Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nerwica a nasze prawdziwe Ja


cookiemonster

Rekomendowane odpowiedzi

Hej. Ja już nie wiem czy te straszne jakie odczuwamy stany to autodestrukcja czy zbliżanie się do prawdziwego źródła lęku, może lepiej wytrzymać ten okres kiedy czujemy jakby miał nastąpić koniec świata...ja ostatnio tak jak Wy byłam w okropnym stanie, aż odkryłam w sobie chyba pierwotne źródło mojej nerwicy, to znaczy straszną , zajadłą i bardzo silną agresję do mamy, tak że wytrzymałam ją tylko kilka sekund i już teraz wiem przed czym tak uciekam i dlaczego nie uwalniam tej agresji: to było coś okropnego, taka wściekłość jakbym chciała ją zabić, dodam że mama źle mnie traktowała w dzieciństwie, wyzywała i poniżała, wymagała dla siebie miłości i szacunku, wbijała mnie w poczucie winy kiedy chciałam się przed nią bronić.Teraz kiedy jestem od niej niezależna uważa, że powinnyśmy o wszystkim zapomnieć i kochać się jakby nigdy nic się nie stało. Ja uważam że matkę powinno się kochać, ona rzeczywiście zmieniła się i nie jest taka wstrętna jak kiedyś, jest nawet sympatyczna i ja też chcę o nie dobrze myśleć...

No więc ludzie trzymajcie się albowiem uczucia które w sobie dusimy są okropne, poczułam się jak sam diabeł, jakby całe zło tego świata skumulowała się we mnie, poczułam się bardzo złym człowiekiem z powodu tak silnej nienawiści w stosunku do mamy, to trwało kilka sekund i natychmiast przed tym uciekłam i co fajniejsze to uwolniłam tę agresję w kościele i byłam zdziwiona że kościół się nie zawalił od mocy tego zła ;).

Chciałabym wyleczyć tę neurotyczna więź jaka łączy mnie i mamę, ponieważ nie da się jednocześnie kochać kogoś i nienawidzić.

Ja wiem że takie uczucia trzeba przepracować, wyrzucić z siebie, ale boję się ich, no koło się zamyka. Ciągle jednak wierzę że to są kroki do wyzdrowienia, a nerwicy nie wyleczy się w ciągu kilku chwil i każde nowe odkrycie o naszych prawdziwych uczuciach zbliża nas do uwolnienia od lęków obsesji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Data ja mam identycznie... taka mega agresja do mamy do taty a czasami juz do calego swiata:/ uczucie jakbym chciala kogos pobic:/ a zaraz po tym nastepuje uczucie totalnego smutku... u mnie chodzi akurat oto ,ze choroba sieroca to moj kompleks od dziecinstwa i uciekalam od tego caly czas a teraz musze zaakceptowac to kim jestem i pokochac sie taka jaka jestem ale jest mi ciezko, wiem ,ze musze wywalic te negatywne uczucia , oczyscic sie i isc do przodu ale nie chce z drugiej strony zeby ktos cierpial przeze mnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cookiemonster, a czy miałaś potem kontakt z rodzicami ? Ja nie wiem co zrobić z "takimi" uczuciami w stosunku do rodziców, wolę już niszczyć siebie niż mieć świadomość że ktoś inny mógłby ucierpieć.

Jedni mówią żeby rodzicom wybaczyć, jedni żeby się od nich odciąć, na pewno dobrze zrobi odcięcie emocjonalne od rodziców, poczucie się jednostką zupełnie od nich niezależną, oni dali życie, ale to ja jestem najważniejsza, to tylko moje życie a nie nasze wspólne.

Tylko we mnie nawet odcięcie emocjonalne wywołuje strach, to tak jakbym wyrzucała z myśli matkę jak niepotrzebny przedmiot, a ona teraz potrzebuje opieki i towarzystwa, nie mogłabym zostawić jej samej, nawet emocjonalnie. Chociaż zdaje sobie sprawę, że gdybym odcięła się emocjonalnie to wybaczenie przyszłoby łatwiej.

Na pewno pod tą agresją jest nasze dobre i szczęśliwe JA, przecież ta agresja nie powstała z niczego tylko z ranienia nas w dzieciństwie ( mój dom wspominam jak pole bitwy gdzie każda kończyła się moją bezsilną rozpaczą). Tylko jak się z nią zmierzyć, co zrobić kiedy się pojawia?

 

[Dodane po edycji:]

 

Słuchajcie! Nie dajmy się tej chorobie, znajdźmy w sobie pozytywną moc żeby ja zwalczyć, w końcu to tylko nerwica, od niej się nie umiera i kto ma być górą choroba czy my? Problemy mają prawie wszyscy ludzie, choruje też dużo ludzi, każdy martwi się na swój sposób jeden bardziej drugi mniej, ale każdy z nas ma też z czego się cieszyć, z małych rzeczy czy większych, popatrzmy w okół i oderwijmy się od tych okropnych emocji, niech nie przysłaniają nam świata. To tylko strach. A na przepracowanie go przyjdzie odpowiedni moment i w końcu nas opuści.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no te negatywne uczucia tlumie narazie bo nie wiem o co mi dokladnie chodzi w tychy emocjach , nie wiem za co jestem zla... ale to przyjdzie z czasem , wyzalimy sie , caly gniew przejdzie , a potem rzeczywiscie bedziemy musieli stac sie samodzielni , tylko polegajac na swojej wlasnej osobie , to jest troszeczke jak dorastanie , wkraczamy w ten etap nie rozwiazujac problemow z dziecinstwa , czyli mamy jakby podwojny problem bo teraz musimy sobie juz radzic sami uczyc sie tej samodzielnosci , po tym strachu napewno jest ulga i uczucia szczescia , wiem bo mialam chwilowe przeblyski swojego prawdziwego ja i poczulam sie w glebi dobrym czlowiekiem , czlowiekiem ktory ma niezaspokojone poczucie milosci ale dobrym czlowiekiem , ktory ma w sobie duzo ciepla... ale sęk w tym żeby przezyc ten strach , te ciezkie emocje , zmierzyc sie z nimi , oczywiscie to jest realne ale bardzo ciezkie , przynajmniej dla mnie , ja ciagle uciekam do swojego ja nieprawdziwego mimo ze chce juz zyc soba i tam chce przezywac szczescie , radosc , zlosc ale w rzeczywisty sposob, Data ty tez nie wkrecaj sobie teraz jak ja ,ze jestemy zlymi ludzmi , to sa po prostu zwykle emocje , zwykly zal, z czasem wygasnie , wybaczymy rodzicom i pojdziemy swoimi sciezkami , oczywiscie jak tylko zmierzymy sie ze swoim ja prawdziwym i zrozumiemy jakie jest ono piekne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

poczulam kiedys chwile ulgi i spokoju, kiedy nagle niewiadomo skad (a moze wiadomo) pojawila sie mysl 'napisana' duzymi literami...NIE MUSZE BYC KIMS KIM NIE JESTEM!

kiedys przez lata chowalam sie za wlasnym wygladem...nic nie moglao byc dobrze dopoki nie bede wygladac tak jak chce!

teraz chyba szukam schronienia w nerwicy i objawach...nie moge zyc dopoki jestem chora.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ktoś tu na forum, chyba dancewiththewind opisała jak uwolniła swoją nerwicę: płakała ,krzyczała, rzucała przedmiotami i zwymiotowała, ale potem poczuła się zdrowa. To są naprawdę bardzo silne i trudne do uwolnienia emocje, ale jak jej się udało to może i nam się uda. Chyba zdecyduje się na terapię, nie daję już rady samej się z tym borykać.

Ja też nigdy nie byłam sobą, grałam całe życie, wymyślałam różne osobowości dla siebie i wcielałam się w role, albo naśladowałam romantyczne bohaterki, nawet nie miałam własnych myśli tylko takie z książek czy z filmów. Teraz kiedy chcę z tym skończyć czuję pustkę ponieważ jeszcze boję się być sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja nie zaluje ani dnia terapi jaka przeszlam 6 lat temu. Pomimo tego ze teraz znowu wracam na terapie.To nie jest tak ze konczysz terapie i terapeuta ci mowi idz jestes zdrowa., ale wyszlam z tamtad silniejsza i tej sily starczylo mi na kilka lat by w miare normalnie zyc. Terapia procentuje latami. Pamietam kiedy pierwszy raz weszlam na terapie i uslyszalam ze jestem w miejscu w ktorym jesli chce wyrzucic z siebie swoje emocje moge sobie powalic w worek lub krzyczec jesli tylko mam taka potrzebe Pomyslalam sobie: Jakim trzeba byc idiota zeby walic w worek albo sie wydzierac? Gdzie ja trafilam? Ale dwa lata pozniej kiedy pochowałam brata a dzien po jego pogrzebie zmarła moja mama poznalam te emocje ktore rozsadzaja cie od środka to dzieki terapi wiedzialam co ze mną sie dzieje ze mam w sobie zlośc ból i musze sie z tym uporać miesiac poźniej dotknela mnie kolejna tragedia Ponad dwa tygodnie "nie bylo mnie" patrzylam w sciane. Dzieki najbliższym nie zwariowalam i zaczelam dochodzic do siebie ale poznalam czym jest wewnetrzny krzyk Był straszny siedzial mi w piersiach dusil i bolal naprawde bolal fizycznie Znowu dzieki terapi wiedzialam co sie ze mna dzieje Nie moglam krzyczec ani plakac w domu bo mam dwoje dzieci ale wiedzialam ze musze Poprosilam meza zeby zawiozł mnie do lasu i zostawil tam mnie na troche samą i wrzeszczalam az caly bol ze mnie wyplyną nie minął ale przestal boleć i pozwolil dalej żyć. Dziś nadal nie jestem zdrowa i wlaśnie po to wracam na terapie zeby naladowac akumulatory na kolejnych pare lat Poskladać te moje życiowe puzle po raz kolejny tym razem dokladniej

Ale sie rozpisalam Pozdrawiam i nie bójcie sie terapii

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Data :D Mnie los cale życie kopie a ja wciaz wstaję. Jestem DDA potem chory zwiazek z mężczyzną gorszym od ojca Wychowalam dziecko chore na ADHD Otacza mnie chora rodzinka. Czasem myslę ze jestem jakims eksperymentem losu ktory sprawdza ile jest w stanie wytrzymać czlowiek nim zwariuje Czytalam o twoich emocjach do mamy piszesz ze teraz relacje sa lepsze moze czas szczerze porozmawiać. Ja tez kochalam swoja mame bezwarunkowo wciaż czułam ze ona mnie nie kocha (oddala mnie na wychowanie ciotce) Kiedy w wieku niespelna 18lat zaszlam w ciaże opuscily mnie obie ciotka odeslala do mamy a mama wygnala na ulice potem droga znowu do ciotki Jak pilka pinpongowa. Nienawidzilam wtedy swojej mamy a jednoczesnie wciaz kochalam. Minelo wiele lat nim usiadlysmy i porozmawialysmy spokojnie powiedzialam o tym jak czułam sie bardzo przez nia krzywdzona i nie kochana a ona plakala i opowiedziala mi o swoim życiu i wtedy ja plakalam. Moja corka jest teraz dorosla kiedy dorastala nie raz mi mowila ze jej nie kocham a to nie prawda bardzo ja kocham tylko nie umiem tego pokazac bo nikt mnie tej milosci nie nauczył Teraz ucze sie sama i rozmawiam z córką o swoich uczuciach na tyle ile jestem w stanie jej powiedziec

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja wlasnie czuje ze tej zlosci jest tak pelno we mnie , ze chce juz to wyrzucic ale ciagle krepuje sie bo co inny powiedza jak nagle zaczne krzyczec:/ ale zapisalam sie na 3 miesieczna terapie w gliwicach , mam nadzieje ,ze tam otworze sie na emocje , pokocham siebie taka jaka jestem i wszytsko sie jakos ulozy... wam tez tego zycze z calego serca... bedzie dobrze!! musi!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

prawdziwe ja?

 

nie mam czegoś takiego. od kiedy choruję moje 'ja' jest ciągle jak w krzywym zwierciadle. nie wiem już co jest mną, a co chorobą - nie odróżniam. a co jeśli to depresja i nerwica są moim prawdziwym JA? co jeśli to jest moja cecha nieodłączna?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nocka chciałabym tak szczerze porozmawiać z mamą, ale ona nie jest na to gotowa, jej bardzo trudno jest się przyznać do błędu, chociaż jej zachowanie mówi o tym że chyba zrozumiała że mnie krzywdziła, ale nie zdaje sobie sprawy jakie spustoszenie we mnie dokonało jej traktowanie mnie. Tobie udało się znaleźć wspólny język z mamą a to bardzo dużo, usłyszeć szczere wyznanie od osoby która krzywdziła, to dodaje skrzydeł. No, życie Cię nie rozpieszczało, kurcze, a Ty masz w sobie tyle siły i walczysz o dobro rodziny. Ja też mam smutną historię życia, ale nie będę teraz o tym pisać i znowu wkręcać się w zły nastrój.

Jak się wierzy w dobro to ono zwycięży. I już!

 

[Dodane po edycji:]

 

prawdziwe ja?

 

a co jeśli to depresja i nerwica są moim prawdziwym JA? co jeśli to jest moja cecha nieodłączna?

Typowe neurotyczne myślenie ;)Korba nie wiesz, że nie wolno bać się strachu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ten temat porusza straszliwe trudny temat. poszukiwanie wlasnego "ja". oszaleć można... to zdumiewające ze czlowiek nie zna samego siebie, sam siebie sie boi. jak wiec moze ufac innym, swiatu? i w co wierzyc? jaki znalezc punkt odniesienia. pojsc do lekarza? skoro u mnie pojawia sie mysl ze ja nie wiem czy chce sie leczyc. we wszystko watpie.

i nie wiem co lubie, a to co robie uwazam za przypadkowe. raz juz nei wytrzymalam i wyplakalam cale to cierpienie, wykrzyczalam. lęk doprowadzal mnie do takich skrajnosci ze nawet nie wiedzialam czy chce sie w cos ubrac, cos oglądac. ze robie cos bo musze zachowac pozor zycia, ze idealizuję swiat.

 

tego typu męczarnie.. mniejsze i wieksze zaczely sie rok temu kiedy stwierdzilam ze nie chce byc ze swoim chlopakiem, ze nie kocham go a jedynie idealizuje milosc. nadal z nim jestem, nie chce sie rozstawac chociaz strach ktory mi towarszyszy i niechec jest nie do opisania. bardzo chce go kochac i ciagle nie odnalazlam odpowiedzi na pytanie dlaczego nie moge byc szczesliwa?

 

ktos z Was napisze ze oszukuje siebie i jego, ze biedny chlopak musi sie uzerac z chora psychicznie dziewczyną. nikt jednak nie zdaje sobie sprawy z tego co przezywam. to sie dzieje w srodku i sprawia ogormny bol. wierze jednak w to ze dam rade, ze odnajde siebie, zrozumiem bledy, ze nie jest konieczna zmiana partnera ale akceptacja, wyciszenie. naprawde w to wierze... wierze ze bede mogla powiedziec co naprawde lubie i ze da sie wyjsc z tego bagna..

 

pozdrowienia :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

od kiedy choruję moje 'ja' jest ciągle jak w krzywym zwierciadle. nie wiem już co jest mną, a co chorobą - nie odróżniam. a co jeśli to depresja i nerwica są moim prawdziwym JA? co jeśli to jest moja cecha nieodłączna?

Dobre pytanie. Coś ostatnio chyba za często szukam "siebie". I już nie wiem,czy ja w ogóle jestem może cała jakimś objawem :mrgreen: U mnie do tego dochodzi jeszcze to dzielenie na mnie "dobrą" i mnie "złą", czyli kiedy się uśmiecham i jestem miła, albo kiedy jestem w okresie manii to jestem ta dobrą Leną, ale kiedy się wściekam, płaczę to jestem tą złą (i za cholerę nie wiem, jak to zintegrować, żebyśmy nie były dwie tylko jedna)+ W pakiecie dołączone stany totalnego pomieszania, najprostszy przykład chyba to taki, że kocham, ale nienawidzę, chcę, ale nie chcę. A ostatnio (tak mi się włączyło w ciągu parunastu minut:)) - może ja na nic nie jestem chora, może to reszta świata tylko mi wmawia, żeby mnie nafaszerować lekami i zszarzyć i znijaczyć i dopasować do swoich norm ?

a buu chyba lek zaczął działać, bo mi się myśli plączą :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

u mnie tez dominuje podzial na mnie dobra i na mnie zla , ciagle musze byc idealna "nie jola nie mozesz sie tak zachowywac" powiem ci ,ze tez doszlo do tego ,ze zaczelam sie zastanawiac nad swoja egzystencja ale ludzie jedynym sposobem jest zaakceptowanie tego wszystkiego , niech te mysli sobie plyna a wy skupiajcie sie na tu i teraz , my nie mamy wycwiczonego kontaktu z rzeczywistoscia , jak myjecie rece to patrzcie na to i niech wam plyna jakies tam mysli a nie skupiajcie sie ciagle nad soba , po pewnym czasie dojda do tego emocje , jak drugi raz pojdziecie myc rece to automatycznie przypomni sie wam ostatnie mycie i wtedy poczujecie juz jakby taki maly konatkt ze swoim ja i dalej go sluchajcie , tego co mowi wam... nie wiem czy mnie ktos tu zrozumial troche chaotycznie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Emocje, hm, ja dotychczas miałam i mam jedną emocję: strach oraz walkę z nim a kiedy się nie boję to pojawia się pustka a potem strach przed tą pustką, ewentualnie obsesyjnie analizuję swoje zachowanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×