Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta


Gość

Rekomendowane odpowiedzi

hellowka!!nawet nie wiecie jak wasze slowa pokrywaja sie z moimi ostatnimi przemysleniami ale uslyszec to od innych zupelnie obiektywnych osob tak podobnych do mnie to jak ogromniaste uderzenie taaka patelnia w glowice!!!!! :D ten pobyt w Polsce i w miare spokojne i przede wszystkim szczere bycie samej ze soba to niesamowita okazja do poukladania tego nieporzadku w mojej skolowanej glowce!!!!staram sie jak tylko moge!!!!mam zamiar dbac o siebie bojak ja o siebie nie powalcze to kto to zrobi?.moze ta cala sytuacja z tym babolcem przyslonila mi te osoby ktore sa ciagle przy mnie a ich nie dostrzegalam.juz zrobilam pierwszy krok przeprowadzilam sie bez niej,ale byla awantura i wtlaczanie poczucia winy.nie udalo sie jej!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MILKA bardzo dziekuje za wsparcie i odpowiec taka szybkom to dlamnie wiele znaczy ja jestem zalamana swojim stanem dlamnie to jest horror nie wiem jak z tym walczyc nikt mnie nie rozümi makabra a ja sie mecze zdnia na dzien :(:(

POZDRAWIAM PA JESZCZE RAZ DZIEKI

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Milka, ja myślę,że nasze mamy nieświadomie nas skrzywdziły. Jeżeli chodzi o moją mamę i jej nerwicę, to myślę, że tymi skargami chciała sobie ulżyć. Jak wiadomo każdy nerwicowiec dzieli się z najbliższymi swoimi żalami na temat dolegliwości. Pod ręką byłam tylko ja, ponieważ cała rodzina pracowala, a my siedziałyśmy razem w domu. Musiałam na to patrzeć i płakałam z nią.

Nie mam jeszcze dzieci, nie wiem jak w przyszłości z nimi postępować, żeby nie spotkało ich to samo. Może zapewniać, że to nic takiego...Mam nadzieję, że to szybko przejdzie. W końcu wiem od czego to się zaczęło, a to już coś.

Na następne spotkanie pani psycholog kazała mi przygotować wykres z mojego życia- trudne sytuacje z mamą. Chyba będziemy drążyć. Jak dalej u Ciebie przebiegała terapia?

 

[ Dodano: Pią Lip 14, 2006 2:03 pm ]

Kamka, a próbowałaś ćwiczeń oddechowych i relaksacyjnych?

Wciągasz powietrze aż cały brzuch Ci się napełni, wstrzymujesz oddech liczysz do 5 i powoli wypuszczasz. Tak kilka razy. Na mnie to działa.

Możesz też mocno napinać mięśnie i gwałtownie rozluźniać. Zaczynasz od nóg (podciągasz palce i napinasz łydki i uda)- szybko rozluźniasz, potem poślagki, brzuch, plecy, ręce (zaciskasz pięści), nadymasz policzki i odpuszczasz, marszczysz czoło, zaciskasz oczy i odpuszczasz. Potem jak leżysz taka rozluźniona wyobrażasz sobie, że masz bardzo rozluźnione wszystkie mięśnie. Zaczynasz znowu od stóp. Wypróbuj. Psycholog kazala mi to robić conajmniej 3x dziennie. Nie martw się!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chica gratuluje i zycze dalszych postepow... ja tez niedlugo jade do Polski, i mam zamiar wszystko sobie poukladac w glowie, chociaz nie wiem czy dam rade... musze sie odizolowac od tego mojego zycia na troche zeby zrozumiec czego ja chce...

pozdrawiam wszystkich

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam wszystkich!!!do tych samych wnioskow doszlam juz jakichs czas temu tylko musialam zrobic ten pierwszy krok i poukladac ten niesamowity zamet jaki zakradl sie do mojej glowy!!!przez ostatni miesiac chodzilam jak skolowana a moja glowa funkcjonowala jak myslowa autostrada ta najbardziej ruchliw w swiecie.myslalam ze zwariuje!!!!tym pierwszym krokiem do nabrania dystansu byla wyprowadzka ze wspolnego domu,bo nie dosc ze z nia pracuje to jeszcze mieszkalam!mowie wam OBLED!!!czulam jakbym sie taplal w tlustej smierdzacej zupie.postanowilam sie wyprowadzic.ale byla awantura i wmawianie mi poczucia winy,ze ja zostawiam i.t.d i.t.p.jest w tym dobra...pierwszy raz swiadomie sie postawilami juz wie co o niej mysle!!moj 1szy krok!!!!! :mrgreen: pozdrawiam i trzymam za was kciuki!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

DZiękuję za miłe słowa. leczyłam się. jezeli mozna to tak nazwać. odwiedzałam psychiatrę 2 lata temu ale skonczyło się na tym ,że dostałam tabletki na spanie. fakt że 2 lata temu nie miałam tak silnych objawów.

dziś juz sobie nie radze.nawet nie umiem nazwac tego co się ze mną dzieje.staram się pozytywnie myśleć. są dni kiedy jest w miare ok.

ale są tygodnie kiedy mam ochotę zresetowac mózg i nie bac się , nie myśleć. pozdrawiam Was , to miłe ,że mogę tu powiedzieć wszystko i wiem że mnie zrozumiecie.dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj daszo w naszuch nerwowych kregach!! :D:D:D:D:D

zadam cislonce to samo pytanie co czarna.leczysz sie gdzies?bierzesz jakies leki??odzywaj sie do nas jak najczesciej bo to baardzo pomaga.sama dolaczylam niedawno i musze sie ciprzyznac ze czerpie z tego sporo sily...........czekamy na cie i trzymam kciuki.wiem o czym mowisz bo na samym poczatku choroby kiedy jeszcze nie bardzo rozumialam co sie ze mna dzieje i dlaczego mialam niemal takie same obiawy co ty moja droga...juz mialam skierowanie na oddzial zamkniety bo tak sie ze mna dzialo,bylam u kresu i myslalam o najgorszym...jesli sie nie leczysz to musisz jak najszybciej zaczac!!!!!!dziekuje wam za kazde slowo jakie do mnie piszecie.uslyszlam dzis cos bardzo waznego...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dasza napisze coś co często tutaj ludzie piszą, trzeba iś do lekarza, Niektórzy może napiszą że prochy niepotrzebne. Mnie jednak wyciągnęły z najgorszego dna. Oprócz tego wiele osób radzi psychologa(sama jeszcze nie byłam ale jestem zapisana) To forum także dało mi siłę i zaczynam rozumiec niektóre rzeczy. To jest taka moja psychoterapia. Czytaj tutaj dużo , ja tez tak robię chociaż omijam niektóre tematy albo chociaż staram s ię to robic he he. Czytaj to co Cię wzmocni i doda sił. Chica powodzenia i trzymaj się mocno :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czarna - wiem. :( pójde. nim napisałam, przeczytałam uważnie wasze posty. nie wszystkie. ale większość. to ważne dla mnie że są ludzie którzy czują podobnie i wiedzą że to co się ze mną dzieje to nie zgrywa.

wydrukowałam sobie część i będę czytać .miłego weekendu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam ponownie. Mam nadzieję, że nikt nie objedzie mnie za kolejny temat, ale staram się dociec kiedy i jak zaczynały się moje problemy, a ponieważ nie mam z kim o tym pogadać, więc umieszczam to tutaj z możliwością komentowania.

Otóż wszystko zaczynało się dziać w 1998 roku, kiedy zaczynałem (we wrześniu) 8 klasę szkoły podstawowej (przed cud reformami). Pamiętam dokładnie, że w ten dzień był w TV pokazywany pogrzeb Diany. Tego dnia czułem się wyjątkowo "dziwnie". I wieczorem dostałem "kręcz karku" - moje głowa odchyliła się do tyłu i nie mogłem jej opuścić w dół. Przyjechało pogotowie, dostałem jakiś zastrzyk, który "rozluźnił" mieśnie i jakoś przeszło. Lekarz stwierdził naderwanie, lub zerwanie mięsnia koło obojczyka. Po jakimś tygodniu zaczęły się cyrki. Najpierw "mroczki" przed oczami, później "przekrzywianie" się obrazu w prawo i zawroty głowy. Z rodzicami odwiedziliśmy całe "stada" lekarzy. Nikt nie wiedział od czego to. Wtedy bałem się chodzić do szkoły i zawaliłem cały pierwszy semestr. Pediatra sugerował wtedy nawet, że udaję aby nie musieć chodzić do szkoły. :shock: Po jakimś 1/2 roku wszystko jakby przeszło, ja poprawiłem wyniki i skończyłem szkołę. Nie dostałem się do upragnionego L.O u siebie w mieście (złe oceny z I semestru - niedostateczny z plastyki i dla kontastu dobry z jednak trudnego przedmiotu, jakim jest chemia) i na skutek decyzji ojca (bo nie wypada, aby mój syn kończył zawodówkę!) dostałem się do L.Z (Liceum Zawodowe) w Cieszynie. W pierwszej klasie nie działo się nic niedobrego, ale nie zdałem jej. Czułem się wtedy jak śmieć, ale rodzice przekonali mnie, że każdemu czasem coś nie wychodzi. Więc poprawiłem się i zdałem następnym razem bezproblemowo. W drugiej klasie (2000 rok) zaczęło się znowu coś dziać. Lęki, przekrzywianie obrazu, nieobecności w szkole. Dzięki upartości mojego nauczyciela historii (nie można się poddawać) miałem na koniec tylko dwie pały. Szkoła zgodziła się na komis (Fizyka i matematyka). Czułem się w tamte wakacje jakoś dziwnie, ale postanowiłem się zmobilizować i zdałem te 2 egzaminy. Byłem już w 3 klasie. Początek taki jak zawsze, ale już od listopada czułem się fatalnie. Ogromne zawroty głowy, problemy z koncentracją, mgła przed oczami i ogromne lęki. Po pierwszym semestrze 8 pał. To był już koniec. Czułem się fatalnie, a samotność bardzo mi dokuczała. Bałem się wychodzić z domu. Wtedy żyła jeszcze moja babcia, więc gdy się coś działo, wiedziałem, że nie jestem sam w domu. Wypisałem się ze szkoły, by po 2 tygodniach znów się do niej zapisać, do tej samej klasy, aby później ją powtarzać. Objawy przechodziły, ale pojawiła się depresja. Poprosiłem o pomoc swoją ciotkę, która jest psychiatrą. Po wszytkich badaniach wyszło, że jestem zdrowy. Myślano, że to choroba psychiczna. Ciotka jako, że nie powinno się leczyć rodziny skierowała mnie do szpitala psychiatrycznego w Katowicach Ochojcu. Byłem tam jedeń dzień, ciotka najadła się takiego wstydu, kiedy mnie "wyciągała", ale do dziś mam koszmary z tamtym miejscem. Kraty w oknach, pasy bo nie chciałem dobrowolnie zjeść Relanium 2mg i ta wyjątkowo wredna doktor W. (nie podaję nazwiska celowo). Kiedy wróciłem do domu jeszcze przez miesiąc bałem się, że pójdę na pasy, że po mnie przyjadą. Depresja się nasilała. Zaczął się nowy rok szkolny. Kiedy poszedłem do nowej klasy i zrozumiałem, że już dawnych kolegów nie mam i nie będzie ich już (a byli to wyjątkowi ludzie) załamałem się. Zażyłem 300 tabletek nasennych. Niestety (a może stety) babcia szybciej wróciła do domu z targu. Odratowali mnie. Poszedłem do psychiatryka i pomogło mi to. Poznałem bardzo miłego pana Zbyszka i bardzo "sympatycznych" i mądrych lekarzy. Podczas swojego pobytu tam wyciszyłem się i przeczytałem książkę "Potęga Podświadomości" Josepha Murphego. Bardzo mi to pomogło. Ale nie potrafiłem już wrócić do "normalnej" szkoły. Zapisałem się więc do szkoły eksternistycznej. Po roku (znowu w wakacje) depresja znowu wróciła. Znowu chciałem się zabić. I znowu nie wyszło. W międzyczasie ciotka, która była i nadal jest kimś bardzo ważnym zerwała ze mną wszelkie kontakty. (A mieszkamy 40 kilometrów od siebie). Bardzo mnie to zabolało. Ale jakoś żyłem. W 2004 zmarła moja bacia (ze starości). Czułem się wtedy fatalnie. Nikt nawet mnie nie zapytał jak się czuję po jej śmierci, a przed jej pójściem do szpitala powiedzieliśmy sobie wielu złego. Niestety nie zdołałem jej już przeprosić. Dodatkowo ojciec (bo to była jego mama) chyba w złości powiedział, że babcia zaczęła czuć się źle po moich próbach samobójczych i to moja wina, że umarła. Bo gdyby nie moje wybryki, to nadal mogłaby żyć. Jak się wtedy czułem, chyba nie muszę pisać. Nadal mam ogromne poczucie winy z tego powodu. Ale jakoś się układało. Do tamtego roku. Miałem ogromne problemy aby zmotywować się do skończenia szkoły. Aż do września tamtego roku. Wtedy to umówiłem z ciotką. Potraktowała mnie jak śmiecia. Nie miała nawet czasu by ze mną porozmawiać. Dowiedziałem się od jej mamy (a mojej drugiej babci) jak jej mąż motywuje ich syna do nauki. "Ucz się synku, bo inaczej skończysz jak Krzysiek. W wieku 22 lat bez przyjaciół, bez dziewczyny, bez żadnych perpsektyw. Całowicie zależny od innych". Coś we mnie pękło. Postanowiłem, że skończę szkołę i udało się. W listopadzie (bo we wrześniu miałem do zdania 5 egzaminów) skończyłem szkołę, ale nikogo to nie obeszło. Nikt mnie pochwalił, za to zaczęli mówić, że też mi sztuka. Taki rodzaj szkoły skończyć. Poczułem się ogromnie wypalony. Dziś nawet nie wiem, czemu kończyłem tą szkołę. Chyba dlatego, że wydawało mi się, że jak będę miał to "średnie" to rodzina zacznie się do mnie odzywać i inaczej mnie postrzegać. Pomyliłem się i to bardzo. :cry: Wtedy też znowu "to" dało o sobie znać. Pojawiły się zawroty głowy, uczucie nierealności, nadciśnienie, itd. Po jakimś miesiącu wszystko przeszło. Ale nadal czułem się fatalnie. W maju miałem urodziny i bardzo liczyłem na to, że ciocie zadzwoni z życzeniami i przyjedzie w niedzielę, tak jak to zawsze robiła. Niestety, nawet nie zadzwoniła. Wtedy coś we mnie pękło. Poczułem się jak śmieć, jak ktoś kto nie istnieje. I samo się już potoczyło. Zawroty głowy, przekrzywianie obrazu, lęki, drętwienie ust, uczucie tracenia przytomności. Znowu przyszły myśli samobójcze. I jakoś to nie chce przejść. Wszystko jest nie tak, jak miało być. :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Krzysztof, tak z moich wyliczen wynika, ze masz jakies 22 lata, w kazdym badz razie duzy chlopak jestes... po pierwsze radze isc do psychologa, bo masz wiele mu do powiedzienia, a mysle, ze i jakies antydepresyjne by sie przydaly jak na poczatek, ale ja lekarzem nie jestem, wiec nie bede decydowac na ten temat... co innego chce powiedziec:

przeczytaj sobie uwaznie to wszystko co napisales, i sprobuj spojrzec na te wiadomosci z boku... piszesz tylko o swojej rodzinie, co oni mysla o Tobie, czy pamietaja o Tobie itd. a gdzie Ty jestes w tym wszystkim? gdzie jest Twoje zycie? na pewno nie mogles podjac pewnych decyzji wczesniej, bo niestety zaczalec cierpiec na nerwice w mlodym wieku, ale teraz jestes wystarczajaco duzy, zeby zrozumiec co jest dla Ciebie wazne...

wydawało mi się, że jak będę miał to "średnie" to rodzina zacznie się do mnie odzywać i inaczej mnie postrzegać

 

musisz wiediec, ze to co robisz w Twoim zyciu robisz to wylacznie dla siebie. Zastanow sie dla kogo skonczyles ta szkole? Czy zastanawiales sie kiedys nad tym kim chcesz byc w przyszlosci? moze szkola srednia do tego Ci nie byla potrzebna? a moze po prostu tak wiele robiles dla rodziny (jezeli nie wszystko), ze teraz nie wiesz juz nic? wiem, ze rodzina jest bardzo wazna, bo to nawet bardzo milo jak pamietaja o nas... tak samo z przyjaciolmi... ale nie mozemy oczekiwac nic od nich... zrozum, ze zyjesz dla siebie samego, to dla siebie samego powinienes byc szczesliwy, i nie miej oczekiwan, bo czesto sie zawodzimy i cierpimy niepotrzebnie, a jak juz nam cos milego sie przytrafi, to jest to podwojna radosc.

Moja rada, poza leczeniem, jest wziecie sie ostro za swoje zycie... znalezienie pracy, ktora by Ci odpowiadala, zainteresowan, tym samym zdobedziesz przyjaciol i dziewczyne... a wtedy ciotka Ci nie bedzie potrzebna...prawdopodobnie to w niej widziales nadzije, bo jest psychiatra, i teoretycznie to ona powinna Ci pomoc... ale wiedz, ze jestes zdrowy, nic Ci nie dolega, i to Ty sam sobie mozesz pomoc...

wiec glowa do gory, i nie poddawaj sie, jestemy z TOba :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie!

Przeczutałam to forum od deski do deski, lecz dopiero teraz się zarejestrowałam. U mnie jest podobnie jak u większości, jednak problemy z przełykaniem są teraz największą zmorą. Może nie tyle same problemy z połykaniem bo ich nie mam, ale strach przed jedzeniem nie płynnych rzeczy do tego stopnia, że jak nie ma przy mnie mojej mamy, która mogłaby pomóc w przypadku zadławienia to nic nie jem. Męczące to strasznie wiem, że muszę jeść czasami się zmuszam, ale pół kanapki to max. Gryzę ją wtedy bardzo dokładnie, praktycznie mielę, ale to strasznie uciążliwe. Mam wielką nadzieję, że moje paranoje nie doprowadzą do dalszego spadku wagi, na dzień dzisiejszy ok 8 kg mniej. Pozdrawiam wszystkich. Buziaczki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

betty

 

Ja wyczuwam, że to wszystko to "sprawka" tłumienia emocji. Chodzę do psychiatry, psychoterapeuty i bardzo mi to pomaga, ale. Właśnie, ale. Jak w piosence N. Kukulskiej - "...nikt nie będzie nigdy żył za ciebie". Kiedy już zaczyna mi się coś układać, to zawsze zaczynam myśleć w "czarnych barwach". Czyli po co to robię, i tak za xx. lat będę martwy, itd. A mój problem z emocjami polega właśnie na tym, że nie potrafię ich okazywać i je tłumię. Kiedyś gdy byłem zdenerwowany, zły, itd. brałem "gruszkę" i waliłem ile wlezie. I to pomagało. Ale kiedy to powiedziałem w szpitalu to dowiedziałem się, że jestem agresywny, itd. Więc teraz boję się je rozładowywać w taki sposób, bo przypomina mi się rok 2002 i "zonk".

I sam nie wiem co ja bym chciał robić w życiu. Kręci mnie informatyka i ciut się na tym znam, ale boję się wykonać ten pierwszy krok. Bo znowu coś nie wyjdzie.

A bardzo chiałbym mieć .... psa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Betty ma racje. Powinieneś "wziąść sprawy w swoje ręce" i zająć się swoim życiem. Ułuż je sobie tak abyś ty był z niego zadowolony a nie twija ciocia. Uważm, że masz w sobie wiele siły, skoro skończyłeś szkołę co stoi na przeszkodzie aby działać dalej? Będę trzymała kciuki i wierzę , że napewno ci się uda uwierz w siebie, warto!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Krzysztof, przeczytaj sobie teraz ten drugi Twoj post...zupelnie inaczej brzmi, ciesze sie... po pierwsze nie mozna tlumic emocji... w takim stanie calkiem normalne, ze mozesz czuz zlosc, jak i inne emocje, i calkiem naturalnym jest uwalnianie emocji... znajdz sobie tylko sposob, np. idz pobiegaj, przekop ogrodek (jezeli masz), albo zajecia tym podobne...

a kiedy zaczyna Ci sie cos ukladac, to nie mysl po co to, tylko zyj chwila i ciesz sie z danego momentu, pochwal samego siebie, ze Ci sie cos udalo, naprwde to jest lepsze niz pochwala ciotki...

Kręci mnie informatyka i ciut się na tym znam, ale boję się wykonać ten pierwszy krok. Bo znowu coś nie wyjdzie.

uwierz mi, ze to juz naprawde wiele skoro wiesz, ze informatyka Cie kreci... ze sie boisz to normalne, ale zacznij... jak siedzimy i rozmyslamy, to wszystko wydaje nam sie gorsze niz w rzeczywistosci, tylko rzucajac sie w wir wydarzen mozemy poczuc ze zyjemy...

i kup sobie psa, jezeli go bardzo chcesz, on Ci tez pomoze, bo bedzie dla Ciebie kims waznym... jezeli rodzice go nie chca, to po rozpoczeciu pracy wynajmuj sobie pokoik i juz mozesz miec psa, a i bedzie Ci lepiej, bo bedziesz niezalezny... oczywiscie nie wszystko na raz...powoli, malymi kroczkami a wszystko sie ulozy, jak zawsze tutaj powtarzam, daj sobie czasu !!!!! i akceptuj pewnie niepowodzenia, bo te zawsze sie napotyka na drodze, a jak tylko Ci przyjdzie cos glupiego do glowy, to pisz do nas... :) :) :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Krzysztof, przeczytaj sobie teraz ten drugi Twoj post...zupelnie inaczej brzmi, ciesze sie... po pierwsze nie mozna tlumic emocji... w takim stanie calkiem normalne, ze mozesz czuz zlosc, jak i inne emocje, i calkiem naturalnym jest uwalnianie emocji... znajdz sobie tylko sposob, np. idz pobiegaj, przekop ogrodek (jezeli masz), albo zajecia tym podobne...

a kiedy zaczyna Ci sie cos ukladac, to nie mysl po co to, tylko zyj chwila i ciesz sie z danego momentu, pochwal samego siebie, ze Ci sie cos udalo, naprwde to jest lepsze niz pochwala ciotki...

Kręci mnie informatyka i ciut się na tym znam, ale boję się wykonać ten pierwszy krok. Bo znowu coś nie wyjdzie.

uwierz mi, ze to juz naprawde wiele skoro wiesz, ze informatyka Cie kreci... ze sie boisz to normalne, ale zacznij... jak siedzimy i rozmyslamy, to wszystko wydaje nam sie gorsze niz w rzeczywistosci, tylko rzucajac sie w wir wydarzen mozemy poczuc ze zyjemy...

i kup sobie psa, jezeli go bardzo chcesz, on Ci tez pomoze, bo bedzie dla Ciebie kims waznym... jezeli rodzice go nie chca, to po rozpoczeciu pracy wynajmuj sobie pokoik i juz mozesz miec psa, a i bedzie Ci lepiej, bo bedziesz niezalezny... oczywiscie nie wszystko na raz...powoli, malymi kroczkami a wszystko sie ulozy, jak zawsze tutaj powtarzam, daj sobie czasu !!!!! i akceptuj pewnie niepowodzenia, bo te zawsze sie napotyka na drodze, a jak tylko Ci przyjdzie cos glupiego do glowy, to pisz do nas... :) :) :)

 

 

Właśnie zauważyłem, że im bardziej mi się nudzi i im bardziej myślę o tych wszystkich "niby" objawach, to zawsze czuję się jakoś fatalnie. A jak się czymś postaram zająć i zmusić do czegoś to nie zwracam na to uwagi, lub to nawet przechodzi.

Np. jak byłem ostatnio na mieście załatwić parę spraw, to zaczęło mi się kręcić w głowie. Najpierw się przestraszyłem, a później sobie pomyślałem : "Przestań chłopie. Nic się takiego nie dzieje. A nawet to co zrobisz. Walniesz się na chodnik, a i tak nie załatwisz nic.". I tak delikatnie uderzam się ręką w głowę (tak jak się "cuci" człowieka) przy tym myśleniu i nawet pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie jest głupie!! To są Twoje uczucia i w żadnym razie nie można myśleć, że są głupie. Rozumiem Ciebie troszkę bo też zawsze patrzę się na to co powiedzą inni a w szczególności mój mąż. Wystarczy jego drobny brak akceptacji i odrazu rezygnuję. Właściwie to rezygnowałam bo uczę się walczyć o swoje szczęście i o swoje zdanie. Mój mąż szczęśłiwie mi w tym pomaga. Ty też możesz znaleźć osobę, która będzie ci pomagała. I to wcale nie musi być Twoja ciocia. Nich to będzie ktoś inny bliski Tobie.

Pomyś o sobie, o tym, że warto żyć, bo zanim umrzesz masz jeszcze całe życie przed sobą, które należy do Ciebie i warto z niego korzystać. Chociażby dlatego aby mieć wspaniałych wnuków, takich jakim ty byłeś dla swojej babci, którą bardzo kochałeś. Ona napewno była z Ciebie dumna!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj CHicia!

Tak mi przykro z powodu tej calej sytuaji ktora przeszlas ,ale uwierz wiem co mowie poniewaz tez jestem zagranica i nieraz pomagalam ludziom po czym jakdostawalito co chcieli po czasie wypinali sie na mnie.Wiec niezamartwiaj sie nia najwazniejsze jest twoje zdrowia....A jak bedzie probowac cie zniszczyc to najlepiej zalatw ja spokojem .....Az wkoncu przestanie.zawsze ............chcialam byc dobrym czlowiekiem i zapominalam bardzo czesto o sobie,chcialam uszczesliwiac ludzi i swiat............. ja terz az teraz kiedy mam newice lekowa ktorej sie nabawialam zrozumialam ze nieraz niewarto i widze pewne rzeczy innymi oczymi...w tym pomogla mi nerwica.Ma tez dobre strony...:) :lol::lol::lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też uważam , żę to nic złego.To kwestia indywidualna(oczywiście jakaś presja społeczna jest ale to normalne).Z tym ,że u mnie nie było problemem to że tego nie robiłem, a raczej to że chyba nie byłbym w stanie tego zrobić i nie chciałem jednocześnie chcąc.Zresztą myśle ,że przejżyście oddałem charakter uczucia wyżej , więc nie będe pisał ponownie.Dodam że troche nad tym popracowałem i sytuacja sie normalizuje :lol::D .Z tym że chyba nigdy nie będe w stanie poprostu tego zrobić.To jest jakiś strach, a to nie dobrze.Może mam jakąś blokade na zasadzie urazu...zobaczymy :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×