Skocz do zawartości
Nerwica.com

Coś pesymistycznego, a jednocześnie optymistycznego


Kapitan Zbik1526916855

Rekomendowane odpowiedzi

Z nerwicy udawało mi się prawie zawsze wyjść, ale zawsze coś stawało mi na drodze.

Mija chyba już 3 lata od kiedy mi się zaczęła i 3-krotnie "czegoś" zabrakło by cieszyć się pełnią życia. Za pierwszym razem walczyłem z nią sam i gdy wszystko się układało - atak paniki powrócił, z nim kolejny etc.... Zdecydowałem się na leczenie farmakologiczne i psychologiczne. Wszystko szło jak z płatka - zacząłem czuć grunt pod nogami, gdy życie brutalnie to zweryfikowało i po nagłych zawrotach głowy panika, lęk i wszystko co najgorsze powróciło. Wziąłem się za siebie jeszcze mocniej i przez rok czasu doprowadziłem się do 99% normalności i powrotu do zdrowia psychicznego. Jeździłem po Polsce bez skrępowania, robiłem rzeczy, na które podczas głębszej nerwicy nie zdecydowałbym się nawet pod opieką pogotowia. W nocy z dnia wczorajszego na dzisiejszy zostało to zniszczone, zdeptane i jestem na skraju załamania. Otóż spałem u dziewczyny, gdy nagle w środku nocy obudziłem się z poczuciem wyspania i nie mogłem usnąć. Dziwna sprawa, więc poszedłem do łazienki załatwić sprawy fizjologiczne co może pomogłoby mi usnąć. Gdy wracałem do pokoju, poczułem się dosyć dziwnie i obudziłem dziewczynę, by budziła rodziców, bo "coś mi się dzieje", zdążyliśmy dojść do ich pokoju, gdy coś cisnęło mi na płuca, przełyk, nie mogłem oddychać, w końcu straciłem przytomność. Gdy mnie dobudzili, byłem cały rozdygotany, a pogotowie już jechało. Zbadali mnie, kazali porobić badania, dali zastrzyki bym się nie przejmował tym incydentem. Co ciekawe, mówili że dają mi po zastrzyku 10 minut, natomiast do tej pory jeszcze nie usnąłem. Wracając do tej sytuacji - to były najgorsze minuty mojego życia, myślałem że umieram, nie wiedziałem czy to zawał, udar, czy coś innego, wiedziałem że straciłem przytomność wcześniej, że nadal mnie boli klatka piersiowa, tysiące myśli przechodziło mi przez głowę. Chociaż jestem dorosłym facetem - o mało się nie popłakałem, co od dzieciństwa mi się nie zdarzyło. Widziałem przerażoną dziewczynę, jej rodziców i nie chciałem jej opuścić, przecież mamy plany na przyszłość. W tym momencie moja psychika jest rozdygotana i nadal nie wiem co mi jest, w końcu z takimi niespodziewanymi omdleniami w czasie gdy człowiek czuje się jak młody Bóg i podziwia piękno świata jest nad wyraz dziwnie. Najbardziej zależy mi na tym by oszczędzić smutku i nerwów mojej ukochanej, ja mogę się długo z tego zbierać psychicznie, ważne żeby ona nie była narażona na niepokoje i nerwy.

Zapytacie co optymistycznego w tym jest, skoro napisałem o tym w temacie? Otóż w czasie najgorszych dni walki z nerwicą myślałem, że już nigdy nie będę mógł czegoś samodzielnie zrobić, by nie czuć lęku - otóż mi się to udawało, a jedynie pech który mnie dopadł ubiegłej nocy, spowodował, że powtórzę walkę z nerwicą i będę jeszcze silniejszy, to tak jakby nie zdać w szkole i powtarzać klasy - też ma swoje dobre strony, utrwali się materiał, który a nuż może przydać się w przyszłości...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Kapitanie, doskonale Cię rozumiem. Ja borykam się z nerwicą od 12 lat i bywało różnie. Niedawno przyplątała sie do mnie nerwica lękowa i totalnie mną wstrząsnęła. Przez miesiąc było super a przedwczoraj jakby grom z jasnego nieba i o mały włos nie wylądowałam ma pogotowiu. Nawet teraz czuję sie niepewnie, ale trzeba się nie dać i walczyć z tym strachem. Lęk jest jak cichy terrorysta. Atakuje nagle i niespodziewanie. Nawet o przebiegu terapii i bardzo dobrej poprawie może nagle uderzyć ni stąd ni z owąd, z podwójną siłą. Masz rację, że nie wolno się poddawać i walczyć do końca, jeszcze bardziej zażarcie, wiem, że Ci się to uda! Ja tez staram się jakoś żyć i myśleć pozytywnie no nikt za nas tego nie zrobi.

Nie martw się o Twoją ukochaną. Ona sobie z tym poradzi. Jak była z Tobą na początku i w trakcie leczenia, będzie z Tobą nadal. Najważniejsze to zdrowieć nie martwić się o to, że jesteśmy dla kimś cięzarem bo to wszystko pogarsza. Ja doskonale Cię rozumiem bo martwiłam się tak o mamę i mojego narzeczonego, ale powiedzieli mi, że najważniesze dla nich jest to abym zdrowiała. Trzeba się kochać, uśmiechać się do siebie i rozmawiać, bardzo dużo rozmawiać. Starać się pokazać im, że czym ten strach i lęk polega, a by oni mogi nas lepiej zrozumieć i być bardziej włączeni w etap zdrowienia.

 

Życzę Ci bardzo dużo siły i miłości! Raz się udało i na pewno uda się znowu :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nerwica ma swoje nawroty, które przychodzą w niespodziewanych momentach.

Cieszę się że próbujesz z nią walczyć. Nie poddawaj się, bo najgorzej jest siedzieć z założonymi rękami.

Nie wiem czy mówiłes o tym swojej dziewczynie, sądzę że powinieneś jej powiedzieć. Ma do tego prawo by wiedzieć o Twojej "chorobie". Wtedy musisz ją nauczyć ze sobą postępować. Tylko Ty wiesz czy chcesz by była obok Ciebie w trakcie ataków, czy potrzebujesz wtedy samotności.

Rozmawiajcie o tym, ważne by dziewczyna miała przy sobie leki, które Ci pomogą. Sam widzisz, że nad tym się nie panuje, a pomoc drugiej osoby jest przydatna. Więc nie odizolowuj jej od siebie.

 

[Dodane po edycji:]

 

A i jej rodzice nie muszą wiedzieć co Ci dolega, możesz zawsze wymigać się przemęczeniem organizmu, czy innym powodem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I teraz bardziej optymistyczna sprawa związana z tą sytuacją :) Po pierwszym ataku nerwicy byłem tak rozdygotany, że dochodziłem do siebie ponad miesiąc, balem się wychodzić z pokoju, po pierwszym nawrocie, zeszło mi około miesiąca z powrotem do jako takiego życia i już lżej, po drugim nawrocie, około tygodnia zająl mi takiż powrót. Widząc wczorajszego posta na pewno domyślaliście się w jakiej byłem rozsypce - dzisiaj potrafiłem po tak ciężkiej przeprawie z nerwicą i tą utratą przytomności pójść na rozmowę kwalifikacyjną o pracę, przejechać ponad 100km samochodem i do tego pójść na mecz. I to wszystko po jednym dniu - wniosek? nerwica nas uodparnia i pomimo przeciwności i śladów jakie pozostawiają nam ataki (wczorajszą sytuacją z utratą przytomności i myślami o tym że umieram zapamiętam pewnie do końca życia), potrafimy sobie coraz lepiej radzić z takimi sytuacjami. Paradoksalnie im więcej ataków nerwicy, tym większa możliwość jej wyleczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×