Skocz do zawartości
Nerwica.com

Targnąłem się na swoje życie, zdziwiła mnie reakcja ludzi.


DragonSkin

Rekomendowane odpowiedzi

Od razu zaznaczę, że bardzo żałuję tego co zrobiłem i cieszę się, że udało mi się przeżyć.

Ponad tydzień temu postanowiłem odebrać sobie życie poprzez wzięcie tabletek i popicie ich alkoholem. Wyczytałem w internecie ile czego mam wziąć, nabyłem potrzebne mi tabletki i niestety zacząłem je łykać.

Nie chciałem, żeby rodzice znaleźli mnie w domu, więc po zażyciu tabletek (których negatywny efekt zaczyna działać dopiero po jakimś czasie) wyszedłem z domu na spacer wspomnień, po miejscach, w których się wychowywałem. Jednym z pierwszych miejsc był kościół, w którym byłem ministrantem, gdy jeszcze wierzyłem w Boga. Tam naszły mnie pierwsze wątpliwości i chciałem porozmawiać z księdzem, który poza aspektem wiary, jest też bardzo dobrym znajomym rodziny. Niestety nie zastałem go, ale na szczęście moje wątpliwości przeraziły się w strach o własne życie, więc szybkim krokiem udałem się na pobliski komisariat policji, ponieważ czułem, że sam nie będę w stanie wezwać pogotowia. I tutaj spotkałem się z reakcjami ludzi, o których chciałem wspomnieć. Jestem świadomy, że ludzi "zdrowi" nie rozumieją tych z problemami psychicznymi, a ludzie próbujący pozbawić się życia nie zasługują na szacunek, ale to z czym się spotkałem, zaczęło skłaniać mnie do ucieczki, tak aby tabletki jednak wyrządziły mi krzywdę.

 

Wszedłem na komisariat policji i zapukałem do dyżurki. Policjant nawet nie podniósł oczu. Po chwili słabym głosem powiedziałem jeszcze "przepraszam". Tym razem podniósł oczy, ale po chwili skierował je z powrotem na komputer. Dopiero po jakichś dwóch minutach otworzył okienko i zapytał o co chodzi.

- Słucham

- Czy mógłby pan wezwać pogotowie?

- Po co?

- Zatrucie ******** (wolę nie pisać nazwy substancji, żeby kogoś nie natchnąć.)

- Ale tym się nie da zatruć. (Brawo za ignorancję. W szpitalu wszyscy powtarzali mi, że to okropna trucizna i powinno się tą substancję wycofać z rynku). Ile pan tego wziął?

- 32 tabletki.

- Dać dowód i usiąść w poczekalni.

 

Oddaliłem się, ale czując zbliżające się wymioty wróciłem do miłego pana policjanta.

- Przepraszam, jest tu gdzieś toaleta? Chyba zaraz zwymiotuję...

- Proszę pana, my się tu takimi sprawami nie zajmujemy, na razie proszę usiąść w poczekalni. (ee... nie przyszedłem po wodę na herbatę, tylko zgłosić, że targnąłem się na swoje życie... )

 

Wróciłem do poczekalni i oczywiście (na szczęście) po chwili zwymiotowałem. W tej chwili z wnętrza komisariatu wyszedł drugi policjant.

- Kur** człowieku, co ty robisz?! Będziesz to sprzątał zaraz! Czegoś się nawdu**ał?!

- ********

- No i na ch**?!

- Depresja (w tym momencie coraz ciężej mi się oddychało, więc z wielkim trudem odpowiadałem)

- Co depresja?! Zaraz będziesz to sprzątał, kur** mać!

 

Drugi policjant co dalej sobie przeklinał, ale na szczęście w miarę szybko przyjechali do mnie sanitariusze. W tamtej chwili byłem cały we łzach i nie potrafiłem złapać tchu.

Sanitariusz 1: Co jest?! Siadaj!

Spróbowałem usiąść, ale po chwili z braku sił osunąłem się.

S1: Wstawaj kur**, co jest?!

Ja: Tabletki...

S2: Jakie tabletki, czego się nażarłeś?

Nie mając siły odpowiedzieć wyciągnąłem opakowanie z kieszeni bluzy.

S2: No i coś to brał, chciałeś się zabić?

Skinąłem głową. W tym momencie myślałem, że za chwilę stracę przytomność przez brak powietrza. W ogóle nie potrafiłem go złapać, a poza tym wciąż zbierało mi się na wymioty.

S1: Ale odpowiadaj, cholera! O co Ci chodzi?!

Ja: Depresja...

S2: Co depresja? Na ch** chciałeś się zabić?!

Dalej nie pamiętam co się działo, ponieważ był to najcięższy okres tego wszystkiego. Pamiętam jednak, że w tamtej chwili miałem wrażenie, że sanitariusze wyśmiewają mój stan i zachowuję się jakby byli źli, że przeszkodziłem im w przerwie (wiem, że moje zachowanie zajęło niepotrzebnie karetkę, oraz że moje odczucia mogły być spowodowane tym, że nie myślałem wtedy czysto, ale i tak zachowanie i policjantów, i sanitariuszy wydało mi się wielce nieprofesjonalne)

 

Po chwili i przeklinający policjant spokojniej już ze mną rozmawiał, kiedy wytłumaczyłem mu, że pytałem o toaletę, ale dyżurny nie chciał mi jej wskazać, i Sanitariusz 1, kiedy wytłumaczyłem mu, że od dwóch lat regularnie leczę się psychiatrycznie, tylko sanitariusz 2 pozostał dla mnie stosunkowo niemiły.

- Pijesz, palisz, ćpasz?

- Piję trochę, ale nie palę i nie ćpam.

- O, już nie mów, że jesteś taki świętoszek...

 

- Wy młodzi to teraz tylko te smartfony, tablety i potem wam takie głupoty do głowy przychodzą (sic!)(sanitariusz ten miał na oko z 35 lat)

 

Zawieziono mnie do najbliższego szpitala, gdzie spotkałem się z bardzo miłymi paniami pielęgniarkami, później przewieziono na Oddział Ostrych Zatruć, gdzie towarzyszyli mi mili sanitariusze, no i na samym OOZ spotkałem się też z bardzo miłą kadrą, także za to jestem wdzięczny, bo ich zachowanie pomogło mi się uspokoić i dojść do siebie, ale mimo, że z perspektywy czasu to zachowanie nie wydaje mi się, aż tak wredne jak w tamtej chwili, to podejście policjantów i pierwszych sanitariuszy do mnie jeszcze bardziej pogłębiło mój "dół" i uważam je za bardzo nieprofesjonalne.

 

Wiem, że post wyszedł trochę długi, ale chciałem się podzielić moimi doświadczeniami.

Przy okazji dodam, że wszystko wyszło bardzo dobrze - na chwilę obecną czuję się bardzo spokojnie, nic sobie nie uszkodziłem tymi tabletkami, a i dużo rzeczy zdołałem sobie przemyśleć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

w szpitalach każdego traktują jak śmiecia kto dokonał samookaleczenia,z marskością wątroby,zapaleniem trzustki,rakowców i aidsowców bo kieryją sie durnymi stereotypami że każdy rakowiec to palacz,każdy aidsowiec to pedał i narkoman i poco takich ratować/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie tam taka reakcja nie dziwi. Nieudana proba samobójcza zawsze będzie żałosna. Potencjalni samobójcy ogólnie są żałośni. I żeby nie było... mówię z własnego doświadczenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Policjanci i sanitariusze na codzień mają od czynienia z bardzo skrajnymi sytacjami i pewnie przez to są 'znieczuleni' społecznie, a moze nawet i emocjonalnie w podejściu do petenta/pacjenta. Nie chcę uogólniać, ani tworzyć stereotypów, ale empatia z ich strony to raczej rzadkość, co pokazuje Twój przykład, Dragon. Dobrze, że już wiesz, że takie próby to czysta głupota i że więcej tego nie zrobisz :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Człowieku to jest tak jak z psychotropami pierwsze opakowanie pierwsze w zyciu psychotropy to nie którzy strach panika lęk dlaczego,jestem zdrowy,nie chcę brać,zmienią mi osobowość,będę wariatem, wkręcanie sobie jakiś jazd po nich,że się odleci,sprawdzanie latanie z ubokami na SOR itd. Po 10 latach już się z tego śmiejesz i tylko czekasz jak cię lek poskłada nie robi na Tobie łykanie ich wrażenia.Podchodzi się z dystansem itd. Oni takich jak Ty mają na pęczki dla nich jesteś kolejnym dzieciakiem któremu się w dupie poprzewracało(to akurat bo nie znają choroby i jej nie mają) i nie robi to na nich wrażenia są przyzwyczajeni dla nich to norma to albo się wkurwiają albo czasem szydzą robiąc sobie jaja.Umrzeć by ci nie dali bo to należy do ich obowiązków ale całować się po dupie i głaskać nie muszą.Oni nie jedno widzieli i dla nich to codzienność takie sytuacje. :smile: W sumie to śmieszne że ktoś chcę się zabić i zaraz sra w gacie i leci na policję żeby zadzwoniła na karetkę i puszcza bełta na korytarzu policji.Postaw się an ich sytuacji czekają sobie spokojnie na koniec pracy wszystko fajnie a tu nagle wpada spanikowany małolat co się nadupcył tabletek i żyga po korytarzu bo mu się nagle żyć za chciało a brał żeby było odwrotnie :P

 

-- 06 lis 2014, 16:05 --

 

Miałem też próbę ale była inna reakcja może dlatego że przez swoją głupotę musieli opatrzyć rany później pozszywać założyć szwy.Widząc masę krwi sanitariusze mnie uspokajali i pytali czy już się uspokoiłem i czy jest ok.No i wywarzyli drzwi w łazience bo krzyczałem wypierdalać bo trzymałem pociętą łapę w wodzie i i ciąłem sb szyję.Była jeszcze przygoda z pod truciem się gazem ale wtedy też była straż ogniowa ale wtedy mało pamiętałem ich reakcje.Tylko przebłyski jazdy w karetce na dobre pamiętam tylko salę szpitalną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja miałam co prawda tylko tzw. zamiar próby samobójczej, ale generalnie rozumiem o co kaman. Ja też jakbym wlazła na ten mój most czy dach to też bym dzwoniła po pomoc. Nawet tak się umówiłam z terapeutą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja swego czasu żałowałem, że mnie odratowali. Wcale nie chciałem żadnej pomocy... Ale chyba wiem o co chodzi - próba samobójcza nie po to, żeby umrzeć tylko żeby zwrócić na siebie uwagę (albo na swój problem). Takie wołanie o ratunek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Reakcją policji się nie przejmuj, oni już tacy są, że myślą że wszystko im wolno, że stoją wyżej niż reszta społeczeństwa i gardzą innymi. po sanitariuszach niby bym się tego nie spodziewał, ale sam zdołałem się przekonać jakie z nich chamy i mendy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nieudana próba samobojcza to straszna trauma, sama to przezylam. Reakcje ludzi są po prostu straszne. Zero wspolczucia, empatii...

A to , ze autor postu poszedł po pomoc na psiarnie- dla mnie cos zdumiewającego.. Powinien się cieszyc, ze nie dostal jeszcze pałą po łbie. Taka jest nasza policja.

Od nich to jak najdalej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podjęłam decyzję o odebraniu sobie życia spontanicznie. To był impuls - sięgnęłam apogeum beznadziei. Ponad 30 tabletek na serce, obniżających ciśnienie, alkohol. Miałam po prostu zasnąć. Nie udało się. Na wpół przytomną znalazła mnie siostra - miało nie być jej w domu.

Reakcja sanitariuszy pozostawiała wiele do życzenia. Pogarda, litość... nie zapomnę tych palących spojrzeń.

Leżąc na odtruciu, odwiedził mnie ojciec. Pierwsze zdanie, jakie wypowiedział do własnego dziecka które dzień wcześniej chciało się zabić brzmiało: "Już myślałem, że będę musiał dzwonić po drugą karetkę, tak mamie ciśnienie skoczyło! A nie miała tabletek, bo jej wszystkie wyżarłaś!".

Odmawiałam jedzenia, próbowałam się zagłodzić. Oprócz depresji, choruję na raka. Choroba na razie jest w reemisji, ale przyszło mi do głowy, że jestem idiotką. Po co bowiem próbowałam odbierać sobie życie, skoro prędzej czy później nowotwór mnie zabije?

Agresja pielęgniarek w szpitalu była nie do zniesienia. Rzucanie talerzami, niemal wpychanie na siłę to porządek dzienny. "Za mało wrażeń w dupie", "Umierać się gówniarze zachciało", "No i co jeszcze wymyślisz?". Czasem grzmi mi to w uszach. Okropność.

Ludzie w większości nie zdają sobie sprawy z tego, jak potworna jest depresja. Nazywają to fanaberią, brednią, kombinowaniem. Prawda jest taka, że nie życzę tego paskudztwa nawet najgorszemu wrogowi. Po wycięciu guza na jelitach pozbierałam się znacznie szybciej niż po tym, jak popadłam w depresję. Spędziłam w szpitalu psychiatrycznym 12 tygodni, 3 miesiące na terapii psychodynamicznej. Mój stan uległ poprawie, ale zaniechałam terapii indywidualnej opuściwszy szpitalne mury i czuję nieubłagany nawrót choroby.

 

Reakcja ludzi jest co najmniej śmieszna. Potem się dziwią, że jesteśmy zamknięci w sobie, że nic nie mówimy, nie alarmujemy, co się dzieje. Nie chcą słuchać, zachowują się jak ignoranci, lecz z drugiej strony nie możemy ich za to winić. Nie przeżyli tego, a ogrom kłopotów jakie niesie za sobą to cholerstwo jest niewyobrażalny. Fakt, że chcemy, aby nas rozumieli, to zasadniczo wyłącznie nasze "chciejstwo". I nic dziwnego. Gdyby odzew ze świata zewnętrznego częściej tętnił empatią, nie byłoby takiego zgrzytu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja już dawno przestałem wierzyć w jakiekolwiek zrozumienie, empatię i pomoc ze strony tzw. świata. Naprawdę ktoś z was jeszcze myśli, że innych ludzi obchodzi cokolwiek poza czubkiem własnego nosa? Że ktokolwiek obcy zmartwi się, że ty człowieku połknąłeś jakieś prochy w zbyt dużych ilościach czy pociąłeś sobie żyły czy zechcesz skoczyć z mostu? Jeśli nie daj Boże przeżyłeś, to jesteś jedynie kłopotem, bo przecież trzeba Cię leczyć, odbierając czas tym, którzy na leczenie bardziej „zasługują”. Bo ty przecież nie zasługujesz, bo coś sobie wymyśliłeś jedynie. Kurcze dla rodziny też jesteś kłopotem. Każdy kto ma najebane w głowie jest kłopotem, którego się posyła do stu diabłów. Wtedy kiedy boli nie ma co liczyć na kogokolwiek. Jest się wtedy samemu i tylko samemu. Lepiej się nawet nie przyznawać do bólu, bo można co najwyżej usłyszeć „co wydziwiasz? Nie masz powodu. Ja to dopiero mam źle i nie jęczę”. Tak więc, w ostateczności zawsze się jest samemu. A jak nie można znieść własnego towarzystwa i nie można sobie samemu poradzić, to wtedy… wiadomo przychodzi ta myśl - żeby to się skończyło nareszcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nicholas1981, u DragonSkina pewnie tak, u mnie to głos mi kazał.

 

I co terapeuta mialby cie zlapac? :pirate:

 

-- 06 lis 2014, 22:30 --

 

Podjęłam decyzję o odebraniu sobie życia spontanicznie. To był impuls - sięgnęłam apogeum beznadziei. Ponad 30 tabletek na serce, obniżających ciśnienie, alkohol. Miałam po prostu zasnąć. Nie udało się. Na wpół przytomną znalazła mnie siostra - miało nie być jej w domu.

Reakcja sanitariuszy pozostawiała wiele do życzenia. Pogarda, litość... nie zapomnę tych palących spojrzeń.

Leżąc na odtruciu, odwiedził mnie ojciec. Pierwsze zdanie, jakie wypowiedział do własnego dziecka które dzień wcześniej chciało się zabić brzmiało: "Już myślałem, że będę musiał dzwonić po drugą karetkę, tak mamie ciśnienie skoczyło! A nie miała tabletek, bo jej wszystkie wyżarłaś!".

Odmawiałam jedzenia, próbowałam się zagłodzić. Oprócz depresji, choruję na raka. Choroba na razie jest w reemisji, ale przyszło mi do głowy, że jestem idiotką. Po co bowiem próbowałam odbierać sobie życie, skoro prędzej czy później nowotwór mnie zabije?

Agresja pielęgniarek w szpitalu była nie do zniesienia. Rzucanie talerzami, niemal wpychanie na siłę to porządek dzienny. "Za mało wrażeń w dupie", "Umierać się gówniarze zachciało", "No i co jeszcze wymyślisz?". Czasem grzmi mi to w uszach. Okropność.

Ludzie w większości nie zdają sobie sprawy z tego, jak potworna jest depresja. Nazywają to fanaberią, brednią, kombinowaniem. Prawda jest taka, że nie życzę tego paskudztwa nawet najgorszemu wrogowi. Po wycięciu guza na jelitach pozbierałam się znacznie szybciej niż po tym, jak popadłam w depresję. Spędziłam w szpitalu psychiatrycznym 12 tygodni, 3 miesiące na terapii psychodynamicznej. Mój stan uległ poprawie, ale zaniechałam terapii indywidualnej opuściwszy szpitalne mury i czuję nieubłagany nawrót choroby.

 

Reakcja ludzi jest co najmniej śmieszna. Potem się dziwią, że jesteśmy zamknięci w sobie, że nic nie mówimy, nie alarmujemy, co się dzieje. Nie chcą słuchać, zachowują się jak ignoranci, lecz z drugiej strony nie możemy ich za to winić. Nie przeżyli tego, a ogrom kłopotów jakie niesie za sobą to cholerstwo jest niewyobrażalny. Fakt, że chcemy, aby nas rozumieli, to zasadniczo wyłącznie nasze "chciejstwo". I nic dziwnego. Gdyby odzew ze świata zewnętrznego częściej tętnił empatią, nie byłoby takiego zgrzytu.

 

Twój post mnie ujal !!

A co do autora który próbowal sie zabic, dobrze ze zyjesz, swoja droga policja i opieka medyczna to banda skurwysynów i taka prawda, nawet jakbys tam zdychal kurwa to huja by wylozyli, to debile i pajace, ciesze sie ze ostatnio po imprezie rozpierdolilem im radiowóz :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I co terapeuta mialby cie zlapac? :pirate:

 

Raczej zadzwoniłby po pogotowie. Ale i tak zawdzięczam mu właściwie życie, bo to on skierował mnie do psychiatry, kiedy miałam paskudny nawrót choroby i byłam już blisko samobójstwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja generalnie jeszcze nie próbowalem sie zabic i póki co nie zamierzam, aczkolwiek istnieje taka mozliwosc nie wykluczam tego w przyszlosci,

w zasadzie nic w zyciu nie mam i nie wiem czy chcem dalej zyc, walczymy upadamy znowu wstajemy znowu upadamy i tak w kólko, nic z tego zycia nie ma, boze co ja wypisuje chyba juz mianseryna dziala :hide:

 

-- 06 lis 2014, 22:46 --

 

sailorka, ja tak sobie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witamy wśród żywych...trupie.

A raczej niedoszły trupie,osobiście mimo że cie nie znam,ale ciesze się że przeżyłeś i wola żywota w tobie nadal jest.

Co do reakcji ludzi,świat i ludzkość to gówno,99% ma w doopie to że podjąłeś się próby,to tylko dla nich kłopot i więcej roboty,niestety empatia to coś abstrakcyjnego w dzisiejszym świecie...

Co więcej rzec,wnioski pewnie wyciągnąłeś,jakie to już twoje myśli.

Według mnie większość prób samobójczych to tragedia,niezależnie od motywów.

I choćby z poszanowania życia ludzkiego,powinno się to przemilczeć,jeśli nie ma się nic mądrego do powiedzenia prócz krytykowania,gnojenia i pjerdolenia farmazonów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ladywind, dziękuję za słowo pokrzepienia. ;) Chociaż, w tym duecie - depresja i rak - nie nowotwór jest chorobą, która wyniszcza mnie najbardziej.

Po operacji wiadomo, było ciężko. Przez prawie miesiąc nie byłam w stanie sama założyć sobie nawet skarpetek ze względu na dziurę w brzuchu, którą mi wycięli. Ale potem wszystko zaczęło wracać do normy. Powoli.

Stałam się silniejsza (pozornie), zaczęłam doceniać więcej uroków życia, byłam dumna z diety, którą prowadziłam (ale przytyć za żadną cholerę nie umiem), udzielałam się w stowarzyszeniach działających na rzecz pomocy ludziom chorym na raka... aż tu nagle łubu dup, łup, łup! Depresja.

Psychiatra powiedziała mi, że walka z nowotworem bardzo przyczyniła się do wywołania psychicznych zaburzeń, bo przeszłam do porządku dziennego zbyt szybko, nie dając sobie ani chwili na popłakanie nad sobą, na wylanie żalu. W sumie, coś w tym jest, bo nawet teraz, gdy o tym myślę, trywializuję stan swojego fizycznego zdrowia do poziomu poniżej zera i bardziej przeżywam zapalenie ucha środkowego niż raka. Tak. Identyfikowanie się z własnymi problemami nie jest moją mocną stroną. W zasadzie, jest jedną z moich największych słabości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wyjebane...ciesz się, że milicjant z kierowcą karetki nie pyknęli sobie z Tobą zarzyganym selfika i nie puścili na pejsika

:mrgreen::mrgreen::mrgreen:

Autorze posta a myslales ze poszedles do psychologa? Policjanci takich jak Ty maja na peczki, maja sie kazdym przejmowac i pozniej trafic do psychiatryka? Tak samo jak lekarze. Chcecie wspolczucia to idzcie do psychologa, on sie tym zajmuje a nie inni ludzie.

 

-- 07 lis 2014, 21:35 --

 

ladywind, dziękuję za słowo pokrzepienia. ;) Chociaż, w tym duecie - depresja i rak - nie nowotwór jest chorobą, która wyniszcza mnie najbardziej.

Po operacji wiadomo, było ciężko. Przez prawie miesiąc nie byłam w stanie sama założyć sobie nawet skarpetek ze względu na dziurę w brzuchu, którą mi wycięli. Ale potem wszystko zaczęło wracać do normy. Powoli.

Stałam się silniejsza (pozornie), zaczęłam doceniać więcej uroków życia, byłam dumna z diety, którą prowadziłam (ale przytyć za żadną cholerę nie umiem), udzielałam się w stowarzyszeniach działających na rzecz pomocy ludziom chorym na raka... aż tu nagle łubu dup, łup, łup! Depresja.

Psychiatra powiedziała mi, że walka z nowotworem bardzo przyczyniła się do wywołania psychicznych zaburzeń, bo przeszłam do porządku dziennego zbyt szybko, nie dając sobie ani chwili na popłakanie nad sobą, na wylanie żalu. W sumie, coś w tym jest, bo nawet teraz, gdy o tym myślę, trywializuję stan swojego fizycznego zdrowia do poziomu poniżej zera i bardziej przeżywam zapalenie ucha środkowego niż raka. Tak. Identyfikowanie się z własnymi problemami nie jest moją mocną stroną. W zasadzie, jest jedną z moich największych słabości.

 

nie warto sie zabijac, nawet gdyby pozostalo Ci malo zycia, sa rzeczy z ktorych mozna sie cieszyc, wiem ze napizesz ze to dla mnie proste ale tez mialam takie mysli, kiedy zylam z bolem, przetrwalam i juz umiem sie cieszyc drobiazgami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×