Skocz do zawartości
Nerwica.com

Rodzina kontra mąż, a ja pośrodku konfliktu.


Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie. Widziałam, że na forum wiele razy padł taki temat jak toksyczni i nadopiekuńczy rodzice, ale chciałabym dopisać swoje trzy grosze i spytać co myślicie o moich relacjach w rodzinie.

Niestety choć wiele razy próbowałam nie jestem w stanie spojrzeć na to obiektywnie.

Mam 24 lata, od niedawna jestem mężatką. Z mężem stanowimy bardzo dobraną parę. Narazie mieszkamy jeszcze z moją rodziną (niestety nie mamy narazie możliwości się wyprowadzić, no chyba, że coś się zmieni), mamy osobny pokój, a reszta pomieszczeń (kuchnia, łazienka) są wspólne. Mój mąż pochodzi z rozbitej rodziny. Rozwód, alkohol i inne. Nie wdając się w szczegóły mogę powiedzieć, że pochodzimy z zupełnie różnych światów.

Problem polega na tym, że ja zawsze byłam ukochaną córeczką i wnuczką i kiedy pojawił się w moim życiu mężczyzna relacje w rodzinie uległy pogorszeniu. Moja rodzina to rodzina perfekcyjna. Oni wszystko robią najlepiej, mają spokojny dom, bez awantur (to uległo zmianie po tym jak zaczęłam mieć swoje zdanie), bez alkoholu i tak dalej. Lubią postawić na swoim, bo ich racja jest jedyna i najważniejsza. Ja zawsze byłam cicha, spokojna, grzeczna i nigdy się nikomu nie sprzeciwiałam. Moje zdanie zawsze pokrwało się z ich zdaniem. Kiedy jednak zaczęłam sama podejmować decyzje, zaczęły się stałe obrażania, awantury, kłótnie. Raz nawet moja mama uderzyła mojego męża, co dla mnie było nie do przyjęcia, "w tak wspaniałej perfekcyjnej rodzinie"

Moją rodzinę wkurza, gdy mówię do męża kochanie "bo nie wypada", "bo nie zasłużył". Nie możemy się w domu przytulić, pocałować, nawet potrzymać za ręce, bo im to nie pasuje. Bo ich to krępuje. NAWET TRZYMANIE SIĘ ZA RĘCE. Cud że śpimy w jednym łóżku. Poza tym non stop stoję przed wyborem. Rodzina, czy mąż? Bo jeśli bronię racji mojej rodziny, to jestem nielojalną żoną. Jeśli bronię męża to jestem nielojalna wobec rodziny. Mąż oczywiście nie jest niewiniątkiem. Kilka razy zalazł za skórę mojej rodzinie, ale mi jest z nim dobrze. Dobrze się rozumiemy. Niestety panuje stały konflikt między rodziną a mężem. Mimo wszystko wciąż jestem nieszczęśliwa przez to że większa część mojej rodziny się na mnie obraża za podjęte przeze mnie decyzje. Chciałabym umieć podejmować decyzje, które są słuszne dla mnie, bez obawy że stracę swoją rodzinę.

Jest jeszcze jeden paskudny aspekt całej sprawy. Sznataż. "Jeśli zrobicie tak, to my wam nie damy pieniędzy" (a niestety póki co muszą nam pomagać finansowo). Już naprawde nie wiem co robić. Ciąglę się boję, że ich nie zadowolą moje decyzje. Walczę z niskim poczuciem własnej wartości. Mimo ciąglęgo wmawiania, że jestem najlepsza i najpiękniejsza i najmądrzejsza - nie wierzę w to. Dodatkowo komplikuje to moje decyzje, bo jak skrzywdzę, którąś z ukochanych mi osób to płaczę przez pół dnia, a przez następne mamkompletne rozbicie a moje i tak już niskie poczucie własnej wartości poleci na łeb na szyję. Jak więc podejmwać decyzje, żeby nikogo nie urazić? Jak okazać mężowi czułłość tak żeby nikogo nie urazić? Skąd się wzięło to niskie poczucie własnej wartości? Poszę pomóżcie! I przepraszam, że się aż tyle rozpisałam :oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

gdy mówię do męża kochanie "bo nie wypada", "bo nie zasłużył". Nie możemy się w domu przytulić, pocałować, nawet potrzymać za ręce, bo im to nie pasuje. Bo ich to krępuje. NAWET TRZYMANIE SIĘ ZA RĘCE.

Czemu temu się nie dziwie?...nie wiem mi się,wydaje,że w obecności rodziców trochę dziwnie wygląda całowanie,przytulanie..a już zwłaszcza trzymanie za rękę jest bez sensu..bo po co w domu? :smile:

Dopóki mieszkacie z nimi musicie się im podporządkować niestety...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

człowiek nerwica, e tam Daro..:)

chociaż są różne poglądy...mnie i P. raz pewna pani wyrzuciła ze sklepu bo daliśmy sobie zwykłego buziaka,trwało to ułamek sekundy ale ona kazała nam wyjść :o

różne są reakcje..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No a dla mnie to stanowi tajemnicę. Nie robimy przecież nie wiadomo czego. Tym bardziej, że jesteśmy mężem i żoną. Ja rozumiem gdyby to był ostentacyjne siadanie sobie na kolanach i całowanie się, albo nie wiadomo jakie intymne pieszczoty, ale to? Nawet zwykłe dotknięcie jego ręki wywołuje natychmiastową obrazę majestatu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

leotie, trzeba bylo najpierw byc niezaleznym finansowo, a potem brac slub :shock: Jak sie Wam nie podoba to sie wyprowadzcie. A tak to sie podpisuje pod postem czlowiek nerwica, mieszkacie z rodzicami to jakkolwiek oni by mieli poglady to ich dom i trzeba sie do tego dostosowac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale trzeba bylo najpierw o tym pomyslec, tzn o tym, czy sie bedzie mialo gdzie mieszkac itd, chyba ze slub byl brany po to, ze panna zaciazyla :shock: A co tu mozna doradzic, rodziny jej nie zmienimy, ani tego ze nie akcpetuja jej partnera, do tego trzeba przegruntowac swoje poglady i byc w jakims % tolernacyjnym. Jedyne wyjscie to sie wyprowadzic, i myslec o tym co bedzie w przyszlosci a nie zyc terazniejszoscia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie jest takie proste, żeby uniezależnić się finansowo. Niektórym przychodzi to łatwiej, innym trudniej. Obecnie kończę studia i bardzo chcę się usamodzielnić. Niestety sytuacja jest taka jaka jest i nie mamy możliwości się wyprowadzić. Powoduje to frustracje nie tylko nasze ale i naszej rodziny. Nikomu nie jest z tym dobrze, ale narazie nie możemy nic zrobić. Poza tym mam trudności z byciem samodzielną. Boję się podjąć pracę. Mam jednak straszliwie niską samoocenę. Kiedyś zaczęłam pracę mimo, że rodzice mówili, że sobie nie poradzę, niestety faktycznie nie poradziłam sobie i jedyne co usłyszałam to "a nie mówiłam". Jestem więc rozbita na a) Rodzice mają zawsze racje i sobie nie poradzę b) rodzice nie mają racji - poradzę sobię.

 

Wiem, że nie zmienię moich rodziców. Chcę jednak nauczyć się jak nie dać się zwariować. Jak tu postąpić w zgodzie z samą sobą i nie urazić nikogo. Przez brak najmniejszych nawet oznak czułości (już nawet będąc sam na sam przestaliśmy się przytulać. Chyba z przyzwyczajenia). Jesteśmy po ślubie prawie trzy lata. Sytuacja się niestety nie zmienia, a wręcz się pogarsza. Maż nie raz słyszał "Szkoda, że spotkałeś naszą córkę." Już dłużej nie chcę być między młotem a kowadłem, bo nie da się być lojalnym wobec rodziny i wobec męża jednocześnie. Zupełnie nie potrafię się w tym odnaleźć, choć minęło już tyle czasu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

http://flandra.wordpress.com/2009/12/22/czy-masz-syndrom-dda-zrob-sobie-test/

 

Zrób sobie test :)

 

 

jak-rozpozna-czy-masz-syndrom-dda-lub-ddd-t24028.html

 

I Poczytaj sobie i porównaj które z tych punktów do Ciebie pasują

napisz co Ci wyszło .

 

 

Wydaje mi się że możesz mieć syndrom DDD

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem dorosłym dzieckiem alkoholików. W mojej rodzinie nie było alkoholu.

Tym bardziej z nim problemu. No ale faktycznie wiele z tego co było napisane w teście mam. Skopiowałam to co mnie dotyczy.

 

 

Boję się utraty kontroli, choć reaguję bardzo emocjonalnie.

Zdarzało się że ktoś w mojej rodzinie nie panował nad sobą. B

yły krzyki i czasami szarpanie.

W mojej rodzinie chaos wybuchał zupełnie niespodziewanie. Chyba. Zwłaszcza jak coś było nie po czyjejś myśli.

 

Trudno mi wyrażać uczucia, bo kiedy próbuję, to nie mam słów na wyrażenie ich. Rzadko mówię o tym co mnie boli.

Konflikt oznaczał, że ktoś się na kogoś wydzierał, lub obrażał się i wychodził z pomieszczenia. Trudno mi odmówić, kiedy ktoś prosi mnie o pomoc.

Czuję się winny za odczuwanie jakichkolwiek własnych potrzeb. Ciągle za wszystko przepraszam. Przepraszam za rzeczy, które nie wymagają przeprosin.

W mojej rodzinie ktoś zawsze był obwiniany.

W znacznej mierze jestem samotnikiem.

Mam skłonność, by nie śmiać się bez uprzedniego sprawdzenia, czy inni też się śmieją. Kiedy czuję się zagrożony, przyjmuję pozycję obronną

Czasem wolę skłamać, niż przyznać się do popełnionego błędu.

Odejście jest dla mnie niezwykle trudne.

Jeżeli ty masz rację, to ja napewno się mylę W mojej rodzinie stale posługiwaliśmy się takimi terminami, jak: zawsze, nigdy, bezwzględnie, całkowicie (wiecznie)

Pamiętam jak mówiono mi "nie denerwuj się".

 

Dodam tylko, że przestałam się zwierzać ze swoich problemów rodzinie, bo zwykle moje problemy są rozumiane jako moje widzimisię, albo szukanie problemu tam gdzie go nie ma.

Może faktycznie nie mam problemów tylko niepotrzebnie zawracam głowę?

Nie mniej jednak faktem jest że nie potrafię się usamodzielnić.

Rozmawiałam z rodziną o przeprowadzce, że chcę i że napewno wkrótce to nastąpi.

 

Dowiedziałam się że:

- nie poradzę sobie

- mąż nie zarobi na nasze utrzymanie (i wtedy napewno wyśle mnie, żebym zarabiała na ulicy)

- nie skończę studiów

- jeśli się wyprowadzę, to dziadkowie podupadną na zdrowiu

- jeśli się wyprowadzę to nie dostanę od rodziców żadnych pieniędzy

- nie myślę wcale o dziecku (no właśnie myślę i dlatego chcę się wyprowadzić. Małe dziecko nie powinno non stop słuchać przykrych słów i kłótni)

 

Co o tym myślicie? Może powinnam pójść do psychologa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

DDD - Dorosłe Dzieci Rodzin Dysfunkcyjnych

 

To że w twojej rodzinie nikt nie nadużywał alkoholu nie oznacza że wszystko było w porządku.

 

Myślę że powinnaś się udać na jakąś terapie DDD .

Im szybciej zrozumiesz na czym polega problem , tym szybciej będziesz mogła pracować nad tym problemem.

Żeby Tobie żyło się lepiej. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

leotie, trzeba bylo najpierw byc niezaleznym finansowo, a potem brac slub :shock: Jak sie Wam nie podoba to sie wyprowadzcie. A tak to sie podpisuje pod postem czlowiek nerwica, mieszkacie z rodzicami to jakkolwiek oni by mieli poglady to ich dom i trzeba sie do tego dostosowac.

Ja tylko podpiszę się pod tym obiema łapkami...niestety, jak się jest na czyimś utrzymaniu to należy robić tak jak on sobie życzy....

Trzeba było poczekać ze ślubem a teraz...jaka na to wszystko rada?

Rodziców nie zmienisz, to dorośli ludzie i tak naprawdę nie masz na nich wpływu....idź na terapię, idź do pracy, wyprowadźcie się....chyba już lepiej wynająć jakiś pokój w mieszkaniu studenckim i tam zamieszkać z małżem niż z rodzicami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lolita, No niestety taka jest prawda, wolnoć Tomku w swoim domku. Nie mowie tu o przypadkach drastycznych - ale to co zostało tu opisane ( że np. rodzice nie życzą sobie obściskiwania i całowania w swojej obecności) jest w pełni uzasadnione moim zdaniem. No i niestety - klasyka życia - rób tak jak ci każę albo nie będzie kasy........ jedyny sposób na to to mieć swoją kasę ......i tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję wszystkim za Wasze opinie. Związek małżeński zawarłam, bo oboje tego chcieliśmy. Dziecko już było na świecie, więc to raczej nie było powodem. Nie są jednak chyba istotne powody zawarcia małżeństwa, tylko to jak wpłynęło to na życie w rodzinie. A wpłynęło tak, że małżeństwo jest w zasadzie "na papierze". Ja rozumiem, że komuś może przeszkadzać pocałunek, przytulenie...ale czy naprawde musi przeszkadzać, żee np robię mężowi śniadanie, albo mówię do niego "kochanie"? Bo u mnie właśnie tak jest.

 

Wiele młodych małżeństw jest zmuszonych do mieszkania z rodzicami bo nie stać ich nawet na wynajem. Nie każdy ma piękny i idealny start. Oczywiście najlepiej dla nas byłoby się wyprowadzić i oczywiście do tego będę dążyć. Nie mniej jednak boję się, że w życiu sobie nie poradzę (tak jak wmawia mi rodzina). Pewnie mają racje, bo z poczuciem własnej wartosci poniżej średniej krajowej, powinnam w ogóle się ubezwłasnowolnić.

 

Aha, jeszcze jedno. Uważam, że np rządzenie, mówienie komuś co ma robić ze swoim życiem, rozpytywanie o rzeczy prywatne, układanie zycia, układanie rzeczy w szafkach, decydowanie o wszystkim za nas nie można podpiąć pod "wy u nas mieszkacie, więc róbcie jak mówimy". Nie ma jakiejś podstawowej prywatności i intymności, co jednak w związku jest bardzo potrzebne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

leotie, no tak ale zrozum - jesteście zależni od nich finansowo, nie dokładacie się do mieszania i jeszcze bierzecie od nich kasę a macie małe dziecko.Tak zrozumiałam. Niestety to jest tylko i wyłącznie wasza wina. Oczywiście tak nie powinno być - ale moim zdaniem jedyne wyjście to zacząć zarabiać na własną rodzinę i stać się niezależnym albo zaakceptować istniejącą sytuację.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

człowiek nerwica, pewnie miłość....tylko szkoda, że miłością się nie da zapłacić czynszu za mieszkanie i najeść :roll:

W takim razie kolejny dowód na to,że miłość to uczucie utrudniające życie(no chyba,że osoby będące ze sobą są odpowiedzialne i wiedzą,że w danym momencie nie mogą się pobrać i zamieszkać ze sobą,dlatego decydują się na małżeństwo póżniej)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aha, jeszcze jedno. Uważam, że np rządzenie, mówienie komuś co ma robić ze swoim życiem, rozpytywanie o rzeczy prywatne, układanie zycia, układanie rzeczy w szafkach, decydowanie o wszystkim za nas nie można podpiąć pod "wy u nas mieszkacie, więc róbcie jak mówimy". Nie ma jakiejś podstawowej prywatności i intymności, co jednak w związku jest bardzo potrzebne.

 

To jest tak samo twój dom ,jak i twoich rodziców i masz prawo do swojej prywatność bez względu na to, czy rodzice wam dokładają do życie czy też nie. Nie jesteś już małą dziewczynką i nie musisz za każdym razem pytać ich o zgodę.

 

Na pewno ciężko było by zrozumieć jakimi pobudkami kierują się twoi rodzice . Odnoszę wrażenie że mimo wszystko mają satysfakcję z tej całej sytuacji , to jest swoistego rodzaju kara , tak bym to nazwała. Na każdym niemalże kroku udowadniają Ci jak wielki błąd popełniasz , że coś robisz źle . Tutaj problemem na pewno nie są pieniądze. Dają je z własnej woli a nie z przymuszenia. Tak sądzę .

 

 

Więc radziła bym Ci iść do psychologa i on powinien Cię pokierować na terapie DDD.

 

I mama nadzieje że uda się wam wyprowadzić i stanąć na własne nogi . ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

linka dokładamy się. Jesteśmy tylko częściowo (bo nie całkowicie) zależni FINANSOWO, ale to nikogo nie upoważnia do wtrącania się w nasze prywatne sprawy i jak się do siebie zwracamy, ani tym bardziej jak wychowujemy dziecko. Niestety często jesteśmy zmuszeni brać od nich pieniądze, przez co często kwestie finansów i spraw prywatnych są ze sobą wymieszane. Np. "Jeśli zadecydujecie w ten sposób to nie damy wam pieniędzy". To poniżające.

 

Ale czytając Wasze odpowiedzi zastanawiam się czy to faktycznie DDD czy może to ja mam problem, bo za wcześnie wyszłam za mąż? Pomyślałam jeszcze o jednym. Czytałam kiedyś o "podwójnym wiązaniu" czyli wysyłaniu najczęściej przez rodziców sprzecznych ze sobą komunikatów. W moim przypadku komunikat "Jesteś najlepsza, najmądrzejsza, najpiękniejsza" jest sprzeczny z "Nie dasz sobie rady, bez nas sobie nie poradzisz, chcemy Ci pomóc, żeby Ci było łatwiej!" Ostatnio gdy słyszę, że chcą mi pomóc, to staram się w ogóle nie nawiązywać kontaktu, a jeśli już to jestem opryskliwa, denerwuję się, płaczę. Może to przez to tak trudno mi coś osiągnąć? Nie mniej jednak w najbliższym czasie odwiedzę psychologa. I postaram się jak najszybciej wyprowadzić. (Ciekawa tylko jestem czy wyprowadzając się nikogo niechcący nie zranię? Np mamy, która będzie się bała, czy jej mała córeczka nie zrobi sobie krzywdy.)

 

Dziękuję, za wszystkie odpowiedzi. Były naprawde bardzo pomocne! Jeśli coś się zmieni (a zmieni się napewno), to o tym napiszę:-) Dziękuję Wam bardzo!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To jest tak samo twój dom ,jak i twoich rodziców i masz prawo do swojej prywatność bez względu na to, czy rodzice wam dokładają do życie czy też nie. Nie jesteś już małą dziewczynką i nie musisz za każdym razem pytać ich o zgodę.

 

Ja mam na tą sprawę inne zdanie, owszem to jest jej dom, ale od kiedy stała się dorosła, założyła rodzinę ma obowiązek łożyć na jego utrzymanie....

 

Próbowałaś rozmawiać z rodzicami w ogóle na ten temat? Dlaczego zachowują sie tak a nie inaczej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam na tą sprawę inne zdanie, owszem to jest jej dom, ale od kiedy stała się dorosła, założyła rodzinę ma obowiązek łożyć na jego utrzymanie....

 

Owszem tego nikt nie kwestionuje aczkolwiek rodzice nie są zmuszani pomagać finansowo !

Państwo pomaga wielu rodzinom które też są w nie najlepszej sytuacji finansowej a jednak nie ingeruje w życie prywatne , a ni też w sposób wychowywania dzieci. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lolita,to wciąż w większej części dom rodziców niż ich,oni mają prawo traktować jej męża i swoją córkę jak chcą,bo nawet mimo tego,że oni się dokładają,to ich dom.I nie mówie tutaj tylko o znaczeniu hmm materialnym ale w ogóle życiowym,bo to nie mąż mieszkał w tym domu przez wcześniejsze lata tylko oni z córką.

A poza tym no przykład z państwem w ogóle nie pasuje do rodziny.No chyba,że rodzinę pojmujesz w kategoriach hmm jakiejś dosłownie instytucji z określonym budżetem,

Czy może to ja mam problem, bo za wcześnie wyszłam za mąż?

hmm...;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lolita,to wciąż w większej części dom rodziców niż ich,oni mają prawo traktować jej męża i swoją córkę jak chcą,bo nawet mimo tego,że oni się dokładają,to ich dom.I nie mówie tutaj tylko o znaczeniu hmm materialnym ale w ogóle życiowym,bo to nie mąż mieszkał w tym domu przez wcześniejsze lata tylko oni z córką.

A poza tym no przykład z państwem w ogóle nie pasuje do rodziny.No chyba,że rodzinę pojmujesz w kategoriach hmm jakiejś dosłownie instytucji z określonym budżetem,

Czy może to ja mam problem, bo za wcześnie wyszłam za mąż?

hmm...;)

 

Ona i jej mąż mają takie same prawo do prywatności jak każdy inny obywatel.

Przykład z państwem jest jak najbardziej trafiony . Ludzie często zamieszkują w mieszkaniach które należą do gminy i nie sądzę żeby gmina wchodziła w ich życie z butami i nakazuje im jak mają żyć.

 

 

 

Ile już jesteście lat ze sobą ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×