Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dla wszystkich, którzy czują lęk


Gość brak uczuć

Rekomendowane odpowiedzi

Kiedyś miałam nerwicę...przejmowałam się wszystkim...potem doszła depresja i miałam zaburzenia depresyjno-lękowe...nadal się wszystkim przejmowałam, bałam o przyszłość itd itp. nie będę wymieniać,bo każdy z Was może się domyślać (głównie bałam się reakcji Mamy na każdą sprawę, bo jest trudna osobą i w domu były awantury), bałam się, że rodzice umrą, a tak bardzo ich kochałam, bałam się HIV i innych chorób, bałam się, że ktoś mnie zniszczy itd. itp...barała seroxat przez 7 lat (nie wiem czy potrzebnie), potem lekarka zapisała mi citabax i zaczęły się dziać rzeczy dziwne - najpierw straciłam libido ( do zera), potem zaczęłam tracić zdolność odczuwania uczuć...dziś po 2,5 roku nie czuję już nic - ani uczuć wyższych, ani powszednich emocji (jedynie bardzo rzadko się zdarzy, że czuję przykrość), ani nawet nie czuję żadnego nastroju...do tego całkowita anhedonia i poczucie strasznego cierpienia... przez prawie rok dzień w dzień, godzina po godzinie prawie walczyłam z tym odczuciem cierpienia (bez powodu), pustki i myślami samobójczymi...objawy mam takie jak w schizofrenii prostej, ale moja lekarka mówi, że to zaburzenia osobowości...ja nie dowierzam i chyba pojadę do prof Rybakowkiego...w każdym razie takie życie jest nie do zniesienia...dałabym wszystko, by czuć lęk, troskę o bliskich, żeby w ogóle coś czuć...tak więc mówię to do wszystkich, którzy nienawidzą swojego lęku - nie macie pojęcia, jak Wam zazdroszczę, że go czujecie...ja nie potrafię poczuć lęku nawet jak myślę o własnej śmierci...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, to jest okrutne...najgorszy jest brak odczuwania nastroju i brak poczucia więzi z ludźmi...to pwoduje takie wycofanie spoleczne...jak w schizofrenii....a moze to jest schizofrenia...w dziale "zaburzenia osobowosci" jest cały wątek o nieczuciu...niestety nie jestem jedyna

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przykro mi, to straszne.

Ja dopiero od dwoch miesiecy mam nerwice (jak na razie stwierdzoną przez siebie i lekarza ogólnego). Więc nie wiedziałam że w ogóle można mieć takie zaburzenia. Boję się coraz bardziej :( mam nadzieję że to się da wyleczyć :bezradny: Powodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś miałam nerwicę...przejmowałam się wszystkim...potem doszła depresja i miałam zaburzenia depresyjno-lękowe...nadal się wszystkim przejmowałam, bałam o przyszłość itd itp. nie będę wymieniać,bo każdy z Was może się domyślać (głównie bałam się reakcji Mamy na każdą sprawę, bo jest trudna osobą i w domu były awantury), bałam się, że rodzice umrą, a tak bardzo ich kochałam, bałam się HIV i innych chorób, bałam się, że ktoś mnie zniszczy itd.

 

dziś po 2,5 roku nie czuję już nic - ani uczuć wyższych, ani powszednich emocji (jedynie bardzo rzadko się zdarzy, że czuję przykrość), ani nawet nie czuję żadnego nastroju...do tego całkowita anhedonia i poczucie strasznego cierpienia...

 

Brak_uczuć, to, co piszesz jest mi znane z autopsji.

Zaczynało się od lęków przed śmiercią, a skończyło niemal na próbach samobójczych.

Zaczynało się nad tym, że się wszystkim silnie przejmowałam, a stopniowo zaczęłam popadać w marazm...

 

Bierzesz pod uwagę możliwość, że zadziałał u Ciebie taki mechanizm: że tak bardzo męczyło Cię przeżywanie, to przejmowanie się tym wszystkim, niemal natłok bardzo trudnych silnych uczuć, trudnych do wytrzymania na dłuższą metę, że na jakimś, podświadomym poziomie, w końcu doszło do powolnego dewaluowania życia, tych spraw, aby przestać się tak nimi przejmować i przeżywać?

Ten "brak uczuć" to może być silna ochrona przed nimi.

 

Bo ile można się przejmować, bać o przyszłość, denerwować awanturami w domu, trząść się na myśl o śmierci bliskich osób, bać się strasznych chorób, ludzi... "lepiej" nie czuć tego, odciąć się, osunąć się w obojętność... a może nawet zabić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brak-uczuć - to co napisałaś dosłownie mnie zatkało..:/ Tak wogóle można egzystować? Musi być na to rada, musisz zawalczyć o siebie, życie jest zbyt piękne,żeby tylko istnieć....trzeba żyć. Wiem,że to to nie takie proste, sama mam nerwicę, ale nauczyło mnie to jednego - nie warto umierać za życia...spróbuj się czegoś złapać - znajdź jakiś cel, nie wiem zacznij jakiś kurs, zrób coś co zawsze chciałaś zrobić, wyjedź - odwróć uwagę od tego co Cię gnębi. Ja poszłam na psychoterapię - póki co żyję od spotkania do spotkania, bo wiem że mi to pomaga. Psychoterapeutka zmusza mnie do uczuć, do złości, płaczu, żalu, radości, i to działa jak czyszczenie. Nie pisałaś nic,że chodziłaś na psychoterapię, może warto się nad nią zastanowić?

Trzymam kciuki*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też zaliczam się do takiego grona jak wy i powiem wam że sztuczne udawanie emocji na święta było naprawdę męczące.

Brak uczuć wyższych, radości, smutku, czegokolwiek innego bo nie wiem co wy tam możecie jeszcze odczuwać, przyznam że taka obojętność jest dość wygodna jeśli chodzi o presje z otaczającego świata natomiast nie wyobrażam sobie tak żyć w przyszłości. Mój organizm jakoś odciął od siebie wszystkie uczucia po pewnych sprawach i nie potrafię ich odzyskać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To o czy piszecie to stłumienie i wyparcie uczuć, mechanizm obronny psychiki, żeby uniknąć zbyt silnego bólu. Rozmawiałem kiedyś z psychoterapeutą, który mówił, że też przez długi czas znajdował się w stanie bez uczuć, był tylko lęk, ale udało mu się wyleczyć, więc to możliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, mam podobnie.. ale u mnie zazwyczaj po paru dniach przechodzi ta obojętność. Ale tak, wiem jak to jest gdy nawet śmierć nie wywołuje żadnych uczuć. W moim przypadku wygląda to tak, że nie przejmuję się w ogóle jak będzie wyglądała moja przyszłość, co gorsze nie robię nic. Nie uczę się, nie mam żadnych perspektyw, choć wiem, że mogłabym wiele,gdybym tylko się zmobilizowała i gdybym pozbyła się lęków itd. Obecnie tkwię w martwym punkcie i zastanawiam się co dalej i jak w ogóle chcę żeby wyglądało moje życie. I nic nie jestem w stanie wymyśleć, bo jest mi wszystko jedno. :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×