Skocz do zawartości
Nerwica.com

dozywotnio na antydepresantach?


kaja74

Rekomendowane odpowiedzi

Kilka razy w swoim życiu ratowałam się lekami..Uratowały mi życie, postawiły na nogi, dały siłę...Do tego terapia, i indywidualna i grupowa, ciągła praca nad sobą...Chwytałam się tego jak szalona..A teraz przyszło totalne zniechęcenie, niemoc i wręcz awersja na słowo "terapia"...Poddałam się, straciłam nadzieję, wiarę, że kiedykolwiek będzie lepiej. Zyję aktywnie, uprawiam sport, nieźle wyglądam i dbam o swoją fizyczność, a w środku jestem pusta, smutna i cholernie pogubiona....Na nic nie czekam, nic mnie nie cieszy i jestem totalnie wypalona.

Nie chcę tak żyć, a jednoczesnie nie mam siły na walkę...Chcę lek, antidotum na smutek, na strach...tak, wiem, to droga na skróty, ale ja nie umiem inaczej....potrzebuję odetchnąć, odpocząć od tego ciągłego napięcia...Ale czy leki nie są oszukiwaniem samej siebie ? Bo może i wyciszą i uspokoją, ale czy nie zamiotą emocji pod dywan ? Czy to ma sens ?? Reszę zycia spędzić na lekach..??

Co o tym myslicie ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli masz pewnie prawie wszystko, co wydaje się potrzebne do szczęścia przeciętnemu człowiekowi. Czy wszystko Ci odpowiada? Styl życia, to, co masz, jak się zachowujesz? Może przez to uczucie pustki karcisz się nieświadomie za swoje postępowanie. Przemyśl to co robisz i mówisz, może udajesz kogoś innego.

Jeżeli wydawało Ci się, że terapię dawały jakiś skutek, to warto spróbować jeszcze raz. Możesz, więc idź. Przypomnij sobie to, co czułaś, gdy zaczynałaś coś robić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zyję inaczej niż bym chciała, udaję, że jest dobrze, kiedy dobrze nie jest. Zaprzeczam sama sobie...Nie mam tego co bym chciała mieć i nie ma szans, by to mieć....Za cholerę nie umiem się z tym pogodzić

Gdy kilka lat temu zaczynałam terapię, miałam w sobie mnóstwo nadziei, że to dobry krok. Ale uciekłam, jak zawsze wtedy, gdy zaczyna być pod górkę..Terapia to duzy wydatek, na ktory teraz mnie nie stać..Poza tym ja przestałam wierzyć, że to ma sens...

Pustka wiąże się ze stratą Mamy, tylko z tej wiedzy nic niewynika..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

do takiego wniosku dochodze po kolejnej probie odstawienia leku. ale nie to mnie najbardziej gryzie,biore effectin juz 6 lat i czuje sie dobrze poza efektami ubocznymi ktore co jakis czas daja mi sie we znaki ,niestety. slaba krotka pamiec,brak slow podczas wypowiedzi,zastanawiam sie co bedzie za kilka lat. ciekawa jestem jak dlugo mozna brac te leki ,co myslicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wszystkie te leki uzalezniają benzo szybko i szybko wzrasa tolerancja dlatego powinno doraźnie sie je stosować a SRRI bardziej powoli ,ale też sa skutki odstawienne wiec po paru latach jest dobrze przerwę chyba zrobić i wrócić najwyżej później

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

too_sensitive, Jest dołujące, ale tak jak piszesz, chyba lepiej być na lekach i czuć się w miarę dobrze niż żyć bez nich i czuć się fatalnie. Jest mnóstwo chorób , które wymagają brania leków, nawet po kilka razy dziennie , do końca życia więc nie jesteśmy jakoś wyjątkowo "pokrzywdzeni". Oby tylko pomagały i pozwalały normalnie żyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ważny i pomocny temat! Też się nad tym zastanawiam. Ja mam krótką drogę jeśli chodzi o leczenie mojej nerwicy lękowej. Rok temu poszłam do psychiatry i zostałam zdiagnozowana. Potem po pół roku weszłam na maksymalną dawkę REXETIN 40mg i była taka poprawa, tak dobrze się czułam że zrezygnowałam z leczenia. Nie mal natychmiast po całkowitym odstawieniu leku wszystko powoli zaczęło wracać. Bałam się iść znowu do psychiatry (samej wizyty) przemęczyłam się pół roku aż stało się to nie do wytrzymania i w końcu poszłam. Moja psychiatra powiedziała mi że zdarzają się nawroty choroby ale moim zdanie to nie był wcale nawrót tylko bez leków nie potrafię normalnie żyć. Przez pół roku zmagałam się z myślami czy warto wracać do lekarza bo z koro tylko na lekach jest ok to nie ma dla mnie nadziei bo przecież nie będę ich brać do końca życia, a co jak się na nie uodpornię ? Chęć normalnego funkcjonowania wygrała, po 1 miesiącu doktor kazała mi wskoczyć na dawkę 40mg. Zaczynam od jutra tylko co dalej? Nie mam sił żyć bez leków a boje się że ta kuracja będzie krótsza z koro doktor tak szybko wskakuje na maksymalną dawkę. Co zrobię potem? Będzie dobrze przez chwile a kiedy wszystko wróci będzie boleć podwójnie. Jaki jest nasz los? Czy jest w ogóle ratunek? Wyżaliłam się trochę, mam nadzieję że ktoś znajdzie w sobie tyle cierpliwości aby to przeczytać, pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Acha... Dzięki za doczytanie :) Czyli nie zostawią mnie od razu po poprawie bez leku :) W zasadzie wtedy to ja sama chciałam natychmiast z niego zrezygnować, powiększyć rodzinę, tak mi się poprawiło :) Teraz będę rozważniejsza. Naprawdę poprzednia kuracja dużo mi dała, pokazała rzeczy nie do osiągnięcia. Czuję się jak osoba upośledzona swoją chorobą. Przykre jest że nie potrafię w pełni korzystać z życia jak inni i jeśli mogę sobie pomóc to staram się wykorzystać szansę nawet jeśli ma trwać krótko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety ja po kolejnej probie zejscia z leku uswiadomilam sobie ze nie mam na to szansy.moje samopoczucie jestnie do opisania. Ja poprostu nie egzystuje.nie moge spac,dretwienia konczn,ciagle lapanie powietrza,tylko ktos kto sam przez to przechodzi wie ze to pieklonaziemi.jest tak jak pisze kolezanka,znow jestem na dawce leczniczej zeby powoli przejsc do podtrzymujacej,i tak juz zostanie aby w miare normalnie funkcjonowac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

u mnie wygląda to tak ze również prawdopodobnie będę skazany na branie proszków do końca życia. Własnie łykam rexetin od wczoraj, po niemal półrocznej przerwie.. która była jak zły sen. Co do samej terapii, to nie mam zaufania do psychologów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak nie łykałem czułem się zagubiony, przytłoczony, nie potrafiłem normalnie rozmawiać, miałem ataki paniki w nocy i leki w dzień, ciągłą gule w gardle i do tego kobieta mnie rzuciła co spowodowało myśli auto-destruktywne. A i pierwsze dni niełykania to było niezbyt przyjemne przeżycie.. ''prądy'' w w łapach i problemy ze spaniem na porządku dziennym...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×