Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dobry wieczór


Maladie

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć,

od kilku lat podczytuję to forum, zwłaszcza, gdy mi wybitnie gorzej, uznałam więc, że może przyszła pora na to, żeby się zarejestrować i coś napisać ;-) Jestem z Wa-wy (a właściwie z okolic), po trzydziestce, skończyłam studia, pracuję, miałam szczęśliwe dzieciństwo i wszystko byłoby cudownie, gdyby nie to, że nie jest cudownie. Po raz kolejny.

 

Chlastać zaczęłam się w podstawówce, na studiach z tego wybrnęłam, choć doły i smętne rozkminy o bezsensie życia zostały. Zostało też dowalanie sobie słownie. Przypętała się anoreksja, z którą kilka lat walczyłam i praca, która przeorała mi psychikę. Skutek: psychoterapia i leki. Pracę rzuciłam, z anoreksją wygrałam (mobilizująco podziałał na mnie widok kibli na oddziale, na który miałam trafić), z psychoterapii zrezygnowałam po roku. Łykałam prochy, póki ktoś nie wpadł na pomysł karmienia mnie litem. Lit mnie natenczas zniechęcił, zrezygnowałam więc z farmakologii.

 

Minęło parę miesięcy i zaczęłam chorować - fizycznie zupełnie się sypałam. Łaziłam po lekarzach, robili mi badania, okazałam się zdrowa jak koń. A że sina i spuchnięta? Diabli tam wiedzą. Może i wiedzieli, ja nie wiedziałam, lekarze też. Przegapiłam wszystkie zwiastuny załamania, aż pewnego dnia nie byłam w stanie wstać z łóżka. Lęk, anhedonia, myśli samobójcze, derealizacja i reszta dobrodziejstw. Znowu psychiatra, znowu leki, znowu psychoterapia. Diagnoza? Brak. Może to nerwica, może co innego. Czułam się nadal bardzo średnio, ale jadłam grzecznie proszki, siadałam co tydzień na fotelu i czekałam na lepsze czasy. Lepsze czasy nadeszły, kiedy zmieniłam psychiatrę. Dostałam zestaw małego CHAD-owca i odżyłam. I rzuciłam terapię. Znowu po mniej więcej roku.

 

Po dwóch latach odstawiłam również leki, bo czułam się dobrze i uznałam, że warto byłoby spróbować pożyć trochę bez chemii. Pożyłam sobie rok, którego końcówka nie była zresztą zbyt zabawna. No cóż, okazało się, że w ignorowaniu zwiastunów załamki jestem dobra.

 

Pewnego dnia w drodze do sklepu znienacka wpadła stara kumpela, derealizacja. Popłynęłam sobie po artykuły spożywcze, zachowując pozory normalności, a po powrocie do domu nażarłam się Validolu i zapowiedziałam, ze spróbuję sobie poradzić bez pomocy. Ten trudny pozytywistyczny optymizm nie przetrwał nawet do rana. Od około 3 miesięcy znowu jadę na prochach. Kiedy minęło najgorsze, zaczęłam też psychoterapię. Trzecią. Teraz nie słyszę o nerwicy, tylko o zaburzeniach osobowości. A depresja i stany lękowe swoją drogą.

 

Czasem myślę, że dałabym sobie nogę uciąć, żeby nie mieć tego typu problemów. Że to pewnie fajnie czuć wewnętrzny spokój i dostrzegać jakiś sens życia. Fajnie mieć energię do działania i nie przejmować się każdą, nawet najmniejszą pierdołą. Fajnie się nie bać cholera wie, czego.

 

Okej, rozpisałam się :oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Maladie, Nie uciekaj od razu. :D Znajdź wątek i towarzystwo, w którym się odnajdziesz. To wielka ulga , gdy ktoś rozumie, jak się czujesz. A i pogadac o doopie Maryni można ku pokrzepieniu serca i ku rozrywce. Kółeczka towarzyskie, które tu są, przyjmują z otwartymi ramionami świeżą krew. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki :smile: Albo się rozgoszczę, albo ucieknę z wrzaskiem, jak uciekałam z wielu miejsc.

A pisanie to mój zawód. No, mniej więcej ;)

Niech zgadnę, uciekniesz po roku i nie będzie to przypadek. Szczęśliwe dzieciństwo pasuje w tej układance jak pięść do nosa. Masz skłonności do idealizowania?

Witam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dark Velvet dlaczego nie trzyma się kupy? Dzieciństwo, jak dzieciństwo, byłam rozpieszczoną jedynaczką, na którą nikt nigdy ręki nie podniósł, ani nie nakrzyczał. Dzieciaki mi dokuczały, bo miałam nadwagę, ale żadnej traumy sobie nie przypominam, chyba, że wyparłam kilka "baleronów", którymi mnie nazywano ;) Dom normalny, ani bogaty, ani biedny, zupełnie przeciętny. Zrosłam się z nim i zapewne w efekcie nie dorosłam.

 

Nie wiem, czy mam skłonności do idealizowania. Do racjonalizowania na pewno. Wielka szkoda, że mi ta racjonalizacja pomaga jak pumeks na pryszcze.

 

bonsai, kosmostrada dzięki :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×