Skocz do zawartości
Nerwica.com

Bulimia u chłopaka.


Gość haegl_

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć. Mam 22 lata. Od dziecka miałem problemy z nadwagą. Kiedy rodzice byli w pracy opiekowała się mną babka, która miała duży wpływ na to jak wyglądałem. Ciągle tuczyła mnie, a rodzice jak gdyby nigdy nic pozwalali jej na to. W efekcie w wieku 16 lat przy wzroście 172 cm ważyłem 87 kg. Byłem ciągle wyśmiewany. Nawet rodzice i babka pozwalali sobie na przykre uwagi. Nie miałem przyjaciół ze względu na to iż rodzice nie pozwalali mi nigdzie wychodzić bojąc się o to, że coś mi się stanie, wpadnę w złe środowisko, od razu po szkole byłem zabierany do domu, gdzie musiałem zjeść obiad, często nawet dwa, gdyż babka przynosiła swój, uważając, że trzeba dużo jeść, a jeden obiad to za mało. Dochodziło też do takiej sytuacji, że zjadałem trzy. Jeden na stołówce, jeden matki, jeden babki. Bałem się odmówić, bo zaraz były krzyki, teksty w stylu ,,nie rób mi tego, ja się tak staram dla Ciebie". Zaraz potem byłem wysyłany do pokoju gdzie miałem się uczyć, spędzałem tam godziny, często rodzice kontrolowali moje postępy w nauce, sprawdzali zeszyty i jak uznali, że jest niestarannie napisane to wyrywali kartki, kazali przepisywać od nowa. Często siedziałem nocami przepisując zeszyt na drugi dzień. Jedzenie w tych momentach było ratunkiem, rozrywką, odskocznią od tej ciągłej nauki. Matka, będąca nauczycielką kontrolowała także moje postępy w nauce na bieżąco w szkole sprawdzając oceny w dzienniku, podpytując nauczycieli. Ciągłe porównywanie, awantury o ocenę nie najwyższą w klasie, ocenę poniżej 5 sprawiły, że czułem się gorszy. Nadopiekuńczy rodzice. Ojciec tyran, który ciągle krzyczał i krytykował, matka w roli męczennicy, ciągle zdołowanej, która swoje żale przelewała na mnie, a jak trzeba było jednocześnie wymagającej. Czułem się strasznie samotny, nie potrafiłem nawiązać kontaktu z rówieśnikami. Wszelkie próby kończyły się fatalnie. A ciągłe teksty matki w stylu ,,każdy nas oszukuje, każdy nas chce wykorzystać, nikomu nie można ufać" sprawiały, że nie ufałem nikomu, tak zresztą jest i dziś. Ponadto problemem który, zajadałem była moja odmienność. Dość wcześnie zorientowałem się, że jestem gejem. Czułem się jeszcze bardziej samotny. Mijały lata. Ciągłe niezadowolenie rodziców. Ciągłe stawianie nowych wymagań, którym nie mogłem sprostać. Ciągłe uwagi na temat wyglądu, nawet od nich sprawiły, że postanowiłem schudnąć. Dziwnym trafem bardzo szybko mi to szło. Jadłem jeden, dwa posiłki dziennie. Ćwiczyłem w każdym wolnym czasie. Mogłem biegać w miejscu nawet 3 godziny. Z czasem bywało, że jadłem w ciągu dnia tylko małą kromkę chleba z musztardą, lub samą musztardę lub chrzan. W ciągu roku wtedy schudłem z 87 do 60kg. Niewątpliwie był to mój pierwszy sukces. Byłem z siebie dumny. W końcu. Potem w liceum miałem lekkie odchylenia, ale nie przekroczyły one 65 kg. W efekcie ostatecznie opuściłem liceum z wagą identyczną jak przy rozpoczęciu. Pierwszy rok studiów, stres, waga spadła do 55. Wyglądałem nieciekawie, ale ciągle chciałem chudnąć. Była to jedyna forma kontroli nad swoim życiem. Rodzice wtrącali się wszędzie. Chcieli wiedzieć z kim się spotykam, co robię, dzwonili codziennie. Chcieli decydować w co mam sie ubierać. Kontrolowali to czy chodzę do kościoła. Manipulowali i próbowali w każdym wolnym czasie ściągać do domu. A przyjazd do domu (zazwyczaj 2,3 dni) wiązał się u mnie z wzrostem wagi o ok 3,4 kg, ze względu na stres związany z wysłuchiwaniem ich uwag, tej ciągłej kontroli i mnóstwa jedzenia które we mnie wpychali. Pewnego dnia będąc w łazience spróbowałem włożyć palec i sprowokować wymioty. Tak się zaczęło i trwa już z przerwami 3 lata. Znalazłem sposób na oszukiwanie siebie i szybkie chudnięcie. Potrafiłem wymiotować nawet 10 razy dziennie! Tracąc mnóstwo pieniędzy na jedzenie, energii, spędzając godziny w łazience, upokarzając siebie. 1,5 roczny związek z chłopakiem, który okazał się zdradliwą szują, wypił, ze mnie resztki sił. Moja samoocena sięgnęła dna. Trzymałem się go kurczowo, bo bałem się samotności. Podczas związku pojawiły się kolejne autodestrukcyjne zachowania (próba samobójcza, niszczenie ciała poprzez rozdrapywanie go w celu późniejszego zdrapywania strupków, a zarazem chorobliwe dbanie o skórę i próba usuwania blizn masą kremów, cięcie, wyniszczające organizm ćwiczenia, bulimia osiągająca chyba swój szczyt). Po rozstaniu wszystko zniknęło, ale w dużym stopniu dzięki pomocy psychologa i psychiatry. Uznano, że jestem zdrowy i już nie potrzebuję żadnej pomocy, choć sam byłem innego zdania, bo czułem, że to wróci, ale nawiązałem nowe znajomości, byłem w końcu szczęśliwy. Bulimia zniknęła. Na 4 miesiące. Po odstawieniu leków zacząłem gwałtownie tyć. Z 63 do 82. Rozpoczęło się i trwa do dziś. Bardzo chce schudnąć. Stosowałem różne diety, ale prowokowanie wymiotów obecnie jest jedynym sposobem gubienia kg. Obecnie ważę 73 kg. W zasadzie mam już tego dość. Ciągle jem, mam straszne napady, a potem prowokuje. Rodzice wiedzą, ale nic z tego sobie nie robią. Ponadto pourywałem wszelkie kontakty. Utrzymuję jedynie kontakt z wirtualnym znajomym. Czuję się strasznie samotny, ale boję się kogoś poznawać. Wydaje mi się, że muszę schudnąć, bo jak ktoś mnie zobaczy w takim stanie przerazi się i ucieknie. Tak, bardzo nienawidzę swojego ciała, wyglądu. Boję się też komuś zaufać. Przeraża mnie kontrola rodziców, ta samotność i ciągłe narzekania rodziców. Całe dnie spędzam na dołowaniu siebie, liczeniu kalorii i obmyślaniu co zjem, a potem jak zwrócę to wszystko. Zaniedbałem studia. Nie mam nikogo bliskiego. Boję się przyszłości. Bardzo chciałbym po skończeniu tego roku na studiach przenieść się do Warszawy, tam znaleźć pracę i rozpocząć swoje własne życie, ale nikt nie wierzy, że mi się uda. Ciągle słyszę tylko w domu: ,,nic nam się nie udaje, nikomu nie można ufać, nie mamy szcześcia" Przecież wiele razy mi się coś udawało. Ale jak słyszę coś takiego to od razu mam ochotę zjeść, zwymiotować i choć chwile poczuć jakoś kontrolę. Nie wiem co mam zrobić. Czy znów rozpocząć branie leków? Jak zmienić takie myślenie. Jak zmienić to życie i jak się uratować przed wyniszczeniem. Czy to rodzice mają taki wpływ na moje życie? Czy to, że w dzieciństwie byłem wyśmiewany powoduje taki brak szacunku do ciała i samego siebie (bulimia i ciągłe rozdrapywanie ran) ? Jak zmienić myślenie i uwierzyć, że znajde przyjaciół, chłopaka ? Jak pokonać bulimię?

 

Proszę o jakieś rady, bo sam już naprawdę nie wiem co robić. Nie mam na nic sił.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

haegl_, sam tego nie przezwyciezysz. Widzisz to juz, prawda? Musisz isc najpierw do lekarza psychiatry po odpowiednie leki, dojdziesz do siebie, a potem stanowczo psychoterapia, bo zbyt wiele traumy jest w Tobie, zeby same leki sobie z tym poradzily, to musisz przepracowac z tarapeuta czy terapeutka, jak wolisz. Ja znalazlem sobie tutaj wspaniala terapeutke, z ktora bardzo dobrze mi sie pracuje. Takze, jesli naprawde chcesz cos zrobic ze swoim zyciem, najpierw do lekarza po odpowiednie leki, potem rozpoczniesz psychoterapie, OK>?

 

BTW: Zdaj sobie wreszcie sprawe z tego, ze jestes DOROSLY. Nie pozwol soba manipulowac na kazdym kroku nawet gdyby cena mialo by byc zerwanie kontaktow z babcia i rodzicami. Nigdy z tego co pisales w niczym Ci sie nie przysluzyli, wrecz przeciwnie. Dziwie sie, ze ich nie znienawidziles. W kazdym razie najwyzsza pora sie postawic, bo dla mnie to sa po prostu wampiry emocjonalne, ktore zeruja na Twoich emocjach, a od takich ludzi trzeba sie trzymac jak najdalej. Zapamietaj moje slowa, zanim nastepnym razem tam pojedziesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

haegl_, Dokładnie tak jak napisał Amon...Pierwsze psychiatra, potem profesjonalna psychoterapia...bo tez sądze, ze stanowczo zbyt duzo jest u Ciebie zapętlen i złych nawyków myslowych zeby same leki Cie wyleczyly.

 

Ale leki powinny troche Cie uspokoić, zredukować nieco obsesje, zadziałać przeciwlękowo, a moze nawet poprawić nastrój.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz ... tak sobie myślę, że takimi wymiotami (nad którymi MASZ KONTROLĘ) robisz wszystko, żeby jednak pozostać z rodzicami.

 

Nieświadomie jakoś realizujesz ICH PLAN na twoje życie.

Jak chcesz skończyć ten rok na studiach i wprowadzić plan wyprowadzki, skoro jesteś słaby fizycznie ? Bądź co bądź wymiotując x razy na dzień, nie masz siły na nic innego.

Może to banał, ale jakoś tak to funkcjonuje.

 

Dalej, jesteś bardzo dużo spraw świadom.

Na chwilę obecną - tak z mojej perspektywy - staraj się jak najmniej przebywać w domu (kontaktować z rodziną), jak najmniej wymiotować ... tak, żeby być w stanie FIZYCZNIE się od nich odseparować wyjeżdżając do Warszawy.

A tam ... znajdź sobie dobrego terapeutę od zaburzeń odżywiania.

Z bulimii jak najbardziej można się wyleczyć ... a póki co jest Ci potrzebna, żeby "przeżyć" w takim otoczeniu ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Amon_Rah - jutro wybieram się do psychiatry :) Sądzę, że to kwestia uzależnienia finansowego, które na każdym kroku jest podkreślane i mi wypominane. Chciałbym podjąć jakoś pracę, ale ze względu na mój kierunek jest to trudne do pogodzenia. Wiele razy mówiłem sobie, że ich nienawidzę, że nie chce ich znać, ale oni zazwyczaj są tacy nie do zniesienia, jednak bardzo rzadko zdarza się, że są w miarę normalni, a wtedy po prostu ta cała nienawiść mi przechodzi, bo uważam, że to ja jestem zły, że to moja wina, że do niczego się nie nadaje, że nie poradzę sobie, a tylko oni chcą dla mnie dobrze. A jak dodamy do tego ich manipulacje, teksty matki w stylu: ,,nie mów tak, ja cie urodziłam, a Ty mi się tak odpłacasz", ,,przestań, moje serce, niedobrze mi, podaj mi leki" jako odpowiedź na jakikolwiek sprzeciw z mojej strony, albo spojrzenie ojca mówiące wstydzę się, że mam takiego syna lub chociażby wrzaski. Do tego ich codzienne telefony. Tak, codzienne. Próbowałem rozmawiać z nimi, nie odbierać, to raz zrobili mi taki obciach dzwoniąc do właściciela mieszkania, który przecież nie mial pojęcia gdzie jestem, bo nie mieszka w mieszkaniu. Przez co przerażony przyszedł na drugi dzień z rana. A jak nic nie mówie lub mowie ze nie mam czasu lub ochoty gadac, to mówią, ,,już nas nie potrzebujesz, tak to pieniądze bierzesz a porozmawiac nie masz czasu", ale ja po prostu nie mam o czym rozmawiac z nimi codziennie, baa, nawet co dwa dni. Na dodatek, moja matka ciągle powtarza, że to, że nie mam znajomych, ze nie zdałem egzaminu, to wina tego, że sie nie modle, ale to ona się za mnie bedzie modlić, zebym zmądrzał, a to już w ogóle jest dla mnie niedorzeczne.

 

essprit - faktycznie ja nie mam sił funkcjonować, uczyć się, ćwiczyć, w ogóle nawet gdzieś wyjśc, bo jestem przemęczony. Paradkosalnie, ja panicznie boję się stać się taki jak oni, zostać z nimi, a z drugiej lgnę w to, zamiast uciekać jak najdalej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

haegl_, Ja myśle, ze rodzice jednak cie kochaja, chyba aż "za mocno", przynajmniej mozna tak wnioskować na podstawie tego co napisales w drugim poscie.

 

Nie musisz zrywać z nimi całkowicie kontaktu, przecież to twoi rodzice.

 

Stoponiowo staraj sie usamodzielniać, moze jakaś praca w nieregulowanym czasie lub na niepełny eteat ?

 

Usamodzielnianie to proces , ktory moze trwać kilka lat.

 

 

Napisz jak było u psychiatry ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×