Skocz do zawartości
Nerwica.com

Co mogę zrobić dla chłopaka?


poika

Rekomendowane odpowiedzi

Potrzebuję pomocy. Mój chłopak ma nerwicę natręctw i bardzo chciałabym coś dla niego zrobić. Niestety nie do końca wiem, czy to co robię w tej chwili jest najlepsze, by mu pomóc.

 

To, że jest to nn, nie ulega wątpliwości. Podręcznikowy przypadek, autoagresja, derealizacje, pogranicze depresji. W jego przypadku występują tylko natrętne myśli, bez kompulsji.

 

Chłopak odwiedza psychologa oraz psychiatrę, leczy się farmakologicznie antydepresantami bazowanymi na serotoninie. Twierdzi jednak, że lekarze wcale mu nie pomagają, wręcz olewają jego problem i jedyną osobą, która może mu pomóc, jestem ja. Bardzo go kocham i zastanawiam się, czy mogę zrobić coś jeszcze. Tematem jego myśli jestem również ja - że jestem szczęśliwa z kimś innym lub że ktoś mnie krzywdzi, że umieram itp. Zapewniam go, że wszystko jest dobrze. Co kilkadziesiąt minut daję jakikolwiek znak życia - choćby zwykły "sygnał" na telefon - chłopak twierdzi, że bardzo go to uspokaja. Wiem, że ważne dla niego jest to, by być akceptowanym i docenionym, dlatego często mu to powtarzam. Prosiłam go, by mówił mi, kiedy czuje się źle - dzwonię do niego i również zapewniam, że wszystko jest w porządku, nic złego się nie dzieje i bardzo go kocham. Ma zapowiedziane, że może mnie obudzić nawet w środku nocy, jeśli tylko coś jest nie tak.

 

Podobnie jest z autoagresją. Sama cierpiałam kiedyś na depresję i po prostu się cięłam, próbowałam także odebrać sobie życie. Na całe szczęście okazałam się na tyle silną osobą, że udało mi się całkowicie z tego wyjść, a dzięki swojej przeszłości dobrze rozumiem sposób jego myślenia. Dzięki "szokowi" który mu zafundowałam, prawie przestał się ciąć. Pokazałam mu (może w sposób niegodny pochwały) jak ja się czuję, kiedy się tnie. Po prostu stwierdziłam, że mi źle i zrobiłam na ręce nacięcie. Nie jestem z tego dumna, ale podziałało. Mówi mi, kiedy ma ochotę się pociąć i przypominam mu tamto zajście. Brzydko mówiąc, wykorzystuję dla jego dobra to, że nie chce, żebym cierpiała.

 

Do tego częściowo udało mi się wyciągnąć go z fobii społecznej. Bał się ludzi, nie chciał iść sam do sklepu, nie umiał niczego załatwić. Chodziłam więc z nim, część rzeczy załatwiałam za niego, a czasem mówiłam, że czegoś nie zrobię i koniec (np. kiedy poszliśmy do kina, powiedziałam że nie pójdę po bilety i on ma je kupić i powiedzieć jakie chce, na jaki film i na którą godzinę). Może się to wydać śmieszne, ale takimi właśnie małymi kroczkami udało mi się mu pomóc, w tej chwili wyjście do sklepu i załatwienie tego, czego potrzebuje, nie sprawia mu już takiego problemu.

 

Takie brutalne popchnięcie go do przodu (np. idź to załatwić i koniec) bardzo mu pomaga, zresztą sam mi później za to dziękuje. Nie chcę jednak tego nadużywać, nie chciałabym też przekroczyć jakiejś granicy. Do tej pory mi się to udawało.

 

Czy Waszym zdaniem mogę zrobić dla niego coś jeszcze oprócz wspierania go we wszystkim co robi, mówienia, że mi na nim zależy, słuchania go i pocieszania, gdy tego potrzebuje, a także czasem tupnięcia nogą i powiedzenia "weź się w garść"?

 

Proszę o odpowiedzi. Chcę zrobić WSZYSTKO co mogę, by go z tego choć w części wyciągnąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj poika moim zdaniem robisz Dużo..naprawdę .Ma Twoje wsparcie ogromne,miłość i raczej jest on przez Ciebie bardzo rozumiany a to jest niezwykle ważne...z teo co napisałaś..; takie wsparcie poczucie bezpieczeństwa,poczucie zrozumienia przez druieo człowieka jest niezwykłe,cenne i wyjątkowe.Pozdrawiam Was ciepło :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję. :)

 

Proponowałam mu również, że pójdę z nim do psychologa na następną wizytę, ale powiedział, że nie ma takiej potrzeby. Może powinnam gdzieś zgłosić się sama? Może warto zacząć chociażby od pedagoga szkolnego, w końcu też jakąś tam wiedzę posiada, może gdzieś mnie skieruje?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No jasne możesz też się udać do psychologa ,jeśli masz mozliwość iść do pedagoga to też jak najbardziej,pedagog jest by udzielić takiej formy pomocy, ;)

 

tylko tez ,żeby jego stan i choroba nie odbiły się zbytnio negatywnie na Tobie,to w tym celu też dobrze ,że skorzystasz z takich fachowych pomocy dla Siebie....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja Cię podziwiam poika. Widać, że go kochasz! Sama mam nerwicę natręctw, ale na szczęście w dużej mierze zaleczoną i przyznam, że nie wiem czy na dzień dziisejszy miałabym siłę tak kogoś wspierać!

 

Ale myślę, że to zalezy od tego jaki jest Twój chłopak. Jełśi Cię kocha, okazuje Ci to i pomimo swojej dolegliwości stara się być dla Ciebie partnerem i co ważne chce zmienić siebie i swoje życie to warto się starać. Po zastanowieniu myśle, że mogłabym też być takim wsparciem, ale musiałabym widzieć, wiedzieć, że jemu samemu zależy na sobie. Musiałabym widzieć, że on chce wyjść z tej nerwicy i jest gotowy współpracować! Inaczej się postrzega kogoś komu naprawdę zależy, a faktycznie nie daje rady, jego problemy go przygniatają, a inaczej kiedy komuś jest wygodnie z jego chorobą.

 

Piszesz, że Twój chłopak miał jescze fobię społeczną? I udało Ci się go przyznajmniej częściowo "rozruszać", wyciągnąć z "unikania" kontaktów społecznych to naprawdę sukces. Ale najwyraźniej jemu zależy na normalnym życiu.

 

Myślę, że Ty poika dużo zrobiłaś, dużo robisz!

 

Nie wiem czy jeszcze coś mogłabyś zrobić? Myślę, że właśnie najważniejsze jest to wsparcie, zrozumienie. Zachęta i pomoc w pokonywaniu trudności. Przedstawianie sytuacji jako wyzwanie i jednocześnie zapewnienie partnerowi poczucia bezpieczeństwa. Myślę, że najgorsze co może być to bez uprzedniego wsparcia zmuszać osobę z nn, w ramach "terapii szokowej" do zrobienia czegoś co jest przerażające dla niej i po fakcie nie okazać zrozumienia. Zmuszać poprzez szantaż.

 

Pomocne jest też kiedy partner w tym przypadku Ty osobie z nn czasem tłumaczy, że nie ma powodów do lęku. Przedstawia sytuację w sposób racjonalny jednocześnie okazując zrozumienie. Argumentując, że nie ma powodów do niepokoju. Być cierpliwym w tłumaczeniu, nawet jeśłi to zajmuje sporo czasu.

 

Mi osobiscie pomogła świadomość, że te wszystkie obsesje to tylko zaburzenie. Czyli te obsesje nie są czymś co powinnismy słuchać, dyskutować z nimi, tracić na nie czas poprzez zajmowanie się nimi, rozkładnaie ich na częćci pierwsze, bo całe to skupianie się na obsesjach prowadzi do tego, że myśli stają się jeszcze gorsze, jeszcze straszniejsze i to prowadzi do nikąd, do całkowitego wyczerpania, przerażenia... Trzeba też mieć świadomość, że to czego naparwdę się boimy to nie te obsejse, to nie treści tych obsesji ale zupełnie coś innego, często coś co wcale nie jest aż tak przerażające.

 

Dzisiaj kiedy mam stresy związane z trudnymi dla mnie sprawami to zazwyczaj pojawiają się obsesje. Jednak staram się je ignorować, bo wiem, że te "obrazy", myśli to tylko wynik stresu, moja nieumiejętność poradzenia sobie z rzeczywistością. I wtedy staram się zastanowić co dzieje się obecnie u mnie w życiu, co mnie tak naprawdę niepokoi bo to właśnie jest często powodem tych myśli obsesyjnych.

Mózg nauczył się dość dziwnie radzić sobie z lękiem to taki jakby wyuczony z mechanizm obronny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Swoją drogą Poika,napisz coś o sobie jeżeli możesz,bo nie wierzę,że takie osoby jak ja i Ty jeszcze istnieją - gotowe na tak duże poświęcenie dla drugiej osoby.

Pisałam w dziale służącym do witania się, że sama cierpiałam... Zresztą jednak nadal cierpię na depresję. Jednak siłę na to, żeby się z tego wygrzebać, daje mi świadomość, że jeśli ja się przewrócę, to pociągnę chłopaka za sobą - a tego nie chcę. Tak samo wiem, że jeśli on się podda, to ja stracę powód do walki o siebie, o niego i o nas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czynimy postępy. :)

Chłopak zaczyna się przyzwyczajać, że kiedy nie odpisuję, czy nie dzwonię, to nie oznacza od razu, że stało się coś złego - tylko, że np. śpię. Coraz częściej wychodzi też do ludzi.

Pierwszą osobą, do której zwróciłam się o fachową pomoc, była szkolna pani pedagog. Opieprzyła mnie, że nie przyszłam z tym wcześniej, powiedziała co sądzi o jego lekarzach, tj. psychologu i psychiatrze. Powiedziała mi, że jeśli te myśli męczą go najbardziej przed snem, to powinien brać leki nasenne lub uspokajające. Dała mi również numer do poradni psychoterapeutycznej, gdzie w przyszłości zamierzamy się wybrać.

Zamiast mówić mu o lekach nasennych, wcisnęłam mu melisę - przymula go to nieco, ale pomaga - kubek melisy przed snem i te złe, męczące myśli zmieniają się w jakieś głupoty, przypominające początki snu.

Przy "napadzie" tych natręctw zapewniam go, że wszystko jest dobrze, nie dzieje się nic złego i nie zostawię go samego. Pomaga. Pomaga również jak czasem nim "potrzepię" i powiem, żeby wziął się w garść, żeby pamiętał, że to tylko zaburzenie (to wyczytałam tutaj, dzięki wielkie. :) ). No i pomaga zapewnianie, że go kocham. ;)

Próbowałam też szukać ludzi, którzy mają podobny problem i pytać, co dla nich miało największe znaczenie u drugiej osoby. Kiedy chłopak się o tym dowiedział, to się rozpłakał... Bo siedzę dzień i noc i szukam jakiegokolwiek sposobu, by pomóc mu z tego wyjść.

 

Czy komuś z Was pomagały bliskie osoby? Co było w takich wypadkach najważniejsze?

 

btw, oboje mamy 18 lat. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja miałem podobny problem towarzyszyły mi straszne lęki przed śmiercią i innymi głupstwami

na terapie uczeszczałęm tylko 4 miesiące i pokonowywałem przeszkode za przeszkodą w zastraszająco szybkim tępie podawano także pomogło mi wsparcie mojej mamy i przyjaciół .

Musisz napewno go wspierać ale z doświadczenia wiem że niemożesz za bardzo pozwalać mu na wykonywanie natręctw bo to się robi tak zwane błędne koło i dodatkowo wkręca Ciebie pomoc psychoterapeuty napewno nie zaszkodzi a tylko pomoże . .

Osoba chora ma pewne widzi pewne zniekształcenia z którymi również warto się zapoznać rzuciły mi inne światło na moją chorobę .

dodatkowo brałem różne leki ale duży komfort dopiero odczułem przy leku Seroxat już niepamiętam ale brałem chyba dwie tabletki dziennie z czasem odstawiłem leki oczywiście wszystko konsultowałem z psychiatrą z czasem objawy i lęki ustąpiły i z psychoterapeutą doszliśmy do wniosku że terapia jest już mi zbędna a pomogła mi ogromna determinacja oraz chęć pozbycia się tego cholerstwa najważniejsza jest chęć eksperymentowania z natręctwami.

np mój psychoterapeuta kazał mi przez cały tydzień moje złe myśli kierować na jego osobę tzn myśleć że np będzie miał wypadek czy coś innego po tygodniu przyszedłem na terapie okazało się że jest cały i zdrowy i nie mam nadprzyrodzonych mocy aby myślami wywoływać jakieś tragedie :)

Aha i może warto zmienić psychoterapeute niestety nie każdy jest dobry .

i zamieszczam link w którym opisany był mój problem moja-nerwica-natr-ctw-t21219.html :)

Jeśli masz pytania to pisz na priv :)

Powodzenia !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

poika, widocznie nie było zaawancowane stadium NN. W mocnym stadium by uciekł z kina np a nie bilety kupował .O ironio do kina by nawet mógł nie wejść. Zależy czego miał natręctwa.

Ale uważajcie ,żeby to się nie rozwinęło przede wszystkim pomoc specjalisty .Wsparcie też duzo daje ale nie zastąpi leczenia tego paskudztwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak dla mnie, niemal wszystko co robisz, zasluguje na pochwale - milosc, wsparcie i poczucie bepieczenstwa, jakie dajesz chlopakowi. Jednak z drugiej strony, wsparcie wsparciem, ale jednak czlowiek powinien leczyc sie sam, na wlasna reke. Piszesz, ze TY pomoglas mu opanowac niektore objawy fobii spolecznej. Moze tak byc, ale to tylko zaleczenie, a nie wyleczenie. Wg. mnie chlopak jest za bardzo zalezny od Ciebie, a niekoniecznie zawsze bedziecie razem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pisałam, że chłopak chodzi na wizyty do psychiatry. Jest pod stałą opieką lekarza.

Nie prowadzam go też już za rączkę. Mieszkamy daleko od siebie i nie mam możliwości bycia z nim codziennie. Nie robiłam wszystkiego za niego, tylko zmuszałam go do działania - teraz wychodzi sam, umawia się z ludźmi, nawet takimi, których widział raz w życiu. Z tym sobie poradziliśmy, nie o fobii społecznej już mowa. Została mu nerwica.

 

Teraz ciągle męczą go myśli że jest beznadziejny, bezużyteczny. Nie potrafi się zająć niczym na dłużej, bo uważa, że osiągnął już maks swoich możliwości i niczego więcej się w danej dziedzinie nie nauczy. Dodatkowo za wszelką cenę chce połączyć pracę z pasją. Próbowałam mu wyjaśnić, że pracować może przy czymś, w czym jest dobry, a dla przyjemności zająć się czymś innym - ale nie jestem w stanie mu tego wpoić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Jestem tutaj nowa i w temacie nerwicy natręctw posiadam wiedzę dopiero od miesiąca, do tej pory nie wiedziałam nawet o istnieniu NN. Poznałam fantastycznego faceta, który cierpi na ta przypadłość. Zależy mi na nim i chciałabym mu jakoś pomóc. Jednak nie do końca wiem jak? Chce go wspierać i robię to, jednak boję się żeby nie zrobić czegoś co może go przerazić. Jest nam razem bardzo dobrze. Obecnie jest na terapii. Nie wiem czy moje działania zmierzające do motywowania go aby się nie poddawał i walczył są wskazane. Napiszcie mi co mam robić jak mu pomóc. Będę wdzięczna za każdą informację. Ps. Forum jest bardzo pomocne, i zdobyłam wiele cennych informacji, jednak chaos jaki panuje w mojej głowie skłonił mnie do napisania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć ;) Wiem, że wątek jest stary i pewnie uprawiam teraz niesamowitą archeologię, ale uznałam, że jestem gotowa opisać, co z tym fantem stało się dalej.

 

Chłopak (teraz już były) dzięki pomocy lekarza i mojej pozbył się zaburzeń całkowicie. Pomogły zapewnienia, że jest ważny, że jego życie zależy tylko i wyłącznie od niego samego. Zaczął ćwiczyć, z zabiedzonej chudziny stał się gościem, na którym naprawdę można było zawiesić oko. Całkowicie przestał bać się ludzi, ustąpiły także jakiekolwiek objawy nerwicy natręctw.

 

I teraz, moi drodzy, przestroga. Ja popełniłam w tym miejscu błąd, może ten post uchroni potencjalnych czytelników od takiego samego.

 

Jako, że nerwica zaczęła ustępować, o czym wspominałam już wcześniej, coraz rzadziej dawałam znaki "wszystko OK". Twierdził, że nie ma w tym nic złego, że chce móc normalnie ze mną rozmawiać, bez pytań, czy coś złego mi się dzieje. Niestety, jednocześnie uznał, że to oznacza, że nie mam dla niego czasu, bo - prawdopodobnie - mam kogoś innego. Przestały pomagać zapewnienia, że jest dla mnie najważniejszy, nieważne stało się to, że przeprowadziłam się do niego. Ot, uznał, że puszczam go kantem. Z tego nieśmiałego, wystraszonego chłopaka stał się agresywną osobą, której zaczęłam się bać przez nieuzasadnione i niekontrolowane wybuchy złości. Na porządku dziennym zaczęło być sprawdzanie mojego telefonu pod kątem wiadomości i rozliczanie mnie z wysłanych SMSów (nieważne, czy do kolegi, koleżanki, czy mamy), wyzywanie mnie i szantażowanie. Stałam się osobą, na której mógł się wyładować za wszelkie niepowodzenia, a awantury wszczynał chyba tylko dla rozrywki. Dodatkowo zaczął przywalać fochy i zmuszać mnie do współżycia, kiedy tylko miał na to ochotę. Kiedy ja nie wytrzymałam i wybuchłam, kazał mi "pie***lić się ze swoimi fochami" - i to był koniec naszej wspólnej przygody.

 

Z tego, co się orientuję, teraz ma się bardzo dobrze. Problemy ustąpiły całkowicie, funkcjonuje tak, jakby nigdy nic mu nie było, a jedynym dowodem na to, że nie zawsze wszystko było w porządku, są blizny na rękach. Mi z kolei został uraz i teraz boję się mężczyzn, którzy łatwo wybuchają (np. podczas gry), bo obawiam się, że znów odbije się to na mnie.

 

Także, posta kieruję głównie do dziewczyn z podobnymi problemami - przeczytajcie tę krótką historię od początku do końca. Może Wam uda się wyłapać moment, w którym przyhamować z tak mocnym wsparciem, zanim przedobrzycie.

 

Jeszcze raz przepraszam za odpowiedź po latach, jednak dość długo się do tego zbierałam i dopiero teraz mam poczucie, że piszę to bez strachu i żalu do kogokolwiek poza sobą.

 

Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło. Życzę powodzenia w walce z NN. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×