Skocz do zawartości
Nerwica.com

Minął już rok odkąd ukończyłem studia, inaczej to sobie wyob


cadarxx

Rekomendowane odpowiedzi

Właśnie mam rocznicę ukończenia studiów. Kiedyś nie mogłem się doczekać, aż zakończę edukację. Nie lubiałem chodzić do liceum, bo nie miałem kolegów, na korytarzu na przerwach stałem sam jak ten palec, nie miałem zbytnio ochoty na naukę, przez co bałem się wielu lekcji. Szkołę ukończyłem tylko dzięki dobrze opracowanemu planu, na jakie sprawdziany mam się choć trochę pouczyć, a co totalnie mogę olać. Tym sposobem na wielu klasówkach byłem "swieży", nawet nie otwierałem zeszytu, żeby choć trochę poczytać. Mój plan zawierał też to, kiedy w szkole muszę być, a kiedy mogę sobie zrobić nawet kilkudniowe lub tygodniowe wagary. Tym sposobem plasowałem się w pierwszej piątce osób, które miały najwięcej nieobecności, tylko że moi rodzice zawsze byli wyrozumiali i pisali mi usprawiedliwienia. Ukończyłem liceum, które było dla mnie piekłem, bo jakby tego wszystkiego było mało, to często byłem obiektem drwin(tak to jest, jak człowiek jest nieśmiały i boi się postawić).

Postanowiłem iść na studia. Na studiach miałem już kilku kolegów, ale wogóle nie byli mi do szczęścia potrzebni, liceum przyzwyczaiło mnie do samotności. Na studiach było podobnie jak w liceum, tylko nikt już ze mnie nie kpił, choć dalej byłem nieśmiały. W dalszym ciągu jednak wogóle nie chciało mi się uczyć a jak wiadomo ciężko jest ukończyć wyższą szkołę, jak się nie chce poświęcić choć trochę czasu. Ułożyłem sobie podobny plan jak w liceum tyle tylko, że o mało co się na tym nie przejechałem, bo już byłem jedną nogą poza uczelnią, ale cud sprawił, że się prześlizgnąłem.

Ciągle marzyłem, żeby ukończyć to jak najszybciej. Na ostatnim roku grupy się trochę wymieszały i była tam pewna dziewczyna, która wpadła mi w oko, wreszcie się odważyłem, aby do niej wystartować(zawsze się bałem, choć podobałem się co niektórym). Ta znajomość to było moje przekleństwo, choć okaże się to dopiero później.

 

 

Gdy ukończyłem wreszcie studia, to byłem mega szczęśliwy, że wreszcie nastąpił koniec tej mojej szopki zwanej nauką do której wogóle nie miałem motywacji, że uwolniłem się od dziewczyny, z którą moja znajomość była toksyczna(choć najgorsze dopiero przedemną), wykańczająca. Wydawało mi się, że teraz nastąpi najlepszy okres w moim życiu, że wreszcie będę mógł wykorzystać mój spryt w zarabianiu pieniędzy.

Z początku tak właśnie było(dokładnie wszystko opisałem w innym moim temacie, więc teraz streszczę to dla tych, którzy tamtego tematu nie czytali). Zarabiałem spore pieniądze, zakup własnego mieszkania okazywał się coraz bardziej realny, na dodatek ponownie spotkałem tamtą dziewczynę. Nasze spotkania były o wiele lepsze niż wcześniej, było romantycznie, prawie byliśmy parą. Postanowiłem wprost powiedzieć jej co do niej czuję(a sporo czułem). W tamtym okresie spadły na mnie 2 potężne ciosy.

 

Cios pierwszy.

Po jakimś czasie ta dziewczyna miała mi dać odpowiedź czy chce ze mną być. Jej odpowiedź była odmowna, a styl w jakim to zrobiła wpędził mnie w silne załamanie nerwowe. Zwyczajnie powiedziała mi, że zabujała się w kimś innym(choć teraz sądzę, że to była nieprawda). Powiedziała to bez żadnych skrupułów, bez żadnego wzruszenia, potraktowała mnie jak nic nieznaczącego śmiecia.

Ok, nie był to dla mnie koniec świata, bo interesy szły bardzo dobrze, więc załamanie długo nie trwało. A tu nagle nastąpił drugi, nokautujący cios który bolał tak, jakby go zadał sam Mike Tyson.

 

Cios drugi.

Straciłem wszystkie swoje pieniądze przez własną chciwość i wyjątkowego niefarta(który towarzyszy mi przez całe życie). Nastąpiło to pod koniec zeszłego roku i tym sposobem zaczął się najgorszy okres mojego życia. Miałem liczne myśli samobójcze, a nawet plan, który już prawie zrealizowałem, ale jednak się powstrzymałem(nie chciałem robić przykrości rodzicom i bałem się kalectwa jakby się jednak nie udało).

 

 

 

Tym sposobem rozpocząłem okres silnego załamania nerwowego, niechęci do wszystkiego i totalnej wegetacji z brakiem perspektyw na przyszłość który trwa do dziś. Rok temu w życiu bym nie pomyślał, że tak to się wszystko potoczy. Okres, który miał być najlepszy w moim zyciu okazał się być najgorszy. Wszystko inaczej sobie wyobrażałem, nie tak to miało być. Gdyby ktoś mi rok temu powiedział co się stanie, to w życiu bym nie uwierzył, bo przecież miałem już za sobą edukację, która wówczas była moim najgorszym problemem.

Chciałbym się cofnąć do lat szkolnych, które był dla mnie w pewnym sensie cierpieniem, ale w porównaniu z tym co jest teraz, to była sielanka.

 

 

Morał.

Jeśli ktoś się załamuje, bo na studiach czy w szkole źle mu idzie, to mam złą wiadomość- w dorosłym zyciu dopiero dostaniecie po dupie :? .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziewczyna... no cóż, jej zachowanie świadczy o niej. Dobrze, że zrobiła to dość szybko, pomyśl jak by to wyglądało, jakbyście ze sobą zaczeli razem mieszkać itp. i ona by to powiedziała po kilku latach... Nie możesz znowu zarabiać tym samym sposobem?

Co do cofnięcia się do lat szkolnych, to ja też o tym myślę... Konkretnie do ostatnich klas podstawówki... Jednak jak przypomnę sobie co poniektórych nauczycieli i lekcje z nimi, to mi się odechciewa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cadarxx , czy ty juz przypadkiem nie pisałeś tego wcześniej? tekst wydaje mi się dziwnie znajomy...

 

Wcześniej to wszystko dokładnie opisałem, a teraz tylko streściłem, bo ta opowieść nie była głównym wątkiem tematu. Głównym wątkiem było przesłanie, że czasem człowiek czeka na coś wspaniałego, a zdarza się coś najgorszego. Tak właśnie było ze mną. Myślałem, że czeka mnie najlepszy okres mego życia, a stało się zupełnie odwrotnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nienawidzę szkoły chodzić do szkoły i słuchać do szkoły. Tam jest masa debili mułów i ćwierćinteligentów. Kocham weekendy w roku szkolnym bo mogę pospać i schować się w domu. Czasem wyjdę żeby pochodzić albo pojeździć na rowerze. Czekam na pieprzony weekend cały tydzień nauki, i jak się zaczyna to jestem wniebowzięty. Teraz mam wakacje i powinienem się cieszyć ale się nie cieszę tylko jestem wkur**** bo muszę siedzieć na dupie w domu, gdyż debile ze szkoły kręcą się w stadach na zewnątrz. Nienawidzę wakacji. Więc ciekaw jestem co będę robił jak skończę szkołę(której też nienawidzę). Może pojadę w Alpy albo coś i ku*** zamarznę tam w cholere

 

Pozdrawiam i życzę miłego urlopu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zagubiony148, ojojoj!!!! ktoś tu ma BAAAAAARDZO duży problem...W twoim poście , wszechobecne jest słowo NIENAWIDZĘ.Przestań nienawidzić....A zacznij od siebie.....Masz jakiś wewnętrzny konflikt.Spójrz do lustra i odpowiedz , czy lubisz siebie???? Jestem pewna , że napiszesz NIENAWIDZE! Jak ktoś , kto nienawidzi siebie , może lubić innych??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak ktoś , kto nienawidzi siebie , może lubić innych??

 

A Zagubiony napisał gdzieś, że lubi innych? Ja się oficjalnie przyznaję, że nie znoszę gatunku ludzkiego. Ludzie w większości to oszuści, chamy, sadyści. Na każdym kroku można się spotkać z przemocą, cwaniactwem, próbowaniem oszukania innych w celu zdobycia własnych korzyści, zdradą, tępieniem słabszych, wyśmiewaniem kalek(o Maciusiu z Klanu to chyba na każdym forum było), zakłamaniem(twarzą w twarz mówią jedno, a za plecami drugie). I jak tu lubieć ludzi? Oczywiście są wyjątki, jest jeszcze trochę człowieczeństwa na tym świecie(głównie u ludzi starszych, bo młodzież jest kompletnie zepsuta), ale niestety coraz mniej. Podejrzewam, że niebawem nie będzie już żadnych zasad moralnych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

o przepraszam bardzo ja zepsuty nie jestem:)

I również wkurzała mnie ta sytuacja z tym chłopcem...Maćkiem z Klanu...nie rozumiem jak można zrobić taką scene po której wiadomo przeciez było że będą sie z tego chłopca śmiać.rózni ludzie....Ci co robią Klan nie pomyśleli w ogóle o tym jak będzie sie czuł ten chlopiec :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak sobie myślę o tej przyjaźni i o szczerych rozmowach...I dochodzę do wniosku,że ludzie nie lubią cudzych problemów,męczy ich słuchanie i drażnią łzy innych..Szybko się odsuwają od tych którzy naprawdę potrzebują odrobimy zrozumienia i WYSłUCHANIA.. Uciekają od tych którzy przez swoją szczerosć szukają przyjaciół..To boli jak jasna cholera jeśli po czasie zaczyna się zauważać znów powtarzające sie zachowanie typu..nie mam czasu..muszę gdzieś jechać..nie mam teraz możliwosci sie spotkać...I po raz kolejny zostaje się samemu..i po raz kolejny pozostaje wściekłość na siebie ,że znów się zaufało niepotrzebnie..znów sie zaangażowało i zbyt wiele powiedziało w nadzieji że to będzie ta osoba z którą mogę dzielić się kłopotami...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coś w tym jest co pisze Marla30MR, chociaż ja dzięki nerwicy poznałem wiele osób na których mogę polegać... większość tych osób jest właśnie z tego forum. Myślę sobie, czy to nie choroba sprawia, że postrzegamy ludzi przez pryzmat własnego cierpienia i dzięki temu jesteśmy bardziej otwarci na problemy innych?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×