Skocz do zawartości
Nerwica.com

Niechęć do ludzi i drastyczne pogorszenie stanu


carlos

Rekomendowane odpowiedzi

Witam

 

Z nerwicą borykam się już trzeci rok prawie. Na początku było strasznie, ale z czasem gdy poszedłem do szkoły, później zacząłem więcej przebywać ze znajomymi, było lepiej. Były owszem momenty słabości, ale był i moment, w którym potrafiłem czuć się dobrze i bez lęku. Niestety, czułem że silny lęk się zbliża, uciekałem przed nim jak się da, odwracałem od niego myśli i w końcu mnie dopadł. Dopadł mnie znów silny, jak nie silniejszy niż na początku. Znów silna derealizacja, zastanawianie się po co żyję, po co istnieję.

Teraz nawet zauważyłem, że nie mam ochoty zupełnie na nic. Być może to depresja? Najchętniej bym leżał i spał. Straciłem chęć do utrzymywania kontaktów ze znajomymi. Nawet na GG wchodzę raz na ruski rok, kiedy wcześniej bywałem codziennie. Być może jest to też przyczyna tego, że pracuję czasami po wiele godzin i jestem zmęczony, i nie mam czasu czy też faktycznie chęci na wychodzenie. Nie spotykam ze znajomymi, nawet nie mam ochoty. W ogóle jak mam wyjść z domu to jest problem, unikam tego. Wiem, że pewnie też od lęku bo się boję wychodzić. Boję się, że zwariuje na ulicy albo mi się coś stanie. Nie umiem przezwyciężyć tego lęku. Sam ostatnio wybrałem się na ulicę, ale w tramwaju zacząłem się tak nakręcać, że myślałem iż odpadnę, będę wołał o pomoc albo skule się i nie wiem co pocznę. W domu też czasem tak mam, często po przebudzeniu. Kiedy jestem sam w domu, a nawet z kimś ( chociaż dodam, że z kimś zawsze czuję się jakoś raźniej ). Znów wpadłem w ten wir i uciekam. Do snu i do komputera, bo wtedy nie myślę. Często też staram się do pracy, bo tam też nie myślę chociaż zaatakuje mnie niekiedy myślenie i jest źle. Boję się egzystencji, siebie i swoich myśli i mam wrażenie, że jest przy tym derealizacja. To mnie wykańcza, bo mam wrażenie, że sobie wkręciłem ten stan. Wcześniej tak miałem ale jakoś przechodziło, ale teraz niestety nie. Muszę przyznać, że strasznie mnie to ogranicza. Mam narzeczoną, ale czuję się jak obciążenie dla niej i nieodpowiedni partner, bo jak stara się mnie gdzieś wyciągnąć to jest problem i już chcę do domu. Na naszych spacerach czy też wycieczkach po sklepach mam lęki i staram się wrócić jak najprędzej do domu. Przy silnych lękach strasznie pocą mi się dłonie,a przy najgorszych mocno bije serce. Kiedyś jakoś to przeżyłem, ale teraz nie wyobrażam sobie życia tak dalej. Podsuwa mi to pomysły o samobójstwie, ale staram się to odpychać od siebie, chociaż czuję jakby mi mój los był już zupełnie obojętny. Mogę powiedzieć, że czuję się jak w koszmarze. Dosłownie, bo cokolwiek bym nie robił, jak o tym pomyślę to czuję strach. Nie umiem sobie poradzić z myślą, że jestem tu i teraz w danej chwili, czy też byłem lub będę gdzie indziej. Boję się patrzeć przez okno na realny świat, czuję jego obcość i strach przed nim, przed tym co widzę. Myślę o tym jak to wygląda i się nakręcam. Przy każdym odejściu od kompa po chwili czuję ten strach. Czuję, że jestem w potrzasku, ale teraz nie mam nikogo komu mógłbym się zwierzyć, kto mógłby mnie zrozumieć czy wysłuchać, więc piszę tutaj. Również straciłem apetyt, boję się jeść. Nie wiem czemu, ale jak mam coś zjeść to staram się to zrobić bardzo szybko, bo czuję lęk. Trafiło mnie to ostatnio, jak wyjechaliśmy do rodziny mojej narzeczonej, tam popiłem ( wtedy już uciekałem przed tym lękiem ). Teraz czuję się jakbym był w istnym potrzasku. Nie wyobrażam sobie już normalnego życia, naprawdę. Przez to też wątpię w wizytę u psychiatry czy też specjalisty. Wcześniej umiałem kontrować, wmawiać sobie, że mi dobrze. Teraz straciłem tę umiejętność. Powiedzcie mi jak odzyskać siebie, zająć się życiem ,zapomnieć o lękach, non sensie życia, strachu i rozmyśleniach, a jak wziąć się za życie? Wydaje mi się czasem, że amnezja byłaby jedynym sposobem...

 

Pozdrawiam i tak jak często ludzie na moje posty nie odpisują, i to olewam, tak teraz wyjątkowo proszę o odpowiedzi...

Z góry dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej,

Niewiele pomogę, bo sama jeszcze potrafię tego "rzucić", ale zawsze raźniej wiedząc, że inni borykają się z czymś podobnym.

Właściwie, to mam identycznie- z tym, że u mnie (tak mi się wydaje) poza derealką jest jeszcze depersonalizacja i hipochondria.

Udało mi się czuć dobrze przez kilka miesięcy. W marcu wróciło. Brałam już leki i czułam po nich wyraźną poprawę (już nie biorę).

Niedługo zaczynam terapię- gorzej nie będzie, to można spróbować, nie? Byłam podobnie nastawiona do psychiatry i psychologa, ale przy tak fatalnym samopoczuciu chciałabym czegokolwiek, co przyniesie trochę ulgi.

Często zmuszam się do wychodzenia, robienia czegoś, co wywołuje u mnie lęk. I chociaż czuję, że jest mi słabo, a serce wyrywa się z klatki piersiowej, idę dalej. Czasem czuję się dzięki temu lepiej.

Pomaga mi też robienie tego, co lubię/ lubiłam przed zaburzeniem. Staram się ciągle czymś zajmować- oczywiście musi to być coś, co nie wymaga zbytniego myślenia.

 

Wydaje mi się, że to dobrze, że widzisz, iż potrzebujesz pomocy. Wielu osobom terapia pomaga, leki również. Czy zatem nie warto spróbować? Gorzej się nie poczujesz, więc nie masz nic do stracenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Często zmuszam się do wychodzenia, robienia czegoś, co wywołuje u mnie lęk. I chociaż czuję, że jest mi słabo, a serce wyrywa się z klatki piersiowej, idę dalej. Czasem czuję się dzięki temu lepiej.

 

 

A tu u mnie właśnie jest z tym problem. Gdzieś wyjdę, cały dzień normalnie spędzę egzystując czy też pracując, ale po powrocie do domu, myśli i lęk... niestety nie czuję się dzięki temu lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie najgorzej jest w nocy. W domu też czuję się niezbyt dobrze, chociaż czasem nie dam rady wyjść. Podziwiam Cię za to, że możesz pracować. Ja próbowałam 3 razy... Nawet nauka mi nie wychodzi. Kiedy zaczynam myśleć, skupiać się przychodzą te "inne" myśli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Praca pracą, ale też ważne jest jak pracujesz i gdzie, z kim. Jeżeli byłbym sam na jakiejś portierni czy coś to nie wiem czy bym dał radę. Pozostawiony sam na sam ze swoimi myślami na mnóstwo godzin, z lękami czy zaraz nie ucieknę do domu, nie było dobrym rozwiązaniem.

Pracując jako kelner/barman mam dużo pracy, dużo biegania, dużo pisania, liczenia i wszystkiego po kolei. Pracuję także z innymi ludźmi, więc kiedy mamy ruch, to nawet jakbym chciał nie mógłbym skupić się i na nerwicy, i na pracy jednocześnie. Jak wciągnę się w wir pracy, to nerwicy nie ma, nie istnieje. Pojawia się wtedy, gdy o niej sobie przypomnę ( lęk ).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×