepny na gg przez 5 minut i nawet sie nie odezwał, po czym zmienił status. Wg mnie nic z tego nie b ędzie i tyle. Szkoda, kolejny raz widzę, że albo ktoś sobie ze mnie jaja robi albo nie wiem co? Nie umiem wierzyć ludziom, po tym co przeszłam w szkole itp. To piekło odcisnęło swój ślad i chciałabym mieć terapię, jednak w mojej mieścinie nie ma takich możliwości, jest na pewno w Szczecinie (100 km). Wróciłam do punktu wyjścia, moje życie nadal jest koszmarne, chyba całe będzie takie potworne, ciągle tylko w dupę dostaję, nic nie wychodzi. Zagubiłąm się w tym wszystkim, ostatnio często oglądam porno i zabawiam się sama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytam te co piszecie i przeszedłem przez wszystkie małe, duże kroki, wyjazdy i ucieczki za granicę. Nic nie pomogło, nie mogę na siebie patrzeć wstaję z nienawiścią do siebie i innych, zaprzestałem wychodzenia z domu aby nie zrobić komuś krzywdy. Ci którzy nigdy nie przechodzili przez taki stan nie powinni się nawet wypowiadać a tym bardziej negować kogokolwiek. Ja jestem już gotów i wiem że tym razem mi się uda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×