Skocz do zawartości
Nerwica.com

walka z wiatrakami


pestka20

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie.

 

Mam problem, z którym... z którym już naprawdę nie potrafię sobie poradzić. Tym problemem są różnego rodzaju fobie i natręctwa, które dopadają mnie od czasu do czasu. Ehh... no może gdyby faktycznie to było 'od czasu do czasu' jakoś bym to zniosła. Kłopot w tym, że ostatnio dopadają mnie one bez przerwy.

 

Walczę z tym. Przekopałam tony fachowej literatury i wiem, że jeśli człowiek podda się takiej fobii lub natręctwu i będzie robił, to co one mu każą, z miejsca jest przegrany. Toteż ja starałam się walczyć, za wszelką cenę pokazać sobie, że to wszystko to tylko moje chwilowe urojenia. Żeby jaśniej przedstawić sytuację, podam przykłady tego, co potrafiłam sobie ubzdurać.

Mianowicie:

-potrafiłam sobie wmówić, że napisałam do kogoś obraźliwe maile, sms-y, zwłaszcza do osób, których naprawdę nie lubię (dziewczyna mojego byłego, nauczycielka matmy itp.). Potrafiłam sprawdzać takie rzeczy tysiące razy, czy przypadkiem w 'wysłanych' nie ma takiej wiadomości itp.. W końcu jakoś pokonałam to, stwierdziłam, że to zbyt irracjonalne i zaprzestałam wszelkiego sprawdzania, dzięki czemu przeszło jak ręką odjął.

-urywałam się ze szkoły do domu na przerwie biegnąc do utraty tchu, żeby zobaczyć, czy wyłączyłam żelazko, gaz, wodę.....

-potrafiłam ubzdurać sobie, że okradłam sklep, pobiłam kogoś czy też że ukradłam pieniądze. W rzeczywistości wiedziałam, że w życiu nie dopuściłabym się czegoś takiego. Aby sprawdzić, czy faktycznie to zrobiłam, czytałam gazety, kroniki kryminalne, słuchałam nowin od sąsiadów, czy przypadkiem kogoś nie okradziono itp. Z tym było mi trochę trudniej, ale się udało. Poukładałam sobie w głowie jakoś to wszystko, przestałam drążyć, sprawdzać, analizować.

 

Teraz jednak pojawiło się coś, z czym od dłuższego czasu... po prostu nie wiem, jak walczyć. Podporządkowuję temu całe swoje życie, ta myśl mnie od środka zatruwa.

 

Ostatnio wpadł mi w ręce artykuł na temat wirusa hiv, sposoby zarażenia się, profilaktyka itp. I nagle w pewnym momencie uświadomiłam sobie coś, o czym wcześniej nie wiedziałam. Byłam po prostu nie dość wyedukowana. To trochę krępujące, ale czytając ten artykuł dowiedziałam się, że istnieje także ryzyko zarażenia się od partnera seksualnego poprzez seks oralny bez prezerwatywy. O tej możliwości naprawdę nie wiedziałam...

W swoim życiu miałam tylko jednego partnera seksualnego i właśnie na taki rodzaj współżycia się zdecydowaliśmy. Związek rozpadł się w momencie, kiedy dowiedziałam się, że mój chłopak prowadzi bardzo bujne życie towarzyskie, a co za tym idzie seksualne za moimi plecami... co przeżyłam, to moje.

Wiedziałam, że za każdym razem się zabezpieczaliśmy, jeśli chodzi o klasyczny rodzaj współżycia... ten artykuł mnie jednak trochę rozbił. Wiedziałam, że teraz pojawiło się coś, co na długi czas nie da mi spokoju.

 

Przewróciłam do góry nogami cały internet, nie było się co pocieszać, ryzyko zarażenia było. I to duże. Nie chciałam tego odwlekać. Poszłam zrobić sobie test.

 

Teraz czekam na wyniki. To, co dzieje się z moją głową to jakiś istny sajgon. Po pierwsze, boję się potwornie, co chyba nie jest takie dziwne w mojej sytuacji. Po drugie analizuję już dosłownie wszystko. Boję się, czy pielęgniarka we właściwy sposób pobrała mi krew. Ukłuła mnie dwa razy, bo coś to pobieranie nie szło... czy nie ukłuła mnie zakażoną igłą za drugim razem? Czy się nie pomyliła z niczym? Badanie robiłam w Punkcie Konsultacyjno Diagnostycznym... musiałam tam przejść przez ankietę... boję się, że po prostu pod wpływem emocji nie zaznaczyłam tego, co mnie niepokoi (prawie że nie widziałam co tam zaznaczam) i wynik wyjdzie fałszywy w którąś stronę, bo nie wzięłam czegoś pod uwagę... (jak gdyby badanie na obecność wirusa robiło się pod kątem jakiegoś ryzykownego zachowania). Pielęgniarka nie wiem, czemu mnie jakoś przepraszała za to drugie ukłucie, jakby to nie było normą, że czasem trzeba pobrać krew z drugiej ręki, bo z pierwszej nie da rady. To też mi dało do myślenia.

 

Zdaję sobie sprawę, że to co teraz napisałam to istny horror, a dla niektórych być może coś śmiesznego. Wiadomo, ludzie mają poważne problemy i takie bzdety jak fobie, to nic w porównaniu z ciężką chorobą itp. Nie jestem jakimś psychoanalitykiem, ale zauważyłam u siebie pewną zależność.

Takie poważne problemy, były kiedyś moim udziałem. Nie były one jakieś rozdmuchane, miałam bardzo ciężkie dzieciństwo, przeszłam poważną chorobę, śmierć bliskich osób, wiem co to głód, brak miłości... a teraz... kiedy wszystko się pozmieniało, mam wrażenie, że nie ja sama, tylko mój mózg nie daje mi spokoju i na siłę zawsze wymyśla coś, czym mam się martwić. Generuje sztuczne problemy po to, bym nie mogła cieszyć się życiem, bo nigdy nie było mi to dane. Czy coś takiego jest możliwe?

 

Dodatkowo całą tą moją sytuację z testami pogarsza fakt, że zakochałam się w cudownym chłopaku. I tak naprawdę to nie boję się do końca o siebie, ale o to żeby jego nie skrzywdzić niczym, bo to pierwsza osoba w moim życiu, która dała mi namiastkę miłości. I teraz, kiedy jest tak dobrze, nagle wymyśliłam sobie bagno, z którego mogę się nie wydostać. Teraz, kiedy pierwszy raz w życiu naprawdę czuję, że mam po co żyć, robię wszystko, żeby być jak najbardziej nieszczęśliwą... a naprawdę... bardzo tego stanu nie chcę. Chcę wreszcie żyć, nie martwić się, kiedy naprawdę nie ma o co...

 

Wiem, że wizyta u jakiegoś terapeuty jest czymś, czego nie uniknę. Byłam w błędzie myśląc, że poradzę sobie sama z moją pogięta psychiką. Jednak na razie nie wiem, czy byłabym komukolwiek w stanie powiedzieć na żywo o tych moich problemach, zwłaszcza obcej osobie. Już samo to, że piszę jest dla mnie czymś okropnym, bo pisząc to wszystko zdaję sobie sprawę jak bardzo mogę być śmieszna w Waszych oczach. Ja to wiem.

 

Tylko jak mam się pozbyć tych myśli? Jak sobie z tym radzić przez najbliższe dni? Jak mam się zacząć cieszyć z tego, że żyję?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pestka20: Twoja historia nie jest w żaden sposób śmieszna, na pewno gdybyś poszła do specjalisty nie odebrałby Cię jako nienormalną osobą. Takie problemy psychiczne zdarzają się dość często i co najważniejsze musisz z kimś o nich porozmawiać, np. terapeutą, psychologiem, może będzie konieczna konsultacja z psychiatrą. Wydaje mi się, że jedynym sposobem na ulżenie sobie i nie poddawanie się tym destrukcyjnym myślą jest powiedzenie o nich komuś zaufanemu. Nie czekaj z wizytą u terapeuty. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, jeżeli mogę coś doradzić. Wydrukuj treść tego maila, i weź ze sobą na wizytę do psychoterapeuty. Bardzo dokładnie i przejrzyście opisałaś swój problem, a to powinno pomóc w postawieniu szybkiej diagnozy. Powodzenia, trzymam mocno kciuki!

fachowiec podpowie, co zrobić, aby opanować tego typu nakręcanie się. HIVa nie masz na 99 koma 99 procent, ale gdy to się wyjaśni, na 99 koma 99 procent wkręcisz sobie inne choróbsko, tyle tego jest, że na bank coś do siebie dopasujesz. Wiem, bo ja też tak mam :?:roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lonita, wiem, że powinnam z kimś o tym porozmawiać. To jednak nie jest takie łatwe. Kiedyś taką osobą, do której mogłam iść była mama i faktycznie, po każdej kolejnej rozmowie, jak po sesji u terapeuty, robiło się lżej. Ale za chwilę pojawiało się coś nowego. To też stało się elementem nerwicy, jak tylko wyszłam z jednego, wkręciłam się w drugie. Stwierdziłam po jakimś czasie, że nie ma sensu zatruwać drugiej osoby swoimi problemami, skoro to i tak na dłuższą metę nie pomaga.

 

Zachmurami, tak, wiem... wizyta u jakiegoś terapeuty jest nieunikniona, tak trzeba zrobić. Zanim jednak podejmę ten krok, muszę jakoś sobie poradzić z tymi okropnymi myślami... tylko jak? Jak Ty sobie radzisz, skoro masz podobnie? Masz na to jakiś sposób?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie poddawaj sie! Rozmowa z mama to niestety nie to samo co rozmowa z terapeuta. Specjalista nie mam do pacjenta tak emocjonalnego stosunku jak bliska osoba, poza tym jego zadaniem nie jest pocieszanie, ale dojscie do zrodla problemu i przeniesienie go z podswiadomosci do swaidomosci. Napewno twoje podswiadome obawy wplywaja w znaczny sposob na twoje postepowanie. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×