Skocz do zawartości
Nerwica.com

przesadzam czy otworzyłam oczy?


Rekomendowane odpowiedzi

witam,długo szukałam forum gdzie mogłabym sie poradzić,mam nadzieje że dobrze trafiłam.

Jestem w związku od ok6 lat,27 wrzesnia mamy sie pobrać...ja mam 28 on 29.Bede pisac o nim K.Poznał mnie jak jeszcze byłam w poprzednim zwiąsku (głupim,dziecinnym i nie potrzebnym)jednak miałam dośc facetów i nie chciałam sie z nikim wiązać.Jego starania trwały rok...oczarował mnie swoją dobrocią,tym ze zawsze mogłam na niego liczyć,ze byłam najważniejsza,że był niesamowicie czuły,że mogliśmy rozmawiać całymi nocami o wszystkim...itdmieliśmy wzloty i upadki,kłociliśmy sie często przezemnie.Jestem nerwowa bo miałam i mam problemy w domu(ojciec lekkoduch bez pracy z dużą tendencją do picia,mama po dwuch operacjach guza w głowie bez renty bardzo dobra kobieta)Po kłótniach jego tłumaczenia,rozmowy pomagały i powoli się zmieniłam nie wybuchałam z byle powodu(takmi się wydaje).On z całkiem innego środowiska-nigdy nie wiedział co to znaczy nie mieć na chleb,albo słuchać wyzwisk na matke i siebie.Jego ojciec ułożony spokojny człowiek całe życie pracujący w ziemi i odkładający każdą złotówke,matka normalna kobieta dosyć nerwowa. A więc kiedy nasz związek stał sie na tyle poważny postanowiliśmy się pobrac.Nie poprosił mnie o rękę tylko to jakoś tak wyszło że spodobał nam się dom weselny a na termin trzeba było czekać 2 lata więc zamówiliśmy.Ja chciałam kupić jakiś mały tani domek i powoli remontować,K stwierdził ze on musi zostac w domu bo jest ostatni a ma gospodarke i pole.Ja nie chciałam,płakałam itd.Mówiłam ze ja nie jestem z takiego środowiska jak on,ze nie umiem na gospodarce przy osmiu krowach,ze w życiu nie dogadam się z jego matką,że będą kłutnie i się rozejdziemy.Po długich rozmowach stwierdził że dostawimy się do małego domku jego rodziców na drugim podwórku,osobne wejście,osobny wiazd,osobne podwurko tylko wspulna ściana prąd ,woda i ogrzewanie bo to i tak jest na niego a bez sensu ogrzewać 2 domy.Doszliśmy do porozumienia,obiecałam że w polu zawsze mu pomoge na tyle ile będe mogła,wszystko tylko nie krowy,Kto zaakceptował puki rodzice chca robić będą krowy a jak powiedzą dość to przestawimy się na porzeczkę czy coś podobnego.K budował dom ja jeździłam pomagałam,dźwigałam pustaki,druty itd,pomagałam w polu,pomagałam jego matce przy obiadach chociaż byłam przeciwna dawania obiadów ośmiu pracownikom ale chciała to ok.Dom był już w surowym stanie,nagle K ponformował mnie że przebija drzwi w środku do rodziców :shock::shock::shock: ile było kłótni,płaczu itd Ustąpiłam bo przecież to oni mu pomagają finansowo wię najwyżej będe zamykać na klucz.Pierścionek dostałam w grudniu na mikołaja w tamtym roku po tym jak non stop się pytałam kiedy mi da pierścionek,bo już mi wstyd było jak koleżanki wiedziałay że ma być slub a pytały gdzie pierścionek.Miałam sobie wybrać,kupił sam,mniejsza z tym to tylko pierścionek.Zaczeły się problemy z załatwianiem spraw weselnych.Długo prosiłam się żeby jechac i podpisac umowe z domem weselnym bo wkoncu przepadnie termin-zdążymy-pojechałam z siostrą.Długo prosiłam się żeby podpisac umowe z zespołem-zdążymy-miałam jechać sama ale ojciec K to usłyszał i pow że wstyd żeby dziewczyna jechała sama,po przekładaniu z dnia na dzien pojechał.Jadąc przy okazji długo prosiłam się żeby zamówić fotografa i kamerzyste -to mnie wkoncu jego matka objechała kiedyś przy nim że nie to jest najważniejsze i żebym myślała żeby potem było dobrze-Ksłowem sie nie odezwał-kolejna kłótnia on problemu nie widzi.Potem miałam jechac do niemiec na truskawki zarobić na meble na miesiąc.Przed wyjazdem okazało sie ze nie mamy kursu przedmałżenskiego a kolega ma numer do kobiety która może takie dokumenty wypisac.Znowu prosiłam sie zadzwon do niego.....itd był już koniec kwietnia.po kilku tygodniach zadzwonił.W święta wielkanocne byłam u niego,Matce K kompleynie odbiło.Dokuczała mi niesamowicie,jej rodzina się zjechała.Przyjechałam a ona do mnie przy wszystkich żebym szykowała jedzenie na stół z pyskiem a ja że jak moge komus obcemu po lodówce grzebać(dopiero weszłam do domu)jej córunia(już nie mieszka w domu)no że mam racje.Całe świeta słowem się nie odezwała.Poszłam do kuchni widze że robi kawe zięciowi więc pytam się jej czy woda gotowana to też bym sobie zrobiła-nie odezwała sie tylko pyta zięcia czy chce kawe a ja jak powietrze.Ile się upłakałam.Przyjechała na chwile koleżanka z mężem moja i K.Wyszła do nich jego matka i długo rozmawiała z tym mężem koleżanki.Potem się dowiedziałam że mówiła że dom buduje K i niedługo wesele ale nie wiadomo z kim sie żeni.K mi nie uwierzył...Pojechałam na truskawkina początku maja,okazało się że moge zostać dłużej niz do konca miesiąca,ale K musiałby iśc do mojego księdzai chociaż zaklepać termin ślubu bo u mnie trzeba iść minimum 3 miesiące wcześniej.K się zgodził. Jak jużbyłam pewna że wszystko załatwił przyszło Boże Ciało ja wreszcie miałam dzien wolny i K tez bo normalnie pracuje na 3 zmiany i jeszce w domu.Nie pogadałam bo chodź wiedział że to jest idealny dzien kiedy możemy wreszcie pogadac przez tel pojechał z kolgami na piłke,potem na piwka a jak zaczełlam z nim rozmawiac to że on musi kończyc bo koledzy go wołają do samochodu bo tu kebeb zamkniety i jadą gdzie indziej(mocno wstawiony).mocno się wkurzyłam ale niech mu będzie.Jak byłam za granicą to miał wesele kolegi i non stop pytał co ma zrobić czy iśc czy nie iść-umówiliśmy się że pujdzie bo niedługo nasze a nieładnie odmówić itd.Pierwszy raz poszedł sam,myślałam że bedzie pisał ze bezemnie to jest źle itd.nic.Po weselu bez słowa poszedł na poprawiny chociaż miał iśc tylko na wesele i znowu kłutnia -niech mu bedzie.okazało się że ksiedza nie załatwił,ale co miałam zrobić przeciez go nie zmusze.Po moim powrocie było wszystko super,ja przestałam się złościć i on był czuły itd.Kiedys jechaliśmy ze sklepu budowlanego i pow żebym przyjechała na drugi dzien bo będzie 8 robotników i matka bedzie obiady robiła.Pow że czemu przecież nie chciała już, a ja mam tak słaby organizm po truskawkach(non stop mi się słabo robiło a wychudłam na patyk)ze nie wiem czy dam rade itd zrobiła sie wielka awantura....Wtedy powiedział między innymi-a myślisz że My leżymy?!i że kto na ten dom zapierdala!strasznie sie pokłuciliśmy bo bardzo mnie zabolało żew głupiej kłutni już mówi MY(k,matka i ojciec) i osobno ja,pow ze to koniec.Ze tego najbardziej sie bałam,jeszce nie zamieszkałam a juz mi wypomina kto dom postawił,że całe zycie nasuchałam sie kłótni w domu "co ci matka dała"i ze ja tak nie chce.Ze miałam iśc mieszkac do obcych ludzi tylko wtedy jak będe czuła ze on za mną stoi a tu już mówi MY a gdzie ja jestem?jak on sobie to wyobraża skoro już teraz mnie wyklucza?Popłakał się, uciekł z parkingu,chciał iśc na piechote do domu(ponad 20km)musiałam go siła wciągac do zamochodu,pow min ze sie nie dogadamy,ze nic z tego nie bedzie,ze ma dosyć.Nie wiedziałam co robić jedyne co to żeby go nie zostawić siedzącego na ziemi przy drodze.Wkońcu wsiadł poprosił zebym kupiła mu piwo,pojechaliśmy do mnie.Po drodze mnie przepraszał ze mu odbiło,że juz tyle przeżyliśmyrazem itd Pomyślałam zbyt duza presja,musze odpuścić.Iznowu było dobrze,poza tym ze jego matka mi docinała.Ostatnio byłam u niego w weekend(ja jeżdze częsciej żeby nie musiał jeździc po nocy,zostaje na noc i pomagam mu w czy moge)Przyszła koleżanka do jego matki K przy tym nie było.Koleżanka sie pyta czy skończyli plweić buraki a matka na to-nie czekaliśmy na synową jak może zapier... w niemczech na truskwakwch to może i w burakach.Nie wiedziałam czy mam sie smiać czy płakać.Pow K popłakałam się,przytulał pocieszał.I znowu było dobrze.W niedziele już sie źle czułam ale K miał zawody strażackie,pojechałam sama bo on z drużyną.Kibicowałam,potem grill zakrapiany(strażacy)woziłam do sklepu co tam potrzebne itd,wieczorem pizza i piwko z znajomą para już miałam gorączke.Po 12 poszliśmy spac.Rano wstałam o 4 zrobiłam K śniadanie,pojechał na 1 zmiane. Zaraz po nim ja pojechałam do domu ale juz było cięzko.Po południu zadzwonił jak tam no to mówiłam ze nie za bardzo.Na drogi dzien już całkiem mnie rozłożyło.Matka K zadzwoniła że zatrzasneli kluczyki w aucie i czy moge przyjechac podrzucic zapasowe.Zadzwoniłam do K ze ja nie dam rady niech zadzwoni do swojej sąsiadki albo kolegi.Było ok. W ten dzien gdybym była zdrowa to bym do niego pojechała ,a kiedys on zawsze był wieczorem u mnie bo na drugi dzien miał 2 zmiane i nie musiał rano wstawac.Leki mi się konczyły na gorączke a K sie nie odzywał.Zadzwoniłam o której przyjedzie(była 19)a K-to mam przyjechać?ja -co za głupie pytanie? K- przecież jesteś chora?ja-to ja mam tylko do ciebie jeździć?K no,dooobbbra nie wiem na która sie wyrobie.Dodam tylko że od 2 m-scy prosze sie o liste gości na wesele zeby zamówić zaproszenia.Mieliśmy to zrobic w weekend ale sie nie udalo i pow.ze napiszemy we wtorek(czyli tego dnia)Nie zadzwonił do 20godz.napis.wiesz co bez łaski,nie musisz wcale do mnie przyjeżdzać i dziekuje ci ze sie martwisz i interesujesz czy sie gorzej czuje czy lepiej...nie wiedziałam że widzisz mnie tylko jak jestem zdrowa i do czegoś przydatna no ale już wiem".Myslałam ze skoro i tak ma do mnie jechac to podrzuci mi ze 2 tabletki zeby wytrzymac do rana a potem pojade do lekarza.Zadzwonił o 22 z pretensjami co to za sms itd że on nie ma zdrowia...coś rozłączyło,zadzwoniłam-on ma dosyc moich fochów urwało.ja nie zadzwoniłam on tez nie.Rano dostałam 39 gorączki i krew z nosa musiałam w takim stanie kierowac.Najgorszy dzien w życiuchcieli mnie dac do szpitala.Napisze co sie działo w smsach do K żeby jużsię nie powtarzać.Zadzwonił przed południem,akurat wychodziłam z apteki roztrzesiona.K- cześc,ja-co chciałes K-chwila ciszy usłyszał samochody-co robisz?ja -jestem na miescie a co chciałes?K doooobbra nic zadzwonie puźniej,ja-co chciał...rozłączył się.Zazwyczaj dzwonił o tej porze jak chciał żeby mu szybko cos sprawdzić w necie i podac numer lub coś podobnego.W domu czekałam do wieczora nie odezwał się.O 22 konczy prace napisałam mu tak"Miałeś zadzwonić jak mówiłeś czekałam,nawet nie zapytałeś po co jestem na mieście???!!!tylko się rozłączyłeś.A ja byłam rano u lekarza bo dostałam 39 gorączki i krew z nosa,wieczorem myślałam że bede musiała jechac na szpital.nie powinnam ci tego wogóle pisac bo jak widac i tak cie to nic nie obchodzi ale chociaz ja będe miała czyste sumienie" po 45 minutach dostałam taką odp"nie miałem czasu a i baterii,musisz wyleczyć sie z tych nerwów bo nie bedzie miedzy nami dobrze!!!!mam dość twoich nerwów,fochów,zdajesz sobie sprawe czasami ile ja mam obowiązków!!wiec czasami nim wybuchniesz to sie zastanów...do doktora idzie sie wczesniej a nie czeka do konca...i nie obrażaj mnie..."znowu byłam w szoku napisałam co się stało"wczoraj wieczorem skończyły mi się tabletki na gorączke nie byłam w stanie jechac do apteki a osoba na której podobno moge polegać nie chciała jakoś do mnie przyjechac bo byłam chora,nawet nie wiesz co dzis przeszłam,rano nie miałam sie do kogo zwrucić i z taką gorączką musiałam kierować w ośrodku dali mi zastrzyk wydarli sie ze kieruje nie chcieli puscic do domu tylko do szpitala ale kto by do mnie przyjechał jak nawet do domu nikt nie chciał dali mi leki po których nie wolno kierować a wieczorem jak bedzie źle kazali jechac na szpital,dobrze ze jest beata,nie takiej reakcji sie po tobie spodziewałam,i miedzy nami nie bezdie dobrze bo nic nie bedzie! odpoeiedz K "aha to wczoraj mi mówiłaś ze nie masz tabletek-to chyba w innym języku-sory ale nie zrozumiałem...jak możesz toczytaj co piszesz i mysl troche..."nic nie napisałam płakałam całą noc.Beata to wspulna koleżanka która zaoferowała się zawieść mnie wieczorem na szpital jak by się coś działo.Dziś leze plackiem biore leki i nie iwm co mam dalej ze swoim życiem robić???K dzwonił kilka razy przed drugą zmianą nie odbieram.nie wiem co mam mu powiedzieć?teraz napisał tak ciężko odebrać tel?!ale ja nie chce jestem załamana.Prawie wylądowałam w szpitalu a on taki sms? Co mam robić?przepraszam za błędy ale jeszce chyba mam troszkę gorączki.błagam pomużci.....

 

-- 11 lip 2014, 11:54 --

 

czy ktoś się wypowie? czy to jest banalne i nie ma sensu na ten temat rozmawiać?co mam robić?czy warto jeszcze walczyć o ten związek?czy przesadzam?czy on mnie szanuje?czy to ja jestem ta zła?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj palinka!

 

Przepraszam z góry, że to napiszę, bo możesz poczuć się urażona, ale czytając Twój wpis, odniosłam wrażenie, że nie czytam kogoś, kto ma 28 lat, ale jakąś niedojrzałą osobę. Nie wiem, czy Wasz związek ma szansę. Wydaje mi się, że "wina" leży gdzieś pośrodku. Brakuje w Waszej relacji komunikacji, szacunku, wzajemnego zrozumienia. Ty być może faktycznie zbyt nerwowo reagujesz na niektóre sytuacje, co denerwuje Twojego partnera. Twój partner z kolei wydaje się być bardzo przywiązany, być może nawet zależny od rodziców. Być może mało precyzyjnie komunikujesz swoje potrzeby, dlatego dochodzi do kłótni (mam tutaj na myśli m.in. sytuację z prośbą, by partner przywiózł Ci leki, czego on zdawał się w ogóle nie rozumieć)? Może mówisz jakimiś aluzjami, chciałabyś, żeby się domyślił, o co Ci chodzi, a mu nie bardzo wychodzi to "wróżenie"? Może dopadł Was stres przed organizacją wesela, stąd te nieporozumienia? Jesteście ze sobą dosyć długo, bo 6 lat. Przypomnijcie sobie, jak było na początku Waszej znajomości, jak potrafiliście ze sobą rozmawiać, jak się rozumieliście. Warto wrócić do tych chwil. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży, chociaż takie konflikty przed ślubem nie wróżą najlepiej. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odpowiedz.Pewnie masz rację ,że nie powiedziałam mu wprost o tych tabletkach,ale jeśli mu pisze że kazali mi jechać do szpitala to czy taka powinna być jego reakcja?Czy nie powinien ,zadzwonić co sie stało...jak się czujesz...napisac ....nie wiem czy coś takiego...Gdyby on mi tak napisał odrazu bym rzuciła wszystko i pojechała do niego....bo to przecież zdrowie...A to że to ja wierce mu dziurę w brzuchu o załatwianie spraw z weselem....dlaczego nic nie wychodzi z jego inicjatywy....?mam takie wrażenie jak bym go zmuszała do tego ślubu...teraz to nawet nie wiem co bym miała mu powiedzieć bo czuje że nie mam siły...a z jego strony nie ma żadnego zainteresowania,współczucia czy martwienia się o moje zdrowie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

palinka, a jak oceniasz Wasz związek? Czujesz się kochana, potrzebna partnerowi, bezpieczna z nim, pożądana, ta jedyna? Jak on reaguje w sytuacji, kiedy jego matka źle Cię traktuje? Staje w Twojej obronie? Odnoszę wrażenie, że on jednak trochę przedkłada swoją rodzinę (matkę, ojca) nad Ciebie. Obiecał, że będziecie mieszkać niezależnie od rodziców, po czym przebił drzwi do domu rodziców, by mieć z nimi kontakt, by oni mieli swobodny dostęp do Waszego domu, do Waszego życia. Nie wiem, czy mam rację, ale to wygląda trochę tak jakbyś musiała we wszystkim ustępować i na wszystko się zgadzać, co on powie, bo idziesz mieszkać do niego, więc wymaga respektowania jego i jego rodziców warunków. Jest tak, czy się mylę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziękuję,nie powiem żeby te odpowiedzi dodały mi otuchy...ale przecież nie o to chodzi.Cały czas myślałam ,że nie mogę się mu sprzeciwiać,stawiać na swoim,denerwować,że wszystko musi być tak jak on chce bo on buduje dom i ma tyle na głowie.Jak jego zachowanie naprawdę mnie raziło w oczy to po rozmowach zawsze wychodziło że to ja jestem ta zła.Myślałam że ze mną jest coś nie tak,że za dużo wymagam,że za dużo filmów romantycznych się na oglądałam,że tak ma być i już. Pierwszy raz jak mu zwróciłam uwagę jak jego matka do mnie powiedziała przy nim a on nic z tym nie zrobił to była wielka awantura że on nic złego nie słyszał itd.Następnym razem chyba się pilnował i zawsze mówił "nie krzycz na nią".Mam wrażenie że jak jesteśmy razem to jest tak jak być powinno,ale jak kilka dni się nie widzimy to jak rozmawia ze mną przez tel.jest nagle innym człowiekiem,niewyrozumiałym ,hamskim i jakby rozmawiał z kumplem...Czuję że powinnam podjąc decyzję,która przełoży sie na reszte mojego życia....ale nie wiem jaką....nie wiem co mam robić.Kocham go bardzo,jesteśmy 6lat więc troche już przeżyliśmy razem,nie wyobrażam sobie życia bez niego.Ale czasami są takie sytuacje ,że go kompletnie nie poznaje,że wiem że nie tak powinno być,boję się że po ślubie nie będzie mnie szanował-nie zniosłabym żyć w takim małżeństwie jak moi rodzice.Wszystko podporządkowałam jemu,wygląd,rzucenie pracy,zerwanie kontaktów z koleżanką której nie lubił,jak jesteśmy razem oglądamy tylko sport bo jego tylko to interesuje(ja kiedys uwielbiałam,horrory itd...).Całymi dniami siedze i myśle o nim.Nie widze sensu żeby wstać z łóżka bo czekam tylko kiedy dzień się skoncz,żeby znowu spać i nie myślec...Od momentu jak mi napisał ,że ma dośc moich fochów nie odzywa się,ja też nie i jest to zaledwie kilka dni a ja już psychicznie nie daje rady....to jak żyć bez niego.Z jednej strony płacze i tęsknie za nim myślę że to znowu moja wina,a z drugiej nie mogę przeboleć ze jak się dowiedział że mogę iść do szpitala to zareagował w ten sposób....wszystko jest bez sensu

 

-- 12 lip 2014, 15:00 --

 

Raz w życiu chciałam ze sobą skończyć.Byłam w ósmej klasie.Okazało się że mama ma guza w głowie i nie przeżyje operacji....ojciec pił dzień w dzień,wyzywał mnie i siostre od najgorszych....mama w szpitalu...nie miałyśmy na chleb...rodzina się odwróciła....siostra chodziła do koleżanki.Wieczorami siedziałam sama...głodna...nadsłuchując czy ojciec idzie pijany i czy znów będzie mnie wyzywał,z nożem w ręce zastanawiałam się czy warto żyć.Potym wszystkim stałam się tak poważna,że nic mnie nie cieszyło,wszystko było nudne a ja nie umiałam się z niczego cieszyć.Wszystkie związki mi się rozpadały bo po prostu nic mnie w nich nie cieszyło,nic nie było miłe....przed nikim się nie otwierałam...i wtedy pojawił się K.Przy nim zaczęłam się śmiać,bawić,ufać i zobaczyłam że jest też inne życie....bez zamartwiania sie o wszystko,czy będzie na chleb,gdzie jest ojciec,czy będzie pijany i czy znowu będzie awantura całą noc,kiedy mamie guz odrośnie,czy tym razem przeżyje operacje,czy będzie za co rachunki zapłacić...itd.Przed nim się otworzyłam,wreszcie miałam kogoś z kim mogę porozmawiać.

Jak mam sobie teraz poradzić jeśli się roztaniemy???????Przeciez nie zostanie mi nic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeczytałam Twój pierwszy wpis do połowy, dalej nie dałam rady, jak dla mnie zbyt drobiazgowy.

 

oczarował mnie swoją dobrocią,tym ze zawsze mogłam na niego liczyć,ze byłam najważniejsza

 

Mam wrażenie, że to gdzieś uciekło, że jesteś najważniejsza, że teraz Twój narzeczony realizuje swój schemat życia, przejęty od rodziny, a Ty masz być trybikiem w maszynie. Pytanie tylko czy tego chcesz.

 

czy to jest banalne i nie ma sensu na ten temat rozmawiać?

 

To jest przecież Twoje życie.

 

Czuję że powinnam podjąc decyzję,która przełoży sie na reszte mojego życia....ale nie wiem jaką....nie wiem co mam robić.

 

Skoro nie wiesz co zrobić, to może jakiś półśrodek, może na przykład wyjedź gdzieś na trochę sama, żeby złapać dystans i zobaczyć reakcję narzeczonego? Albo np. namów go na wspólny urlop, oderwanie się od wszystkiego, żebyście znowu mieli czas tylko dla siebie. Albo może powinnaś go postawić w sytuacji wyboru, np. albo będziemy mieć oddzielny dom i zaangażuje się w przygotowania do ślubu albo odkładamy ślub. Cokolwiek nie zrobisz, to według mnie będzie lepsze niż bierność. Wydaje mi się, że to jest teraz dla Ciebie największe zagrożenie - poddać się biernie biegowi wydarzeń. Jeśli masz wątpliwości, zawsze można odwołać ślub i odłożyć do nieokreślonego kiedyś, kiedy już nie będziesz ich miała.

 

Jak mam sobie teraz poradzić jeśli się roztaniemy???????Przeciez nie zostanie mi nic.

 

Nie możesz tak myśleć. Zawsze można sobie jakoś poradzić, teraz Ci się wydaje, że to niemożliwe, ale to nieprawda. Są różne drogi, żeby być szczęśliwym i wiele szans, być może będziesz szczęśliwa z kimś innym. Z drugiej strony Twój narzeczony też straciłby dużo, gdybyś odeszła, wydaje mi się, że musisz w to wierzyć i zaryzykować - to znaczy nie godzić się na to, co Ci nie odpowiada i pokazać mu, że jesteś gotowa nawet na rozstanie, jeśli nie zacznie zauważać Twoich potrzeb. Dobrze też, jakbyś naprawdę była na to gotowa, na takiej gotowości się wygrywa.

 

palinka

proponuję bys równiez zajęla sie edukacją wlasnej osoby, bo nie oszukujmy się - masz chłopa na swoim poziomie

 

Owszem, warto w siebie inwestować i się rozwijać, nie być zdanym tylko na innych, mieć swój własny świat. Ale "poziom" i wykształcenie nie czyni nikogo automatycznie szczęśliwym ani dobrym człowiekiem. Często ludzie bardzo wykształceni mają w istocie wąskie horyzonty czy nie mają zasad moralnych. Nie wpadaj w kompleksy, ale jak możesz coś zrobić dla siebie, to zrób. Na pewno masz jakieś marzenia i chcesz/chciałaś coś w życiu osiągnąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czuję że powinnam podjąc decyzję,która przełoży sie na reszte mojego życia....ale nie wiem jaką....nie wiem co mam robić.Kocham go bardzo,jesteśmy 6lat więc troche już przeżyliśmy razem,nie wyobrażam sobie życia bez niego.Ale czasami są takie sytuacje ,że go kompletnie nie poznaje,że wiem że nie tak powinno być,boję się że po ślubie nie będzie mnie szanował

palinka, jeśli masz takie wątpliwości, to jeszcze raz zastanów się, czy chcesz tego ślubu, czy nie przełożyć go na później...

Wszystko podporządkowałam jemu,wygląd,rzucenie pracy,zerwanie kontaktów z koleżanką której nie lubił,jak jesteśmy razem oglądamy tylko sport bo jego tylko to interesuje(ja kiedys uwielbiałam,horrory itd...).

To błąd, że podporządkowałaś całe swoje życie swojemu partnerowi. Wydaje mi się, że on się do tego przyzwyczaił i oczekuje, że będziesz realizowała jego i jego rodziny plan na Wasze wspólne życie. Rezygnowałaś z siebie do tej pory, to dlaczego miałabyś nie rezygnować ze swoich planów, marzeń, pragnień po ślubie? Jakoś nie bardzo widzę szczęście u Ciebie. Nie w takim nastroju powinna być przyszła panna młoda. Uważam, że powinnaś podjąć konkretną decyzję, co dalej z tym związkiem i porozmawiać o tym ze swoim Narzeczonym w cztery oczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Palinka z tego co czytam to niestety, ale co Ty robilas przez te 6 lat w zwiazku? Nie masz wyksztalcenia, z tego co piszesz to facet Cie pomiata, pewnie juz mu chec do zeniaczki sie skonczyla. Najpierw bylo zrobic jakies kursy itd, i faktycznie bedziesz zawsze pomiatana bo sie do domu nie dolozylas to Cie nie szanuja i pomiataja...najpierw to Ty odpusc sobie slub, tylko wez sie za siebie, skoncz kursy, znajdz jakas prace stala...i moze tez idz do jakiejs kosmetyczki -fryzjerki, na kurs tanca nie jestes jeszcze w podeszłym wieku, a co Ty myslisz, ze na facecie sie swiat konczy? Zadbaj o siebie, a jak to jest prawdziwa milosc to facet tez sie ogarnie i poczeka, a nie zachowuje sie jak burak. A jak nie, to facetów pełno na tym swiecie i trzeba sie soba zajac a nie byc popychadlem, nawet Ci lekow nie przywiozl i on chce slubowac ze bedzie szanowal i kochal do smierci i w chorobie? :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pewnie juz mu chec do zeniaczki sie skonczyla

 

Tego akurat nie wiemy, wydaje mi się, że raczej lekceważy formę i potrzeby narzeczonej bo się zatracił w pracy i odzywa się w nim podejście do życia wyniesione z domu (od którego ciężko się uwolnić), niewiele widać oczekuje od życia, w dodatku rodzina go nakręca negatywnie traktując Cię palinka jak obcą, która nie wiadomo czego chce oraz jak kolejną parę rąk do darmowej pracy, masz dla nich zasuwać i niczego nie oczekiwać, tylko się podporządkować. Moim zdaniem to, że narzeczony olewa własny ślub jest powodem, żeby ten ślub odwołać czy zawiesić, skoro nawet przygotowania do ślubu go nie interesują, to nie musisz sama na siłę tego ciągnąć, a to sygnał, że nie dostrzega tego, co dla Ciebie ważne (i dla niego powinno być), a po ślubie się to samo z siebie się nie poprawi, raczej może być jeszcze gorzej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciężko się czytało Twój wpis... Zero akapitów, interpunkcja na chybił trafił, błędy ortograficzne. :roll: No ale dałam radę.

 

Spójrzmy prawdzie w oczy; nie jesteś z nim szczęśliwa. Gdyby mnie coś "nie grało", to w życiu bym ślubu nie brała. Przed ma być niemal idealnie, bo później przychodzi codzienność, problemy, finanse, obowiązki. Jeśli w czasie narzeczeństwa jest źle, to co dopiero rok, kilka lat po ślubie, gdy życie staje się trudniejsze?

 

Jego przywiązanie do rodziców jest duże, zauważam też, że Jego rodzice nie przepadają za Tobą. Macie wspólny dom, będzie ciężko Wam razem mieszkać. Nie szanują Cię. Ja miałam tak, że rodzice bardzo lubili mojego męża, teściowie mnie również ale nie zgodziliśmy się na wspólne mieszkanie, czy budowę domu na działce obok domu moich rodziców. To jest nasze życie, zaczynamy tworzyć nową rodzinę i nie chcieliśmy ingerencji rodziców. Jestem ja, mąż i póki co kropka. A jesteśmy młodsi o 5 lat od Was.

 

Ja bym Ci osobiście odradzała małżeństwo. Rozumiem jego chęć pozostania na swojej gospodarce ale Ty będziesz się w tym męczyć. Już jesteś nieszczęśliwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za rady. Przepraszam ,że tak to napisałam ,ale byłam taka roztrzęsiona...

Wszyscy się czepiają wykształcenia-przecież nie jestem po podstawówce? Co prawda tylko szkoła średnia ,ale jak nie miałam za co do szkoły jeździć to chyba nie mogłam nawet marzyć o dalszej nauce...Nie siedziałam biernie tylko coś próbowałam zrobić.W malutkim miasteczku gdzie są same kościoły i nie ma się "znajomości"ciężko o jakąkolwiek pracę...Chodziłam na wszystkie możliwe prace dorywcze....itd ale to szło na bieżące wydatki(rachunki,żywność,leki mamie). Nigdy nie traciłam na drogie ciuchy,kosmetyki itd. Zaczęłam wyjeżdżać na sezonową prace do Niemiec.Zrobiłam prawo jazdy,wyremontowałam sobie pokój,poprawiłam warunki w domu,kupiłam sobie auto żeby mieć wiekszą szansę na znalezienie pracy (jak słyszeli że dojeżdżam autobusem to od razu byłam skreślona).

Moim marzeniem było wyjechać za granice na dłużej żeby się czegoś w życiu dorobić,coś mieć....Wrócić po kilku latach i żyć na normalnym poziomie.Kiedy związałam sie z K zrezygnowałam z tego bo to oznaczało by zakończenie związku.

Teraz mieliśmy wspólne marzenia,żeby mieć swoje cztery kąty i założyć rodzine....

 

Z tym ślubem to faktycznie,dlaczego ja mam go do wszystkiego zmuszać,prosić i przypominać....Powiem mu o tym i o przełożeniu ślubu na kiedyś.Jeśli mnie kocha,chce tego ślubu i po prostu się zatracił w budowie domu to powinien jakoś zareagować...a jeśli będzie mu obojętne to znaczy.... że mu nie zależy.

Zacznę wychodzić do koleżanek,odnowie stare znajomości....Nie będe siedziała całymi dniami i czekała czy zadzwoni czy przyjedzie...spróbuje zbudować jakś swój malutki świat.Najlepiej by było gdybym miała pracę ale z tym będzie ciężko.Narazie nie dam rady wyjechac tak jak kiedyś myślałam,bo za bardzo go kocham.Boję się że całe życie bym tego żałowała. Zobaczę co bedzie dalej....

Może jakoś to wszystko przeżyje.... :cry:

Dziękuję za odpowiedzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

palinka, nie czepiam się Twojego wykształcenia, sama mam tylko średnie. Spokojnie...

 

Nie umiem sobie nawet wyobrazić jak Ci ciężko... Masz chorą mamę, tatę lekkoducha, trudnych teściów i faceta, który średnio odnajduje się w sytuacji... Po prostu wydaje mi się, że jeśli na tym etapie jest źle, Twoje relacje z teściową nie są poprawne, a Twój facet nie interesuje się Twoim zdrowiem, ani sytuacją w Twoim domu, to po ślubie będzie jeszcze gorzej. Wkroczysz na "teren" teściów. Będą wymagać, nakazywać, poniżać. Narzeczony jest pod pantoflem mamy, boi się odezwać, sprzeciwić. Tak być nie powinno!

 

Sytuacja z przekuciem drzwi, łączącym mieszkania jest NIEDOPUSZCZALNA! Zgodziłaś się na mieszkanie pod warunkiem niezależności Waszych mieszkań, a ten warunek został złamany. Tak się nie robi.

 

Spróbuj się uspokoić i w cztery oczy porozmawiać ze swoim mężczyzną. Powiedz mu co Cię boli, czego się obawiasz, co czujesz, co jest dla Ciebie nie do przyjęcia. Kompromisy, to podstawa związku! Nie można oszukiwać drugiej osoby i w ważnych kwestiach stawiać przed faktem dokonanym. :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

refren, ale kształcenie się otwiera horyzonty, pokazuje ze mozna inaczej, w jakis sposob aplikuje wzorce. nic nie przesądza o tym jakim ktos jest czlowiekiem, ale jesli ktoś ma np problemy z doborem slownictwa i ubogi albo nieskładny jezyk a takze ledwie zaliczona maturę to nie znajdzie kogos na poziomie,tylko bedzie skazany na takie marne ochłapy, które niczego nie potrafią ale potrafią miec wymagania i tradycyjne wartosci (żryc , srać i kopulowac).

Nie chodzi mi o to, by miec wyzsze wyksztalcenie, bo tak naprawde nawet mechanik ktory jest dobrym specjalista musiał się w tym kierunku kształcić.

Jednakze wsrod męzczyzn słabo wykształconych bądź niewykształconych panują zaściankowe poglądy i wąskie horyzonty,które we współczesnym swiecie nie ułatwiają egzystencji.

palinka, trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia, trudne dzieciństwo zobowiazuje. Nie ma znaczenia jak bardzo mialas przejebane dziecinstwo, znaczenie ma fakt ześ leń patentowany- nie zrobiłaś nic by nauczyc sie czegos ponad to czego "nauczono " Cię w dziecinstwie.

jak nie miałam za co do szkoły jeździć to chyba nie mogłam nawet marzyć o dalszej nauce..

wszystko co w zyciu osiagnelam(w osiagnelam wiele) zrobilam wlasnymi rekoma, wiec nie pierdol mi tu glupot, sa mozliwosci,chociazby stypendium, najpierw socjalne ,potem naukowe itp.ale nie chce mi sie tu na ten temat rozprawiac.

Teraz mieliśmy wspólne marzenia,żeby mieć swoje cztery kąty i założyć rodzine..

a co potem? nie szanujesz siebie Twoja sprawa, ale pomysl jaką krzywdę zrobisz swoim dzieciom.

nie dosc ze nie doszlas do jakiegokolwiek porozumienia sama ze sobą to w dodatku juz chcesz robic dzieci.

ja pierdolę,brak mi słów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szczerość jest cenna i warto czasem kogoś "postawić do pionu", ale jeśli piszemy, że ktoś ma sam siebie szanować to dajmy przykład i szanujmy go też. Jeżdżenie po kimś niewiele wnosi (poza tym, że ktoś może się na chwilę dowartościować dowalając komuś) i nie sądzę, żeby palinka była np. leniem. Kryzysy i problemy zdarzają się każdemu. palinka, jesteś wystarczająco wrażliwa i mądra, żeby wyjść z całej tej sytuacji obronną ręką.

 

Z tym ślubem to faktycznie,dlaczego ja mam go do wszystkiego zmuszać,prosić i przypominać....Powiem mu o tym i o przełożeniu ślubu na kiedyś.Jeśli mnie kocha,chce tego ślubu i po prostu się zatracił w budowie domu to powinien jakoś zareagować...a jeśli będzie mu obojętne to znaczy.... że mu nie zależy.

Zacznę wychodzić do koleżanek,odnowie stare znajomości....Nie będe siedziała całymi dniami i czekała czy zadzwoni czy przyjedzie...spróbuje zbudować jakś swój malutki świat.

 

:great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Palinka nie musisz miec doktoratu czy studiow wyzszych ale jakies kursy itd ktore pozwoliłyby Ci miec stała prace. Niestety ale z tego co widzę to jak dziewczyna nie ma własnej niezaleznosci to pozniej takie sytuacje, wielka milosc sie skonczy po kilku latach a facet z pretensjami olewa itd bo nagle "oczy mu sie otwieraja" i zaczyna wypominac, a to sie nie dolozylas, a to siedzisz w domu nic nie robisz i zostajesz popychadlem. Twoj narzeczony nawet nie raczył Ci dac pierscionka dopiero jak na nim wymusilas, nie raczył isc z Toba zalatwiac sprawy slubu, wyglada na to ze on tego nie chce. A Ty uczepiłas sie mysli ze go kochasz i chcesz z nim byc nawet dac sie tak traktowac? Tak jak piszesz zrób malutki swiatek dla siebie, a nie dla faceta jak do tej pory....i co Ci po tym ze nic nie robilas bo mu posiwecilas?On tego nie docenia...dlatego nawet bedac w zwiazku trzeba miec swoje SWOJE tylko swoje jakeis plany itd.

 

-- 13 lip 2014, 15:25 --

 

refren, nikt nie mowi ze dziewczyna jest leniem ani jej nie dowala, tylko pokazuje inny punkt widzenia...to moze mamy przytaknac ze sie jej uklada bo facet ma gdzies, nie chodzi z nia zalatwiac spraw itd itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×