Skocz do zawartości
Nerwica.com

Chcę wygrać z nerwicą i stresem


lucjusz

Rekomendowane odpowiedzi

Zamierzam się trochę rozpisać, ale mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto to przeczyta i będzie chciał pomóc.

 

Prawdopodobnie już od wielu lat mam problem ze stresem i nerwicą. Zazwyczaj nieźle sobie z tym radzę, biorąc pod uwagę poziom stresu jako odczuwam, jednak zaczęło mnie to już strasznie męczyć. Wydaję mi się, że do szczęścia brakuje mi tylko rozwiązania tego problemu, dlatego postanowiłem się poradzić.

 

Nie wiem czy internet jest dobrym miejscem, ale tutaj postanowiłem zacząć. Googlując natrafiałem głównie na fora dyskusyjne dla lamentujących kobiet, które nie radzą sobie ze swoim życiem... I w żadnym wypadku nie chcę żeby to zabrzmiało szowinistycznie, ale jeśli czyta to jakaś kobieta, to wie, że taka grupa istnieje wśród Was, jednak w żadnym wypadku nie zamierzam postrzegać wszystkich kobiet przez ich pryzmat :-).

 

Ja też sobie z paroma rzeczami nie radzę, dlatego proszę o pomoc. Jeśli sięgnę pamięcią wstecz to już od podstawówki miałem duże problemy ze stresem. Zawsze byłem dobrym uczniem, jednak często dużo rzeczy zawalałem właśnie przez stres. Już przy najmniejszym pojawia się drżenie rąk. Jest to prawdopodobnie tzw. drżenie samoistne. Odziedziczyłem to po jednym z rodziców, raczej nie jest to nic poważniejszego, ponieważ w przypadku rodzica nie postępuje, mimo dobrze powyżej 40 lat na karku, poza tym zgodnie z charakterystyką tego schorzenia, objawy ustępują u mnie całkowicie już po małej ilości alkoholu. Jest to dość ciekawe zjawisko, bo wielu osobom podczas picia ręce zaczynają drżeć, a w moim przypadku alkohol sprawia, że mam dłoń chirurga.

 

Wracając do stresu, pierwszym sprawdzianem radzenia sobie z nim jest chyba test po szkole podstawowej. Ja dość słabo pamiętam jak do tego wtedy podchodziłem. Na pewno byłem świadom tego, że będę miał dobry wynik, ale mimo to jestem pewien, że musiałem się bardzo stresować. Pamiętam, że wychowawczyni opowiadała wtedy mojej mamie, że bardzo się zdziwiła tym, że tak mocno się denerwowałem na sali. Sądziła, że akurat ja podejdę do tego na luzie, jednak znając siebie samego, pewnie trząsłem się jak galareta, choć ostatecznie wyszedłem z tego obronną ręką, bo żadnego błędu nie popełniłem.

 

I tutaj właśnie leży jeden z problemów. Nie mam właściwie z kim o tym porozmawiać. Na co dzień jestem bardzo pewny siebie, towarzyski. Nie chcę psuć tego obrazu, chociaż pewnie moi bliscy znajomi pewnie już nie raz zauważyli, że miewam problemy ze stresem. W gimnazjum na pewno było już o wiele lepiej. Byłem starszy, nauczyłem się trochę lepiej radzić z moim problemem, ale ręce w stresowych sytuacjach zawsze mi się trzęsły. Niski poziom stresu, który dla większości będzie tylko impulsem do efektywnego działania, w moim przypadku już sprawia, że ręce zaczynają 'latać', a potem już zaczyna się reakcja łańcuchowa, bo świadomość tego, że ręce zaczynają się trząść powoduje większy stres i naprawdę nie zawsze można sobie z tym poradzić.

 

Najbliższe mi jednak będą czasy liceum. Wątpię czy ktokolwiek mógłby podejrzewać, że w ogóle mam takie problemy ze stresem, nerwicami. Nauczyłem się podchodzić na luzie do testów, sprawdzianów. Nauka dalej była dość prosta, co pomagało w sukcesywnym panowaniu nad stresem. Jednak gdy pojawia się coś na czym mi bardzo zależy, wtedy zawsze przegrywam ze stresem. Przez ostatnie 3 lata (spędzone w lo) nie odczuwałem tego zbyt dużo. Dobrze się tam czułem, byłem popularny, miałem dobre oceny, na wiele przedmiotów lałem, a i tak zawsze się udawało osiągnąć dobry wynik (poza francuskim, którego nie lubiłem :D), natomiast tam gdzie mi zależało dawałem z siebie więcej i to procentowało.

 

Przez matury przeszedłem dość spokojnie. Angielski i polski były dla mnie proste, więc nie musiałem obawiać się stresu. Na wybranym rozszerzeniu, stres oczywiście mi towarzyszył, bo bardzo mi zależało, ale byłem na to gotowy i pomimo jego pojawienia się nie poszło źle. Do matur ustnych podchodziłem zawsze po wypiciu 1 piwa przed wyjściem. Wiem, że to jest nieco żałosne, ale potrzebowałem tego i znacznie pomogło, bo umiałem ograniczyć stres do minimum i dostałem maxy.

 

Teraz jestem na 1. roku studiów i jest to jeden z tych kierunków, na których trzeba pracować cały czas. I chyba jest już tego trochę za dużo. Presja czasu mnie zabija. Na kolokwiach ręce mi latają, pocę się. Nie potrafię przez to wszystko dać z siebie wszystkiego. Podejrzewam, że z czasem na pewno będzie lepiej, bo już wiele razy zauważyłem, że najgorzej jest w przypadku nowych sytuacji, nowego otoczenia, ludzi. Na pewno po zadomowieniu się będę sobie radził lepiej z moim problemem, ale kłopot w tym, że mogę do tego czasu zawalić zbyt wiele i będę musiał powtórzyć ten rok, a chciałbym tego uniknąć.

 

Jak mam walczyć z tym stresem? Często wracam do domu ostatnio bardzo zmęczony psychicznie po stresujących dniach na uczelni. Nie mam wtedy siły się uczyć, nie potrafię się skupić. Cały stres ze mnie schodzi i po prostu czuję jaki zmęczony jest mój mózg (podobnie czułem się po egzaminie na prawo jazdy, stres schodził ze mnie chyba przez 2 dni; standard - egzamin to coś na czym ci zależy, poza tym pierwszy raz znajdujesz się w takiej sytuacji).

 

Czuję, że potrzebuję jakoś się wspomóc, bo próbowałem z tym walczyć i nie daję rady, a jestem człowiekiem o silnym charakterze, bo przejawia się to w wielu innych sferach i momentach życia, na tym polu już nie mogę dać z siebie więcej. Od czego zacząć? Podobno melisa pomaga, ale boje się, że może być za słaba. Z drugiej strony mam obawy przed środkami takimi jak valerin max, albo persen, gdyż wydaje mi się, że mogą one osłabić moją koncentrację z którą i tak mam problemy, co może mi zaszkodzić w kwestii nauki, ale być też niebezpieczne jako, że prowadzę samochód.

 

Podsumowując chyba natrafiłem już na zbyt wysoką ścianę i nie potrafię skutecznie walczyć, co doprowadza mnie czasem do szału. Irytujące jest to, że wiem, że stać mnie na dobrą ocenę, ale przez stres, który prowadzi do problemów ze skupieniem, trzęsących się rąk, w decydujących momentach coś zawalam. W kontaktach towarzyskich jest podobnie, chociaż, jak już mówiłem, gdybym miał z kimś o tym porozmawiać chyba każdy wielce by się zdziwił. Zawsze pierwszy podchodzę do nowych ludzi, nie mam problemów w relacjach damsko-męskich ogólnie rzecz biorąc, lubię flirtować itd., ale w przypadku, gdy pojawia się ktoś wyjątkowo w moich oczach atrakcyjny pojawia się mój wróg i nie potrafię być sobą.

 

Naprawdę bardzo chciałbym coś z tym zrobić, ale potrzebują trochę pomocy i wiem, że wtedy dam radę. Nie mam problemów z pozytywnym myśleniem, jestem wręcz mega optymistą, cieszę się życiem, ale są chwilę, w których stres mnie po prostu paraliżuje...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×