Skocz do zawartości
Nerwica.com

kilka słów na pożegnanie


Angelica

Rekomendowane odpowiedzi

tak czytam..i czytam..od kilku juz miesięcy i... no i nic. fajnie , ze jest miejsce (forum) gdzie mozemy sobie powymieniac poglądy, uwagi na temat naszej choroby ale niestety klikanie nikogo z tego bagna nie wyciągnie. ja kilka miesiecy temu zyłam tylko tym forum.ale wiem, ze to nie wyleczyłoby mnie. w tym momencie jestem 4 dzien w domu. wyszlam ze szpitala po 11 tygodniach terapii. i chcialabym Wam wszystkim powiedziec na pozegnanie: zacznijcie wkoncu cos z tym robic a nie tylko faszerowac sie lekami. ja wiem- tak jest najłatwiej.sama to przeciez przerabiałam. CHOREJ DUSZY NIE ULECZY ZADEN LEK. uwazam ze warto polozyc sie do szpitala na te 2 - 3 miesiące niz zyc z dnia na dzien myslami "kiedy dostane ataku", "nie wyjde z domu", "nie wejde do sklepu" i zyc tak bez perspektyw na lepszy czas, na zdrowie, na wyjscie z tego goowna. to takie moje skromne zdanie miedzy tysiacami Waszych.pozdrawiam wszytskich grąco i mam nadzieje ze kiedy zajrze tu jeszcze kiedys, zbacze nowy temat "jestem zdrowy/zdrowa".buziaki!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajnie sie czyta ze kts z tego wyszedl a mozesz napisac od ilu nie wiem miesiecy czy lat z tym walczylas i czy teraz juz nie bierzesz zadnych lekow :D tez chcialbym z tego wyjsc ale z dnia nadziej mam coraz mniej sil na walke z ta "wredna imitacja choroby" no ale moze zdaze sie wyleczyc zanim mi sie calkiem zycie do gory nogami poprzewraca choc juz niewiele brakuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajnie sie czyta ze kts z tego wyszedl a mozesz napisac od ilu nie wiem miesiecy czy lat z tym walczylas i czy teraz juz nie bierzesz zadnych lekow ]

walczylam z tym 2 lata. i nie ukrywam ze nadal walcze. ale nie jest to juz teraz walka z wiatrakami. ja naprawde wiem co to znaczy nie miec juz sił walczyc i bac sie własnego cienia.ale nie po to otworzylam ten temat zeby smęcic. polecam leczenie szpitalne. najszybciej poukładasz sobie w głowce.i jestes pod stałą kntrolą lekarzy. zycze powodzenia i trzymam kciuki!:):) :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no tak...2-3 miesiące w szpitalu...wychodze o dwa kroki zdrowszy ale zaraz okazuje się, ze straciłem prace (bo niby kto mi da urlop nawet bezpłatny na taki okres?), że nie mam środkow do zycia i nerwica wraca o 5 kroków do przodu..

Janku. lezeli ze mna ludzie, którzy równiez pracuja i widzisz jakims cudem nie wylatują z pracy. musisz wybrac co jest dla ciebie waziejsze. zdrowie czy ryzyko utraty pracy, która i tak wydaje sie byc jakims obozem skoro nie wolno ci zachorowac...pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Angelica opisz nam jak wyglądało wychodzenie z choroby i pobyt we szpitalu

jak to sie odbywało , co ci tam robili :D i cxzy coś płaciłaś?

 

 

 

nic nie płaciłam. byłam tam 11 tygodni i w tym czase intensywnie wypędzałam nerwice ze swojej głowy. przede wszytskim przestałam brac leki co było dla mnie wielkim sukcesem okupionym jednak ogromną męką, bo niestety zdązyłam porządnie zanieczyscic organizm 2 letnim faszerwaniem sie. pratycznie caly dzien wypelniony był jakims zajęciami. najwiecej jednak pomogły mi kontakty z psychologiem, i grupa terapeutyczna na ktorej spotykalo sie kilka równiez chorych osób i psycholodzy. po za tym uczestniczylam w wielu innych formach terapii. jesli chcesz wedziec cos wiecej chetnie odpowiem Ci na pytania na gg lub maila

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a dlaczego nie powiesz tego nam na forum?

napewno wiele osób chciało by wiedzieć jaka jest szansa wyleczenia

nie trzymaj tego w tajemnicy

opisz nam wszystko

 

ale ja nie wiem co chcielibyscie wiedziec. oczywiscie ze jest szansa na wyleczenie. gdyby takiej szansy nie było, oddziały nerwic nie miałbyby prawa istniec

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no tak...2-3 miesiące w szpitalu...wychodze o dwa kroki zdrowszy ale zaraz okazuje się, ze straciłem prace (bo niby kto mi da urlop nawet bezpłatny na taki okres?), że nie mam środkow do zycia i nerwica wraca o 5 kroków do przodu..

Janku. lezeli ze mna ludzie, którzy równiez pracuja i widzisz jakims cudem nie wylatują z pracy. musisz wybrac co jest dla ciebie waziejsze. zdrowie czy ryzyko utraty pracy, która i tak wydaje sie byc jakims obozem skoro nie wolno ci zachorowac...pozdrawiam

jedno z drugim się wiąże..zachorować mi wolno ale nie na kilka miesięcy... od leków bronie się rękami i nogami...a na terapie nie mam nawet czasu..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jedno z drugim się wiąże..zachorować mi wolno ale nie na kilka miesięcy... od leków bronie się rękami i nogami...a na terapie nie mam nawet czasu..

jesli sam sobie nie pomozesz to niestety nikt Ci nie pomoze...a kiedy beziesz mial czas na terapie? jak doprowadzisz sie do stakego stanu, ze nie bedziesz mogl pojsc do pracy, nie bedzieszz mogl wyjsc wogole z domu, nie bedzie Ci sie chcialo nawet wstac do lazienki..? wtedy pojdziesz na terapie? bo ja wlasnie wtedy znalazłam czas. tylko zastanawiam sie dlaczego tak pozno. ja przez swoje chorowanie tez wiele straciłam. i traciłabym nadal gdyby nie to ze wkoncu trafiłam do szpitala. to takie moje wolne przemyslenia. zrob z tm co chcesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×