Skocz do zawartości
Nerwica.com

Poczucie obrzydzenia i niesmaku do gatunku ludzkiego


Gość monooso

Rekomendowane odpowiedzi

lucy1979, nie wiadomo czy są tacy szczęśliwi, może to tylko pozory? Może mają problemy, tylko nic z nimi nie robią, a te problemy narastają i narastają i potem i tak przychodzi moment, gdy już samemu nie można sobie poradzić.... :?

 

Meg1985, jeśli to pozory, to podtrzymują je przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat? Całe mnóstwo otaczających osób żyje caaaałe życie na pozorach?? To może to POZORY to jakieś dragi? Albo może nowy gatunek grzybków halu? Gdzie to rośnie? :/

 

Ja się zgodzę z lucy1979. Też wolałabym już być taka inni. Nie wyróżniać się swoją odmiennością. Widzieć wokół mniej. Żyć normalnie jak każdy przeciętny człowiek, który nie myśli o takich pierdołach jak ja :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie to między innymi trzymało w depresji ostatniej ...ciężko mi było z niej wyjść mocno będąc świadomym tego co tu się robi/dzieje.... no ale jak sama mówisz - takie życie ... ale aby mnie to całkiem nie dobiło to staram się być obecny po 'drugiej stronie lustra by choć być świadkiem tego... w sumie im głębiej się pozagłębiałem w brudy i syfy dzisiejszych 'bożków tym bardziej rzygać mi się chciało ....no ale już jest ok ...w miarę oq.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zawitałem dzisiaj do parku, usiadłem na ławeczce, humor miałem o dziwo bardzo dobry ale było aż za cukierkowo. Czekałem tylko kiedy ktoś mi to wszystko zepsuje. Nie minęło 10 minut, a już obok mnie szła jakaś kobieta w średnim wieku, była smutna, płakała. Usiadła akurat na ławce obok mojej (a wybrałem specjalnie taką odległą) mimo, że park jest wielki i większość ławek była wolna. Od razu cały się zestresowałem, miałem wrażenie, że obserwuje mnie, nie mogłem skupić się na czytaniu ebook'a. Mało tego, jeszcze zaczęła przy mnie płakać. Wścibskie babsko pewnie specjalnie wybrało takie miejsce niedaleko mnie bo myślało, że zainteresuję się jej reakcją, że może zagadam. Nie wiedziała tylko na jaką osobę trafiła. Jeszcze bardziej się spiąłem, nie wiedziałem co robić, z jednej strony jej wyczekiwanie na moja odpowiedź i zachowanie norm społecznych, a z drugiej mój stres, mój lęk, moje blokady, moje wkur*ienie. Czułem się niezręcznie, nie wiedziałem jak teraz mam się z tego wszystkiego wyplątać, z tej całej sytuacji. Gdybym szybko wstał i poszedł to wyglądałoby to podejrzanie, pomyślałaby wtedy, że to z jej winy. Złapałem za telefon, udałem, że do kogoś dzwonię, później przeprowadziłem rozmowę z fikcyjnym rozmówcą, że niby gdzieś ktoś na mnie czeka i miałem już powód aby wyjść z parku. Udało się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dobrze, że Ci ten telefon w ręce nie zadzwonił w czasie pozorowanej rozmowy, bo by była z planu kiszka :mrgreen:

Do mnie nikt nie dzwoni. Z telefonu korzystam tylko jako z przenośnego mini komputerka. Poczytam sobie ebooka, poprzeglądam Internet, posłucham muzyki, nagram coś na dyktafon, zapiszę sobie jakąś obserwację w notatniku itp. Z funkcji dzownienia i wysyłania smsów praktycznie nie korzystam. Aha, najbardziej telefon służy mi jako zegarek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mi telefon służy tylko jako budzik, bo jest tak stary, że połowa klawiszy nie działa, o internecie czy grach nie wspominając. no ale babcia dzwoni do mnie 493 razy dziennie, więc duża szansa, że musiałabym się uciec do innego fortelu, bo by mnie pewnie skubana zdemaskowała podczas operacji 'udawany telefon'

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ładna była? Bo to dość istotne chyba...

To było jakieś stare babsko w średnim wieku. Nawet nie patrzyłem na nią pod takim kątem.

 

Dość istotną kwestią jest również to czy była dzikuską i czy nie zasadzała się na monooso niby to popłakując. :P

Z mojej obserwacji tej osoby komunikuję Wam, że nie była dzikuską. Zachowywała się normalnie. Inaczej wstydziałby się nawet płakać publicznie. Wątpię aby była to jakaś zasadzka, na mnie?! Come on.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja swoimi rzucałem w ziemie/ścianę też się zdarzyło :roll: ...aż z tego obrzydzenia tematowego funkcjonuję od miesiąca bez tel. kom. ...co za wolność :mrgreen:

 

 

Też już niejednokrotnie miałam taki zamiar....wrzucić tel. do muszli klozetowej albo wyrzucić przez okno, ale by się ktoś ucieszył z niespodziewanego prezentu, a mnie byłoby lżej na duszy....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To było jakieś stare babsko w średnim wieku.

 

Wybacz monooso, ale kompletnie nie rozumiem jak możesz zupełnie obcą kobietę nazywać nie dosyć że "starym babskiem" to jeszcze dawać do zrozumienia, że ktoś w "średnim" wieku jest już stary. Mówisz tak na dodatek o osobie, której kompletnie nie znasz, nie wiesz kim jest, jaką ma za sobą przeszłość, jakie doświadczenia, co przeżyła kilka godzin czy minut przed przyjściem do parku. Z góry zakładasz jej złe intencje widząc tylko kobietę, która płacząc, usiadła na ławce. Może wybrała ławkę obok bo chciała, żeby ktoś zwrócił na nią uwagę, owszem, ale może tylko czuła się tak źle, że po prostu nie chciała być sama i mieć świadomość, że po prostu w najbliższym otoczeniu jest jakaś osoba, jakiś człowiek, który ewentualnie mógłby jej pomóc, gdyby np. zasłabła. Wolałeś jednak skupić się tylko i wyłącznie na swoich odczuciach i jeszcze obarczać tą kobietę winą za swoje negatywne emocje. To, jak odebrałeś tą kobietę, to wyłącznie Twoja sprawa. W niczym się nie narzucała. Po prostu w pełni legalnie usiadła na zwykłej ławce w jeszcze bardziej zwykłym parku, dusząc w sobie jakąś swoją historię, która jak widać wylewała się już siłą na zewnątrz.

 

Wydajesz mi się osobą, która nie chciałaby być przez innych oceniana z góry, na pierwszy rzut oka, bez bliższego poznania. A tu proszę... Przykro trochę, bo nikt nie mówi, że trzeba od razu rzucać się "na ratunek" obcej osobie, ale jakaś odrobina człowieczeństwa w człowieku... Powtórzę "nie znasz - nie oceniaj" - proste. Dziwi mnie dlatego, że wszyscy kompletnie zignorowali ten wątek sytuacji, jednocześnie z dużym zaangażowaniem wdając się w dyskusję na temat traktowania swoich telefonów komórkowych. Przedmioty stają się dla nas ważniejsze od ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

co do komentarza Arashy, wolałabym po stokroć być jakąś bezrefleksyjną dziunią egzystującą dla kupna fancy torebki, ale cieszyć się życiem. ta inność i rozkminy, to złudne poczucie wyjątkowości, bo jednak tamci robią coś ciekawego i są szczęśliwi w momencie, jak my smażymy posty na forum dla psychicznie chorych

 

A mnie "smażenie" kolejnych postów na forum dla forum dla osób z zaburzeniami sprawia ogromną przyjemność :D Jak jeszcze nigdy nic w życiu. Powiem więcej, od jakiegoś czasu to mój życiowy cel i misja :pirate: I chciałabym mieć w życiu właśnie takich przyjaciół, osoby z takiego grona 8) Powtórzę raz jeszcze - normalsi mnie nie interesują, są nudni, przewidywalni i bardzo szybko wychodzi ich prawdziwa, zazwyczaj nieciekawa, natura na wierzch :? A że wśród osób z problemami zdarzają się i pozorowane świry i degeneraci, tego nie neguję, zawsze ktoś taki może się trafić :roll: Może się także okazać, że przeciętny zwykły Kowalski jest jednak spoko gościem, którego nie należy skreślać tylko dlatego, że nie ma zaburzeń. Nie chcę niczego generalizować, ale piszę, jakie mam podejście do życia i ludzi :bezradny:

 

-- 14 paź 2014, 13:07 --

 

To było jakieś stare babsko w średnim wieku.

 

Wybacz monooso, ale kompletnie nie rozumiem jak możesz zupełnie obcą kobietę nazywać nie dosyć że "starym babskiem" to jeszcze dawać do zrozumienia, że ktoś w "średnim" wieku jest już stary. Mówisz tak na dodatek o osobie, której kompletnie nie znasz, nie wiesz kim jest, jaką ma za sobą przeszłość, jakie doświadczenia, co przeżyła kilka godzin czy minut przed przyjściem do parku. Z góry zakładasz jej złe intencje widząc tylko kobietę, która płacząc, usiadła na ławce. Może wybrała ławkę obok bo chciała, żeby ktoś zwrócił na nią uwagę, owszem, ale może tylko czuła się tak źle, że po prostu nie chciała być sama i mieć świadomość, że po prostu w najbliższym otoczeniu jest jakaś osoba, jakiś człowiek, który ewentualnie mógłby jej pomóc, gdyby np. zasłabła. Wolałeś jednak skupić się tylko i wyłącznie na swoich odczuciach i jeszcze obarczać tą kobietę winą za swoje negatywne emocje. To, jak odebrałeś tą kobietę, to wyłącznie Twoja sprawa. W niczym się nie narzucała. Po prostu w pełni legalnie usiadła na zwykłej ławce w jeszcze bardziej zwykłym parku, dusząc w sobie jakąś swoją historię, która jak widać wylewała się już siłą na zewnątrz.

 

noszila Bardzo trafnie to ujęłaś ( i do tego jakim stylem pisarskim :P ). Mam takie same odczucia, tylko nie bardzo chciało mi się je zamieniać w słowa. Od jakiegoś czasu zastanawia mnie postawa monooso :? Bo z ludźmi nieraz tak bywa, że często sami nieświadomie prowokują pewne sytuacje, w których niby nie chcą się znaleźć, a tak naprawdę coś ich w tym podnieca / ekscytuje / przeraża ( jednym słowem nie jest obojętne, jakkolwiek by temu zaprzeczali :P )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przedmioty stają się dla nas ważniejsze od ludzi.

Ja chyba tak mam, bo w realu prędzej emocjonalnie przejmę się "cierpiącym" przedmiotem niż cierpiącym człowiekiem.

 

mark123 kłamstwem i obłudą wręcz byłoby gdybym powiedziała, że mnie nie zdarzają się takie sytuacje. W moim przypadku tylko częściej łapię się na tym, że los zwierząt zdaje się być dla mnie ważniejszy od ludzkich wydarzeń. Psy od dawna są moją wielką miłością i wierzcie mi, że nie mam problemu z obejrzeniem jakiegoś filmu, w którym pojawia się scena zabójstwa człowieka, ale kiedy tylko pojawia się motyw wyrządzania krzywdy zwierzakom np. psiakom, kociakom, koniom itp. itd. to porusza mnie to tak bardzo, że nie jestem w stanie oglądać dalej danego filmu nawet, jeśli była to tylko jakaś mała scena, niekoniecznie przewodnia.

 

Ale dzięki takiej świadomości staram się chociaż nie umniejszać wartości człowieka, lecz widzieć problemy zarówno ludzi jak i zwierząt.

Nie przejmuję się emocjonalnie jak to ująłeś "cierpiącym" przedmiotem, ale pamiętam, że w dzieciństwie często przepraszałam moje pluszaki jeśli np. zdarzyło mi się niechcący jakiegoś strącić z półki lub upuścić na podłogę ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim przypadku tylko częściej łapię się na tym, że los zwierząt zdaje się być dla mnie ważniejszy od ludzkich wydarzeń. Psy od dawna są moją wielką miłością i wierzcie mi, że nie mam problemu z obejrzeniem jakiegoś filmu, w którym pojawia się scena zabójstwa człowieka, ale kiedy tylko pojawia się motyw wyrządzania krzywdy zwierzakom np. psiakom, kociakom, koniom itp. itd. to porusza mnie to tak bardzo, że nie jestem w stanie oglądać dalej danego filmu nawet, jeśli była to tylko jakaś mała scena, niekoniecznie przewodnia.

Mnie na filmie emocjonalnie bardzo rusza krzywdzenie zarówno ludzi jak i zwierząt, natomiast w realu zazwyczaj los istot żywych jest mi emocjonalnie obojętny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

monooso, Wydaje mi się, że to obrzydzenie wynika nie tyle z faktycznej niechęci do innych osób, co z nagromadzonej w Tobie złości.

 

Złości, która czasem być może już wychodzi z Ciebie różnym możliwymi ścieżkami. Złość, jeśli nie jest wyrażana właśnie jako złość, to może znaleźć sobie inne ujście i emanować jako nieco inna emocja lub odczucie.

monooso, jak to jest w Twoim odczuciu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybacz monooso, ale kompletnie nie rozumiem jak możesz zupełnie obcą kobietę nazywać nie dosyć że "starym babskiem" to jeszcze dawać do zrozumienia, że ktoś w "średnim" wieku jest już stary. Mówisz tak na dodatek o osobie, której kompletnie nie znasz, nie wiesz kim jest, jaką ma za sobą przeszłość, jakie doświadczenia, co przeżyła kilka godzin czy minut przed przyjściem do parku. Z góry zakładasz jej złe intencje widząc tylko kobietę, która płacząc, usiadła na ławce. Może wybrała ławkę obok bo chciała, żeby ktoś zwrócił na nią uwagę, owszem, ale może tylko czuła się tak źle, że po prostu nie chciała być sama i mieć świadomość, że po prostu w najbliższym otoczeniu jest jakaś osoba, jakiś człowiek, który ewentualnie mógłby jej pomóc, gdyby np. zasłabła.

Masz rację, trochę przesadziłem.

 

Wolałeś jednak skupić się tylko i wyłącznie na swoich odczuciach i jeszcze obarczać tą kobietę winą za swoje negatywne emocje.

Tutaj się nie zgodzę. Gdyby tak było to od razu bym wyszedł z parku, a nie odstawiał jakąś szopkę z pozorowaną rozmową telefoniczną tylko po to aby sobie nie pomyślała, że to z jej powodu opuszczam to miejsce.

 

Przykro trochę, bo nikt nie mówi, że trzeba od razu rzucać się "na ratunek" obcej osobie, ale jakaś odrobina człowieczeństwa w człowieku...

A co Ty takiego niby byś zrobił w takiej sytuacji? Może byś się do niej dosiadł i zaczął ją klepać po ramieniu? Ja nie jestem taką osobą i nie mogłem tak postąpić.

 

Od jakiegoś czasu zastanawia mnie postawa monooso :? Bo z ludźmi nieraz tak bywa, że często sami nieświadomie prowokują pewne sytuacje, w których niby nie chcą się znaleźć, a tak naprawdę coś ich w tym podnieca / ekscytuje / przeraża ( jednym słowem nie jest obojętne, jakkolwiek by temu zaprzeczali :P )

Staram się na siłę unikać takich sytuacji, nikogo nie prowokuję. Siedziałem sobie spokojnie na odległej ławeczce czytając ebooka, tyle.

 

monooso, Wydaje mi się, że to obrzydzenie wynika nie tyle z faktycznej niechęci do innych osób, co z nagromadzonej w Tobie złości.

Bardzo możliwe ponieważ nie okazywałem przez całe swoje życie i zresztą praktycznie dalej nie okazuję swojej złości, trzymam ją pod kontrolą. Przez całe życie nawet jej nie odczuwałem, ostatnio to się zmieniło ale dalej mam opary z jej okazywaniem ponieważ zbyt dużo tego się nazbierało. Z tego powodu dzisiaj nawet każda malutka sytuacja może mnie tak zdenerwować, że jakbym pozwolił sobie na wyrażenie swojej złości to druga osoba pomyślałaby, że jestem jakiś psychiczny. W ogóle nawet nie biorę pod uwagę takiej opcji aby popuścić luzy w wyrażaniu swojej złości.

 

Zresztą ja już sam NIC NIE WIEM, pogubiłem się we wszystkim. Raz jest tak, a raz jest srak. Wszystko mam rozpiżdżone.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tutaj się nie zgodzę. Gdyby tak było to od razu bym wyszedł z parku, a nie odstawiał jakąś szopkę z pozorowaną rozmową telefoniczną tylko po to aby sobie nie pomyślała, że to z jej powodu opuszczam to miejsce.

 

A co Ty takiego niby byś zrobił w takiej sytuacji? Może byś się do niej dosiadł i zaczął ją klepać po ramieniu? Ja nie jestem taką osobą i nie mogłem tak postąpić.

 

Po pierwsze, to "zrobił-A i dosiadł-A", jestem dziewczyną ;) a konkretnie nie miałam na myśli na pewno tego, żebyś do tej osoby się dosiadał czy nią zajmował; chodziło mi tylko o to, żeby po prostu kogoś z góry nie oceniać, jeśli nie zna się powodu. Na pewno przyznam Ci rację, że również poczułabym się nieswojo w takiej sytuacji z tym, że u mnie to wygląda nieco inaczej i nie tyle jestem zła na taką osobę, lecz burczę w myślach lub pod nosem do siebie np. "czemu to zawsze mnie musi spotykać?!" :D

Ostatnio miałam taką sytuację: spacer z psem, w oddali pod drzewem leży człowiek, ludzie go omijają. Pewnie założyli z góry, że to pijak. Owszem, okazało się, że tak było. Ale zawsze to mógł być ten jeden na tysiąc, który np. zasłabł, potknął się i uderzył w głowę, może miał cukrzycę, padaczkę itp. itp. Stereotyp może kogoś zabić a przynajmniej pozbawić pomocy. Dlatego z ciężkim sercem powlokłam się z psem do tego gościa i po wymianie zdań udał się chwiejnym krokiem w stronę domu. Ale właśnie idąc do niego mamrałam do siebie "czemu nikt nie podejdzie, czemu właśnie ja, nie znoszę pijaków, ale jeśli to co innego, kurde, ale czemu akurat ja, w nosie mam tego gościa, obcy facet, pewnie jak zwykle się wygłupię, jeszcze z daleka będą patrzeć" itd itp monolog "wariata" ;) wiem więc mniej więcej co czujesz w takich sytuacjach.

Na pewno nie powiem, że powinieneś był zrobić tak czy inaczej. Nie. Po prostu w moim mniemaniu z góry wystawiłeś w swoim umyśle tej kobiecie negatywną ocenę tylko dlatego, że zapewne niechcący, przypadkowo zakłóciła Twój spokój. Bo jeśli miała poważny problem to może nawet Ciebie nie zauważyła. Możemy tylko gdybać. Nie wiem, czy jasno się teraz wyraziłam :)

 

W ogóle nawet nie biorę pod uwagę takiej opcji aby popuścić luzy w wyrażaniu swojej złości.

 

A może właśnie powinieneś popracować nad jakimś konstruktywnym, zdrowym wyrażaniem złości? Bo jak się tego nazbiera, będzie coraz gorzej. Złość, której nie daje się ujścia wcale nie znika. Przeciwnie, gromadzi się, kumuluje i albo w końcu skutkuje niekontrolowanym wybuchem przy byle okazji, albo uderza w inne miejsce i daje objawy np. w postaci dolegliwości somatycznych.

 

Wszystko mam rozpiżdżone.

 

Ciekawe określenie :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zawitałem dzisiaj do parku, usiadłem na ławeczce, humor miałem o dziwo bardzo dobry ale było aż za cukierkowo. Czekałem tylko kiedy ktoś mi to wszystko zepsuje. Nie minęło 10 minut, a już obok mnie szła jakaś kobieta w średnim wieku, była smutna, płakała. Usiadła akurat na ławce obok mojej (a wybrałem specjalnie taką odległą) mimo, że park jest wielki i większość ławek była wolna. Od razu cały się zestresowałem, miałem wrażenie, że obserwuje mnie, nie mogłem skupić się na czytaniu ebook'a. Mało tego, jeszcze zaczęła przy mnie płakać. Wścibskie babsko pewnie specjalnie wybrało takie miejsce niedaleko mnie bo myślało, że zainteresuję się jej reakcją, że może zagadam. Nie wiedziała tylko na jaką osobę trafiła. Jeszcze bardziej się spiąłem, nie wiedziałem co robić, z jednej strony jej wyczekiwanie na moja odpowiedź i zachowanie norm społecznych, a z drugiej mój stres, mój lęk, moje blokady, moje wkur*ienie. Czułem się niezręcznie, nie wiedziałem jak teraz mam się z tego wszystkiego wyplątać, z tej całej sytuacji. Gdybym szybko wstał i poszedł to wyglądałoby to podejrzanie, pomyślałaby wtedy, że to z jej winy. Złapałem za telefon, udałem, że do kogoś dzwonię, później przeprowadziłem rozmowę z fikcyjnym rozmówcą, że niby gdzieś ktoś na mnie czeka i miałem już powód aby wyjść z parku. Udało się.

Ja w takiej sytuacji emocjonalnie czułbym się chyba podobnie, stresuje mnie i wkurza płacz drugiej osoby w realu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

monooso, Czułeś się zły na siebie, że musiałeś zrobić szopkę by "wywinąć się" z tej sytuacji?

 

Ciekawe właśnie, bo tak na moje oko to przecież, by 'wywinąć się' z tej sytuacji właśnie nie musiał robić żadnego przedstawienia. Wystarczyło ignorować kobietę, jakby jej tam nie było (uznać ją za sobie obojętną) lub zwyczajnie wstać i odejść.

Ale musiał pojawić się przymus wewnętrzny do odegrania scenki z telefonem, która to okazała się być niemałym wysiłkiem i jednocześnie jedyną rzeczą, jaką monooso był w stanie zrobić - jak to ujął - dla tej kobiety by nie odczuła, że opuszcza to miejsce właśnie z jej powodu.

Monooso ? :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×