Skocz do zawartości
Nerwica.com

Chciałem się wyżalić... nie mam komu...


Mattsen

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich...

Na początku chciałem się przedstawić. Nazywam się Mateusz i mam 17 lat (w sumie... prawie 18).

To wszystko nie pamiętam, kiedy się dokładnie zaczęło, ale chyba w gimnazjum... prawdopodobnie...

Swego czasu, chodząc do gimnazjum, byłem obiektem drwin ze strony kolegów i koleżanek. Od zawsze byłem nieśmiały i ogólnie małomówny, łatwo było mnie sprowokować do wszystkiego... Jako odskocznię od problemów, wybrałem granie w pewną gre mmo (konkretnie lineage 2)w którą... można powiedzieć, grałem przez cały okres gimnazjum. Ta gry była dla mnie ogólnie ucieczką od problemów... nic, oprócz tej gry się nie liczyło... liczyła się postać, udzielanie się na forach, wiele innych rzeczy stricte związanych z tą grą. Później, gdzieś w 2 klasie gimnazjum, na jednym z forów o tej grze poznałem pewną osobę... godziny nam zlatywały na rozmowach przez gg, polubiliśmy się. Można powiedzieć... był dla mnie kimś o wiele lepszym, niż ktokolwiek inny w moim zasranym życiu (nie byłem świadom, że pojawi się aż tak silna więź z tą osobą...). Gdzieś tak, na początku 3 klasy gimnazjum, zmarła moja mama.... Gdyby nie on, chyba bym sobie nie poradził... w szkole mimo, że wszyscy o tym wiedzieli, nikt nawet nie podszedł do mnie, by mnie pocieszyć... Mój ojciec i brat przeżywali tą śmierć na swój sposób... nigdy nie byliśmy sobie bliscy, wręcz przeciwnie... padałem ofiarą tyranii swojego brata... Po roku, trafiłem do technikum (chciałem do liceum, ale nie mogłem...). Klasa może nie należy do najlepszych, ale czułem się tam dosyć spokojnie, choć z nikim, tak naprawdę, się nie zaprzyjaźniłem... poprostu czułem, że nie pasuje do tej społeczności, pomimo jakotakowej akceptacji z ich strony. Moje problemy, myśle że poważniejsze... zaczęły się na początku 2009 roku... Pojawiły się u mnie różne myśli, poczucie beznadziejności, zazdrość w stosunku do mojego internetowego przyjaciela... Zacząłem mu zazdrościć wszystkiego, co mu się przytrafia... Te wszystkie jego spotkania, wycieczki z przyjaciółmi... To wszystko dla mnie to nierealna utopia...

Po jakimś czasie, pojawiły się u mnie jakieś dziwne napady złości (uczucie bezdechu, dziwne poczucie lęku, serce mi biło, jak szalone). Po raz pierwszy stało się to w wyniku prowokacji, ze strony "kolegów" z klasy... Potem zdarzało się jeszcze kilka razy... czasem nawet nie miałem uzasadnionej przyczyny...

Od pół roku, czuję się już naprawdę beznadziejnie... myślałem nawet o tym, żeby się zabić... Dalej o tym myśle. Często płakałem po nocach, nie wiedząc nawet, dlaczego... Nie potrafiłem uzasadnić, dlaczego...

Może jeszcze się to wyda wam śmieszne, ale... jeszcze zakochałem się w tamtej osobie... tej samej, którą poznałem 3 lata wcześniej... z którą rozmawiałem na gg...

Wczoraj wyznałem mu miłość. Odsunął się ode mnie... na zawsze...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to co opisałeś... to mnie w pewien sposób poruszyło...

może jest Ci ciężko, bo szukasz oparcia w kimś, i tak bardzo się starasz aby Cię nie odrzucono, zaakceptowano, pokochano, odwzajemniono uczucie,

 

wiesz, ja miałam podobne sytuacje, zawsze na uboczu , złe kontakty z rodziną, zawsze odrzucona - starałam się ze wszystkich sił, aby mnie traktowano poważnie, aby mnie nie odrzucano...w rezultacie chyba byłam zbyt nachalna, sama nie wiem, co było złego... chyba dzieciństwo miało na mnie taki wpływ, że później ciężko było mi w relacjach z ludzmi. Brak akceptacji matki...

 

skończyło się lękami, tak jak u Ciebie, nagłe ataki paniki, bezdech- częst w nocy - bez uzasadnienia. W koneskwencji poszłam za namową matki do psychiatry, brałam prochy które mi przepisywał... mało pamiętam tamten okres... prochy zmieniły mnie, moje życie - wszystko prawie !!! przegrałam!!! Postanowiłam umrzeć. Lekarz przepisał mi , po tym jak mu powiedziaa, że mam myśli samobujcze 300 prochów na raz - to było dla mnie wybawienie - śmiertelna dawka.

Na szczęście lekarz nie poddał się i po 3 dniach walki wróciłam...od pół roku zmieniam swoje życie. staram się...

 

często słyszę na ulicy złe , obraźliwe słowa, czasem płaczę...ale walczę o każdy dzień.

 

Piszę to, bo nie mam rady dla Ciebie... wiem co czujesz i ciężko mi doradzać... przez to co napisałam, chcę abyś wiedział, że nie jesteś sam, że warto walczyć o siebie, swoje marzenia, miłość... nie zmieniać sibie dla kogoś, pogodzić się z poraszką i iść dalej, choćby się już nie mogło, bo puki się żyje i walczy to jest cień szansy na cud dnia następnego...

 

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Matssen - witaj. :D

 

Nie za dobrze mi się czytało Twojego posta... Ja też nie raz miałam niezłe "jazdy" w szkole... Chodziło o różne sprawy... Miałam grono koleżanek, ale za chuja nie mogłam im ufać. :?

 

Śmierć mamy - strasznie Ci współczuję. :( Na pewno mocno przybił Cię ten fakt, i jeszcze bardziej podkopał Twoja pewność siebie... Tym bardziej, że nikogo wśród szkolnej gawiedzi, nie obeszła Twoja sytuacja.

 

Ucieczka od rzeczywistości, taki wirtualny trip, który odbyłeś za pomocą gry... Hmmmm, cyfrowy świat dał Ci to, czego nie mogłeś dostać w realu... Ehhh. :(

 

Przyjaciel, którego poznałeś, i któremu zazdrościłeś życia towarzyskiego, odrzucił Twoją miłość... A propo tej zazdrości wobec innych ludzi, dla mnie to uczucie, wiążące się z pewnym myśleniem rutynowym... Bo ja przecież nigdy nie będę, tak dobra jak inni...

 

Mam do Ciebie pytanie - kiedy odkryłeś swoje upodobania homoseksualne? Czy to się stało w momencie poznania tego chłopaka?

 

Wydaje mi się, choć na dobrą sprawę bardzo mało o Tobie wiem, że to może być miłość hmmm platoniczna... Do osoby, która jako jedyna zaspokajała Twoje potrzeby emocjonalne, czyli po ludzku polubiłeś ją, a spędzanie z nią czasu dawało Ci ogromną radość.

 

I nie pisz, że coś w Twojej wypowiedzi, może wydawać się śmieszne, każdy problem jest poważny.

 

Zachęcam Cię, do umówienia się na wizytę u specjalisty (psychologa, psychiatry), bo potrzebujesz jej i to bardzo! Tym bardziej, że w grę wchodzą myśli samobójcze.

 

Pozdrawiam. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, ja też mam prawie 18 lat.. Pewnie przyczyny moich problemów są nieco inne niż Twoje (nie uzależniłam się od gier komputerowych i nikt nie odrzucił mojej miłości, bo boję się nawet ją wyznać..). Ale czuję się podobnie jak Ty. To wszystko zaczęło się 3 miesiące temu kiedy pewien chłopak z mojej szkoły (nota bene Mateusz..) popełnił samobójstwo. Niby tak dobrze go nie znałam, ale czułam się strasznie. Do teraz nie mogę się z tym pogodzić, chociaż większość mojej szkoły już o tym zapomniała. Zostałam sama. Część osób odrzuciła mnie, bo przestałam się uśmiechać i cieszyć z życia. Część odrzuciłam sama nie chcąc ich ranić swoim odejściem, o którym ostatnio myślę coraz częściej :( Chodzę do szkolnej psycholog, ale to też nie daje rezultatów, bo poszło w zupełnie inną stronę (przeczytaj sobie mój wątek: uzależnienie od psychologa). Czuję się okropnie i jestem w tym wszystkim sama - tak jak Ty. Dlatego wydaje mi się, że dobrze Cię rozumiem i ponieważ nie potrafię pomóc sobie chciałabym chociaż Ciebie jakoś podnieść na duchu. Robię po prostu to, czego sama w głębi duszy oczekuję od ludzi, a oni mi tego nie dają. Po prostu bycia. Nie rozmów umoralniających, pocieszania z łaski, Pań i Panów Dobra Rada. Chciałabym mieć poczucie, że jest ktoś kto tak po prostu mnie akceptuje. I chciałabym również, żebyś wiedział, że ja mogę być taką osobą dla Ciebie. Bez względu na wszystko. Być może wyda Ci się to śmiesznie głupie, ale staram się jak mogę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, ja też mam prawie 18 lat.. Pewnie przyczyny moich problemów są nieco inne niż Twoje (nie uzależniłam się od gier komputerowych i nikt nie odrzucił mojej miłości, bo boję się nawet ją wyznać..). Ale czuję się podobnie jak Ty. To wszystko zaczęło się 3 miesiące temu kiedy pewien chłopak z mojej szkoły (nota bene Mateusz..) popełnił samobójstwo. Niby tak dobrze go nie znałam, ale czułam się strasznie. Do teraz nie mogę się z tym pogodzić, chociaż większość mojej szkoły już o tym zapomniała. Zostałam sama. Część osób odrzuciła mnie, bo przestałam się uśmiechać i cieszyć z życia. Część odrzuciłam sama nie chcąc ich ranić swoim odejściem, o którym ostatnio myślę coraz częściej :( Chodzę do szkolnej psycholog, ale to też nie daje rezultatów, bo poszło w zupełnie inną stronę (przeczytaj sobie mój wątek: uzależnienie od psychologa). Czuję się okropnie i jestem w tym wszystkim sama - tak jak Ty. Dlatego wydaje mi się, że dobrze Cię rozumiem i ponieważ nie potrafię pomóc sobie chciałabym chociaż Ciebie jakoś podnieść na duchu. Robię po prostu to, czego sama w głębi duszy oczekuję od ludzi, a oni mi tego nie dają. Po prostu bycia. Nie rozmów umoralniających, pocieszania z łaski, Pań i Panów Dobra Rada. Chciałabym mieć poczucie, że jest ktoś kto tak po prostu mnie akceptuje. I chciałabym również, żebyś wiedział, że ja mogę być taką osobą dla Ciebie. Bez względu na wszystko. Być może wyda Ci się to śmiesznie głupie, ale staram się jak mogę.

Podałabyś mi swoje gg ?

Miło by było porozmawiać z kimś takim, jak ty...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odnalazłam część siebie w Twojej historii... Naprawdę rozumiem co czujesz i życzę Ci żeby ułożyło się w Twoim życiu, bo na to zasługujesz.

Ta osoba odtrąciła Cię, bo nie znała Twoich problemów, prawda?

Pozdrawiam.

Znał moje problemy...

Dzisiaj dał mi drugą szanse... postaram się odbudować relacje z nim... nie chcę stracić w nim przyjaciela...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×