Skocz do zawartości
Nerwica.com

Witajcie ! Bardzo proszę was o radę / opinię.....


CITRIA

Rekomendowane odpowiedzi

Jestem tu nie pierwszy raz ale wreszcie pora bym coś napisała....

 

Mój problem jest dosyć zlożony wiec powiem tylko o tym co nie najbardziej boli.... a wy wszyscy forumowicze, napiszcie prosze cokolwiek wam przyjdzie do glowy jako komentarz.

 

Od kilku lat moje życie zatacza kręgi.

Najpierw mnie ktoś skrzywidził (mój chłopak znęcał się nade mną psychicznie, raz nawet mnie zgwałcił..., byłam w jakiś dziwny sposób od niego uzależniona psychicznie i trochę potrwalo zanim zdobyłam się na odwagę by z nim zerwać )

potem miałam nerwicę (pewnie do dziś nie wyleczoną, bo spanikowałam przed terapią grupową, na ktora skierowal mnie psychiatra), stany lękowe,bole w okolicy serca, koszmary senne w których on mnie bije, a z ktorych ja budzilam sie zlana potem(choć nie robil tego w rzeczywistosci)

by zapomnieć o krzywdzie, nerwicy i lekach... wpadłam w ramiona innego, nie kochałam go ale był dla mnie dobry, byl zapomnieniem tego co złe, odskocznią... nie sądziłam że on tak się zaangażuje....

Ja która sama szukałam zapomnienia od krzywdy, skrzywdziłam go, mówiąc że go kocham... bo tak mi się niegdyś zdawało... A potem nagle przyszła pustka w sercu, poczułam się całkowicie wypalona, zniewolona, uciekłam od niego....

Miotałam się w nieszczęsciu, rzucilam sie w wir pracy, byla tylko jedna osoba, ktora uwazalam za przyjaciela. Znalam jego i jego zone zanim byli malzenstwem. Opowiadalam mu o swoim poczuciu winy za wszystkie moje porazki, te rozmowy duz mi dawaly... Jednego wieczora gdy upilismy sie razem, "uwiodl" mnie... - a raczej on zdecydowanie przeszedl do rzeczy a ja opieralam sie dosyc krotko...

wzielam udzial w zdradzie malzenskiej, i to kilka miesiecy po jego slubie.... tylko dlatego ze moje hamulce zawiodly (pewnie tez z powodu alkoholu) i dlatego ze czulam sie mala opuszczona samotna pelna zalu i nienawisci do siebie...

skrzywdzilam osobe ktora bc moze ngdy sie o tym nie dowie... jego zone. i siebie rowniez.

 

i po tym zdarzeniu znienawidzilam sie jeszcze bardziej. jak moge sobie wybaczyc ?

 

zostalam skrzywdzona, po czym sama krzywdze innych... jak wyjsc z tego zakletego kregu ?? boje sie zaczac teraz cokolwiek i z kimkolwiek bo znowu bede przyczyna bolu cierpienia krzywdy

 

moje zycie to strach przed sama soba i przed swoimi slabosciami. nienawidze siebie.

 

do psychologa ani psychiatry na razie nie pojde. za bardzo jestem przerazona soba. znacie moze dobrego psychologa/psychiatre on-line ??

 

moze czujecie do mnie obrzydzenie, mam dopiero 25 lat a jestem wrakiem zyciowym .... prosze was jednak o rade, komentarz, cokolwiek.......

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

CITRIA ciesze się, że wyrzuciłaś to z siebie! To pierwszy krok do tego, żeby poukładać sobie życie! Moim zdaniem źle zrobiłaś, że nie poszłaś na terapię grupową. Myślę, że dużo by Ci dała, więc jeśli masz szansę, zapisz się, a przynajmniej idź do dobrego psychiatry - nie on-line, ale 'na żywo'. Sama nie dasz rady się z tym uporać, bo nienawidzisz siebie, a na terapii będziesz mogła wyrzucić wszystko z siebie i poszukać zrozumienia. I pamiętaj - nikt do Ciebie nie czuje obrzydzenia!

 

Trzymaj się! :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

citria nikt nie czuje do Ciebie żadnego obrzydzenia

Zgadzam sie z jeannette,ze to jest pierwszy krok,ze napisalas o tym-wyrzucilas to i co nie jest Ci choc trochę lepiej??

Duzo przezylas i musisz kochana cos z tym zrobic,aby normalnie zaczac funkcjonowac,nie bac sie ludzi i otoczenia-wybierz sie na terapie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a moim zdaniem lekarze sa w pewnym sensie od tego zeby pomoc nam poukladac nasze mysli i emocje, potem postarac sie je zrozumiec i wskazac nam droge do poradzenia sobie z tym wszystkim...

tez myslalam ze sama dam rade. byl kryzys, potem mi przechodzilo i bylo wesolo. nastepnego dnia to samo i tak w kolko. to tylko odwlekanie. pomoc psychologa jest niezbedna. pamietaj ze z dnia na dzien twoj stan nie bedzie stal w miejscu. bedziesz sie zadreczac coraz bardziej i bardziej. i bedzie coraz gorzej... idz do psychologa. mam taki troszke znowu kryzys teraz. moze dla tego tak smetnie pisze. ale bedzie dobrze:) zobaczysz:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć CITRIA. Miło Cię poznać.

 

Życiowe przejścia i alkohol nie dają nikomu prawa ranić innych, dlatego nie powiem - stało się. Teraz pozostaje jedynie nauczyć się z tym żyć i wyprostować własną drogę. Ponieważ zarówno jesteś ofiarą myślę, że powinnaś jednak skorzystać z pomocy specjalisty, aby uniknąć takiego odreagowywanie w przyszłości a przy okazji wybaczyć sobie (wybaczenie nie oznacza zapomnienia) i stworzenia sobie perspektyw na szczere szczęście w przyszłości. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Citria, proponuję Ci spotkanie z psychologiem lub psychiatrą "na żywo". Ja jestem już po jednej terapii, na która chodziłam dodatkowo z moim 6-letnim dzieckiem i muszę powiedzieć, że przez trzy lata mieliśmy obydwoje święty spokój bez żadnych leków.

Nie zadręczaj się, będzie coraz gorzej, wpadniesz w błędne koło.

Szczera rozmowa z lekarzem na pewno ci nie zaszkodzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

CITRIA ja Cie rozumiem. Sama żyłam w długim, chorym związku, i wiem jak trudno potem sam na sam zmierzac sie z tą przeszłością, która cały czas rzuca cień na nasze życie, i sprawia ogromny ból.

 

Rozstałam się z nim w listopadzie, a do tej pory mam koszmary, jak tez mnie bije (choc tego akurat nie robil). Do tej pory tez walcze z poczuciem winy za jego stan(podobno przeze mnie dostal zapasci sercowej, depresji i chyba wczoraj sie zabił?). A w czasie zwiazku potrafił mnie wyzwac, szantażowac... i tez doszło do gwałtu.

 

To co teraz mi pomaga to książka "Biegnąca z wilkami", bo dzięki niej zaczynam wierzyc w wartosc siebie. polecam. pozdrawiam:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jak wyjsc z tego zakletego kregu ??

Ważną rzeczą jest zrozumieć, że to nie jest żadna klątwa ani kara tylko nasze ludzkie błędy, których można uczyć się popełniać coraz mniej oraz choroba, z którą trzeba walczyć.

 

do psychologa ani psychiatry na razie nie pojde. za bardzo jestem przerazona soba. znacie moze dobrego psychologa/psychiatre on-line ??

Niestety takich rzeczy nie da się załatwić zdalnie ani wirtualnie. Chyba tylko z nami pogadać, do póki nie dojrzejesz do pójścia.

 

Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pochwalę się wam wszystkim 2 rzeczami :)

 

1. w piątek byłam na 1. "psychowizycie" :) dostałam asentrę ale boję się jej brać a że czuję się dobrze, na razie odkładam to "na jutro", wiem ze to zła taktyka ale...hmm a może to lęk przed "byciem na prochach" ???

 

2. wczoraj, czyli w sobotę miałam wspaniały dzień, czułam się najlepiej chyba od ... nie pamiętam kiedy , ale na pewno od września 2007 roku tak dobrze ze mną nie było... nie wiem czy to reakcja na 1 wizytę u lekarza (choć w piątek z wizyty nie byłam bardzo zadowolona, bo byłych rzeczy o których bałam/wstydziłam powiedzieć...ale jednocześnie ani razu nie skłamałam), w każdym razie każdemu z Was moi drodzy życzę tylko takich dni !!!

 

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:48 pm ]

Dzięki wszystkim którzy trzymali za mnie kciuki! ja również trzymam za was!

 

Myślę że już wystarczająco "oczerniłam" się tutaj, pisząc to co najgorsze w moim życiu... Staram się już nie zadręczać w nieskończoność, znalazłam obiektywnego rozmówcę, który uświadomił mi między innymi że byłam napastowana przez tego żonatego rzekomego "przyjaciela"... Nie próbuję tu umniejszać swojej winy, próbuję jedynie nanieść lekkie "korekty" na mój życiorys, a raczej na to jak sama postrzegam moja przeszłość. Ta osoba, to internetowy przyjaciel, więc staram się wierzyć że jej osądy są szczere...

 

Zamierzam powoli wrócić do normalności. Koniec ze skrzywionym obrazem samej siebie i mojego świata. Koniec z toksycznymi związkami, z bezmyślnością i naiwnością.

 

Żeby tak jeszcze dało się nie zakochiwać w niewłaściwych facetach... ;)

 

Mam nadzieję że znów będę żyć i planować przyszłość. Że poradzę sobię i znów, tak jak kiedyś, będę walczyć i wygrywać.

 

Moje lęki - UWAGA ! - nadchodzę !!!!!! :D

 

Wiem że to dopiero początek drogi, wiem ze terapia będzie długa i trudna, ale mam nadzieję że zrozumiem wreszcie DLACZEGO postępowałam czasem tak a nie inaczej i dlaczego jestem/byłam taka słaba...

 

pozdrowienia dla wszystkich ! :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

CITRIA Już wystarczająco "oczerniłaś" się tutaj... :)

 

Teraz jest zmiana w Twoim życiu - wychodzisz na przeciw lękom.

 

Trzymam kciuki za powrót do normalności, jasny obrazem samej siebie i świata, zakochiwanie się we właściwych facetach, aktywne życie i planowanie przyszłości, radzenie sobie, walkę i wygrywanie...

 

Pozdrowienia!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

CITRIA ja Cie rozumiem. Sama żyłam w długim, chorym związku, i wiem jak trudno potem sam na sam zmierzac sie z tą przeszłością, która cały czas rzuca cień na nasze życie, i sprawia ogromny ból.

O ironio... a mimo wszystko nadal się za tym kimś tęskni... mam nadzieję, że tylko ja tak mam :( Nie potrafię się z tego uczucia wyzwolić :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też tęsknię ale tylko za niektórymi rzeczami. Najgorsze jest to że u psychiatry mówię "źle mnie traktował" i za chwilę nie wiem jak to uzasadnić! Mój umysł ucieka tak bardzo od zlych wspomnien, traktuje je jakby nie istnialy...wszystko do czasu, wtedy wszystko wraca do mnie i uderza ze zdwojoną siłą.

 

czy wy też macie problem z uzasadnianiem tego co się wydarzyło? Dlaczego tak szybko zapominam to co złe ?

:/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesli chodzi o mnie, to tylko troche tesknie.. Czasami miałabym ochote wsadzic mu nóż, za wszystki bóle. Tylko wiem, ze tez ponosze wine za to, że pozwalałam mu sie upokarzac, zgadzac się na rzezczy, które wymuszał szantażem.. i czuje sie winna. Jakbym byla odpwiedzialna za wszystko.

 

CITRIA, nie umiem się podniesc po wczorajszej rozmowie. Wszystko sie przypomniało.. Od rana dłonie mi sie trzesa. Mam mdlosi, kamien w brzuchu, czuje sie nikim i chcialabym "zwymiotowac" te wspomnienia, które odbieraja mi chec do zycia.

 

Za pare miesiecy pewnie to sie zmieni. Umysl ludzki tak sie zachowuje.. Po czasie ubarwia złe wspomnienia, bo nie mógl by z nimi funkcjonowac. Zniszczyłby się. Tak mysle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czy wy też macie problem z uzasadnianiem tego co się wydarzyło? Dlaczego tak szybko zapominam to co złe ?

Oj, chciałabym znać antidotum na tego typu postępowanie. Mi do 'niepamięci' dołączyło się poczucie winy. Teraz to ja jestem ta gorsza, obwiniam się o wszystko i nadal czuję lęk, że nic lepszego (w ogóle: dobrego), mnie już nie spotka w życiu. Gdzie się podziała moja pewność tego co chcę i czuję no i siła (wręcz desperacja) do dążenia do szczęścia... Tylko khasia kurcze, jak długo to zapominanie będzie trwało :?::?::?:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko khasia kurcze, jak długo to zapominanie będzie trwało

 

może kiedy nauczymy sie patrzec w przyszłośc?:( i na miejsce to co jest złe, ulepimy to co dobre?

nie wiem, kurcze jestem rozbita. ex chce sie naprawde zabic, a ja czuje sie bezsilna i jeszcze bardziej zwiazana ze zlymi wspomnieniami, jak i z dobrymi ktore nagle sie przede mna otwieraja i sie zastanawiam a moze bym wrocila i zapobiegla tragedii:/ czemu to zycie jest takie skomplikowane, gorzej niz w jakims tasiemcu? ja sie tak nie bawie;/ chce zlozyc skarge na zycie;)

jak myslicie, powinnam sie czuc winna za jego stan? powinnam wrocic, choc jak pomnysle o nim mam mdlosci, i zamet w glowie? powinnam sie poswiecic?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ak myslicie, powinnam sie czuc winna za jego stan?

Absolutnie :?

 

powinnam wrocic, choc jak pomnysle o nim mam mdlosci, i zamet w glowie? powinnam sie poswiecic?

Absolutnie :?

 

Jeśli czujesz się totalnie wypalona, nie widzisz drogi wyjścia, jeśli czujesz, że zrobiłaś co mogłaś, nie rob tego.

 

Rozumie, czego się boisz - wyrzutów sumienia własnych, a z drugiej strony oskarżeń, gorzej - dwuznaczności spojrzeń, słów otoczenia... Rozumie, ponieważ dwa lata ze strachu przed tym właśnie, że mój ex się zabije tkwiłam w chorym związku. Rok trwało, zanim nie doszłam do wniosku, że albo zakończę związek albo skończę z sobą... i mimo pogróżek z jego strony on nic sobie nie zrobił. Ale znam i przypadki, w których taka osoba spełnia swoje pogróżki - mimo wszystko uważam, że większym złem jest tkwienie w związku bez szans, patrzenie z obrzydzeniem na drugą stronę, z czasem rodzi się i nienawiść. Doszłam do wniosku, że lepiej kończyć takie toxic wcześniej niż później, kiedy może dojść do większych tragedii... Wyobrażasz sobie, że on miałby do Ciebie potem pretensje, że zniszczyłaś mu życie :?::? A o tym, co z Ciebie by zostało nie wspomnę nawet - nie trzeba...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsza to musicie sobie wybaczyc i przestac zamartwiac nad tym. Wybaczcie wszystkim ludziom, ktorzy was skrzywdzili. Powtarzajcie sobie, ze jestescie silne. Jesli macie koszmary mysl "patrze na nie i tylko ogladma jak film i nie ma na mnie wplywu. Jesli macie leki, natrectwa to mowcie "jhestem silniejsza" a gdy macie okazje to olejcie to i sie zrelaksujcie przed telewizorem, sluchajac muzyki.

 

Jestescie cudownymi kobietami i wierze w to. Po prostu trafilyscie zle w zyciu ale mozecie zaufac innym mezczyznom. Ja patrze na zwiazki i widze, ze niektore kobiety zle wybieraja, ale mimo tego kochaja swoich partnerow. Sam czesto ranilem swoja dziewczyne ale nie bilem jej itp, bardziej swoja glupota.... zamartwialem sie itp, babcia mi zmarla i przyszla nerwica, duchy, zgaduje co mi jest ;)

 

Najwazniejsze to wybaczyc sobie !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najwazniejsze to wybaczyc sobie !

Oj, masz giga racje Mariusz. Bez tego ani rusz. Trudno jest nie wracać do tego co było, jednak lepiej skupić się na tych ochłapkach dobrych wspomnień i je zapamiętać. Łatwiej się zapomina złe. Zapomniałam o tym. Dzięx Mariusz ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziekuje za dobre słowa i zrozumienie!

 

Sam czesto ranilem swoja dziewczyne ale nie bilem jej itp, bardziej swoja glupota.... zamartwialem sie itp,

 

Mariusz jak głupotą można ranic? :lol:

 

 

Najwazniejsze to wybaczyc sobie !

 

Również się zgadzam, choc mi jest jeszcze ciężko. Wiem jednak jak można się poczuc"lżej", w chwili wybaczenia. Dzieci nie pamiętają jak dorośli. Na chwilę się zezłoszczą, a potem bawią się dalej, stąd pewnie tyle energii do zycia. Czemu dorosłym tak ciężko?

 

Rozumie, ponieważ dwa lata ze strachu przed tym właśnie, że mój ex się zabije tkwiłam w chorym związku. Rok trwało, zanim nie doszłam do wniosku, że albo zakończę związek albo skończę z sobą... i mimo pogróżek z jego strony on nic sobie nie zrobił.

 

bethi, dwa lata.. podziwiam siłę, poświęcenie i.. determinacje by zakonczyc niszczący etap w zyciu. Pozwolic umrzec związkowi z nieodpowiednim człowiekiem. Wybaczyc i stworzyc nowy etap w zyciu.

 

mimo wszystko uważam, że większym złem jest tkwienie w związku bez szans, patrzenie z obrzydzeniem na drugą stronę, z czasem rodzi się i nienawiść. Doszłam do wniosku, że lepiej kończyć takie toxic wcześniej niż później, kiedy może dojść do większych tragedii... Wyobrażasz sobie, że on miałby do Ciebie potem pretensje, że zniszczyłaś mu życie

 

Wyobrażam , juz ma pretensje, ale potym jak go zostawiłam.. Sytucaja bez wyjścia, gdziekolwiek ruszysz jest źle. Tak jak mówisz, czas gra tu najważniejszą role. Moja wina, że wczesniej nie zostawiłam go, ale nie miałam sił by wyrwac się po roku czasu kiedy zdałam sobie sprawe,że czuje się uwięziona przez niego i im dłużej to będzie trwac, zostałoby ze mnie nic. A tak.. uzależniłam go od siebie.

 

Ja już nie mam sił, co zrobi to zrobi. Jego sprawa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×