Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Psychoterapia - wszystko co dotyczy psychoterapii. Nurty, doświadczenia związane z terapią.

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez inn@ 09 sty 2017, 10:42
madseason fajnie Cie widziec! czekałam na jakas wiadomosc od Ciebie i cieszę sie ze jesteś zadowolona. Jednak... nie wiem co sadzic o tym co napisalas. Podobnie jak szanownapani - dla mnie to przerazajacy opis. Mialam podobnego t do tego co napisalas o szpitalu ale dla mnie skonczylo sie to bardzo bardzo źle. Czy Twoj wpis swiadczy o powodzeniu terapii szpitalnej? Skoro uwazasz ze tak to mam nadzieję że masz racje... ale... gloryfikujesz oddzial dyskredytujesz to co przed... te rzeczywistosci sa dla ciebie oddzielone gruba kreska... w dodatku widzisz to jako ogolna zasade takze dla innych... przed tym leczeniem szpitalnym bylas ostrozniejsza i bardziej wyważona w takich ocenach... nie chcę cie oceniac ani podwazac Twojego leczenia ale radykalizm bijacy z tego wpisu jest dla mnie trudny do przyjecia...
Offline
Posty
611
Dołączył(a)
21 mar 2016, 18:55

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Avatar użytkownika
przez antylopa 09 sty 2017, 11:36
madseason, hej. Cieszę się, że napisałaś.
A możesz coś więcej napisać o pobycie?
Mówiłam, że chce żyć bez Ciebie: Nie chciałam!
Mówiłam, że Cie nie kocham: Kochałam!
Mówiłam, że dam sobie rady: Nie dałam!
Mówiłam, że zapomnę: Kłamałam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2731
Dołączył(a)
28 gru 2014, 21:47

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez nippy 09 sty 2017, 12:14
madseason
cieszę się, że Ci się udało, że jesteś zadowolona. Gratulacje za wytrwałość i samozaparcie! Ale nie ukrywam, że mnie również zaniepokoił Twój wpis. Po pierwsze pamiętaj, że dla każdego coś innego. Tobie w terapii pomogły mocne konfrontacje i komunikaty. Może takie metody Tobie właśnie dobrze robią... Może na tym etapie to było Tobie potrzebne.... Ale komuś innemu być może pomaga głaskanie po główce? Każdy ma inne problemy inną osobowość i inne potrzeby. Każdy też jest na innym etapie terapii. Zdanie o krytycznym przyjrzeniu się swoim terapiom jest mocno generalizujące i chyba oceniające (moje wrażenie, być może się mylę). We mnie wzbudziło niepokój i być może w kimś innym, mniej pewnym swojej relacji terapeutycznej może spowodować niepotrzebne przestraszenie zamieszanie, że być może z moją terapią coś jest nie tak... A to, że Tobie pomógł szpital i takie a nie inne metody nie znaczy, że z inne są niewłaściwe czy nieskuteczne.
U Ciebie było tak... U innych jest pewnie inaczej... Zgadzam się, że trzeba analizować to co się dzieje u nas. Ale zbyt kategorycznie i oceniająco dla mnie to zabrzmiało.
Offline
Posty
496
Dołączył(a)
18 gru 2015, 08:59

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez Inga_beta 09 sty 2017, 16:24
Malarz cieni napisał(a):
Inga_beta napisał(a):Chyba cię nie było na forum wtedy gdy toczyła się tu dyskusja na temat długości mojej terapii. Ja mam bardzo głębokie zaburzenie i na terapię chodzę już prawie 9 lat. Ale jest coraz lepiej.

Podziwiam Ciebie, że jesteś w stanie wytrwać w terapii przez tyle lat. Nie wiem, czy dałbym radę tak długo chodzić. Nie masz czasami dość terapii i takich myśli, że to się nigdy nie skończy? Ile czasu według Twojej terapeutki ma jeszcze trwać psychoterapia?


Wiesz, ja jakby nie mam za dużego wyboru. Wolę się męczyć chodząc na terapię przez tyle lat niż strasznie cierpieć nie chodząc. Gdybym przerwała to zaburzenie zaczęłoby wracać a ja znów wpadłabym w silne lęki, nie spanie, nie jedzenie, nawrót róznych chorób fizycznych. Życie pod dyktando terapii to żadne życie, ale jak nie ma innej opcji to co zrobić? Moje życie polega na tym że 2 razy w tygodniu jeżdże na terapię do innego miasta, a pozostały czas poświęcam na samodzielną pracę nad sobą. Nie tak powinno wyglądać życie.
Na ten moment czuję że wyszłam z piekła i życie stało się znośne.
T stwierdził że jestem już za półmetkiem. Ale nie miał na mysli czasu terapii tylko problemów z którymi sobie już poradziłam.
Offline
Posty
2456
Dołączył(a)
11 sty 2014, 15:40

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez 19ruda87 09 sty 2017, 18:26
Podziwiam Was jak dajecie sobie rade w terapii. Zazdroszcze. Ja mam problem z nawiazaniem otwartego dialogu. Chce zaufac i sie otworzyc, zaangazowac w swoj proces leczenia lecz nie potrafie. Mam cholerna blokade. Boje sie mimo iz wiem ze nie ma czego. Zdaje sobie sprawe ze wina lezy po mojej stronie, poniewaz T stara sie jak moze. Bardzo ja lubie i szanuje. Chcialabym zmienic swoje zachowanie ale nie potrafie. Jak bylo z tym u Was?
Lamitrin 125mg | Efectin Er 75mg | Arypiprazol 10mg | Afobam 1mg
Offline
Posty
316
Dołączył(a)
02 sty 2017, 15:03

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez inn@ 09 sty 2017, 20:22
ruda jak dlugo chodzisz? to twoja opinia czy t? możesz sprobowac w innym nurcie.
Offline
Posty
611
Dołączył(a)
21 mar 2016, 18:55

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez 19ruda87 09 sty 2017, 21:22
Inn@, to moja opinia na temat relacji z t. Na terapie uczeszczam od roku. Jest to moja pierwsza terapia w zyciu. Wczesniej mialam kilka pobytow w szpitalu przez proby samobojcze. Ale wyszlam z tego. Zalozylam rodzine i mialam spokoj na 10 lat. Od zawsze bylam zamknieta w sobie, nigdy nie potrafilam rozmawiac na swoj temat, na temat uczuc czy emocji. Dusilam je w sobie, co poniekad robie do dnia dzisiejszego. Znacznie latwiej mi napisac. W tym tkwi caly problem. Czesto mowie cos na terapii a pozniej zaluje, bo zastanawiam sie czy sie nie wyglupilam i nie wystawilam na osmieszenie. Raz udalo mi sie poruszyc temat gwaltu na terapii ale nie jest on jeszcze dokonczony mimo iz uplynelo od tego momentu dwa miesiace. Wycofalam sie po prostu. Jestem w terapii z powodu zaburzen lekowo-depresyjnych i borderline. Terapia prywatna, raz w tygodniu, czasem dwa razy.
Lamitrin 125mg | Efectin Er 75mg | Arypiprazol 10mg | Afobam 1mg
Offline
Posty
316
Dołączył(a)
02 sty 2017, 15:03

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Avatar użytkownika
przez madseason 09 sty 2017, 23:37
@szanownapani, @inna, @nippy, @antylopa: hmmmm...zastanawiam się z czego wynika,że dla części z Was jest to niepokojący opis. być może z tego, że bardzo skrótowo i entuzjastycznie starałam się wyrazić to co czuję po pobycie. nie układałam sobie klarownego statementu,może powinnam była dłużej się zastanowić przed pisaniem, nie chciałam by brzmiało to radykalnie ani oceniająco. chyba zbyt szybko chciałam za dużo powiedzieć o własnych doświadczeniach, możecie mieć inne. może napiszę więcej po prostu. chodziło mi o to,że ja bardzo się bałam leczenia szpitalnego i mimo zaleceń od lekarzy wzbraniałam się uważając, że lepiej jest ciągnąć terapię raz w tygodniu. i tu pierwsza uwaga. terapia terapii nierówna a my jako pacjenci w dodatku często z zakrzywionym obrazem rzeczywistości nie zawsze możemy ocenić na ile pomocne są te spotkania. dlatego będę mówić za siebie. ja od dawna miałam dowody, że nie przepracowuję tego co powinnam w terapii, ale strasznie siebie oszukiwałam i moją t. też. dlatego dopiero w przypływie desperacji umówiłam się na konsultacje na oddział, zakładając, że usłysze że wydziwiam i mnie nie przyjmą. na szczęscie przyjęto mnie, żal mi że nie poszłam tam wcześniej bo bym nie zmarnowała tyle czasu i życia i w sumie to tym się chciałam podzielić na forum, ale...jak Wam to wyjaśnić..? tu pojawiają się schody. nie wiem czy potrafię dobrze opisać to jak tam było bez tworzenia jakiegoś fałszywego obrazu. chciałam nieporadnie wyrazić to, że czuję że to była najlepsza decyzja co do leczenia jaką kiedykolwiek podjęłam. a częścią tego co cenię w tym miejscu było własnie otwarte konfrontowanie z zachowaniami i ich efektem. tego mi brakowało na mojej terapii, która polegała na wspieraniu mnie...i jednocześnie pozwalała mi cementować patologiczne zachowania. tu druga uwaga - być może na was troska i wsparcie działają inaczej, ja je wykorzystywałam, żeby tkwić w depresji (nieświadomie oczywiście, aż tak wyrachowana nie jestem). wiele osób, które leczyły się ze mną w szpitalu też przyznało,że dopiero tam zaczęli na poważnie pracować nad sobą (ale tak, dużo podobnych tematów można przerobić na indywidualnych terapiach, zależy to od gotowości i sposobu prowadzenia. różnica jest taka,że tam idzie wszystko szybciej i terapeuci mają o wiele więcej danych na temat codziennego funkcjonowania; trudniej im ściemniać ;)).na mnie zadziałało dopiero mocne postawienie granicy, zaczęlam widzieć co robię samej sobie i innym, na kim i za co się mszczę. racja, że nie jest to metoda dla wszystkich i nie na kazdym etapie. sama jak tam przyszłam buntowałam się i uważałam, że komunikaty od pacjentów i personelu są zbyt ostre. dopiero stopniowo dopuściłam do siebie coś znacznie trudniejszego - że są prawdziwe. i długo mi zajęło, żeby przestać traktować personel jako nastawiony przeciwko mnie, bo łatwiej było mi uznawać,że nie rozumieją że ja cierpię, męczę się i mam objawy...a tu cisną o zmianę funkcjonowania, nie pozwalają przesypiać emocji, nie łapią się na moje opowieści o tym,że nie wyrabiam. nie oznaczało to,że w momentach kiedy było bardzo źle - nie wykazywali troski i wsparcia. było jej tam BARDZO dużo, łącznie z przychodzeniem pielęgniarki co pół godziny, wezwaniem lekarza po godzinach czy zachętą do chodzenia na dodatkowe rozmowy. to naprawdę są ludzie bardzo zaangażowani w swoją pracę. czy się do nich przywiązałam? jezzzuuu, płakałam jak bóbr na pożegnaniu.
auf der verzweifelten Suche nach meinem wahren Selbst...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
05 cze 2009, 20:41

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Avatar użytkownika
przez madseason 10 sty 2017, 00:04
19ruda87: wiem,że to bardzo trudne, ale warto rozmawiać o tym z t. jak się czujesz w relacji. może się okazać,że to będzie jeden z głównych tematów. u mnie na terapii tak było, ja uważałam że się bardzo otwieram a t.miał inne zdanie i stopniowo okazywało się, że choć mi się wydaje,że relacja jest bliska to jednak uciekam za każdym razem kiedy czuję, że tracę kontrolę nad przebiegiem sesji.wolałam rozwodzić się nad sprawami pobocznymi, zatrzymywać się na powierzchni, nie pozwalać wejść w to głębiej, przestać racjonalizować. i długo zajęło pracowanie nad tym, dlaczego tak trudno mi po prostu zaufać, pozwolić t.i sobie swobodnie myśleć a nie wyprzedzać odpowiedzi. rozmowa o tym jak się czuję w relacji z t. bardzo mi pomogła.
auf der verzweifelten Suche nach meinem wahren Selbst...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
05 cze 2009, 20:41

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Avatar użytkownika
przez madseason 10 sty 2017, 00:26
pssst. jeszcze jedno (ostatnie) wokół tematu szpitala. to że jestem 'zadowolona' z pobytu i próbowałam przekazać, że niekoniecznie trzeba się bać oddziałów całodobowych nie oznacza że nie widzę negatywów i ludzkiego (to znaczy nieidealnego;) oblicza personelu. to nie jest miejsce wyizolowane z rzeczywistości, dzieją się tam te same procesy co w innych terapiach. samooszukiwanie, manipulowanie, zastraszanie własną rozpaczą - mają się doskonale. podobnie jak opór, nieprzepracowanie problemów, tkwienie w miejscu i wykorzystywanie terapii do wspierania własnej patologii również. ja pomimo tego co udało mi się zmienić, nadal mam mnóstwo do przerobienia a części wcale nie ruszyłam... dlatego wracam do gabinetu:) a co do nieidealności personelu - wystarczy pobyć na kilku spotkaniach a już widać ze w wielu tematach nie są jednomyślni, mają różne podejście odnośnie wspomnianego 'głaskania po głowie' (część jest taaaaaka kochana pod tym kątem a część w zupełnie inny sposób okazuje troskę) i w inny sposób prowadzą terapię. nie jest tak, jak może się wydawać po skrótowym opisie, że tylko i wyłącznie konfrontują i ostro komentują. dla mnie różnicą było, że w ogóle to robią bo na wcześniejszych indywidualnych nie miałam wcale tego elementu (albo nie byłam gotowa,żeby go zauważyć)
auf der verzweifelten Suche nach meinem wahren Selbst...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
05 cze 2009, 20:41

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez 19ruda87 10 sty 2017, 07:32
Ehh... Ch#jowa nocka w pracy. Dzis sie dowiedzialam ze moja wspolpracowniczka wraca po 4 miesiacach na zaklad. Z poczatku nie zrobilo to na mnie wrazenia, dopoki nie uswiadomilam sobie pewnych spraw. Zanim "uciekla" ode mnie, bylysmy nierozlaczne, rozumialysmy sie bez slow. Jedna druga rozumiala i wspierala. Ufalysmy sobie i moglysmy na sobie polegac. Po prostu zzylysmy sie ze soba. Przynajmniej tak mi sie wydawalo.
W pracy staralam sie jej pomagac, brac na siebie wiecej obowiazkow, wyreczalam ja itd. Po prostu zalezalo mi na tej relacji. Chociazby z tego powodu ze przy niej moglam byc tak naprawde soba i bez problemu moglam sie przed nia otworzyc, bez obaw o ocene, wysmianie itp.
Po zwolnieniu lekarskim zalatwilam jej powrot na nasz dzial bo mnie o to prosila. Po dwoch dniach kierownik postanowil przeniesc dwie osoby w inne miejsce pracy. Bez zawahania sie zglosila, nie zwracajac uwagi na mnie. Zrobilo mi sie smutno ze odchodzi, w koncu traktowalam ja jak przyjaciolke. Powiedzialam jej o swoich odczuciach, a ona mnie zlekcewazyla, twierdzac ze przesadzam itd. Mialysmy do siebie dzwonic, normalnie utrzymywac kontakt jak dotychczas. Czulam sie odrzucona. Przykro mi bylo. Przywiazalam sie do niej. Wszyscy sie dziwili ze tak mnie potraktowala, starali sie pocieszyc. Od tego momentu widzialysmy sie 3 razy i rzadko ze soba rozmawialysmy. Kontakt powoli urywal sie. Spotkania byly inne niz zwykle. Nie wiedzialam o czym mam z nia rozmawiac. Trzymalam dystans. W dalszym ciagu bolalo mnie jak mnie potraktowala.
Dzis wspomnienia odzyly, emocje na nowo sie pojawily. Uswiadomilam sobie, ze nic nie dzialo sie bez przyczyny. Jestem beznadziejnym i zlym czlowiekiem, ktory nie ma po prostu nic do zaoferowania. Nikt nie jest w stanie mnie lubic, tak po prostu. Kazdy widzi mnie jak cos potrzebuje, w innym wypadku jestem jak powietrze. Nienawidze siebie. Jestem nikim, totalnym zerem. Nie zasluguje na nic pozytywnego w zyciu. Nikogo nie obchodzi moje marne zycie. Czuje sie jak porzucona zabawka, wykorzystana i zdeptana. Musze byc potworem ze mnie to spotyka. Nikomu wiecej nie zaufam, nie dam sie zranic. Nikogo nie dopuszcze do siebie. Mam dosc.
Moja terapeutka zapewne tez mnie toleruje tylko i wylacznie z tego powodu ze tak musi i jej place. W innym przypadku wywalilaby mnie na zbity pysk. To tylko wyuczone sztuczki psychologiczne. Sztuczna relacja. Chodzi tylko o kase. I tak mnie zrani, odrzuci. Wszyscy to robia. Powinnam zrezygnowac z terapii. Szkoda jej czasu. Nie potrzebnie jej go marnuje. Nie zasluguje na niczyja pomoc. Moje miejsce jest na cmentarzu. W ciszy i spokoju. Nikt i tak by nie zauwazyl ze mnie nie ma. Nikogo to nie obchodzi. Czuje sie jak smiec. Mam ochote zniknac na zawsze. Nienawidze tego popieprzonego zycia. To tak wszystko boli. Umieram. Lzy splywaja po policzku. W myslach tresci bombarduja mnie. Wyzwiska kieruje w swoja strone. Chaos. Jestem w piekle. Sadzilam ze mam to za soba. Mylilam sie. Zasluguje na potepienie
Lamitrin 125mg | Efectin Er 75mg | Arypiprazol 10mg | Afobam 1mg
Offline
Posty
316
Dołączył(a)
02 sty 2017, 15:03

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez shira123 10 sty 2017, 09:58
madseason napisał(a):pssst. jeszcze jedno (ostatnie) wokół tematu szpitala. to że jestem 'zadowolona' z pobytu i próbowałam przekazać, że niekoniecznie trzeba się bać oddziałów całodobowych nie oznacza że nie widzę negatywów i ludzkiego (to znaczy nieidealnego;) oblicza personelu. to nie jest miejsce wyizolowane z rzeczywistości, dzieją się tam te same procesy co w innych terapiach. samooszukiwanie, manipulowanie, zastraszanie własną rozpaczą - mają się doskonale. podobnie jak opór, nieprzepracowanie problemów, tkwienie w miejscu i wykorzystywanie terapii do wspierania własnej patologii również. ja pomimo tego co udało mi się zmienić, nadal mam mnóstwo do przerobienia a części wcale nie ruszyłam... dlatego wracam do gabinetu:) a co do nieidealności personelu - wystarczy pobyć na kilku spotkaniach a już widać ze w wielu tematach nie są jednomyślni, mają różne podejście odnośnie wspomnianego 'głaskania po głowie' (część jest taaaaaka kochana pod tym kątem a część w zupełnie inny sposób okazuje troskę) i w inny sposób prowadzą terapię. nie jest tak, jak może się wydawać po skrótowym opisie, że tylko i wyłącznie konfrontują i ostro komentują. dla mnie różnicą było, że w ogóle to robią bo na wcześniejszych indywidualnych nie miałam wcale tego elementu (albo nie byłam gotowa,żeby go zauważyć)


hej Madseasons, fajnie ze piszesz pamietam cie
moja siostra byla w krakowie w tym samym czasie co ty
tez jest w sumie zadowolona
i wiele razy mnie namawia zebym tam jechala
ale to nie dla mnie
oszalalabym chyba bedac non stop z ludzmi :smile:
ja kocham ludzi jestem wesola i rozgadana
ale mam chwile kiedy musze uciec, byc sama ze soba

odpowiedz mi, jak ty radzilas sobie z tym przebywaniem non stop w grupie
/ lubilas to? fajni byli ludzie?

ja powiem ci ze b.mi pomogla terapia grupowa-pierwsza w moim zyciu
tzn.druga bo z 1 ucieklam :D
bylo wlasnie dosc ostro i nieprzyjemnie
potem chodzilam na indywidualna-przemila babka,ale ciagle
mnie chwalila i glaskala po glowie
zmienilam wiec T,zaczynam chodfzic do innej-mlodej, chyba jest
bardziej ostra i wymagajaca

madseasons a co sie u ciebie w zyciu zmienilo po terapii?
Offline
Posty
302
Dołączył(a)
28 maja 2016, 19:36

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez shira123 10 sty 2017, 10:16
19ruda87 napisał(a):Ehh... Ch#jowa nocka w pracy. Dzis sie dowiedzialam ze moja wspolpracowniczka wraca po 4 miesiacach na zaklad. Z poczatku nie zrobilo to na mnie wrazenia, dopoki nie uswiadomilam sobie pewnych spraw. Zanim "uciekla" ode mnie, bylysmy nierozlaczne, rozumialysmy sie bez slow. Jedna druga rozumiala i wspierala. Ufalysmy sobie i moglysmy na sobie polegac. Po prostu zzylysmy sie ze soba. Przynajmniej tak mi sie wydawalo.
W pracy staralam sie jej pomagac, brac na siebie wiecej obowiazkow, wyreczalam ja itd. Po prostu zalezalo mi na tej relacji. Chociazby z tego powodu ze przy niej moglam byc tak naprawde soba i bez problemu moglam sie przed nia otworzyc, bez obaw o ocene, wysmianie itp.
Po zwolnieniu lekarskim zalatwilam jej powrot na nasz dzial bo mnie o to prosila. Po dwoch dniach kierownik postanowil przeniesc dwie osoby w inne miejsce pracy. Bez zawahania sie zglosila, nie zwracajac uwagi na mnie. Zrobilo mi sie smutno ze odchodzi, w koncu traktowalam ja jak przyjaciolke. Powiedzialam jej o swoich odczuciach, a ona mnie zlekcewazyla, twierdzac ze przesadzam itd. Mialysmy do siebie dzwonic, normalnie utrzymywac kontakt jak dotychczas. Czulam sie odrzucona. Przykro mi bylo. Przywiazalam sie do niej. Wszyscy sie dziwili ze tak mnie potraktowala, starali sie pocieszyc. Od tego momentu widzialysmy sie 3 razy i rzadko ze soba rozmawialysmy. Kontakt powoli urywal sie. Spotkania byly inne niz zwykle. Nie wiedzialam o czym mam z nia rozmawiac. Trzymalam dystans. W dalszym ciagu bolalo mnie jak mnie potraktowala.
Dzis wspomnienia odzyly, emocje na nowo sie pojawily. Uswiadomilam sobie, ze nic nie dzialo sie bez przyczyny. Jestem beznadziejnym i zlym czlowiekiem, ktory nie ma po prostu nic do zaoferowania. Nikt nie jest w stanie mnie lubic, tak po prostu. Kazdy widzi mnie jak cos potrzebuje, w innym wypadku jestem jak powietrze. Nienawidze siebie. Jestem nikim, totalnym zerem. Nie zasluguje na nic pozytywnego w zyciu. Nikogo nie obchodzi moje marne zycie. Czuje sie jak porzucona zabawka, wykorzystana i zdeptana. Musze byc potworem ze mnie to spotyka. Nikomu wiecej nie zaufam, nie dam sie zranic. Nikogo nie dopuszcze do siebie. Mam dosc.
Moja terapeutka zapewne tez mnie toleruje tylko i wylacznie z tego powodu ze tak musi i jej place. W innym przypadku wywalilaby mnie na zbity pysk. To tylko wyuczone sztuczki psychologiczne. Sztuczna relacja. Chodzi tylko o kase. I tak mnie zrani, odrzuci. Wszyscy to robia. Powinnam zrezygnowac z terapii. Szkoda jej czasu. Nie potrzebnie jej go marnuje. Nie zasluguje na niczyja pomoc. Moje miejsce jest na cmentarzu. W ciszy i spokoju. Nikt i tak by nie zauwazyl ze mnie nie ma. Nikogo to nie obchodzi. Czuje sie jak smiec. Mam ochote zniknac na zawsze. Nienawidze tego popieprzonego zycia. To tak wszystko boli. Umieram. Lzy splywaja po policzku. W myslach tresci bombarduja mnie. Wyzwiska kieruje w swoja strone. Chaos. Jestem w piekle. Sadzilam ze mam to za soba. Mylilam sie. Zasluguje na potepienie


Ruda, bardzo smutno mi sie to czytalo
blagam cie, nie mysl tak zle o sobie...
wiem ze to boli jak ludzi nas odsuwaja,olewaja
ale takie jest zycie
tacy sa ludzie niektorzy
nie ma w tym twojej winy
to nie ty jestes beznadziejna
to ta kolezanka nie zasluguje na twoja przyjazn

co do terapii
skad wiesz ze Twoja T cie nie lubi i tylko toleruje?
ona tez jest czlowiekiem
tez ma uczucia?
moze wlasnie b cie polubila? zalezy jej na tobie

ja studiuje psychologie i nie wyobrazam sobie traktowac kiedys moich pacjentow
z gory, z zupelnym dystansem bez uczuc i przywiazania
wiadomo, to nie jest twoja przyjaciolka
ale pamietaj ona tez ma uczucia
trzymaj sie!
Offline
Posty
302
Dołączył(a)
28 maja 2016, 19:36

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Avatar użytkownika
przez madseason 10 sty 2017, 13:11
shira123 tam jest wiele osób, ktore mają problem w przebywaniu non stop z innymi ludźmi, boją się być w większej grupie, alienują się. I to trudne, ale też da się przełamać pod tym kątem. Sporo osób z forum trafia na ten oddział, ja dzięki wymianie wiadomości przed przyjściem tam oswoiłam lęk, potem też dostałam dużo wsparcia. Zmieniło się we mnie to, że zaczęłam widzieć swoją rolę w tym jak się czuję i działam, przestałam taplać się w złych wspomnieniach z przeszłości, zauważyłam że największym wrogiem jestem ja sama a nie inni ludzie, poczułam też, że moja rozpacz ma bardzo duży wpływ na ludzi z którymi przebywam i w pewnym momencie staje się to dla nich nie do zniesienia...przede wszystkim zyskałam świadomość siebie i wybór. już nie tak łatwo zakopać się we własnych mechanizmach obronnych, mam więcej możliwości żeby wychodzić z tego w co sama się wciągam. zaczęłam też wreszcie na serio szukać stałej pracy a nie - jak do tej pory - szukać wymówek dlaczego jestem niegotowa do dorosłego życia. Tak więc - dużo zyskałam, ale było mi to bardzo trudno osiągnąć i wiem, że to dopiero początek innych zmian.
auf der verzweifelten Suche nach meinem wahren Selbst...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
05 cze 2009, 20:41

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do