Skocz do zawartości
Nerwica.com

Chłopak mnie zostawił! I co dalej?


@net@

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Jestem tu nowa. Ale mam nadzieję że szybko się zaklimatyzuję.

Więc mój problem polega na tym, że:

Chłopak zostawił mnie po 2,5 roku bycia razem. Nasza historia jest dość długa ale postaram się to skrócić... Poznałam go 8 lat temu. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Byłam wtedy dzieckiem, miałam 13 lat a on 18. Niestety pojawiła się moja siostra cioteczna i go odebrała... przez 4 lata byli razem, a ja przez ten czas przeżywałam katorgę ;( wyobrażałam sobie jak to cudownie by było gdybym to ja z nim była...

W końcu z nim zerwała. Minęło pół roku a ja już prawie zapomniałam jak wygląda... a tu nagle bach! Przypadkowe spotkanie na festynie i cała miłość wróciła w ciągu sekundy. W końcu zaczęliśmy ze sobą chodzić... Było cholernie dużo problemów, bo jak to tak można że chodził z siostrą a teraz ze mną! Moi i jego rodzice byli strasznie wkurzeni, nikt nie mógł zaakceptować naszego związku...ale to on zawsze mówił: "Daj spokój, jakoś przez to przetrwamy, co nas obchodzą inni, ważne że się kochamy!" I minął rok zanim każdy się z tym pogodził... już nawet na zjazdach rodzinnych Przemek nie jest tematem tabu...

Było nam razem cudownie... chociaż od kilku miesięcy zaczęło być gorzej... więcej kłótni, zaczął mnie coraz częściej denerwować. A ja jestem osobą dość nerwową i czepialską... Ale on nigdy mi nic nie mówił...zawsze udawał że jest w porządku.

Co ważne zawsze powtarzał jak on mnie strasznie kocha, że strasznie tęskni jak wyjeżdża do pracy, że będziemy razem na zawsze a nawet co 2 tygodnie pytał czy na pewno zostanę jego żoną!! Sam snuł wizję przyszłości... byłam szczęśliwa jak cholera, ale może tego nie było widać przez te moje ciągłe fochy...

3 tygodnie temu pokłóciliśmy się... oczywiście to ja się wkurzyłam na niego... zaczęłam wypominać mu że może on mnie w ogóle nie kocha jeśli woli gadać z kimś innym, żeby się zastanowił co on w ogóle do mnie czuje... no i bach, miałam czego chciałam...

Na drugi dzień po kłótni przyszedł jakby nigdy nic, a wieczorem powiedział że chciałby zrobić sobie przerwę, że chce być na razie sam...że musi sobie wszystko poukładać i zastanowić się co do mnie czuje. Że dopiero teraz to całe zło które pojawiało się przez nasz związek trafiło do niego. Że ma wątpliwości czy chce być ze mną...

Wystraszyłam się jak cholera, że mnie zostawi... spanikowałam... zaczęłam płakać, histeryzować, błagać żeby tylko mnie nie zostawił. Pisałam, dzwoniłam, płakałam, i pytałam co chwila czy już coś zdecydował... No i chyba w końcu się wkurzył, bo powiedział że ma dość i że nie chce ze mną być. Wpadłam wtedy w jeszcze większą histerię. Sama nie wiedziałam co mówię, wrzeszczałam do telefonu, płakałam tak że ledwo co słowa trzymały się kupy, za chwile błagałam żeby tego nie robił, że sobie nie poradzę bez niego. Przez 2 tygodnie nie dawałam mu spokoju, raz wrzeszczałam że dobrze że to się skończyło, a raz błagałam i poniżałam się...;(

Przez te 2 tyg. powiedział mi tyle przykrych słów jakich w życiu bym nie pomyślała że usłyszę...i to jeszcze od niego...

Niedługo wyjeżdża na 3 miesiące do pracy. Normalnie jeździł na miesiąc ale stwierdził że chce odpocząć od wszystkiego...a jest kierowcą TIR'a więc raczej trochę pobędzie sam.

Teraz nie mogę jeść, a spać udaje mi się tylko dzięki psychotropom, które przepisał mi psycholog.

Kocham go nad życie, kocham każdą część jego ciała, kocham jego wady, nawet jego głośne chrapanie!

Jest dla mnie wszystkim... tylko co teraz?

Z jednej strony chciałabym zapomnieć, bo wątpię żeby chciał się znowu w to pchać, ale z drugiej chciałabym zrobić WSZYSTKO żeby tylko wrócił do mnie...

Cały czas siedzę i płaczę, całe życie mi się zawaliło... Bo życie opierało się tylko na nim. Wszystko co robiłam, robiłam dla niego! WSZYSTKO! Teraz nawet nie wiem gdzie ręce włożyć i od czego zacząć budować swój własny świat. Bez niego nic mi się nie udaje...

 

Kwestia innej dziewczyny jest raczej skreślona, ktoś by o tym widział... po 2 tygodniach by to wyszło. Jestem w kontakcie z jego siostrą i ona twierdzi że się strasznie zmienił. Nie wychodzi z domu, cały czas przed kompem siedzi, z nikim nie rozmawia.

 

 

Teraz sytuacja wygląda trochę dziwnie. On nie chce ze mną "na razie" być... ja cały czas się starałam i walczyłam... on był wściekły... Dzisiaj powiedziałam, że ma rację. Że do siebie nie pasujemy... to zaczął zachowywać się tak jak wtedy gdy ze sobą byliśmy... był miły i przepraszał za wszystko... ale dalej nie chce być ze mną... nic z tego nie rozumiem...

 

I teraz już ja nie wiem czy chce dalej być z człowiekiem który po takich obietnicach mnie zostawił... Chociaż wiem, że to troche moja wina, bo byłam czasem wredna dla niego.. ale on powinien być fair wobec mnie i powiedzieć, że coś jest nie tak. A nie udawać przez długi czas i gadać, że mnie kocha żeby tylko było (jak to on określił): "fajnie"! :(

 

Mogłabym jeszcze pisać i pisać wiele rzeczy, które mogły mieć na to wpływ, ale i tak coś długie opowiadanie wyszło...

W sumie sama nie wiem czego oczekuję w odpowiedziach... chciałabym dowiedzieć się co o tym myślicie... co powinnam zrobić a czego nie robić? I przede wszystkim jak zmienić moje pesymistycznie i wybuchowe podejście do życia?:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

słonce wiem co czujesz tez to przerabiałam:( po pierwsze nie mozesz całego zycia opierc na nim:( ja to zobiłam i potem nagle zostałam sama i pytanie co dalej??????? pogadaj z kims co czujesz nie zamykaj sie w sobie ja to zrobiłam i nabawiłam sie depresji:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozmawiam o tym z wieloma osobami... ale to nic nie daje... :( cały czas jestem w takim dołku :(

a jeszcze miesiąc temu w życiu bym nie pomyślała, że mogę jeszcze kiedykolwiek tak cierpieć!

 

Wiem, że ja robiłam wiele błędów... ale dlaczego on udawał, że wszystko jest ok? Cały czas powtarzał, że strasznie kocha... i z dnia na dzień mnie zostawił... ale on czuje się w porządku bo twierdzi że to nie było z dnia na dzień bo psuło się od kilku miesięcy... tylko że ja o tym nie wiedziałam! i on nie potrafi zrozumieć tego, dlaczego ja to tak przeżywam... przecież się psuło już dawno! :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chociaż od kilku miesięcy zaczęło być gorzej... więcej kłótni, zaczął mnie coraz częściej denerwować

sama napisałaś że sie psuło od kilku miesięcy

domyslam sie że że jest Ci bardzo cięzko bo całe swoje dotychczasowe życie skupiłaś tylko na nim ale moim zdaniem powinnaś dać mu spokój nie chce? to nie jego strata a jak będziesz wydzwaniać do niego to jeszcze bardziej zrazisz go do siebie, ja na twoim miejscu w ogóle bym sie do niego nie odzywała, nawet udawałabym że dobrze sie bawie bez niego... zrób coś dla siebie dziewczyno, zajmij się sobą, swoim życiem

jak sobie nie radzisz może powinnaś pójść do psychologa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

napisałam tak, że się psuło bo on tak twierdzi... no ale może faktycznie częściej zaczął mnie denerwować... ale wydaje mi się że normalna kolej rzeczy, że później nie jest tak kolorowo jak na samym początku... a tym bardziej nie pomyślała bym, że może to być przyczyna zerwania... myślałam że takie problemy się rozwiązuje a nie ucieka od nich... :(

 

a z tym psychologiem to planuję pójść... tylko ciężko mi się zabrać do tego :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

widocznie coś jemu zaczęło nie pasować, a jak komuś przestaje pasować to wymyśla różne rzeczy różne powody... a to co powinnaś zrobić to zadbać o samą siebie nie kontaktować się z nim bo to tylko będzie pogłębiało twój ból a do psychologa szczerze cię namawiam, zaciśnij zęby i pójdź się wygadać :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy ma swoją wytrzymałość, po jej przekroczeniu coś pęka, spotkania nie dają już radości, tylko są męczarnią, spotykając się ciągle zastanawiasz się, o co tym razem ta osoba się przypieprzy, co tym razem nie będzie jej pasowało. I nawet jak się kogoś kocha, to to wykańcza, nie da się już dłużej być razem. Najlepsze co możesz teraz zrobić to nauczyć się żyć bez niego, taka desperacja go od ciebie jeszcze bardziej odrzuca. To jedyna szansa że MOŻE będziecie znowu razem - ale na pewno nie będzie tak jak do tej pory, że ty ciągle wybuchasz i robisz mu z życia piekło a on ma to znosić. Jesteś toksyczną osobą, nikt normalny nie wytrzymałby w takim związku. Każdego by to wykończyło i to nie jest jego wina. Musisz to w sobie zmienić, inaczej nigdy nie będziesz szczęśliwa i każdy związek będzie się podobnie sypał.

 

A póki co przyjęłaś najlepszą taktykę żeby do końca zabić te resztki uczuć które może jeszcze w nim się tlą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesteś toksyczną osobą, nikt normalny nie wytrzymałby w takim związku. Każdego by to wykończyło i to nie jest jego wina. Musisz to w sobie zmienić, inaczej nigdy nie będziesz szczęśliwa i każdy związek będzie się podobnie sypał.

Niestety,Scrat ma racje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesteś toksyczną osobą, nikt normalny nie wytrzymałby w takim związku. Każdego by to wykończyło i to nie jest jego wina. Musisz to w sobie zmienić, inaczej nigdy nie będziesz szczęśliwa i każdy związek będzie się podobnie sypał.

 

A póki co przyjęłaś najlepszą taktykę żeby do końca zabić te resztki uczuć które może jeszcze w nim się tlą.

Dobrze gada, polać mu!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chciałabym dowiedzieć się co o tym myślicie... co powinnam zrobić a czego nie robić? I przede wszystkim jak zmienić moje pesymistycznie i wybuchowe podejście do życia?:(

Myślę, że powinnaś dowiedzieć się dlaczego jesteś tak wybuchowa, dlaczego tak mało w siebie wierzysz, że postrzegasz chłopaka jako główny filar swojego życia, bez którego nagle nie miałoby się nic udać...

Jeśli zrozumiałabyś przyczyny takich Twoich reakcji na rozstanie, wtedy odczułabyś to mniej boleśnie, a w przyszłości uniknęłabyś czegoś podobnego.

Popracuj nad sobą (np. we współpracy z terapeutą), wtedy wszystko dobrze się ułoży ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja juz tak mialam, nie raz... Moj maz- prawdziwa pierwsza mikosc itd......... zostawil mnie dla innej, gdy bylam z nim w ciazy..........

gdy dowiedzialam sie, o co chodzi, rozstalam sie z nim.... potem wielokrotnie wracalam... a on wmiedzyczasie zaczal mnie zdradzac i cpac..... i spac z kim popadnie............ po raz kolejny wybaczylam.... wyjechalismy do anglii, bo on uciekal przed prawem, a ja chcialam ratowac nasze malzenstwo.... pojechalismy do mojej kuzynki z ktora on sie zabawial, gdy ja pracowalam na niego!!!!!! pobil mnie kilkakrotnie i zostawil sama bez pieniedzy, dokumentow.......... dobrze ze znalam jezyk angielski...........

potem poznalam faceta, ktory chcial sie mna "zajac"........... bylo super dopoki nie "sciagnelam" mojego dziecka.......... wtedy zaczely sie schody...... z jego rodzicami i z nim... rozstawalismy sie non stop i wracalismy do siebie ( a wlasciwie to on sie ciagle wyprowadzal.........).

teraz z now jestesmy razem i znowu jest cos nie tak....-mamusia, ktora on wielbi ponad wszystko!!!!!!!!!!!!!!!!

jakis problem, to zamiast porozmawiac, rozwiazac..... on ucieka do mamusi, ktora zawsze trzyma dla niego miejsce w domku........... I CO JA MAM ZROBIC???????????????????????? nie zamierzam nianczyc wlasnego faceta!!!!!!!!!!!!!-to on powinienien zadbac o mnie..........o nas!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! a on ucieka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!GOWNIARZ

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Popieprzone czasy. Kiedy jest dobrze, to w jakiś niewytłumaczalny sposób robimy wiele, żeby coś spieprzyć. Fakt, jesteś toksyczna. Uważam, że powinnaś pójść do psychologa by odnaleźć przyczynę takiego zachowania, sam jestem w takim toksycznym związku i nie dziwię się facetowi, że nie wytrzymał. Myślę, że on nadal Cię kocha, tylko, że nie radzi sobie z tobą jako osobą. Nie akceptuje tego jaką dla niego jesteś. To go zjada od środka mam tak samo, zastanawiam się do czego następnym razem moja luba się przypieprzy. To wykańcza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Takie przypadki jak wy opisujecie tzn rozstania jest bardzo dużo ja sama wiem jak to jest pierwsze rozstanie miałam po 1,5 roku ale to ja sama zdecydowałam zerwać bo mój pierwszy chłopak pił i był agresywny a ja mu nie potrafiłam w żaden sposób pomóc nawet go szantażowałam i kiedy prawie mnie uderzył postanowiłam się z nim rozstać nie wiem z kąd ja wzięłam w sobie tyle siły. Drugie rozstanie było po 3 latach chłopak mnie zostawił bo stwierdził że jestem nie dojrzała , świat mi się zawalił totalnie wtedy byłam w klasie maturalnej nie wiedziałam co ze sobą zrobić jak przychodziłam ze szkoły to płakałam nic nie mogłam jeść cały czas wracały wspomnienia dosłownie chciałam umrzeć pozbierałam się dzięki mojemu obecnemu chłopakowi i matce nawet koleżanki mnie olały ale to tak jest jak człowiek w potrzebie to wtedy wychodzi z kim się zadaje. Jak już wspomniałam jestem w związku i nie dawno miałam prawie rozstanie ewidentnie z mojej przyczyny,jak naprawdę dotarło do mnie że mogę stracić Michała to zaczęłam się starać żeby go odzyskać prosiłam o spotkanie Michał mi odmawiał wystraszyłam się bo on jak mówi tak robi ale jakoś go ubłagałam spotkaliśmy się błagałam go o szanse ale on mi odmawiał jakoś go przekonałam. Jesteśmy razem staram się z całej siły jak narazie jest dobrze żebym nie zapeszyła heh bo jak to mówie problemy mnie kochają.

Wczoraj byłam na uczelni i koleżanka no taka znajoma bardzo fajna dziewczyna przez przypadek wygadała się że chłopak ja zostawił współczuje jej bo wiem co przechodzi była z nim 1,5 roku i cały swój wolny czas spędzała z nim a więc koleżanki odstawiła dla niego i teraz w efekcie jest sama nawet nie mówiłam jej żeby dała sobie z nim spokój albo żeby nie narzucała się mu bo mi jest łatwo radzić bo teraz tego nie przechodzę co ona musi odczekać i odcierpieć swoje wiem że czas zrobi swoje nikomu takich zawirowań sercowych nie życzę nawet najgorszemu wrogowi :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

i ty teraz zyjesz w strachu ze ciebie twoj zostawi? to taki jakbyjest brak poczucia bezpieczenstwa w tej calej niepewnosci..

Wydaje mi sie ze bycie razem i milosc to tez swiadomosc ze ta osoba nie odejdzie lada chwila..JA wczesniej tez zawinialam z innymi wielokrotnie...nie raz z siebie idiotke zrobilam i blagalam...ale doszlam do wniosku w koncu ze blaganie bylo zalosne. Po czasie nauczylam sie ze albo ktos mnie akceptuje albo nie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przede wszystkim nie można się załamywać, próbować odbierać sobie życie (tak jak w moim przypadku). Życie jest długie i ciężkie, ale każdy ma złe i dobre dni. Trzeba patrzeć w przyszłość, stworzyć nowe priorytety i nie patrzeć w tył. Te dni które wydawały nam się najlepszymi w naszym życiu już nie wrócą i teraz trzeba czekać na nowe, lepsze. I najważniejsze: nie uganiać się za chłopakiem, nie myśleć o nim, znaleźć sobie zajęcie. A z czasem nawet nie zauważymy jego utraty, a w najmniej odpowiednim momencie będziemy szczęśliwi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nikt!nie jest wart tego aby życie sobie przez niego odbierać..wiem cos o tym..pozwólmy sobie na szczęście nie uzależniając się od miłości innych osób.Świat jest pełen miłości trzeba nauczyć się ją dostrzegać we wszystkim,we wszystkich:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×