Skocz do zawartości
Nerwica.com

Pod Trzeźwym Aniołem


Gość

Rekomendowane odpowiedzi

rosomak89,na Twoim miejscu(chociaż nie jestem) na razie podeszłabym do chłopaka z dużym dystansem.Wspierać można,ale bez obietnic że znów będziecie razem.To po to by upewnić się,jak już Kontrast zauważył,czy chce się zmienić dla siebie(bardzo istotne dla powodzenia terapii) czy dla Ciebie.Poza tym alkoholicy to świetni manipulatorzy i nie wiadomo czy Twój chłopak na prawde czuje że musi się leczyć,czy robi to tylko by do Ciebie wrócił,a kiedy już wróci,to jazda się zacznie od nowa...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Wam za odzew.

U nas ta historia trwa już jakiś czas. Ponad dwa lata temu rozstaliśmy się już z powodu jego picia. Wtedy nic nie zrobił, choć oczywiście obietnic były setki. Urwałam zupełnie kontakt. Każde z nas było w tym czasie w jakichś związkach, ale obojgu nic z tego nie wyszło. Ja za siebie mogę powiedzieć, że cały czas o nim wtedy myślałam. Jak wróciliśmy do siebie te 5 miesięcy temu, to on twierdził tak samo. Że jestem miłością jego życia i takie tam.

A co do leczenia, to myślę, że pewnie ten związek ma na to jakiś wpływ, ale chyba większy ma to, że zrobił sobie 'rachunek sumienia'. Usiadł, poczytał o alkoholizmie, policzył ile traci. Doszedł do tego, że w swoim życiu przepił, mniej więcej, równowartość małego dwupokojowego mieszkania w średniej wielkości mieście, i to go mocno walnęło po głowie. Relacje z jego matką też wyglądają fatalnie przez jego ciągłe imprezy (jego ojciec zapił się jak miał jakieś 45 lat).

Liczę na to, że doszedł do wniosku, że to mu się zwyczajnie nie opłaca. Że traci więcej, niż może zyskać, jeśli odstawi chlanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

huśtawka, dziękuję!

Rozmawialiśmy dzisiaj ze sobą sporo przez telefon. Lubię z nim rozmawiać. Z nikim tak dobrze mi się nie gawędzi, jak z nim. No, i miło znowu słyszeć jego głos po tylu dniach ciszy.

Tylko najgorsze jest to, że ciągle boję się, że on pójdzie się upić lub wypije kilka piw, a ja nawet nie będę o tym wiedziała. W końcu weekend się zaczyna, a to jego ulubiony czas :roll: Wiem, że nie mogę go kontrolować, ani tak naprawdę wymuszać czegokolwiek. Po prostu te natrętne myśli mnie drażnią i nie wiem, jak je odpędzić :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Noo, i poszedł z kolegą, niby do miasta, niby po 'cośtam' i nie odzywa się od 2h. Wiem, że to trochę moja paranoja, ale cóż, jestem pewna, że siedzi już gdzieś z browarem...Piątek, ładna pogoda, znajomi, knajpy. Ech.

Pierdolę to, nie będę się umartwiać, sama gdzieś wyjdę, żeby o tym nie rozmyślać :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jestem pewna, że siedzi już gdzieś z browarem...Piątek, ładna pogoda, znajomi, knajpy. Ech.

"---Liczę na to, że doszedł do wniosku, że to mu się zwyczajnie nie opłaca. Że traci więcej, niż może zyskać, jeśli odstawi chlanie."

<<< Bo tak to juz u pijaków bywa ,że jak widzą alkohol( nawet wystarczą kolesie od kielicha) to wszelkie ich wcześniejsze przemyślunki idą w odstawkę .

Nie martw się , pewnie spija w barze soczek pomarańczowy , wiado przecież ,że tańszy i tyle orange nie pochłonie ,bo sie prędzej obszcza . ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja to w sumie alkohol ostatni raz piłam chyba z 2 miesiące temu (w sumie, to nie liczę). W piątek mocno mnie ciągnęło ale jak sobie wyobraziłam jak w sobotę bym się fatalnie czuła, to odpuściłam sobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Siemka wszystkim :) No troszkę mnie tu nie było,jestem zajęty pracą-abstynencja w pełni utrzymana.Moge w 100 % powiedzieć ,ze jestem z siebie dumny.Leki pomagają,nastrój się ustabilizował,inne trzeżwe spojrzenie na życie.Wiem ,ze to tylko kropla w mporzu,ale najgorsze chyba za mną.Najwazniejsze utrzymanie abstynencji!!! Pozdrawiam Wszystkich :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Siemka wszystkim :) No troszkę mnie tu nie było,jestem zajęty pracą-abstynencja w pełni utrzymana.Moge w 100 % powiedzieć ,ze jestem z siebie dumny.Leki pomagają,nastrój się ustabilizował,inne trzeżwe spojrzenie na życie.Wiem ,ze to tylko kropla w mporzu,ale najgorsze chyba za mną.Najwazniejsze utrzymanie abstynencji!!! Pozdrawiam Wszystkich :)

 

To fajnie, że tak u Ciebie:)

Trzymaj się.....najważniejsza to abstynencja a później zmiana myślenia :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki NaaN :) Jednak to prawda ,ze na trzeżwo życie wygląda lepiej,a przez kilka ostatnich lat ciągle byłem na haju,ciagle nie upity ale zadżumiony alkoholem. Dziś inaczej patrzę na życie.Codziennie prosze Boga o siłę do walki z tą przekletą chorobą jaką jest alkoholizm.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tylko na chwilę. Tak, wiem, że odszedłem z forum i miałem tu nie pisać ale przypadkowo natknąłęm się na pewien artykuł potwierdzający to co tu pisałem: http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/wspolczesne-uzaleznienia-kto-jest-najbardziej-zagrozony-objawy-nalogu-sposoby/y0gkpg

 

Świat podsuwa nam coraz nowe uzależniacze. To zdecydowanie zła wiadomość. Ale jest i dobra – naukowo zostało obalone twierdzenie, jakoby człowiek raz od czegoś uzależniony pozostał nim do końca życia. – W najnowszym podręczniku diagnostycznym Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w ogóle usunięto termin "uzależnienie" – mówi Agnieszka Bratkiewicz. – Uznano, że jego używanie wprowadza pewnego rodzaju niejasność. Dotychczas mówiło się bowiem, że uzależnienie to nieodwracalna choroba, tymczasem wyniki najnowszych badań w ogóle tego nie potwierdzają. Dlatego zamiast "uzależnienia", używa się dzisiaj określenia "zaburzenia używania substancji". Nie mamy zatem już żadnej wymówki. Można wyleczyć się i to skutecznie.

 

Przeproście trolle :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jupiler 81, Twoje rzucenie, czy dochodzenie od alkoholu przypomina mi moje, 3 lata nie piję i nadal jestem z tego dumny, ale trzeba pamiętać żeby tą dumę pielęgnować np jak najdzie Cię ochota coś wypić to pomyśl że ją utracisz i znowu będziesz chodził zadżumiony alkoholem. Ja też proszę Boga o siły do abstynencji bo uważam że tylko on może mi pomóc. Życzę Ci siły w swoim postanowieniu i trzymaj się swojej dumy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Bar­tek Joń­ski po pro­stu któ­re­goś dnia po­sta­no­wił – nigdy wię­cej. – Do­sze­dłem do wnio­sku, że je­że­li moja dziew­czy­na mówi: "Picie jest złe", to po­wi­nie­nem jej uwie­rzyć. Le­czy­łem się w szpi­ta­lu, sto­so­wa­łem NLP i różne sza­ma­ni­zmy, ale tak na­praw­dę po­mo­głem sobie sam. Po­czu­łem, że muszę to zro­bić, je­że­li życie ma mieć sens. Kiedy prze­sta­łem, wszyst­ko wy­wró­ci­ło się do góry no­ga­mi. Lu­dzie nie chcie­li się ze mną spo­ty­kać, robić biz­ne­sów. Trze­ba mieć świa­do­mość, że taka może być cena ze­rwa­nia z na­ło­giem. Gdy pra­cu­ję teraz z uza­leż­nio­nym, to nie ob­cho­dzi mnie, dla­cze­go ktoś za­czął pić. Wpro­wa­dzam się do niego i razem pra­cu­je­my nad zmia­ną ru­ty­ny, na­wy­ków, my­śle­nia. Celem jest trzeź­wość."

 

Hitman, To jest cytat z tego samego artykułu i to mi jest bardzo bliskie. Jeśli chodzi o to co ty zacytowałeś to ja nie będę się spierał, świat idzie do przodu i wszelkie nowe stwierdzenia naukowców i badaczy są cenne i myślę, że trzeba im wieżyć. Widzisz piszą też tam o hipnozie i za chwilę jakieś grono naukowców może stwierdzić że raka można wyleczyć siłą własnej woli i też to będzie sygnał do zastanowienia się czy to możliwe. Ja osobiście wierzę wszelkim nowinkom naukowym jakoś naukowcy i badacze przekonują, z drugiej strony na dzień dzisiejszy alkoholizm jest chorobą i jeśli świat to podejście zmieni to i ja zmienię zdanie. Ja wiem że Ty masz swoje zdanie i lubisz go bronić, poniekąd podziwiam Cię za to, bo ja bym dawno zrezygnował i trzymał to swoje zdanie dla siebie, no ja już taki jestem. Jestem szczęśliwy że nie piję, może późno przestałem pić, ale lepiej późno niż wcale. Dąż do prawdy, a nie wymyślaj jej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam, mam pytanie. Zna ktoś jakieś specjalne ćwiczenia na zniknięcie "mięśnia piwnego" ? Nie jest on jakiś duży, ale jest. Brzuszki będą tylko rozbudowywać mięśnie brzucha, ale problemu nie usuną. Za bieganiem bardzo nie przepadam. Tylko nie piszcie mi, że wyjściem na to jest niepicie piwa, bo to już wiem. Pomoże mi ktoś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

problem usunie tylko dieta redukcyjna. Nie ma zmiłuj. Nie da się częściowo zlikwidować tkanki tłuszczowej. Sam się trochę tym interesowałem i powiem ci, że to temat rzeka. Ale przedstawię ci najważniejsze rzeczy jak się odchudzać:

1. Jedz często, ale mało - np. 4-5 razy dziennie. Mało czyli np. pół torebki ryżu, 130g mięsa. Jajecznica z 3 jajek. To już indwywidualnie trzeba podejść, zależy ile ważysz. - dzięki temu przyspieszysz metabolizm

2. Jedz głównie mało przetworzone produkty, czyli np. pierś z kurczaka. Chodzi o to, że np. mielonka czy wędlina już jest bardziej przetworzonym produktem mięsnym i jest mniej zdrowa

3. Nie jedz 3 godziny przed snem

4. Jak nie chcesz - to nie ćwicz, tylko uwzględnij to w bilansie kalorycznym - czyli jedz mniej niż jakbyś miał dodatkowo ćwiczyć w tygodniu, bo organizm potrzebuje mniej energii

5. Nie podjadaj. Tzn. raz na powiedzmy 3 dni pozwól sobie na słodycze, żeby nie zwariować, ale bez przesady.

6. Nie używaj cukru - nie słódź herbaty i kawy.

7. Nie pij słodkich napojów. Chyba, że jest to Cola Zero - ona nie ma kcal i ma w sobie tylko słodziki.

To tyle z tych ważniejszych. Nie daj zwariować oczywiście. Jakbyś wykonał połowę tych podpunktów to byłby sukces :P. No ale nie ma innego wyjścia - dieta jest jedynym rozwiązaniem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiem tyle, ja już tak mało jadłem żeby zlikwidować to, że schudnąłem na prawdę dużo, przy wzroście 192 cm ważyłem 71 kg. I Dieta niskokaloryczna nie pomogła, byłem chudy, a specyficzny brzuszek dalej był. Mogę ćwiczyć, ale nie cierpię biegania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×