Skocz do zawartości
Nerwica.com

Lęk przed utratą kontroli


nvm

Rekomendowane odpowiedzi

Gdy byłem w związku, który dość szybko się popsuł, byłem targany tak silnymi emocjami, że moja percepcja stała się strasznie zawężona, a ja praktycznie utraciłem spokój ducha, jasność umysłu, oraz kontrolę nad sobą i swoim życiem. Nie potrafiłem trzeźwo myśleć, ani znaleźć wyjścia z sytuacji. Życie było dla mnie mordęgą i nieznośną torturą. Choćbym wówczas wygrał milion w totka, nic by mi to nie dało.

 

Po ponad 2 miesiącach tych tortur, w końcu doszło u mnie do przebłysku świadomości, który pozwolił mi na wykonanie prostego ćwiczenia myślowego - wyobraziłem sobie dalsze życie bez niej i to mi pomogło. Już się tak nie bałem jej stracić, w związku z czym byłem gotów jej utratę zaryzykować, poprzez lekkie się od niej zdystansowanie. Wtedy najgorsze miałem już za sobą, choć nadal miała nade mną ogromną władzę. Z czasem między nami się coraz bardziej rozluźniało, powstawał między nami coraz większy dystans. Trudno mi podać konkretną datę, w której nasz status z "w związku" zmienił się w "to skomplikowane". Nawet, gdy już nie byliśmy razem, nadal miała nade mną wielką moc; moc rosła w siłę, ilekroć się spotykaliśmy lub doszło do jakiegoś nawiązania kontaktu. W pewnym momencie uznałem, że ja tak już dłużej nie mogę funkcjonować. W końcu się wykaraskałem i odzyskałem spokój ducha dzięki temu, że ją całkowicie usunąłem ze swojego życia (nie, nie da się zidentyfikować zwłok - żart xD). Zablokowałem ją na telefonie i w innych miejscach. Prawie zupełnie uniemożliwiłem jej kontakt ze sobą. Dzięki temu odzyskałem poczucie kontroli nad sobą i swoim życiem. Jednak...

 

...to był precedens. Nie poprzestałem na tym. Pokochałem to bezpieczeństwo i kontrolę. Później się coraz bardziej wycofywałem z różnych rzeczy, które wzbudzały u mnie zbyt silne emocje. Bo nie chciałem ponownie utracić kontroli i doprowadzić do kolejnego koszmaru. Ciemna strona mocy stawała się we mnie coraz silniejsza, muahahahaha...ekhm...na czym to ja...a, tak...

 

Co z tym zrobić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przepraszam cię, przeczytałam tytuł tematu jako "utrata konsoli". Mój niedoszły mąż miał Xboxa. Jeden i drugi.

A teraz jak bym chciała kupić Fallouta 4, to musiałabym na PC.

Dziękuję. Bardzo mi pomogłaś xD

Pewnie lekceważysz moje przeżycia, bo ich nie rozumiesz. I dobrze. Życzę Ci, żeby tak pozostało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nvm, tak serio to wydaje mi się, że wiem, o czym piszesz, ale nie umiem tego ubrać w słowa :mhm:
Hmm...ja nie wiem, co Ty wiesz, ale ja to odebrałem jako: "Wielkie mi halo. Histeryzujesz z byle powodu. Jaaa to mam prawdziwe problemy, a nie takie duperele jak Ty. Chciałabym mieć takie błahostki jak Twoje, zamiast swoich problemów. Dupę ludziom niepotrzebnie zawracasz.".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nvm, gdzie ja napisałam, że ja mam większe problemy niż ty? :shock::shock::shock:

Ja nigdy na forum się nie licytuję, kto ma gorzej. Teraz akurat nie mam bardzo źle.

 

Ileś ileś lat temu miałam depresję z powodu chłopaka, dlatego wolę się leczyć, żeby nigdy więcej się nie czuć tak jak wtedy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

...to był precedens. Nie poprzestałem na tym. Pokochałem to bezpieczeństwo i kontrolę. Później się coraz bardziej wycofywałem z różnych rzeczy, które wzbudzały u mnie zbyt silne emocje. Bo nie chciałem ponownie utracić kontroli i doprowadzić do kolejnego koszmaru. Ciemna strona mocy stawała się we mnie coraz silniejsza, muahahahaha...ekhm...na czym to ja...a, tak...

 

Co z tym zrobić?

 

Ale że co z kontrolą, wobec czego, jakich rzeczy konkretnie? Piszesz bardzo enigmatycznie ale interesująco. Chodzi Ci o lęki związane z wejściem w nowy związek? Chyba każdy się na kimś przejechał, trudno. Nie ryzykując też możesz wiele stracić, jest szansa, że szybciej dojdziesz do siebie gdybyś się znowu wkopał.

 

Ja widząc ten tytuł pomyślałam, że fajnie by było mieć kontrolę nad sobą, a Ty tak potrafisz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nvm, gdzie ja napisałam, że ja mam większe problemy niż ty? :shock::shock::shock:

Ja nigdy na forum się nie licytuję, kto ma gorzej. Teraz akurat nie mam bardzo źle.

Nie napisałaś. Dopowiedziałem sobie, tworząc jednocześnie w głowie model Twojej osoby, na podstawie dotychczasowych danych (a wiele ich nie mam); czyli trochę bawiłem się w dr House'a - zawsze najwyżej możesz mnie przecież wyprowadzić z błędu ;]

 

Ileś ileś lat temu miałam depresję z powodu chłopaka, dlatego wolę się leczyć, żeby nigdy więcej się nie czuć tak jak wtedy.
Ja, żeby nigdy nie czuć się tak jak kiedyś, unikam wszelkich silnych emocji, bo one mnie dezorientują. A dodam, że ja odczuwam wszystko prawdopodobnie o wiele intensywniej niż inni ludzie (mam prawdopodobnie bardzo wrażliwy układ nerwowy).

 

Żeby trochę lepiej zobrazować "powagę" sytuacji dodam, że mój lęk przed utratą kontroli objawia się między innymi brakiem pracy, choć mógłbym takową łatwo podjąć.

 

Ja lęk przed utratą kontroli zrozumiałem trochę inaczej - jako strach przed utratą kontroli nad sobą i swoim postępowaniem.
Nazywam tak jak potrafię. Daj mi lepsze słowa zamiast tego, to może rozważę ich używanie ;]

 

A co do Twojego problemu, to jeśli rzeczywiście to było irracjonalne, to może są to obsesyjne myśli? Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne?

 

Ale że co z kontrolą, wobec czego, jakich rzeczy konkretnie? Piszesz bardzo enigmatycznie ale interesująco. Chodzi Ci o lęki związane z wejściem w nowy związek? Chyba każdy się na kimś przejechał, trudno. Nie ryzykując też możesz wiele stracić, jest szansa, że szybciej dojdziesz do siebie gdybyś się znowu wkopał.

 

Ja widząc ten tytuł pomyślałam, że fajnie by było mieć kontrolę nad sobą, a Ty tak potrafisz.

 

Unikam silnych emocji.

Przykład: mógłbym podjąć pracę, ale źle się czuję na myśl o tym, że by mnie to ograniczało i ciągle odczuwał bym emocje, ograniczające moją wolność.

Inny przykład: chodzi mi po głowie wysłanie na walentynki życzeń do mojej byłej. Jednak wówczas mogłoby dojść do wznowienia kontaktu, zacząłbym odczuwać silne emocje i w związku z tym stracić poczucie kontroli nad sobą i swoim życiem. Stracić jasność umysłu i spokój ducha.

 

jest szansa, że szybciej dojdziesz do siebie gdybyś się znowu wkopał.
Tak. Ale "szansa" to za mało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Unikam silnych emocji.

Przykład: mógłbym podjąć pracę, ale źle się czuję na myśl o tym, że by mnie to ograniczało i ciągle odczuwał bym emocje, ograniczające moją wolność.

Inny przykład: chodzi mi po głowie wysłanie na walentynki życzeń do mojej byłej. Jednak wówczas mogłoby dojść do wznowienia kontaktu, zacząłbym odczuwać silne emocje i w związku z tym stracić poczucie kontroli nad sobą i swoim życiem. Stracić jasność umysłu i spokój ducha.

 

jest szansa, że szybciej dojdziesz do siebie gdybyś się znowu wkopał.
Tak. Ale "szansa" to za mało.

 

A to nie wynika czasem z wygody sytuacji, może dobrze Ci jest jak jest, znalazłeś się w strefie komfortu.

Nie wiem jak tam z tą pracą u Ciebie, jeśli np. masz jakieś pieniądze na chwilę obecną, że nie musisz szukać pracy na gwałt, to w czym problem? Zwłaszcza, że piszesz "mógłbym" a nie "muszę".

 

Nie wiem, z pierwszego postu raczej wynika, że nie był to udany związek. Wynika z niego tak jakby ona Tobą rządziła i zmuszała Cię do robienia tego, na co nie miałeś ochoty. Męczyła Cię ta znajomość i chciałeś sie uwolnić. No jak wyślesz jej życzenia to na bank pomyśli że coś do niej czujesz i dojdzie do tego wznowienia kontaktu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po tym co wydedukowałeś na temat naszej Cyklopki, to wiem na pewno, że ta praca którą mógłbyś podjąc w każdej chwili, na pewno nie jest pracą psychologa... :D

Piszesz o utracie wolności. Ciekawe jak bardzo różne jest pojęcie wolności dla każdego, bo dla mnie jesteś w klatce...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A to nie wynika czasem z wygody sytuacji, może dobrze Ci jest jak jest, znalazłeś się w strefie komfortu.

Nie wiem jak tam z tą pracą u Ciebie, jeśli np. masz jakieś pieniądze na chwilę obecną, że nie musisz szukać pracy na gwałt, to w czym problem? Zwłaszcza, że piszesz "mógłbym" a nie "muszę".

Tak. Mieszkam z rodzicami i mam oszczędności. Ale parę dyskomfortów jednak jest:

 

:arrow: Brak ubezpieczenia zdrowotnego

:arrow: Jakaś lekka praca (parę godzin w miesiącu) dałaby mi zadowolenie; wczoraj na przykład byłem w nastroju do poszukania jakiegoś szybkiego, lekkiego zlecenia, ale akurat padł mi net ;] Jednak już wówczas chciałem to zrobić kierując się swoją wewnętrzną radością, ale wbrew swojemu lękowi (podobnie zresztą wygląda moje pisanie postów na tym forum).

:arrow: Zyskałbym w ten sposób aprobatę rodziny i znajomych

:arrow: Miałbym jakieś dochody, a więc i moje oszczędności by się wolniej uszczuplały ;]

 

Nie wiem, z pierwszego postu raczej wynika, że nie był to udany związek.
No nie był ;] Może z wyjątkiem początku ;]
Wynika z niego tak jakby ona Tobą rządziła i zmuszała Cię do robienia tego, na co nie miałeś ochoty.
Ona pewnie by się z taką opinią nie zgodziła :P A może mam po prostu Syndrom Sztokholmski xD
Męczyła Cię ta znajomość i chciałeś sie uwolnić.
Tak. Jednak odciąłem się w ten sposób od części samego siebie, co zrozumiałem dopiero po latach. Zamknąłem część swojego serca. Jeśli chcę być kiedyś całkowicie wolny, to muszę mieć na tyle "siły i mocy", by odzyskać poczucie kontroli nawet w obliczu takiego zagrożenia, jakim jest ona. Inaczej całe życie będę się bał, że kiedyś dojdzie do powtórki sytuacji. To jest chyba jedyny sposób na to, by raz na zawsze pozbyć się swoich lęków. Warunek: musiałbym tym razem być na to naprawdę gotowym.
No jak wyślesz jej życzenia to na bank pomyśli że coś do niej czujesz i dojdzie do tego wznowienia kontaktu.
Myślałem raczej o czymś takim: "Wszystkiego najlepszego z okazji walentynek. Dużo zdrowia!". Gdyby doszło między nami do jakiegoś wznowienia kontaktu, to ja raczej myślę o niej w nieco inny sposób niż dawniej. Bardziej przyjaźń, bliska osoba, niż romantyczne zakochanie. Ale nie mogę przewidzieć przecież, jakie emocje uderzą mi wówczas do głowy i serca.

 

Na chwilę obecną tego nie czuję. Jeśli będę się czuł tak jak teraz, to na pewno jej nie wyślę tych życzeń. Jednak były takie chwile, kiedy pchała mnie w tym kierunku jakaś wewnętrzna radość. Dzisiaj zrobiłem coś strasznego, przerażającego i szalonego - nie dość, że odblokowałem ją na telefonie, to jeszcze dodałem ją do listy kontaktów. Zrobiłem zresztą dzisiaj więcej szalonych rzeczy - zadzwoniłem do pewnej dawnej, bardzo dobrej koleżanki; oraz do takiej jeszcze jednej koleżanki; a także zadałem pytanie do psychologów na portalu abczdrowie.pl. Te wszystkie działania płyną z tego samego źródła: jakaś taka jakby wewnętrzna radość; na drugiej szali jest lęk.

 

Po tym co wydedukowałeś na temat naszej Cyklopki, to wiem na pewno, że ta praca którą mógłbyś podjąc w każdej chwili, na pewno nie jest pracą psychologa... :D
Nie ma potrzeby mnie obrażać ;] Nie wyciągaj pochopnych wniosków z tych literek, które napisałem.

 

Piszesz o utracie wolności. Ciekawe jak bardzo różne jest pojęcie wolności dla każdego, bo dla mnie jesteś w klatce...
Jak już mówiłem, nie ma potrzeby mnie obrażać ;] No chyba, że jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdyby doszło między nami do jakiegoś wznowienia kontaktu, to ja raczej myślę o niej w nieco inny sposób niż dawniej. Bardziej przyjaźń, bliska osoba, niż romantyczne zakochanie. Ale nie mogę przewidzieć przecież, jakie emocje uderzą mi wówczas do głowy i serca.

 

Na chwilę obecną tego nie czuję. Jeśli będę się czuł tak jak teraz, to na pewno jej nie wyślę tych życzeń. Jednak były takie chwile, kiedy pchała mnie w tym kierunku jakaś wewnętrzna radość. Dzisiaj zrobiłem coś strasznego, przerażającego i szalonego - nie dość, że odblokowałem ją na telefonie, to jeszcze dodałem ją do listy kontaktów. Zrobiłem zresztą dzisiaj więcej szalonych rzeczy - zadzwoniłem do pewnej dawnej, bardzo dobrej koleżanki; oraz do takiej jeszcze jednej koleżanki; a także zadałem pytanie do psychologów na portalu abczdrowie.pl. Te wszystkie działania płyną z tego samego źródła: jakaś taka jakby wewnętrzna radość; na drugiej szali jest lęk.

 

No właśnie, a pomyślałeś, że jak łączyło was uczucie, to ona może coś czuć nadal do Ciebie i zrobisz jej nadzieję? Bo rozumiem, że to Ty zakończyłeś znajomość? Może cierpiała, a teraz Cię nienawidzi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nvm, Oj widzę problem... Nikt Cię nie miał zamiaru obrazic, a wszystko bierzesz do siebie.

A to o klatce - pochyliłam się nad Tobą. Myślę, że łatwiej by Ci było w życiu, gdybyś pomyślał, że ludzie mają z reguły dobre zamiary.

Szkoda, myślałam, że podyskutujemy, brzmiało ciekawie, ale odechciało mi się... ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nvm, Oj widzę problem... Nikt Cię nie miał zamiaru obrazic, a wszystko bierzesz do siebie.

A to o klatce - pochyliłam się nad Tobą. Myślę, że łatwiej by Ci było w życiu, gdybyś pomyślał, że ludzie mają z reguły dobre zamiary.

Szkoda, myślałam, że podyskutujemy, brzmiało ciekawie, ale odechciało mi się... ;)

Rób, jak uważasz. Nie musisz w ten sposób manipulować moimi uczuciami ("Chciałam zrobić dla Ciebie coś dobrego, ale zawaliłeś sprawę, więc mi się odechciało. Teraz żałuj."). Czułem się w ten sposób wielokrotnie w swoim związku i nie zamierzam już nigdy więcej takiemu emocjonalnemu szantażowi ulegać. Nie zamierzam Cię błagać o rozmowę. A jeśli Ci się rzeczywiście odechciało, to pewnie sama wzięłaś do siebie za bardzo moje słowa ;] W takiej sytuacji nie chciałaś wcale rozmawiać i dyskutować ze mną - tylko z jakąś Twoją wyidealizowaną wersją mnie; tu nigdy nie chodziło o mnie, tylko o jakiś Twój mojej osoby obraz; ja nie mam z tym nic wspólnego.

 

No właśnie, a pomyślałeś, że jak łączyło was uczucie, to ona może coś czuć nadal do Ciebie i zrobisz jej nadzieję? Bo rozumiem, że to Ty zakończyłeś znajomość? Może cierpiała, a teraz Cię nienawidzi?
Wątpię. Ja to odebrałem raczej na odwrót. Na naszym ostatnim spotkaniu to ona zdawała się właśnie nie liczyć z moimi uczuciami. Traktowała mnie jak zwykłego kolegę, znajomego. Może spotkała się ze mną z nudów. A może chciała mnie znowu wykorzystać. Później do niej zadzwoniłem. Chciałem usłyszeć od niej już tylko ostateczne potwierdzenie, że między nami już nigdy nie będzie tak jak dawniej, a potem o niej zapomnieć. Prawie się udało, ale nie chciała przez telefon odpowiedzieć na to, mimo iż nalegałem. Umówiliśmy się, że spotkamy się następnego dnia. Jednak później do mnie dotarło, że następnego dnia ona może jakoś mnie sobie znowu owinąć w okół palca, a ja się już nigdy wtedy od niej nie uwolnię. Bałem się, że może być jakąś sadystyczną manipulantką. Więc od razu przystąpiłem do dalszej części planu. Owszem, mogła mieć lekki żal, związany z tym, że ją wówczas "olałem", Jednak nie sądzę, żebym już wówczas był dla niej na tyle ważny, aby się tym jakoś bardziej przejmowała. 2 miesiące później do mnie zadzwoniła, ale telefon automatycznie odrzucił jej połączenie. I to był już koniec. Podejrzewam, że jej uczucia do mnie dzisiaj są raczej bliskie obojętności. Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nvm, trochę naciągane... ;) Nie umiem manipulowac, a może szkoda. Ale masz prawo do swojej interpretacji i pozostaw mi moją.

No ale późno już, dobrej nocy i miłych rozkmin ( bez ironii dla jasności).

Nie wiem, jaka jest Twoja interpretacja. A manipulacja to jest coś, czym często się posługujemy odruchowo i nieświadomie. Choć istnieje też oczywiście bardziej wyrafinowana jej forma, używana z wyrachowaniem.

 

Ja na przykład posłużyłem się manipulacją w stosunku do cyklopki. Zarzuciłem jej coś, czego nie byłem wcale pewny. Czasem po prostu jest to dla mnie łatwiejsze niż dokładna i rzetelna komunikacja. Wymaga mniej wysiłku i energii. Zdaję sobie również sprawę z tego, że prawdopodobnie w ostatnim poście dokonałem pewnego przeniesienia swoich negatywnych emocji względem mojej eks na Ciebie (podłożyłaś się z tym schematem - "Chciałam, ale mi się odechciało", a to wywołuje u mnie bolesne wspomnienia). I uważam, że - na forum psychologicznym - to dobrze.

 

Dobranoc.

 

EDIT: Jeszcze jedno. Moja reakcja może też się brać z tego, że początkowo wziąłem Cię za faceta (Może domyślnie przydzielam każdemu płeć męską, dopóki nie pojawi się coś, co temu zaprzecza; nick był pod tym względem neutralny, avatar również; formy żeńskiej użyłaś dopiero później). A facetów postrzegam jako z reguły mało empatycznych, bagatelizujących wszystko, lekceważących cudze cierpienia, lubiących złośliwości i płytkich. I przez taki pryzmat mogłem też tamtego pierwszego posta przeczytać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po tym co wydedukowałeś na temat naszej Cyklopki, to wiem na pewno, że ta praca którą mógłbyś podjąc w każdej chwili, na pewno nie jest pracą psychologa... :D

 

Nie, nie jestem psychologiem. Ale zabolał mnie (wyczytany między wierszami) zarzut, że nadmiernie ufałem swojemu modelowi cyklopki, podczas gdy miałem do tego modelu dystans, a to był tylko świadomy strzał. Czyli zarzut, że jestem jakimś zaślepionym idiotą ;]

 

Piszesz o utracie wolności. Ciekawe jak bardzo różne jest pojęcie wolności dla każdego, bo dla mnie jesteś w klatce...

 

A co do wolności...dla mnie wolność, to przede wszystkim wolność od zobowiązań i przymusu.

Tobie zapewne chodzi o to, że żyję w klatce, bo ulegam swoim lękom i żyję w ograniczonej strefie komfortu. Rozumiem takie spojrzenie, ale to jest inny rodzaj wolności. Ja przez wolność rozumiem tutaj niezależność, nie byciem ograniczonym przez jakieś sytuacje, zobowiązania i przymusy zewnętrzne.

 

To lekceważące stwierdzenie, że jestem w klatce, również mnie zabolało. Jak chcesz i potrafisz, to możesz analizować, dlaczego konkretnie mnie to zabolało. Ja nie wiem.

 

EDIT:

Myślę, że łatwiej by Ci było w życiu, gdybyś pomyślał, że ludzie mają z reguły dobre zamiary.
Wolę z góry założyć jak najgorsze zamiary, niż się potem przejechać i rozczarować ;]

 

Moje uczucia reagują same w taki, a nie inny sposób. Ja nie chcę ich negować. Wolę je tutaj po prostu otwarcie wyrazić. Dzięki temu - jeśli się mylą - możesz je przekonać. A tak, bym to niepotrzebnie kisił w sobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nvm, chopie, siedzisz w strefie komfortu - twój wybór.

 

Zamiast poznawać ludzi przypisujesz im role (nawet z dialogami!).

 

Teraz mi się wydaje, że większość WIELKICH EMOCJI, o których piszesz też bierze się z twojej własnej głowy, a nie z relacji z drugim człowiekiem, ani w reakcji na to, co się w świecie dzieje.

 

Stąd wiem, bo sama tak miałam, mi się wydawało, że kogoś strasznie kocham, albo strasznie tęsknię, a to wszystko były projekcje chorego umysłu, a tego co czują prawdziwi ludzie w ogóle nie kumałam. Teraz się uczę od zera.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nvm, chopie, siedzisz w strefie komfortu - twój wybór.
Hmm...chyba nie przeczytałaś wszystkiego w tym temacie, bo inaczej byś tego zdania nie napisała.

 

Zamiast poznawać ludzi przypisujesz im role (nawet z dialogami!).
A więc taką rolę mi przypisujesz, zamiast mnie poznać?

Co konkretnie Twoim zdaniem źle zrobiłem tutaj?

 

Teraz mi się wydaje, że większość WIELKICH EMOCJI, o których piszesz też bierze się z twojej własnej głowy, a nie z relacji z drugim człowiekiem, ani w reakcji na to, co się w świecie dzieje.
Emocje to są po prostu odczucia w ciele. Odczuwam je intensywniej, bo mam wrażliwy układ nerwowy. Emocje zawsze dotyczą tego, co się dzieje w naszej głowie. Ani drugi człowiek, ani zewnętrzny świat, same w sobie na to nie wpływają. Zawsze chodzi o naszą interpretację, czyli o to, co się dzieje w naszej głowie. Nie musisz sobie kpić z emocji, które targały moje ciało i mój umysł.

 

Stąd wiem, bo sama tak miałam, mi się wydawało, że kogoś strasznie kocham, albo strasznie tęsknię, a to wszystko były projekcje chorego umysłu
Przyjmuję do wiadomości, że tak miałaś.

 

, a tego co czują prawdziwi ludzie w ogóle nie kumałam. Teraz się uczę od zera.
To Ty nie jesteś prawdziwym człowiekiem? Tego, co czuje drugi człowiek, nigdy się nie dowiesz. To zawsze będzie tylko jakaś Twoja projekcja, czyli będzie pochodzić z Twojej własnej głowy. Choćbyś na rzęsach stawała.

 

EDIT: Gdyby ktoś chciał mnie nieco lepiej zrozumieć, to niech wie, że wykazuję większość cech osobowości unikającej:

 

stałe napięcie i niepokój, - TAK

poczucie nieatrakcyjności indywidualnej, - NIE

koncentracja na krytyce, - TAK

niechęć do wchodzenia w związki, - TAK

ograniczony styl życia – zapewnianie sobie fizycznego bezpieczeństwa, - TAK

unikanie kontaktów społecznych z obawy przed krytyką, brakiem akceptacji, odrzuceniem - TAK

 

Teraz - jeśli chcecie - możecie to wziąć pod uwagę i lepiej zrozumieć moje zachowania, także w tym temacie. Choćby moją koncentrację na krytyce.

 

EDIT 2: Aha - i uważam, że mówienie komuś w takim kontekście "Twój wybór" jest okrutne i może świadczyć o braku zrozumienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zamiast poznawać ludzi przypisujesz im role (nawet z dialogami!).

 

I jeszcze jedno - naprawdę? Naprawdę tego nie widzisz? Nie rozumiem, jak można tego nie rozumieć.

Naprawdę nie dostrzegasz, że przypisanie ludziom jakiejś roli (nawet z dialogami!) i zaprezentowanie jej im, aby mogli się z nią skonfrontować, to właśnie świetny i bardzo efektywny sposób, aby ich lepiej poznać? To jest jak przedstawienie im swojej hipotezy, aby mogli się do niej ustosunkować.

Oprócz tego ludzie czasem mogą kłamać, więc jeśli ja udam swoją pewność, to zmniejszę ryzyko tego kłamstwa (tak samo robi policja, przesłuchując przestępcę - przynajmniej na filmach :P).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I jeszcze coś: uważam, że powinienem być tutaj w pełni sobą i otwarcie wyrażać swoje uczucia i emocje. Pozwolić im mówić za mnie. Jeśli to kogoś do mnie zraża, to droga wolna - oznacza to najprawdopodobniej po prostu, że dana osoba nie jest częścią rozwiązania.

 

Tak samo uważam, że pacjent może być wobec terapeuty bezczelny i go dowolnie zbluzgać, jeśli to mu w duszy gra. Jeśli terapeucie to przeszkadza, to d... z niego a nie terapeuta :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tego, co czuje drugi człowiek, nigdy się nie dowiesz.

Nie chodzi mi o takie czysto teoretyczne dywagacje, tylko o realny poziom empatii.

Inaczej odczuwam smutek, jeśli żyję w nieuzasadnionym poczuciu krzywdy. (koncentracja na sobie, trudność w ocenie sytuacji)

Inaczej odczuwam smutek, jeśli widzę, że jakaś osoba dużo w życiu przeszła. (zrozumienie drugiego człowieka)

Ten drugi jest prawdziwy, przez pierwszy po prostu przemawia choroba.

 

A dlaczego nasze uczucia miałyby mieć coś wspólnego ze światem zewnętrznym/rzeczywistym?

Weźmy taki banalny przykład jak uczucie zakochania.

W pierwszym przypadku podoba mi się (niech będzie, że mi, bo nie chce mi się pisać w trzeciej osobie ani bezosobowo) ktoś kogo nie znam, tylko coś tam o nim wiem. Ale jest na tyle atrakcyjny i ma tyle cech, które mi odpowiadają, że wywołuje u mnie silne emocje, mimo że nawet nie wiem, jak się zachowuje. Jest to uczucie prawdziwe, ale bezproduktywne, bez oparcia w rzeczywistości ani w relacjach z ludźmi.

W drugim przypadku podoba mi się (dalej niech będzie, że mi), ktoś kogo znam. Podoba mi się nie tylko jego wygląd i zalety, ale zachowanie wobec mnie, to w jaki sposób on okazuje emocje. I moje emocje są niejako odpowiedzią na jego emocje i w ten sposób tworzy się relacja. Uczucie jest oparte o to jacy dla siebie jesteśmy i co razem robimy.

 

Dlatego mnie zależy, żeby teraz skupiać się na ludziach ze względu na nich samych, a nie na wyobrażenia o nich i chcę też pokazać to innym, doradzić im, żeby nie pakowali energii emocjonalnej w coś, co nie ma sensu. Że można się nauczyć żyć na trochę innych zasadach. Nie podoba się, to trudno.

 

Co konkretnie Twoim zdaniem źle zrobiłem tutaj?

Strasznie nadinterpretujesz wypowiedzi innych, aż się rzuca w oczy.

 

A z pojęcia "twojego wyboru" się nie wycofam, ponieważ kilka razy użyłeś słowa "mógłbym", więc sam podejmujesz decyzję czy coś zrobisz czy nie, jak również sam dysponujesz swoim czasem i zaangażowaniem. Jeśli tak nie jest, to tylko się położyć na katafalku.

 

Ja zaczęłam z tobą dość luźną rozmowę, nie mam zamiaru cię obrażać, umniejszać twoim problemom ani tobą manipulować, ale z drugiej strony też nie będę wkładać aż takiego wysiłku, żeby cię zrozumieć w takim stopniu w jakim byś sobie życzył, bo jest po pierwsze późno, po drugie piszesz momentami niejasno i niekonsekwentnie. Tak że również spadam na dobre z tego wątku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ale z drugiej strony też nie będę wkładać aż takiego wysiłku, żeby cię zrozumieć w takim stopniu w jakim byś sobie życzył
Ja niczego takiego sobie nie życzę. Niczego od Ciebie nie oczekuję, nie żądam, ani nie wymagam. Rób jak uważasz. Więc nie zarzucaj mi, że czegokolwiek sobie życzę od Twojej osoby.

 

po drugie piszesz momentami niejasno i niekonsekwentnie.
Nie. Nie piszę "momentami niejasno i niekonsekwentnie". Piszę "momentami niejasno i niekonsekwentnie dla Ciebie". Może się znaleźć ktoś, kto takich problemów z czytaniem moich postów już nie będzie miał.

 

Tak że również spadam na dobre z tego wątku.
Bon Voyage!

Jakby to powiedział mój avatar: "I don't need anybody's help!" xD

 

Dlatego mnie zależy, żeby teraz skupiać się na ludziach ze względu na nich samych, a nie na wyobrażenia o nich i chcę też pokazać to innym, doradzić im, żeby nie pakowali energii emocjonalnej w coś, co nie ma sensu. Że można się nauczyć żyć na trochę innych zasadach. Nie podoba się, to trudno.
Piękne słowa, ale puste. Nie widzę dla nich praktycznego zastosowania w swoim życiu (a już zwłaszcza w kwestiach przedstawionych w tym temacie), czyli jak konkretnie miałbym je zaimplementować. Być może po prostu nadal nie do końca rozumiem o co Ci chodzi. A być może to Ty mi po prostu niesłusznie zarzucasz coś, co tak naprawdę mnie jednak nie dotyczy wcale (albo prawie wcale).

 

Strasznie nadinterpretujesz wypowiedzi innych, aż się rzuca w oczy.
Bzdura! To Ty nadinterpretujesz moje wypowiedzi, nazywając je nadinterpretacją ;] Gdybyś patrzyła obiektywnie, to byś zrozumiała, że to są tylko hipotezy, z którymi pozwalam się ludziom skonfrontować.

 

A z pojęcia "twojego wyboru" się nie wycofam, ponieważ kilka razy użyłeś słowa "mógłbym", więc sam podejmujesz decyzję czy coś zrobisz czy nie, jak również sam dysponujesz swoim czasem i zaangażowaniem. Jeśli tak nie jest, to tylko się położyć na katafalku.
Czyli po prostu nie rozumiesz o co chodzi tak naprawdę ;]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A facetów postrzegam jako z reguły mało empatycznych, bagatelizujących wszystko, lekceważących cudze cierpienia, lubiących złośliwości i płytkich

 

Nie wiem, czy wobec powyższego stwierdzenia mi uwierzysz, ale Twój opis sytuacji wydał mi się bliski. Rozumiem, że poczułeś się w pewnym sensie "zaszczuty" jej kontrolą i totalne odcięcie od niej, przyniosło Ci ulgę. Skoro się sprawdziło, to zacząłeś to powtarzać jednak czujesz, że to nie jest do końca właściwa droga.

 

Nie znam co prawda odpowiedzi, na pytanie co z tym zrobić, ale naszła mnie pewna refleksja. Zastanawiam się na ile chodzi o kontrolę roztaczaną wokół Twojej osoby (włączając w to Twoją interpretację sytuacji), a na ile chodzi o Twoją potrzebę kontrolowania innych - co myślą, co robią, kim są - a w szczególności bliskiej Ci osoby...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zastanawiam się na ile chodzi o kontrolę roztaczaną wokół Twojej osoby (włączając w to Twoją interpretację sytuacji), a na ile chodzi o Twoją potrzebę kontrolowania innych - co myślą, co robią, kim są - a w szczególności bliskiej Ci osoby...
O ile mi wiadomo, ani o jedno, ani o drugie.

 

Chodziło mi o potrzebę zachowania spokoju ducha i jasności umysłu. I o to, że silne emocje (stres, adrenalina, nor-adrenalina), które intensywnie odczuwam temu nie sprzyjają. Więc się od silnych emocji staram odcinać. Silny przewlekły stres nie pozwala mi spać, jeść, wszystkiego mi się odechciewa (w tym żyć, jeśli jest odpowiednio silny) - dlatego staram się go unikać i wszystkiego, co do niego prowadzi. Być może z tą kontrolą źle się wyraziłem - chodziło mi o to, że straciłem kontrolę nad sobą i swoim życiem, bo byłem targany stresem, który mnie zaślepiał i odbierał mi rozum, spokój ducha i jasność umysłu. Wysławiam się tak, jak na daną chwilę potrafię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×