Skocz do zawartości
Nerwica.com

Polubiłem smutek


abrakadabra xx

Rekomendowane odpowiedzi

Tym razem jeszcze skromniej. Fajnie się cieszyć, uwielbiam to jednak jak już się nacieszę, to lubię oddawać się smutnym chwilom w samotności i przeżywać swój zły los w złym świecie. Czy to przyzwyczajenie, czy sposób radzenia sobie z problemami, lubię smutek, choć go nienawidzę.

 

Oczywiście jak mi przejdzie to żartuję, myślę pozytywnie i stwarzam sobie sytuacje odpowiednie aby przeżywać radość, radość lubię bardziej. Jednak dla smutku też trzymam swoją przestrzeń...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żeby była jasność, nienawidzę smutku ale w jakimś tam stopniu czuję, że smutne przemyślenia są dla mnie ucieczką od świata w, którym sobie nie radzę i czasem w "rozsądnej" dawce smutek stał się dla mnie niezbędny do funkcjonowania, po czym znów powracam do normalnego życia. Choć w depresji trudno nazwać to normalnym życiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W jakimś sensie cię rozumiem. W zasadzie w smutku nie ma nic złego. Emocja jak każda inna. U mnie każde prawie przeżycie podszyte jest smutkiem i też już jakoś do tego przywykłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

SrebrnaSowa, Nie wiem jak wyjaśnić "okienka" w życiu osobistym kiedy to człowiek słucha smutnej muzyki, rozmyśla w depresyjny sposób, kiedy to żali się sam przed sobą jak on to ma źle, czy w ogóle jaki to świat jest zły czy bezsensowny. Jeśli to nie jest zbyt częste to jest ok, jednak gdy nie ma tego wcale to czegoś brakuje...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dam przykład, muzyka, wiem, wiem mam pierdolca na punkcie Akiry Yamaoki, jednak czy w tych smutnych piosenkach nie ma czegoś pięknego? Tak samo w pewnych przemyśleniach, o świecie, o błachych sprawach czy o bardziej poważnych jak o np,. dramacie, rozstaniach, radościach, samotnościach czy idąc dalej o śmierci ludzkości czy jeszcze dalej śmierci wszystkiego... Czy szczęście połączone z odrobiną smutku nie jest ciekawsze???

 

A oto Akira Yamaoka:

 

 

 

Czy śmierć wszechświata nie jest czymś pięknym a za razem smutnym?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Albo jeszcze inny przykład, czy nie można się smucić a za razem radować z życia? Wrzucić do życia oby dwa spektra i masę innych?
Tak możesz mieć uczucia różne chyba po częsci każdy tak ma zależy tylko jak to jest nasilone .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

abrakadabra xx, ja też tak mam..no jestem do tego stopnia zżyta z tymi moimi smutami, że na tym etapie życia już nie wyobrażam sobie, żeby tego mogło nie być. Nawet jak mnie jakaś nastrojowa głupawka chwyci, to potem mam wręcz nieraz wyrzuty sumienia, że stan nastrojowego doła opuściłam. Mówię tu o nastroju, czyli o czymś bardziej zewnętrznym psychicznie, bo wewnątrz, to tylko szał smuty. No wyjątek u mnie stanowi muza, bo tu, jak już czegoś słucham to, to nie są smęty, tylko raczej coś co daje mi kopa :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nawet jak mnie jakaś nastrojowa głupawka chwyci, to potem mam wręcz nieraz wyrzuty sumienia, że stan nastrojowego doła opuściłam

 

A może to nie nastrojowa głupawka, tylko zew normalności/dobrego nastroju powraca? Może to dobre/radosne uczucie jest normalnością?

 

A może i to wnętrze potrzebuje radości? Jednak myślę, że smutek jest częścią ludzkości, czasem może być nasilony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ego napisał(a):

Nawet jak mnie jakaś nastrojowa głupawka chwyci, to potem mam wręcz nieraz wyrzuty sumienia, że stan nastrojowego doła opuściłam

 

 

A może to nie nastrojowa głupawka, tylko zew normalności/dobrego nastroju powraca? Może to dobre/radosne uczucie jest normalnością?

 

A dyskomfort odczuwasz dlatego, że deprecha utrzymywała się zbyt długo?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No wyjątek u mnie stanowi muza, bo tu, jak już czegoś słucham to, to nie są smęty, tylko raczej coś co daje mi kopa :)

 

Nie myśl, że ja smutów słucham Wręcz przeciwnie i to właśnie u mnie jest podstawą. TY pewnie jakiegoś rocka słuchasz (zgaduję) ja techniawki, mega pobudzającej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie myśl, że ja smutów słucham Wręcz przeciwnie i to właśnie u mnie jest podstawą. TY pewnie jakiegoś rocka słuchasz (zgaduję) ja techniawki, mega pobudzającej

abrakadabra xx, no ja to bardzo różnie, przez rocka, ale i punckrocka, do metalu tzw symfonicznego i power metalu ( ale metal bez growlingu), na "czterech porach roku" kończąc, no a chyba najbardziej to mam zajawkę na punkcie muzyki epickiej, filmowej. W ogóle mam wielką słabość do muzyki, gdzie obok typowych instrumentów- że tak ujmę- nowoczesnych, jak perkusja czy gitara elektryczna, masz wlepione skrzypce, flet czy fortepian, dużo instrumentów, najlepiej cała orkiestra i najlepiej sama muzyka( ew. z dodatkiem chóru) bez słów (ale za wspomnianym techno to akurat nie przepadam). I wiadomo, że generalnie to musi być to coś, co współgra z człowiekiem, jak dla mnie może być dowolnego gatunku od popa po klasykę, byleby miało w sobie to coś, co Cię chwyta.

 

A może to nie nastrojowa głupawka, tylko zew normalności/dobrego nastroju powraca? Może to dobre/radosne uczucie jest normalnością?
Nie wiem :angel:

 

edit: A czemu smutek, miałby być nienormalny? :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

abrakadabra xx, no ja to bardzo różnie, przez rocka, ale i punckrocka, do metalu tzw symfonicznego i power metalu ( ale metal bez growlingu), na "czterech porach roku" kończąc, no a chyba najbardziej to mam zajawkę na punkcie muzyki epickiej, filmowej. W ogóle mam wielką słabość do muzyki, gdzie obok typowych instrumentów- że tak ujmę- nowoczesnych, jak perkusja czy gitara elektryczna, masz wlepione skrzypce, flet czy fortepian, dużo instrumentów, najlepiej cała orkiestra i najlepiej sama muzyka( ew. z dodatkiem chóru) bez słów (ale za wspomnianym techno to akurat nie przepadam). I wiadomo, że generalnie to musi być to coś, co współgra z człowiekiem, jak dla mnie może być dowolnego gatunku od popa po klasykę, byleby miało w sobie to coś, co Cię chwyta

 

No, no ciekawe, jak się więcej dowiem to się wypowiem:)

 

edit: A czemu smutek, miałby być nienormalny?

 

No chyba radosny umysł lepiej funkcjonuje. Depresyjne stany chyba ograniczają jego możliwości???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No chyba radosny umysł lepiej funkcjonuje. Depresyjne stany chyba ograniczają jego możliwości???
Mój umysł chyba jednak najlepiej funkcjonuje jak ma wkurw... :bezradny::mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

smutek jest zajebiscie pozyteczny dla psychy tylko trza nauczyc sie odpowiednio go przezywac

najgorsze co mozna zrobic to go unikac/nie pozwalac se na niego wmawiajac sobie ze jest "zly"

 

Otototo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mark no to moze popracuj nad tym na terapii bo obecnie tylko sie krzywdzisz

zobaczysz jaka ulge odczujesz jak zaczniesz sobie pozwalac przezywac emocje

Ulgę to odczuję, jak zrobię coś z totalną infantylnością i irracjonalnością swoich emocji, a pozwolenie sobie na przeżywanie emocji będzie wtedy tylko "formalnością".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie umiem przeżywać smutek. Właściwie to go unikam i kiedy już czuję, że nadchodzi bronię się przed tym obojętnością. Wole to niż smutek. Być może boje się tego uczucia, tego co może przynieść. Nie wiem jak pozostali, ale mam wrażenie, że gdyby dopuściła do siebie smutek, zniszczyłoby mnie to kompletnie. Rozsypałabym się. Dlatego trwam w błędnym kole wściekłość-obojętność.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja czasem lubię smutek. Mam w sobie kilka rodzajów smutku. Jedne lepsze, drugie gorsze. Np. oglądałem bardzo smutny filmik na YT i mi się zrobiło szkoda bohatera. Ale jednocześnie czułem współczucie i jakiś taki nastrój, który tak wypełniał głowę, na chwilę opuściła mnie pustka, a pojawiła się jakaś historia.

 

W religii też jest motyw płaczącej niewiasty i raczej można go uznać za pozytywny. Zawiera element zadumy nad życiem i jego kruchością, pozwalając wypłynąć na wierzch elementowi duchowemu. Podobnie z Matką Bożą bolesną. :-)

 

Z deistycznym pozdrowieniem. ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×