Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nadopiekuńczy rodzice


Gość magdalenabmw

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć. Piszę tutaj za zgodą mojego X - pozwolił mi poradzić się na forum. Powiedzcie mi (napiszcie w sumie) czy ktoś z Was ma nadopiekuńczych rodziców, rodzica? Jak sobie z tym radzicie? CO zrobić z takim rodzicami? Czy możliwym jest, że oni się zmienią? Czy to ich dziecko ma się zmienić? Jak z nimi rozmawiać? Jak im powiedzieć że ma się DOŚĆ ich chorego zachowania?

 

Dodam, że mój X jest nawet chętny na terapię u psychologa - tylko czy to pomoże? Czy to on ma się zmienić, czy jego rodzice?

Czujemy że jemu jest ciężko podejmować różne ważne decyzje, bo zawsze robiła to za niego matka. Ma niskie poczucie własnej wartości, rodzice zawsze wywoływali w nim poczucie winy- nawet gdy nie był winny! :(

 

Tutaj link do artykułu który idealnie opisuje rodziców mojego X.

http://motyl.wordpress.com/2009/06/05/nadopiekunczy-rodzice-krzywdziciele/

 

Doradzcie coś! Co robić ? Jak mogę mu pomóc? (No i sobie, bo nie wytrzymam tego długo). Dodam na marginesie że mnie też próbowali oplątać swoją 'miłością' - robiąc mi awantury za to że wyszłam na imprezę (mieszkałam u nich w wakacje) - ale że ja jestem wychowana 'zdrowym' systemem to się wściekłam że sobie NIE ŻYCZĘ i skończyło się tym że są na mnie śmiertelnie obrażeni.

 

Co ja mam robić aby mu pomóc 'dojrzeć' ? :-|:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a rodzice to daleko od niego mieszkają? od was? Jedyna rada to taka, żeby mieć jak najrzadszy kontakt, również telefoniczny. Ale niestety to jest tak, że tacy rodzice są upierdliwi i wydzwaniają czy odwiedzają swojego "małego", niedojrzałego synka, który ma już żonę i dzieci.

Znam to z własnego podwórka, tzn, mój mąż też ma taką nadopiekuńczą mamusię i niestety dzięki niej jest niedojrzały. Rodzice wciąż mu pomagają mimo że on ma własną rodzinę. A jemu to nie przeszkadza, wręcz na odwrót... I mimo tego, że ma ich czasem serdecznie dosyć i potrafi im powiedzieć co o nich myśli, to oni i tak nie odmówią mu niczego, tym bardziej teraz, kiedy mają ukochanego wnuka i zależy im bardzo na kontaktach.

Ja do nich nic nie mam specjalnie, chociaż z jego matką nie mam najlepszych kontaktów, ona nie przepada za mną(i vice versa), bo robię rzeczy, które jej się bardzo nie podobają, bo jestem taka inna niż ona.... A ja mam gdzieś jej zdanie :P I kontakt z nią mam rzadki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mieszkają 100km od nas. Rzadko przyjeżdżają ze względu na mnie. Ale był czas że byli co tydzień, a my jeżdziliśmy do nich często (dopóki nie pokazali co z nich za ziółka). Niestety często dzwonią i prawią kazania mojemu X - dosłownie jak by miał 5 lat! Jak ja tego słucham to mi sie nóż w kieszeni otwiera. Mówię mu potem - czemu Ty im nie powiesz żeby sobie dali siana bo jesteś DOROSŁY?! Czemu nie krzykniesz?! A on tylko mówi do słuchawki- ''Dobra, daj mi spokój...''... :?

 

On chce to zmienić ale boi się chyba (ja tak czuję) że jak im wygarnie wszystko to oni się na śmierć obrażą a on będzie miał poczucie winy że ich strasznie skrzywdził (całe życie go uczyli że to on jest zawsze winny, więc na pewno tak to się skończy).

 

I przez to ja cierpię bo obydwoje chcemy mieć dziecko, a on boi się podjąć ostateczną decyzję (bo to będzie JEGO decyzja, i nie będzie mógł zwalić potem na mamę). Wiem że on chce to zmienić ale nie wie JAK. I ja też za bardzo nie wiem :? Już tyle razy słyszałam że go buntuję... Boże, oni są toksyczni na maxa!

 

 

Ja już nie wiem co robić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

On chce to zmienić ale boi się chyba (ja tak czuję) że jak im wygarnie wszystko to oni się na śmierć obrażą a on będzie miał poczucie winy że ich strasznie skrzywdził (całe życie go uczyli że to on jest zawsze winny, więc na pewno tak to się skończy).

Na tym właśnie polega toksyczność jego rodziców. On musi zrozumieć że to poczucie winy które by odczuwał, to własnie wynik wpływu toksycznych rodziców.

Potrzeba tylko jego odwagi do tego, żeby im powiedział co myśli, żeby się odczepili. Co będzie to będzie. Ja myślę, że się obrażą najpierw ale potem im minie, a może przez to zrozumieją coś??

 

Dodaj odwagi swojemu facetowi. Niech będzie szczery w stosunku do nich i powie co mysli. Chyba to jedyne wyjście.

 

[Dodane po edycji:]

 

Szczerość nie radość ;) ale to jedyna droga do szczęścia.

Pomyśl o tym

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, właśnie do tego go namawiam. Ale widzę jego obawy. Wczoraj jak znowu mu zrobili telefoniczne kazanie to powiedziałam mu co by zrobił człowiek zdrowo wychowany - oddzwonił by do nich i wygarnął im że jest dorosłym człowiekiem i nie życzy sobie takiego traktowania bo nie jest już gówniarzem którego można strofować za np rachunek telefoniczny (a X sam się utrzymuje). Naturalnie X nie oddzwonił.

 

Ja byłam szczera w stosunku do nich, nie skoczyłam na nich z pyskiem, ale byłam stanowcza w decyzjach i się obrazili na amen, a następnie udawali że nic się nie stało i w zasadzie to jeszcze JA ich powinnam przeprosić :? Ja naturalnie nikogo przepraszać nie będę, bo nie mam za co. Jak mają z tym problem... to mają problem :mrgreen: Ja nie mam.

 

Ale X jest inny... on tak nie umie, nie ma siły... Sama nie wiem.

 

Jak mogę dodać mu odwagi, przekonać go?

 

Piszcie, piszcie, dam mu potem ten temat do przeczytania. I tak cieszę się, że moje zrzędzenia przyniosły efekty, że przeczytał ten artykuł z linku powyżej i zrozumiał że to nie są moje fanaberie i że jego rodzice nie są normalni, że normalny dom tak NIE wygląda.

 

To już jest chyba plus- że on to zauważył i że CHCE to zmienić tylko nie wie jak sie zabrać do tego i pewnie ma obawy na reakcję rodziców.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze, uważam, że terapia dużo by mu dała. Takie rzeczy się przerabia na terapii - asertywność, wyznaczanie zdrowych granic w relacjach z rodzicami, itp. Wiec - polecam.

 

Dodatkową dużą korzyścią terapii byłoby to, że te zmiany w relacjach Pana X. z rodzicami nie byłyby wiązane z Tobą. A to ważne, bo te zmiany będą bolesne dla jego rodziców. Więc w ten sposób unikniesz pogorszenia się relacji Twojej z nimi. A to ważne, moim zdaniem.

 

Odradzałbym mu krzyczenie, gniewanie się, fochy w stosunku do rodziców. Bo nie zasłużyli na to, moim zdaniem. Troszczą się o syna (pewnie jedynaka ;) ) jak tylko potrafią. Jednak spokojne i grzeczne, lecz jasne i wyraźne postawienie granic wystarczy.

 

Jeśli chodzi o tę rozmowę o rachunek telefoniczny, to wystarczyło po prostu się przeciwstawić. Mama mówi: "synuniu ;) dlaczego tak dużo rozmawiasz przez telefon. Nie powinieneś, bo wydajesz strasznie dużo pieniędzy." A synunio odpowiada: "mamuniu, będę rozmawiał, bo lubię. Taki już ze mnie telefoniczny gaduła." I koniec. Dwa krótkie zdania. Można nawet to drugie opuścić. Mamunia pogada, pogada i przestanie. A jak będzie to trwało za długo, to się grzecznie mówi: "mamusieńko, muszę niestety już kończyć. Słyszałem, co powiedziałaś, ale zostanę przy swoim zdaniu." Niech Twój chłopak się nie wdaje w tłumaczenia, usprawiedliwiania, dyskusje. Mama niech sobie mówi - ostatecznie to wolny kraj i może sobie mówić, co jej się żywnie podoba. Po jakimś czasie zorientuje się, że uderza grochem o ścianę. I tak po kolei z innymi sytuacjami. Dojdzie w końcu do wniosku, że synek jest "uparty" i to będzie właśnie takie eleganckie dla wszystkich stron wyjście z Waszych kłopotów.

 

No i niech się rzeczywiście nastawi na to, że jednak jakieś gniewy, pretensje, żale, obrażenia mogą jednak wystąpić, szczególnie po stronie mamy. Nic się na to nie poradzi. Taki proces wychodzenia spod mamusinej spódnicy jest po prostu dla matki bolesny.

 

Jeśli chodzi o Ciebie, Magda, to radziłbym Ci stać z boku tej całej relacji. Chociażby z tego powodu, że jak Cię jego rodzice skojarzą z tymi zmianami, to bardzo prawdopodobne, że sobie zepsujesz z nimi relacje. A nie jest to potrzebne ani Tobie, ani Twemu chłopakowi, ani jego rodzicom. W końcu jesteście rodziną.

 

Na koniec - o tajemniczy Panie X. Pewnie czytasz ten wątek. Życzę Ci wszystkiego najlepszego, owocnej terapii i szczęścia z Magdą. Gdybyście jednak się rozeszli, czego absolutnie wam nie życzę, to wyświadcz mi stary przysługę i daj znać. :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze, uważam, że terapia dużo by mu dała. Takie rzeczy się przerabia na terapii - asertywność, wyznaczanie zdrowych granic w relacjach z rodzicami, itp. Wiec - polecam.

 

Dodatkową dużą korzyścią terapii byłoby to, że te zmiany w relacjach Pana X. z rodzicami nie byłyby wiązane z Tobą. A to ważne, bo te zmiany będą bolesne dla jego rodziców. Więc w ten sposób unikniesz pogorszenia się relacji Twojej z nimi. A to ważne, moim zdaniem.

 

Odradzałbym mu krzyczenie, gniewanie się, fochy w stosunku do rodziców. Bo nie zasłużyli na to, moim zdaniem. Troszczą się o syna (pewnie jedynaka ;) ) jak tylko potrafią. Jednak spokojne i grzeczne, lecz jasne i wyraźne postawienie granic wystarczy.

 

Masz rację, terapia jednak chyba... chyba trzeba. Nie jest jedynakiem, ma rodzeństwo, ale jest najmłodszy. Rodzice tak samo zachowują się w stosunku do jego rodzeństwa, ale jako że on jest najmłodszy (i dużo młodszy od rodzeństwa) to ma przesrane brzydko pisząc.

 

Co do stawiania granic- już nie raz mówił dość stanowczo żeby dali mu spokój, ale mam dziwne wrażenie że jak się na nich nie huknie to nic nie dotrze. Oni są w ogóle nie domyślni :?

 

Jeśli chodzi o tę rozmowę o rachunek telefoniczny, to wystarczyło po prostu się przeciwstawić. Mama mówi: "synuniu ;) dlaczego tak dużo rozmawiasz przez telefon. Nie powinieneś, bo wydajesz strasznie dużo pieniędzy." A synunio odpowiada: "mamuniu, będę rozmawiał, bo lubię. Taki już ze mnie telefoniczny gaduła." I koniec. Dwa krótkie zdania. Można nawet to drugie opuścić. Mamunia pogada, pogada i przestanie. A jak będzie to trwało za długo, to się grzecznie mówi: "mamusieńko, muszę niestety już kończyć. Słyszałem, co powiedziałaś, ale zostanę przy swoim zdaniu." Niech Twój chłopak się nie wdaje w tłumaczenia, usprawiedliwiania, dyskusje. Mama niech sobie mówi - ostatecznie to wolny kraj i może sobie mówić, co jej się żywnie podoba. Po jakimś czasie zorientuje się, że uderza grochem o ścianę. I tak po kolei z innymi sytuacjami. Dojdzie w końcu do wniosku, że synek jest "uparty" i to będzie właśnie takie eleganckie dla wszystkich stron wyjście z Waszych kłopotów.

 

W tym sęk że ona nie mówi grzecznie, jak normalny człowiek. Pierwsza sprawa że g**o ją to powinno interesować ile on rozmawia przez telefon (tym bardziej że w pracy ciągle dzwoni) a druga sprawa że ona dzwoni i nie rozmawia a od razu jak to się mówi 'z ryjem' na niego i kazania godzinne. A jak jej sie powie 'Dobrze mamo, nie mogę teraz rozmawiać' itp i się rozłączy to ona na śmierć się może obrazić. Naprawdę te telefony nie są normalne.

 

No i niech się rzeczywiście nastawi na to, że jednak jakieś gniewy, pretensje, żale, obrażenia mogą jednak wystąpić, szczególnie po stronie mamy. Nic się na to nie poradzi. Taki proces wychodzenia spod mamusinej spódnicy jest po prostu dla matki bolesny.

 

I jak ja mam go przekonać że to jest jedyne wyjście?

 

Jeśli chodzi o Ciebie, Magda, to radziłbym Ci stać z boku tej całej relacji. Chociażby z tego powodu, że jak Cię jego rodzice skojarzą z tymi zmianami, to bardzo prawdopodobne, że sobie zepsujesz z nimi relacje. A nie jest to potrzebne ani Tobie, ani Twemu chłopakowi, ani jego rodzicom. W końcu jesteście rodziną.

 

Relacje z nimi to ja już mam popsute właśnie przez to, że nie dałam im sobą kierować. Oni są na tyle toksyczni że nawet ze mnie chcieli sobie zrobić swojego niewolnika. :?

 

Na koniec - o tajemniczy Panie X. Pewnie czytasz ten wątek. Życzę Ci wszystkiego najlepszego, owocnej terapii i szczęścia z Magdą. Gdybyście jednak się rozeszli, czego absolutnie wam nie życzę, to wyświadcz mi stary przysługę i daj znać. :mrgreen:

 

Hahaaha umarłam :mrgreen::lol: Tak, przeczyta to wieczorem, jak z pracy wróci :mrgreen: haha.. Miki, Miki... :P

 

Coś sie cytowanie popsuło :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmm... Moi rodzice nigdy nadopiekunczy nie byli. Wrecz przeciwnie. Ojciec byl tokstyczny w sensie terroru psychicznego jaki w domu wprowadzal. Kazdy musial byc podporzadkowany jemu. Jak dowodca armii... Matka popadla przez niego w depresje, brat w agresje, a ja jako jedyna walczylam o swoje. W koncu matka wziela sie za siebie, wyszla z depresji, chciala sie rozwiesc, ale ojciec sie zabil, wiec... Wszystko ucielo sie nagle, w przeciagu niespelna 2 tyg. Potem to juz mialam wolna reke na swoje zycie. Nie zabroniono mi nawet wyjazdu do Dublina.

 

Mysle, ze na pewno X musi poddac sie terapii. Przydalaby sie terapia grupowa - z rodzicami, ale najpierw psycholog musi wiedziec na czym stoi, czyli porozmawiac kilka razy z samym X (swoja droga to X kojarzy mi sie z "eks" - z angielskiego, heh. Nie moglas go jakos pieszczotliwiej nazwac? Misiu - przykladowo? :P ). I na pewno X powinien porozmawiac z rodzicami na spokojnie. Do skutku. Meczyc temat tak dlugo az trafi do nich, ze robia synowi krzywde.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mysle, ze na pewno X musi poddac sie terapii. Przydalaby sie terapia grupowa - z rodzicami, ale najpierw psycholog musi wiedziec na czym stoi, czyli porozmawiac kilka razy z samym X (swoja droga to X kojarzy mi sie z "eks" - z angielskiego, heh. Nie moglas go jakos pieszczotliwiej nazwac? Misiu - przykladowo? :P ). I na pewno X powinien porozmawiac z rodzicami na spokojnie. Do skutku. Meczyc temat tak dlugo az trafi do nich, ze robia synowi krzywde.

 

Misiu.. tak wszyscy na niego mówią, a nie chciałam aby było personalnie ;)

Jego rodzice na żadną terapię na pewno nie pójdą, to odpada na 100%.

 

Myślę że z rozmową spróbuje, aczkolwiek czuję w kościach że to nic nie da, bo im jak się nie ryknie to nie dotrze- tak mi się wydaje. Wiecie, jak ktoś całe życie żyje z czymś to nagle nie zrozumie przez drobne sugestie że jego 'normalność' jest czymś nienormalnym w oczach społeczeństwa.

 

Dziękuję za odpowiedz, zaraz dam mu przeczytać :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

magdalenabmw, na pewno stosunki polepsza sie jak zamieszkacie na swoim, najlepiej daleko od nich i wpadac bedziecie doslownie na obiadki np w weekendy czy jakos odswietnie. A rozmowy jak najbardziej powinny w koncy dotrzec i moze jednak X zaciagnie ich na terapie. Never say never ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

magdalenabmw, na pewno stosunki polepsza sie jak zamieszkacie na swoim, najlepiej daleko od nich i wpadac bedziecie doslownie na obiadki np w weekendy czy jakos odswietnie. A rozmowy jak najbardziej powinny w koncy dotrzec i moze jednak X zaciagnie ich na terapie. Never say never ;)

 

Ale my mieszkamy sami od ponad roku, mamy swoje mieszkanie, ponad 100km od teściów :P:smile:

A widzimy się bardzo rzadko jednak to NIC nie zmieniło. A oni+terapia to jak ja+matematyka czyli NEVER.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

u mnie może nie było jakiejś ekstremalnej nadopiekuńczości, ale zawsze robie tak by nie zawieść mamy, robię to co ona chcę bym robiła, bywały czasy, że chcąc kupić bluzke dzwoniłam po nią by przyszła i zobaczyła jak w niej wyglądam i czy moge ją kupić. Jak zaprowadziła mnie do psychologa, to pani psycholog jej pwoeidziała, że moja mama nie uchroni mnie przed błędami, które ona sama w życiu popełniła, i że ja sama muszę przez to przejść. Powiedziała również, że jestem dorosła i odpowiadam za swoje czyny, jeśli biorę coś na raty to ja je będę spłacać, do mnie przyjdzie komornik, jeśli nie zapłacę, itp. Tak naprawdę to wiem, że mama nie chciała źle, ale nie zdawała sobie z tego sprawy. Doszło do tego, że jednak nie potrafię podejmować decyzji, tzn chodzi o jakieś poważne decyzje odnośnie swojego życia, ale widzę, że mama stara się nie komentować i nie mówić co powinnam robić a co nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja się dziwię że to ty zakładasz ten temat, bo jeśli twój X miałby problem to sam by to skonsultował. Chyba BladeM gdzieś w innym wątku napisła że X wpadł jak z deszczu pod rynnę - z nadopiekuńczych rodziców do dziewczyny która myśli i mówi za niego, i mówi mu co ma robić... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Artykuł bardzo ciekawy. Jednak w tej konkretnej sytuacji, wg mnie jest dwuznaczny.

Dwuznaczność sytuacji wynika z faktu, że nie tylko matka mr X-a popełniła "grzechy" wychowawcze, ale i Ty je popełniasz.

1. Wypowiadasz się za swojego narzeczonego... Nawet przy jego pełnej aprobacie (odnośnie napisania o tym), mimo najszczerszych chęci nie jesteś w stanie przekazać (zrelacjonować) w pełni uczuć swojego narzeczonego z tego prostego powodu, że gdyby była możliwa komunikacja w 100% między ludźmi, nie dochodziłoby do nieporozumień i kłótni.

Poza tym taki "głuchy telefon" można odczytać jako brak zaufania, szacunku, wiary w umiejętności narzeczonego do wyrażenia własnych uczuć, pragnień.

2. Możliwe, że cała ta sytuacja jest odbierana przez narzeczonego, jako wzbudzanie w nim poczucia winy, jako jego porażka... skoro nie potrafił urządzić sobie "naturalnych" relacji z matką. :roll:

3. "Wiesz, co dla niego dobre": zerwanie takich relacji z matką. Jesteś pewna, że to faktycznie on chce zerwać lub zmienić te relacje, czy też może dopasowuje się do Twoich oczekiwań ?

 

Nadając taki, a nie inny tytuł tego tematu, jednoznacznie wskazałaś źródło problemów - rodzice, mimo, że masz na niego podobny wpływ. Tymczasem gdyby nie "zakodowanie" w jego świadomości dokładnie takiej postawy "kobieta=władza", możliwe, że nie bylibyście razem, nie rozumielibyście się tak dobrze, nie weszlibyście dokładnie w takie role, jak obecnie.

 

W związku z tym trzeba się na coś zdecydować: albo obie macie nad nim władzę, albo żadna z Was (a on kieruje sobą sam), ewentualnie trzecie wyjście: tylko Ty nim kierujesz.

Pierwsze wyjście jest opisem stanu obecnego. Wybór drugiego wyjścia polega na terapii dla narzeczonego, na której powinien nauczyć się budowania relacji z innymi ludźmi (nie tylko z matką), które nie będą polegały wyłącznie na jego podległości. Realizacja trzeciego wyjścia sprowadza się jedynie do zdecydowanego i stanowczego przecięcia "pępowiny".

W każdym z tych wyjść, ktoś na tym "straci".

Jedyny szkopuł w tym, że tego wyboru powinien dokonać przede wszystkim mr X, a Wy - kobiety jego życia, uszanujcie tę decyzję, bez wywoływania w nim poczucia winy, bez dąsów, bez "cichych dni" :!:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Paranoja- Ty masz o tyle lepiej że Twoja mama chyba zrozumiała co jest nie tak i przynajmniej się stara :?

Amon- bardzo dobry pomysł :mrgreen: A mogę go stestować najpierw na Tobie? :mrgreen: No wiesz, muszę wprawy nabrać aby potem mi się na pewno udało ;)

Polakita, God's Top 10- to X poprosił mnie o zapytanie Was. On nie ma tutaj konta a mamy wspólnego laptopa i wspólne IP więc nowego nie założy. Ewentualnie wieczorem może się wypowiedzieć z mojego konta, ale wiem co on myśli bo przecież bardzo dużo z nim rozmawiam.

 

A to, że wybrał mnie bo jestem w pewnych kwestiach podobna do jego matki... nie tylko on. Jego rodzeństwo też wybrało takich partnerów. U nas nie jest tak że ja rządzę a on morda w kubeł ;) Staramy się iść na kompromis i zawsze jak nie zgadzamy się z decyzjami wzajemnymi to dużo rozmawiamy. W codziennym życiu to on praktycznie kieruje 'naszym' życiem. Ale już ma problem aby podejmować te poważne decyzje jak np dziecko czy ślub.

 

Poproszę go jak wróci z pracy aby tu napisał. Napisze z mojego konta ale podpisze się że to on.

 

p.s. Dla mnie najlepszym by było gdyby nikt nim nie rządził- ani ja, ani matka, ani święty Mikołaj. Poważnie. Przecież ja chcę mieć faceta partnera a nie dziecko, jak bym chciała mieć dziecko to bym je sobie zrobiła :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to X poprosił mnie o zapytanie Was
Co nie zmienia faktu, że go wyręczasz, zamiast pozwolić na ćwiczenie samodzielności w podejmowaniu decyzji, w działaniu ;)

 

U nas nie jest tak że ja rządzę a on morda w kubeł ;)
W którymś z tematów napisałaś, że i tak "stawiasz na swoim, chyba, ze on udowodni, że nie masz racji" :P Udowadnianie ukochanej osobie, że nie ma racji, jest bardzo trudne - nieraz wybierana jest własna "niewygoda", byle nie stwarzać wrażenia "ataku" na ukochaną. ;)

 

Gdy nikt nie chce lub boi się rządzić, to się nazywa Polska :P

 

jak bym chciała mieć dziecko to bym je sobie zrobiła :P
Nie chcę Cię rozczarować, ale ludzka partenogeneza jest niemożliwa :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co nie zmienia faktu, że go wyręczasz, zamiast pozwolić na ćwiczenie samodzielności w podejmowaniu decyzji, w działaniu ;)

 

A co miałam mu dać laptopa żeby sam pisał, skoro ja mam tu konto i ja mogę to zrobić? To nie jest wyręczanie. Przecież sam podjął taką decyzję, wiedział że jestem na takim forum.

 

W którymś z tematów napisałaś, że i tak "stawiasz na swoim, chyba, ze on udowodni, że nie masz racji" :P Udowadnianie ukochanej osobie, że nie ma racji, jest bardzo trudne - nieraz wybierana jest własna "niewygoda", byle nie stwarzać wrażenia "ataku" na ukochaną. ;)

 

Ja też często muszę jemu udowadniać że to on nie ma racji- nie uważam aby to było trudne, jeśli tylko mam dobre argumenty i wiem że mam rację. Lubię stawiać na swoim, ale to nie znaczy że jestem jakąś pieprzoną despotką która trzyma faceta w klatce, no bez przesady :smile: Dużo rozmawiamy, stawiamy kompromisy... A najczęściej jest tak że mamy identyczne zdanie i poglądy, w końcu to nas połączyło.

 

 

Nie chcę Cię rozczarować, ale ludzka partenogeneza jest niemożliwa :mrgreen:

 

Może i nie ale zawsze jakiś chętny dawca by się znalazł ;) Także ja wolę mieć partnera jako partnera a nie partnera jako dziecko którym mogę sobie rządzić. Wystarczy mi że kotem mogę rządzić jak mi się podoba - a i tak kot ma to gdzieś :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co miałam mu dać laptopa żeby sam pisał, skoro ja mam tu konto i ja mogę to zrobić?
A co, za mały jest, by obsługiwać laptopa, popsułby ? :shock: A może zacząłby podrywać forumowiczki, te z najładniejszymi... avatarami ? :mrgreen: Czy też boisz się, że mógłby zanegować cokolwiek z tego, co napisałaś ? :roll:

 

Poza tym nie sądzisz, że czasem podejmuje się pewne decyzje, niekoniecznie z własnej chęci, tylko po prostu dlatego, że tego się od nas oczekuje ?

 

A dalej, uważasz, że samo "posiadanie racji/prawdy" (która nigdy nie była i nigdy nie będzie obiektywna !!!), jest wystarczającą przesłanką do postępowania wg tejże "racji" ? Zapewne nieraz matka X-a nieraz "miała rację" i wg tej racji postępowała, a teraz jaki tego efekt ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

magdalenabmw, no chyba jednak nie dogadałam się z mamą.

 

Nie chcę zakładać nowego tematu, a że mój problem poniekąd dotyczy naopiekuńczości to się tu wypowiem.

 

Mam niezbyt ciekawą sytuację na studiach, mianowicie zawaliłam i muszę wznowic od września, i to ze zmianią specjalizacji bo mojej już nie ma. Tak sobie pomyślałam, że w zasadzie, może nie tak źle, będę miała dwie różne specjalizajce, zrobię potem podyplomowe jeszcze z czegoś innego, będę miala kilka specjalizacji. Co prawda pracę mam, ale różnie w życiu bywa, może za 10 lat mnie zwolnią, może się okaże, że ja będę chciała zmienić pracę. I tak sama stwierdziłam, że może nie stało się tak źle. Ale moja mama zaczyna już swoje gadki: "no tak, ja wiedziałam, że tak będzie", "obiecywałaś, że się zmienisz i poprawisz, a znów mnie zawodzisz", "po co w ogóle bedziesz je wznawiać, lepiej się już nie ośmieszaj i trać kasy tylko nic nie rób", itp.... nie chce oczywiście wszczynać kłótni, więc staram się spokojnie rozmawiać i ją przekonywać racjonalnymi argumentami, że w sumie ja chcę tą inna specjalizację. ehh

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Paranoja- z tego co wiem to mieszkasz z matką a masz 'już' 26 lat (?) i moim zdaniem od tego trzeba by zacząć- od wyprowadzki.

 

God's Top 10- hehe czy zaneguje to zobaczymy wieczorem, dam mu do przeczytania i niech on się wypowie. :P

Laptopa by nie popsuł, ale skoro moje forum i moje konto... No i też ja chciałam się zapytać za siebie- co JA mam robić.

 

A czy sądzę że czasem podejmuje się decyzje dlatego że ktoś od nas takiej decyzji oczekuje.. Akurat ja taka nie jestem. Nigdy nie zwracam na nikogo uwagi tylko podejmuję taką decyzję, aby mi było dobrze. Egoistyczne, ale życie mnie tego nauczyło. Chyba, ze chodzi o wspólne kwestie- wtedy decyzję podejmujemy razem. Ale ja jako ja nigdy nie podejmuję decyzji tylko dlatego że 'tak wypada' itd

 

A wiesz.. z racją jak z dupą- każdy ma swoją ;) U nas jest tak:

-jest problem (rzadko mamy inne poglądy)

-ja przedstawiam swoje zdanie

-on przedstawia swoje zdanie

-jeśli od razu widać że czyjaś opinia jest lepsza to tak robimy

-jeśli każde z nas swoją opinię ma za najlepszą to przedstawiamy argumenty-> dlaczego moje zdanie jest lepsze?

-idziemy na kompromis

 

Przykład?

 

Mój X dzień i noc spędzał na naprawie auta. Ja mówiłam że trzeba je sprzedać bo to już szrot i co z tego że teraz naprawi jak zaraz kolejna część się sypnie i znowu 500zł i tydzień roboty. Na co on i jego rodzice że nie prawda bo on to auto już zna na wylot i jak ma się coś sypnąć to on to wyczuje a jak się sypnie to szybko naprawi bo sam umie.

Efekt był taki że auto naprawił a ono za kilka miesięcy się posypało i teraz gnije pod moim domem czekając na naprawdę - jakieś 600zł.

 

W tamtym momencie nikt nie chciał słuchać moich racji bo ich była lepsza. I tak się kończy jak ludzie nie wymieniają się argumentami i tylko czubek swojego nosa widzą nie zważając na to że ktoś inny może mieć rację.

 

A ja taka nie jestem- nawet jak mam inne zdanie niż ta druga osoba to chcę się dowiedzieć - jakie masz argumenty? co przemawia za tym? dlaczego uważasz że tak będzie lepiej?

 

Tak chyba najlepiej jest rozwiązywać konflikty zdań.

 

No i dla sprostowania - ja naprawdę bardzo rzadko z nim się sprzeczam, w 99% przypadkach mamy takie samo zdanie i nikt nikomu nie musi udowadniać 'ja rządzę w tym związku'. Ale się rozpisałam :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i też ja chciałam się zapytać za siebie- co JA mam robić.
Może pewne wskazówki odnajdziesz w artykule, który przytoczyłaś ? Np. w tym fragmencie:
...pięć zasad, których powinni przestrzegać rodzice i wychowawcy, aby dziecko wierzyło w swoje możliwości: słuchaj i przyjmuj myśli i uczucia dzieci; organizuj sytuacje tak, by dzieci doświadczały poczucia sukcesu, a nie porażki; stwarzaj dzieciom możliwości świadomego sprawowania kontroli nad własnym życiem; wzmacniaj dzieci, by czuły się kochane i zdolne; kształtuj pozytywny obraz siebie samego w oczach dzieci.
Oczywiście warto dostosować te wskazówki do Waszych ról w związku ;)

 

Wiem, jestem upierdliwy :mrgreen: ...jednak dla mnie ten przykład z autem nie jest taki oczywisty. :D

Fakt, że umie naprawić samochód, który ciągle się sypie... może być w pewnym stopniu źródłem satysfakcji dla niego, że potrafi naprawić coś, nad czym inny rozłożyliby bezradnie ręce ;) Może również chodzić o "własną przestrzeń", która jest "tylko jego"... Do tego może dochodzić przywiązanie do tego konkretnego samochodu, który np. jest jego pierwszym samochodem, albo tym samochodem odbył ważną dla niego trasę... Wbrew pozorom mężczyźni są bardzo sentymentalni, czasem po prostu mężczyznom trudniej się do tego przyznać. ;)

 

Nigdy nie zwracam na nikogo uwagi...
Znów będę upierdliwy :P Czy aby na pewno tak jest ? ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nigdy nie zwracam na nikogo uwagi...
Znów będę upierdliwy :P Czy aby na pewno tak jest ? ;)

 

Na pewno :smile: W tej kwestii na pewno. A Twoja upierdliwość bardzo mi się podoba, lubię aktywne dyskusje :P

Z autem masz rację- zawsze miał motory a to jego pierwsze auto było, dzięki tej pasji poznał mnie i mamy wiele fajnych wspomnień z tym samochodem, to w nim zaliczyliśmy nasz pierwszy pocałunek ;) No i uwielbia go naprawiać, jak tam wsiąknie to koniec, nie ma chłopa... I faktycznie czuje dumę jak coś naprawi.

Ale są też aspekty finansowe, ekonomiczne.. W tej akurat kwestii to ja miałam rację - znowu się posypał i teraz ani go sprzedać ani naprawić bo nic się nie opłaca.

 

Faceci to jednak muszą być tacy skomplikowani...

 

A na mnie on potrafi głos podnieść i się ze mną przedrzeżniać, a jak! :P Szkoda że na swoją matkę mniej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I faktycznie czuje dumę jak coś naprawi.

Ale są też aspekty finansowe, ekonomiczne..

A co tam koszty, gdy po naprawie facet chodzi z dumnie wypiętą klatą, ze bez miseczki D nie podchodź :lol:

Poza tym wiesz, zaoszczędzi się na ciuchach dla Ciebie, pewnie i tak masz szafę pełną, a nadal "nie masz się w co ubrać" :mrgreen:

 

My, faceci skomplikowani ? Ależ skąd - to Wy, kobiety jesteście skomplikowane ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

God's Top 10- ale ma drugi samochód to niech się tamtym zajmie. A ten gnije zamiast go sprzedać, a przecież ma czym jezdzić. I niby stoi bo będzie dla mnie jak ja prawko zrobię. Tylko kiedy ja je zrobię :lol::? A ja moim kosztem tj moich ubrań nie będę auta naprawiać, a niby z jakiej racji? Co to moje auto? ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli to tak wyglądają Wasze kompromisy ? Wszystko jest dobrze, dopóki narzeczony jeździ samochodem, który Ty aprobujesz, podczas gdy on woli samochód, do którego się przywiązał ? :roll:

 

Poza tym w Twoich wypowiedziach pojawiały się zwroty świadczące o podziale: "mój laptop, a samochód jego" - tym sposobem pracujecie na kłótnię, która niczym kula śniegowa będzie się toczyć nabierając pędu i masy... aż do finału w postaci rozprawy rozwodowej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×