Skocz do zawartości
Nerwica.com

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm


Gość

Rekomendowane odpowiedzi

Szeryf:

Mnie krew zalewa, jak sobie pomyślę, że mam iść od spowiedzi i spowiadać się z uczynków, których nie uważam za grzechy.

 

Nie ma przymusu spowiedzi, jeżeli nie uważasz czegoś za grzech, to do czego Ci potrzebna spowiedź? Strach to marna motywacja, działa na nas jak przemoc z zewnątrz i zawsze prowadzi do buntu.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja po spowiedzi nieraz mam wątpliwości bo zazwyczaj przypomina mi się że nie wyznałem jakiegoś grzechu lecz nie bylo to celowe bo podczas spowiedzi o nim zapomniałem, wtedy wyznaję go na następnej spowiedzi, jednak moja psychika jest na tyle słaba że nieraz docierają do mnie sygnały właśnie takie jak posty wyżej że za dużo myślę o tym i ciężko żałuję że wogóle grzeszyłem lecz wierzę że Bóg przebaczył mi te grzechy bo obiecałem poprawę i poprawiłem się. Mam nadzieję że faktycznie te myśli są spowodowane tylko natręctwami i że nie jest to odzew sumienia że nie został przebaczony mi ten grzech. Wrrr... Jednak ja cały czas w to wierzę że Bóg darował mi wszystkie grzechy z których wyspowiadałem sie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Patryk, jak powiedział ktoś mądry: "nawrócić się, to przyznać Bogu rację". Czyli jeśli uznajesz swój grzech za zło i nie chcesz go świadomie popełniać, to ok. A z intuicji chrześcijaństwa wynika, że potępienie następuje wtedy, kiedy uparcie, do ostatka się z Bogiem "kłócimy" i wiemy lepiej, tym samym nie potrafimy przyjąć Jego miłości. Wg niektórych świętych w momencie śmierci każdy jeszcze raz styka się z Bożą miłością i ma możliwość ostatniego wyboru. Czyli, żeby być potępionym, trzeba się uprzeć i być "zatwardziałym". Jeżeli masz skrupuły sumienia aż do natręctw, to chyba zatwardziałość Ci specjalnie nie grozi. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie no ja nie jestem taki żeby być przeciwko Bogu tylko jak widać moje sumienie jest bardzo wrażliwe i mimo tego że wiem że grzechy zostały mi odpuszczone to pojawia się jakaś pieprzona wątpliwość... Bo przyznam że ostatnio bardzo się zmieniłem bo ciągle trapiło mnie to że bez powodu opuszczałem msze Święte, dochodził również samogwałt... Ale za to wszystko żałuje i naprawdę widzę poprawę w swoim życiu i tym też sobie tłumaczę że jest to znak od Boga że chce się zmienić i potrafię to zrobić. Jednak nadal nie mogę sobie poradzić z natrętynymi myślami które bez przerwy wzbudzają wątpliwości...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesteś chyba na takim etapie i w takim stanie, że każde wyjaśnienie intelektualne będzie pretekstem do nowych wątpliwości. Twój mózg wszystko zmieli na wióry. Może spróbuj bardziej zaufać sercu, intuicji? One dobrze wyczuwają dobro i zło, to była taka część mnie, w której znajdowałam swoją zdrową i prawdziwą wiarę, poza nerwicą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W głębii serca wiem o tym że jestem czysty, i może jednak faktycznie olać te myśli skoro wiem że i tak jest wszystko dobrze:) Dotarlem dziś do stronki gdzie bylo przesłanie od Boga o nazwie "List miłosny od Boga do Ciebie" i to też troche mi pomogło myśleć inaczej bo byl taki fragment "Jestem zawsze z Tobą a nie przeciw Tobie" ogólnie pare przesłań które trafiły do mnie i nieco na teraźniejszą chwilę zmieniły myślenie:)

 

Wierzę w to cały czas że będzie dobrze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Patryk, te myśli to tylko natręctwa, więc powinieneś je zignorować.

 

Widzę tu duże podobieństwo do innych myśli natrętnych, np. niepewność czy zamknąłem kluczem drzwi w domu.

Mam to ostatnio bardzo często. Prawie każdego dnia po wyjściu z domu pojawia się myśl, że mogłem ich nie zamknąć, choć sprawdzałem kilkakrotnie i na różne sposoby. Męczą mnie te myśli jakiś czas, ale potem odchodzą, bo próbuję je ignorować - udaję, że ich nie widzę, tak jakby ich nie było.

Zmaganie się z czymś, co nie istnieje (lub nie jest prawdziwym problemem), jest z góry skazane na porażkę, więc raczej nie ma innego sposobu jak ignorowanie tego. Trzeba trochę wytrzymać, a z czasem powinny się te myśli uspokoić. Ważne, żeby nie dawać im pożywki w postaci naszego przejmowania się nimi i poświęcania im uwagi.

 

No i trzeba też pamiętać, że jesteśmy tylko ludźmi i nie jesteśmy idealni.

Fajnie byłoby, gdyby pewne wydarzenia się nie zdarzyły (to co Ciebie męczy), ale trzeba uznać to, że taką mamy naturę, że popełniamy błędy i tej naszej natury nie zmienimy.

Natomiast możemy myśleć pozytywnie o przyszłości :smile:

i starać się, żeby kolejne rzeczy były lepsze od poprzednich... :105:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Patryk, wiadomo, że nie od razu wszystko zniknie, bo to nie jest łatwe. Czasem też mamy lepszy dzień, a czasem gorszy, ale... próbować trzeba !

Może pocieszy Cię to, że nie jesteś sam z takimi problemami.

Ja też próbuję się pozbywać tego dziadostwa i wcale nie jest łatwo, no ale nie można się poddawać ! 8)

 

Powtórzyłbym jeszcze raz to, co napisałem powyżej:

Zmaganie się z czymś, co nie istnieje (lub nie jest prawdziwym problemem), jest z góry skazane na porażkę, więc raczej nie ma innego sposobu jak zignorowanie tego. Trzeba trochę wytrzymać, a z czasem powinny się te myśli uspokoić. Ważne, żeby nie dawać im pożywki w postaci naszego przejmowania się nimi i poświęcania im uwagi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skopiuję sama siebie :) z innego wątku, może tu też się przyda:

 

Było takie pytanie: po czym odróżnić "prawdziwe" sumienie od nerwicy. Myślę, że po tym, że właśnie p. sumienie nie jest nerwicą. Ma służyć do poprawy naszego życia, a nerwica służy do jego pogorszenia.

Jeżeli wyrzuty sumienia nie prowadzą do zrozumienia błędu i poprawy, są bez sensu. Więc jak już rozumiemy błąd , to też są bez sensu, czy jak już się wyspowiadaliśmy i postanowiliśmy poprawę. Tak samo, gdy nie zamierzamy nic zmieniać w swoim życiu.

 

Poczucie winy może być uzdrawiające lub neurotyczne. Nawet na temat tego samego uczynku - zależy do czego prowadzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja przez długi czas bałam się, że jak nie pójdę w Niedziele do kościoła czy jakieś Święto, nawet 1 maja xD to Bóg mnie ukaże, zemści się na mnie i np. nie zdam kolokwium, ktoś mnie skrzywdzi albo po prostu wpadnę pod samochód. Na szczęście pomału z tego wychodzę. Zostałam wychowana w przekonaniu, że Bóg decyduje o naszym życiu i poniekąd nadal w tym przeświadczeniu tkwię może stąd te myślenie. Natomiast od dłuższego czasu trapi mnie kwestia seksu przed małżeńskiego. Zawsze, od dziecka marzyło mi się aby pójść do ślubu jako dziewica. Trwałam w tym wiele lat aż spotkałam swojego obecnego chłopaka no i stało się , chwila słabości, miłość na zabój itp. od tamtej stało się o dla mnie natręctwem, cały czas czuję się "brudna", jakbym no w potocznym języku się "zeszmaciła", chociaż planujemy ślub (można powiedzieć, że praktycznie jesteśmy zaręczeni, czekam tylko na pierścionek ;)) to i tak te myśli nie dają mi spokoju. Ciągle boje się, że Bóg mnie przez to ukaże, że przestanie kochać i pójdę do piekła, w dodatku sama. Cały czas mam wrażenie, że zniszczyłam sobie życie i te myśli rozsadzają już mi głowę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

shitxhappens

"... chociaż planujemy ślub"

 

No to problem się rozwiąże :yeah:

 

-- 17 cze 2011, 19:24 --

 

Według mnie, i tak na logikę, to są dwa rozwiązania:

1. Poczekać teraz z seksem do ślubu dla spokoju sumienia (do przeżycia, na seksie świat ani miłość się nie kończy a i tak wszystko przed Wami)

2. Wytłumaczyć sobie, że i tak macie pragnienie poprawy, czyli że skoro chcecie się pobrać, to chcecie przestać grzeszyć i pora przestać się tym zadręczać, dla dobra związku i zdrowia. Zdrowie i dobry związek to też wartość. Jak się rozpadnie, to i tak prędzej czy później znowu będziesz grzeszyć, albo mieć pokusy, bo problem wróci, a ślub to szansa pozbycia się go na zawsze. :)

 

Wybór należy do Ciebie, ale na pewno nie ma sensu się dręczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj próbowałam przetłumaczyć to sobie na różne sposoby jak widać nic nie dało, albo robię to nie umiejętnie albo jestem nad wyraz oporna ;)

Tak właśnie myślę, że ślub by to rozwiązał ale to jeszcze 2 lata więc chyba pierwszy podany przez Ciebie sposób byłby najlepszy, chociaż nie powiem ciężki ;) ale warto spróbować dla spokoju ducha bo zwariować idzie. Straszne to, że chociaż jak każdy człowiek musimy stawiać czoła problemom życia codziennego to jeszcze trzeba zmagać się z natręctwami i lękami na różnych płaszczyznach.

Chociaż przyznam jeszcze, iż czasami myślę że ślub nic mi nie da i nawet po nim będę sobie wypominać a w tym to jestem prawdziwym mistrzem olimpijskim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem jak to jest, na miejsce jednej wątpliwości zawsze może przyjść następna... Chyba warto sobie powiedzieć, że chociaż grzech jest zły, to celem życia nie jest unikanie grzechu, tylko robienie dobrych rzeczy i miłość. Nie można wszystkiego w życiu podporządkować strachowi przed błędami. Nie warto się więc ciągle na nich koncentrować, a już na pewno obwiniać się za coś, co było kiedyś albo zamartwiać się tym, co będzie. A człowiek ma taką naturą, że jest grzeszny, dlatego potrzebuje Boga i wiary, bo nigdy nie byłby zbawiony na podstawie przestrzegania zasad, każdy popełnia jakieś grzechy.

 

PS Dwa lata są do przeżycia, wiem co mówię. Przynajmniej w porównaniu z problemami, które się robią w kolejnych, to jest lajtowo ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co masz na myśli pisząc, że kolejne lata są gorsze?;D

 

Tylko to, że lepiej nie przeciągać struny:) I w ogóle wieloletni związek bez ślubu to stanie w miejscu, albo wóz albo przewóz... Ale to już inny temat.

 

-- 17 cze 2011, 21:22 --

 

Ale też ciekawe, że od razu wybierasz z wypowiedzi coś, czym można się martwić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej! Odwiedziłam Wasze forum, ponieważ dręczą mnie natrętne myśli na tle religijnym odnośnie sytuacji, które na prawdę się nie wydarzyły. Może po krótce opowiem. Kiedyś się masturbowałam i nie spowiadałam się z tego, myślałam sobie, że przecież to nie jest taki straszny grzech, a do tego wstyd było mi go wypowiadać podczas spowiedzi. Pewnego dnia doszłam do wniosku, że muszę z tym raz na zawsze skonńczyć i wyznałam wszystko. No i wszystko by było cacy, gdyby nie jeden wnerwiający fakt. Po jakimś czasie dręczyły mnie myśli, że znowu dopuściłam się tego grzechu mimo, że rozum podpowiadał mi, że na 100% nie. Mimo wszystko wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju, więc się wyspowiadała z tego (chociaż nadal gdzieś tam twierdzę, że to się nie wydarzyło). No i tu zaczyna się już kompletna paranoja. Po spowiedzi powiedziałam sobie, że mam nadzieję, że teraz już takie bezpodstawne wyrzuty sumienia nie będą mnie dręczyły. No i po chwili, gdy powiedziałam sobie, że na razie na pewno jestem "czysta" bo przecież jestem w kościele, zaczęłam się zastanawiać, czy czasami przed chwilą się nie masturbowałam. Przecież to nienormalne jest. Sam zdrowy rozsądek mówi mi, że to niedorzeczne, że przecież siedziałam obok ludzi, w kościele, w dodatku przed chwilą się z tego spowiadałam, więc to po prostu jest niemożliwe. Niestety jednak mózg swoje, a wyrzuty sumienia swoje. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Znowu się z tego spowiadać, czy to (że tak brzydko powiem) olać. A jeśli na serio to zrobiłam i po prostu wmawiam sobie, że nie. Błagam Was, jeśli ktokolwiek z Was był w podobnej sytuacji, to proszę o udzielenie podpowiedzi, jak mam się tych natręctw pozbyć. Ewentualnie jak mam siebie przekonać, że grzech się nie wydarzył. Z góry wielkie dzięki :).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×