Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czy mam prawo oczekiwać ?


Rekomendowane odpowiedzi

Hej,

nie wiem sama czy szukam porady, po prostu chciałam się wyżalić... A może akurat ktoś zechce się wypowiedzieć.

Streszczę Wam moje rozterki.

 

Od paru ładnych lat jestem w związku ze świetnym chłopakiem. Mieszkamy razem od długiego czasu. Mieszkanie kupili nam moi rodzice. Chcemy wziąć ślub i mieć dziecko, jednak chcielibyśmy wcześniej powiększyć mieszkanie aby dziecko miało dobre warunki do rozwoju. Odłożyliśmy trochę grosza jednak pewną część nam brakuje. Na kredyt teraz nie mamy co liczyć (jesteśmy na dorobku jak to się mówi) i tutaj zaczynają się moje/nasze schody... Moi rodzice dali nam już tyle pieniędzy że ani nie mamy odwagi prosić ich o więcej, ani nie mamy po co bo wiem że więcej nie mają. Mam rodzeństwo a moi rodzice (i ja także) jesteśmy zdania że każde z dzieci powinno dostać tyle samo 'w posagu'. Tak więc ja już swoje dostałam i koniec. Mój partner także ma rodzeństwo. Oni już od dawna są w małżeństwach i mają swoje kąty. Jego rodzice oraz ich rodzina dokładali się do mieszkań rodzeństwa mojego chłopaka. I nie były to małe kwoty. Do naszego mieszkania nie dołożyli się nic, wszelkie koszty pokryli moi rodzice.

 

Ostatnio trafiliśmy na świetną okazję. Bardzo się napaliliśmy bo jak podliczyliśmy pieniądze ze sprzedaży naszego mieszkania i nasze oszczędności wyszło, że brakuje nam nawet mniej niż to co dołożyli się jego rodzice do mieszkań jego rodzeństwa. Zasugerowaliśmy im delikatnie że brakuje nam trochę i czy mogliby nam pomóc. Stwierdzili że nie mają z czego i zaczęli litanię na temat 'ale mamy biedę'... Zrozumiałabym to, bo przecież nie każdy musi mieć, ale kilka tygodni temu gdy planowali z nami wesele to stwierdzili zgodnie że stać ich wydać na ten cel kilkadziesiąt tysięcy...

 

Nie wiem czy wypada mi bardziej naciskać, czy dać sobie spokój.. Rozumiem że nie mam prawa wymagać, że nie mają obowiązku nam dać, ale jeśli dali rodzeństwu i mają na inny cel... Nie wiem jak mam się zachować... Chyba muszę zrezygnować z tej okazji i zapomnieć o moim wymarzonym lokum, bo na kredyt nie mam co liczyć :-|

Przepraszam że się tak rozpisałam, musiałam się wygadać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No wiesz, ja nie rozumiem Twojego dylenmatu. Kto powiedział, że rodzice w ogóle muszą Wam pomagać? Dlaczego myślisz, że masz prawo od nich czegokolwiek chcieć?

 

Ja bym się cieszyła nawet z małego mieszkania, na 3 osoby nawet kawalerka daje radę. Pomyśl sobie, że są ludzie, którym rodzice nigdy nie byli w stanie dać tyle kasy co Tobie... Na przykład ja nie mam co liczyć na "prezent" w postaci mieszkania i nawet tego nie oczekuję... Za to sama zastanawiam się skąd wziąć kasę, żeby mojej mamie zapewnić spokojną starość.

 

Jesteście razem, kochacie się, czy to aż takie ważne żeby mieć większe mieszkanie? Mnóstwo par mieszka z rodzicami już po ślubie i z własnymi dziećmi bo ich nie stać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No wiesz, ja nie rozumiem Twojego dylenmatu. Kto powiedział, że rodzice w ogóle muszą Wam pomagać? Dlaczego myślisz, że masz prawo od nich czegokolwiek chcieć?

 

Dlatego na końcu mojego posta zaznaczyłam że nie mam prawa oczekiwać, tylko przykro mi że mój chłopak został tak potraktowany przez swoją rodzinę. Widzi że jego rodzeństwo dużo dostało, a on nic. Nie wymagam od nich, wiem że nie muszą nam nic dawać, ale boli mnie to że inni dostali a on ani złotówki, i że mówią nam w oczy że u nich bieda, a kilka tygodni wcześniej opowiadają że na wesele to kasę mają. Odbieram to tak, że po prostu weselem chcą się pokazać przed ludzmi, a tutaj nikt nie zobaczy ich dobroci serca...

 

Ja bym się cieszyła nawet z małego mieszkania, na 3 osoby nawet kawalerka daje radę. Pomyśl sobie, że są ludzie, którym rodzice nigdy nie byli w stanie dać tyle kasy co Tobie...

 

Wiem i bardzo doceniam to co mam, ale chcę realizować swoje marzenia i dlaczego mam rezygnować z lepszego standardu i zadawalać się do końca życia już tylko tym co mam?

To nie jest tak że siedzę i czekam na mannę z nieba, ciężko pracuję i odkładam pieniądze, po prostu myślałam że nam pomogą.

 

 

 

Jesteście razem, kochacie się, czy to aż takie ważne żeby mieć większe mieszkanie? Mnóstwo par mieszka z rodzicami już po ślubie i z własnymi dziećmi bo ich nie stać.

 

Osobiście nie rozumiem takich ludzi, bo wg mnie osoba odpowiedzialna powinna zapewnić swojemu dziecku start w życie. Jak się nie ma warunków to się nie robi dzieci. Kochamy się i dziecko będziemy mieć czy zmienimy mieszkanie na lepsze czy nie, ale na każdy człowiek chce dążyć do tego aby dobrze żyć i aby jego dziecko dobrze żyło. Większe mieszkanie nie jest priorytetem ale jest ważne w rozwoju dziecka aby miało swój kąt.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MysiaMarcysia, o Boze, Ty masz postawe ze swoim facetem roszczeniowa, zanim pomyslicie o dziecku to radze dorosnac. I co z tego ze oni dostali a on nie? Moze jego rodzice nie maja wiecej pieniedzy i tyle. W ogole to wychowanie Waszych rodzicow jest ktorko mowiac w stylu chuchania na dzieci....i wyrzadzili Wam tym krzywde bo Ty oczekujesz od jego rodzicow i swoich bo Ci dali i on, inaczej bys nie pisala na forum i od rodzicow nie wziela, na tym polega doroslosc i podejmowanie decyzji, a nie przeliczanie metrow na dziecko. Rece mi opadly./....Wy chyba swoim dzieciom za kilka lat kupicie mercedesa i palac? :time:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak się nie ma warunków to się nie robi dzieci. Kochamy się i dziecko będziemy mieć czy zmienimy mieszkanie na lepsze czy nie, ale na każdy człowiek chce dążyć do tego aby dobrze żyć i aby jego dziecko dobrze żyło. Większe mieszkanie nie jest priorytetem ale jest ważne w rozwoju dziecka aby miało swój kąt.

no ok, spoko. ale co Ty uważasz za "warunki"?? sorry, ale brzmisz jak rozpieszczony bachor.

moja mama dopóki nie poszła do pracy i się nie wyprowadziła spała na tapczanie w kuchni. ja przez 22 lata mialam pokój z bratem. i co? jesteśmy gorsi, bo nie mieliśmy "własnego kąta"?

no chyba że chcesz dziecku od razu jak wyskoczy z brzucha zacząć dom stawiać i kupić mu maybacha na 5. urodziny....

wasz problem jest trochę żenujący.

oczekiwać sobie możecie, co nie znaczy że ktoś ma OBOWIĄZEK wam coś DAĆ. :roll:

 

zirytował mnie ten temat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja z kolei zazdroszczę trochę autorce tematu jej sytuacji materialnej (w sumie pewnie to jest powodem irytacji innych) ;)

 

W sumie rozumiem o co chodzi, problemem tutaj nie są głównie pieniądze i roszczenia o wsparcie finansowe, ale też "segregowanie" dzieci na te w które warto inwestować i na te w które nie. Ja przez wiele lat czułam się jak dziecko drugiej kategorii, więc można powiedzieć, że trochę szkoda chłopaka, jeśli tak odczuwa tą całą sytuację, ale z drugiej strony pieniądze to nie wszystko, nie dajmy się zwariować ;)

 

Ja się cieszę, że mam dach nad głową i w przyszłości mam nadzieję na model rodziny pokoleniowej i oby ominęly mnie takie rozterki finansowe, bo to niepotrzebne zawracanie głowy :)

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prusak mnie zirytowalo wylacznie panny podejscie: a glownie wymagania od innych, niech najpierw zaczna od siebie...a dodatkowo kwestia finansow: ktos tu napisal ze brzmi jak rozpieszczony bachor i mial racje...

PS Mam swoje mieszkanie i kupilam za swoje pieniadze a nie mamusi czy tatusia (tak dla jasnosci) :papa:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Korba, tu nie ma zadnego problemu, tylko panna czuje sie zawiedziona ze przeszlo im kolo nosa lepsze mieszkanie, ale zamiast wylewac zale niech facet idzie do lepszej pracy albo ona - i sie nauczy zyc za swoje. :) W sumie dorba nauka. -chcesz miec to zarob sam (rodzic Ci zawsze nie da).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agusia- widzę że bardzo Cię ciśnie moje życie skoro tak się bulwersujesz w co drugim poście.

Nic od nikogo nie mam prawa oczekiwać i nie oczekuję, boli mnie że mój chłopak jest traktowany inaczej niż jego rodzeństwo.

 

moja mama dopóki nie poszła do pracy i się nie wyprowadziła spała na tapczanie w kuchni. ja przez 22 lata mialam pokój z bratem. i co? jesteśmy gorsi, bo nie mieliśmy "własnego kąta"?

 

To że Ty nie miałaś to nie znaczy że moje dziecko też ma nie mieć. Skoro to jest moje dziecko to mam prawo sama wybierać jakie chcę mu zapewnić warunki. Twoja matka nie dała Ci własnego pokoju i ok, to Twoja sprawa, Twoje życie. Ja chcę aby moje dziecko miało swój pokój. Czy mam prawo chcieć dobrze dla własnego dziecka i starać się aby miało jak najlepiej? Czy to grzech???

 

Ja z kolei zazdroszczę trochę autorce tematu jej sytuacji materialnej (w sumie pewnie to jest powodem irytacji innych) ;)

 

W sumie rozumiem o co chodzi, problemem tutaj nie są głównie pieniądze i roszczenia o wsparcie finansowe, ale też "segregowanie" dzieci na te w które warto inwestować i na te w które nie. Ja przez wiele lat czułam się jak dziecko drugiej kategorii, więc można powiedzieć, że trochę szkoda chłopaka, jeśli tak odczuwa tą całą sytuację, ale z drugiej strony pieniądze to nie wszystko, nie dajmy się zwariować ;)

 

Ja się cieszę, że mam dach nad głową i w przyszłości mam nadzieję na model rodziny pokoleniowej i oby ominęly mnie takie rozterki finansowe, bo to niepotrzebne zawracanie głowy :)

 

Jedyny który zrozumiał o co mi chodzi, dziękuję.

Tutaj problem nie rozbija się o pieniądze tylko o segregowanie. Teściowie mają pieniądze ale nie chcą ich dać. Tzn chcą, ale na wesele, bo tam będą mogli się pokazać innym.

 

Prusak, niezupełnie masz rację. moi rodzice zapewnili mi dobrą sytuację materialną, miałam dobry start w życie pod tym względem i codziennie jestem wdzięczna za to, co mam. nie śmiałabym mieć pretensji, że to za mało.

 

Ja też jestem MOIM rodzicom wdzięczna, gdzie napisałam że nie ?

 

Korba, tu nie ma zadnego problemu, tylko panna czuje sie zawiedziona ze przeszlo im kolo nosa lepsze mieszkanie, ale zamiast wylewac zale niech facet idzie do lepszej pracy albo ona - i sie nauczy zyc za swoje. :) W sumie dorba nauka. -chcesz miec to zarob sam (rodzic Ci zawsze nie da).

 

A wiesz ile kosztuje nowe mieszkanie? Mamy dobrą pracę i dużo pieniędzy już odłożyliśmy ale trochę nam zabrakło, myśleliśmy że rodzina nam pomoże tak jak innym. Jednak nie stoimy na równi i boli nas to. Skąd możesz wiedzieć ile zarabiam? I tak pewnie więcej niż Ty. I nie unoś się tak, bo mogę odebrać to za zazdrość a chyba nie o to Ci chodzi...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Prusak, niezupełnie masz rację. moi rodzice zapewnili mi dobrą sytuację materialną, miałam dobry start w życie pod tym względem i codziennie jestem wdzięczna za to, co mam. nie śmiałabym mieć pretensji, że to za mało.

 

Ja też jestem MOIM rodzicom wdzięczna, gdzie napisałam że nie ?

 

Marcysia tu chodziło o mój komentarz, bo zasugerowałam, że ludzie są zirytowani tym tematem ze względu na Twoją lepszą sytuację materialną na starcie w życiu (to tak w skrócie, bo po co ciągnąć ten temat), Korba zwróciła mi uwagę, że w jej przypadku powód irytacji jest inny (bo miala dobry start i nie ma być o co zazdrosna ;) ), za co przeprosiłam, bo w sumie niepotrzebnie uogólniłam :)

 

A co do Twojej drugiej połówki - jeśli źle mu przez tą całą sytuację to może niech powie rodzicom wprost, że czuje się odstawiony na boczny tor? W sumie nie wiem jakie są relację między nimi, więc nie wiem czy to dobry pomysł.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przepraszam że się uniosłam, trochę żle zrozumiałam.

Ja moim rodzicom jestem bardzo wdzięczna, mam z nimi przyjacielskie stosunki, bardzo się wspieramy wzajemnie. Oni z tą sytuacją nie mają absolutnie nic wspólnego, chociaż popierają w pełni nasze zdanie bo mają identyczne. Zresztą, powiedzieli że postarają się nas jeszcze wesprzeć, choć my tego nie chcemy bo i tak bardzo dużo nam dali, za dużo. Ale doceniamy ich postawę- zrobią wszystko aby nam było jak najlepiej. Jego rodzice tak się nie zachowują, wręcz odwrotnie.

 

Jeśli chodzi o powiedzenie wprost rodzicom że czuje się odstawiony na boczny tor- to nie jest do końca tak. Bo w kwestiach materialnych owszem, tak jest, ale jeśli chodzi o miłość i nadskakiwanie nad nim to jest on nią wręcz przygniatany. On już nie raz próbował im dać do zrozumienia że czuje się pominięty, że nie rozumie ich postawy, ale to zawsze kończyło się histerią rodziców bo odbierali to jako 'mówisz że czujesz się gorszy a przecież my ciebie tak kochamy'... No tak, tylko że oni kochają tylko wtedy kiedy sami sobie ten moment wybiorą, a nie widzą tego że zawsze porównywali go do rodzeństwa jako gorszego (gorzej się uczysz, gorzej sprzątasz itd) i teraz innym dając a jemu nie też pokazują mu że nie stoi na równi...

 

Ja osobiście odczuwam to też troszkę tak, jakby zobaczyli że on dobrze się ożeni i oni już mu nic dawać nie muszą, bo my już mamy dach nad głową i nam wystarczy a jak nie to moi rodzice nam dadzą... Ale oni też przecież nie śpią na forsie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bo ten problem nie wiąże się bezpośrednio z Twoim schorzeniem, jakiekolwiek ono jest.

 

wiesz... tu się czyta o naprawdę przejmujących sprawach. dramatach, ludzkiej walce z własnymi demonami..., z traumatyczną przeszłością.

wybacz, może dlatego Twój temat wydał nam się trochę... z kosmosu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem o czym tutaj się czyta bo czytam już od kilku lat, jak wspomniałam.

Także w tym dziale przejrzałam już setki tematów i może 5% z nich wiązało się ze schorzeniami psychicznymi jakich doświadczają autorzy.

Dział jest po to aby pisać o problemach w związkach i rodzinie. Niestety problemy często dotyczą pieniędzy, a tutaj pieniądze grają jakąś rolę ale to nie o one są meritum sprawy co jeden forumowicz bardzo słusznie zauważył. Niestety jako jedyny, bo reszta raczyła tylko na mnie naskoczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Stwierdzili że nie mają z czego i zaczęli litanię na temat 'ale mamy biedę'... Zrozumiałabym to, bo przecież nie każdy musi mieć, ale kilka tygodni temu gdy planowali z nami wesele to stwierdzili zgodnie że stać ich wydać na ten cel kilkadziesiąt tysięcy...

 

Z punktu widzenia jego rodziców ,macie gdzie mieszkać . A każdy rodzic chce wyprawić wesele dziecku . Takie jest moje zdanie .

Co do kredytu ...poważnie macie większą cześć i bank nie chce dać kredytu ( przecież to czysta inwestycja ) który bank nie chce zarobić ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Stwierdzili że nie mają z czego i zaczęli litanię na temat 'ale mamy biedę'... Zrozumiałabym to, bo przecież nie każdy musi mieć, ale kilka tygodni temu gdy planowali z nami wesele to stwierdzili zgodnie że stać ich wydać na ten cel kilkadziesiąt tysięcy...

 

Z punktu widzenia jego rodziców ,macie gdzie mieszkać . A każdy rodzic chce wyprawić wesele dziecku . Takie jest moje zdanie .

Co do kredytu ...poważnie macie większą cześć i bank nie chce dać kredytu ( przecież to czysta inwestycja ) który bank nie chce zarobić ?

 

Właśnie, twierdzą że mamy gdzie mieszkać to więcej nam nie trzeba. Pewnie myślą że on dobrze się ożeni i moi rodzice wszystko nam zafundują :evil: A tak nie jest. To, że moi rodzice nam pomogli to nie znaczy że oni nie powinni, moi rodzice nie będą za nich dawać ich dziecku posagu. Sami też mogliby się troszkę dorzucić, to że moi dali nie zwalnia ich z 'obowiązku'... Też mi się tak wydaje że wg nich już mamy i więcej nam nie trzeba, ale dobrze im wszystkim mówić bo mają sami dużo miejsca, a my nie.

 

Co do kredytu- jak mam być szczera to ja po prostu boję się kredytów. Żeby wziąć takowy to już pewnie wzięłabym większy aby te nowe mieszkanie urządzić itd a to pewnie ze 100tys zł by wyszło. Ja po prostu tego się boję. Nawet mniejszy kredyt pod hipotekę mieszkania nie jest taki prosty bo patrzą na staż pracy itd a my jesteśmy młodzi i fakt, nieżle zarabiamy ale pracujemy od niedawna i nie wiem czy bank byłby taki przychylny. Nie wiem, nie sprawdzałam, bo na samą myśl o kredycie dostaję paniki. Więc to odpada.

 

 

A jeszcze co do wesela- my go i tak nie chcemy, a jak już to za własne pieniądze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×