Skocz do zawartości
Nerwica.com

lek, zaburzenia osobowosci...cholera wie co


belladonnaa

Rekomendowane odpowiedzi

Problemem moim jest to, ze ja sama dokladnie nie wiem, w czym tkwi problem.

Nie wiem tez kiedy się zaczal, kiedy nasilil i od jakiego czasu jest w tak fatalnym stadium, jak teraz. Moze to kwestia 2 lat, może 3. Moze więcej. Nigdy nie bylam normalna, jakkolwiek to brzmi, ale kiedys troche lepiej wychodzilo mi radzenie sobie z problemami. Z stresem. Z zyciem. Od x czasu tak na prawde nie mam pojecia jak to jest zyc beztrosko i bez leku. Bez napadow paniki, która nie wiadomo gdzie ma swa przyczyne. Po prostu czasem budze się rano i wiem, ze to będzie zly dzien. Ze cos zlego się wydarzy. Mam te okropne uczucie sciskania w brzuchu, zgage, wymioty czasem biegunke( to ostanie pojawia się nadzwyczaj często kiedy towarzyszy mi silniejszy stres, czyli troche mocniejszy niż ten z ktorym zyje na codzien). Sama nie wiem czego tak na prawde się boje. Czesto budze się w srodku nocy i boje się wstac z lozka, boje się ruszyc. Mam wrazenie, ze cos chce mnie zabic, skrzywdzic. Ze ktos mnie obserwuje, zna moje mysli, wie, co zamierzam zrobic. Czuje te zasrana bezsilnosc która pozera mnie od srodka, paralizuje. Miewam dni, kiedy czuje, ze umieram. Lek, strach, niepewnosc trwaja kilka dni, potrafie wtedy nie jesc, nie spac a gdy czynnik stresowy zniknie, dopada mnie wilczy glod. Mam wahania nastrojow. Wystarczy kilkanascie sekund by usmiech przerodzil się w gniew i odwrotnie. Wybuchy zlosci, podczas których nie panuje nad soba, rzucam przedmiotami, wykrzykuje slowa, za które pozniej mi wstyd. Czesto nie pamietam wtedy, ze cos takiego w ogole mialo miejsce, albo zapominam powodu który wyzwolil we mnie taka furie. Jestem rozdrarta, rozbita wewnetrznie, czuje jakby mieszkaly we mnie 2 osoby które nawzajem się nienawidza i tocza ze soba walke. Nie moge z cala pewnoscia powiedziec, ze jestem jakas. Bywam. Bywam porywcza, impulsywna, pewna siebie. A potem klade się spac i nastepnego dnia budze się zalekniona, smutna dziewczynka która ma ochote tylko plakac. Tylko lezec i uciekac w swiat fantazji, w ktorym może być kimś. Bo na codzien czuje się nikim. Boje się wychodzic z domu, wszedzie wesze spisek i czuje wrogosc otoczenia. Wyjechalam z kraju jakiś czas temu. Nikt mnie tutaj nie zna ale ja i tak mam wrazenia, ze kazdy wszystko o mnie wie. Ze kazdy wie jaka bylam. Ze mialam w swoim zyciu zbyt wielu facetow, ze za dużo pilam, cpalam. Ze jestem nienormalna i jedyne co wzbudzam w ludziach, to usmiech politowania. Ze jestem bezwartociawa szmata. Mialam wielu mezczyzn w zyciu, ale nie dlatego, ze jestem dziwka. Ja po prostu nie umiem być sama. Bez wianuszka adoratorow czuje, ze wiedne. Mam wrazenie, jakbym stale potrzebowala czyjes uwagi, zapewnien, ze jestem warta cos więcej, niż to jak się czuje. Tutaj jest kolejny problem. Nie potrafie być z kimś dluzej niż parę chwil. Bycie z kims pociaga mnie tylko do momentu, w ktorym muszę się starac. Kiedy cos zdobede, nudzi mnie to. Zaczyna irytowac. Staje się takie zwykle, brak w tym emocji. To dlatego mam za soba dużo zwiazkow. Kiedy tylko wyrwalam się z jednej relacji, mimowolnie wpadalam w druga. I tak na okraglo. Bo nie potrafilam być sama, musialam mieć zawsze wielbicieli. Najlepiej kilku, których potem stopniowo eliminowalam. Bawilam się ich uczucziami i wstyd się przyznac, ale sprawialo mi to radosc. Owinelam wokół palca, a potem znikalam. Bez slowa wyjasnienia. Obieralam inny cel. Najczesciej wymagajacy większego wysilku. Nawet teraz kiedy wieczorem klade się spac, i w ogole ukladam sobie rozne filmy to bajka konczy się za kazdym razem, w momencie osiagniecia celu. Tak jakby nie było niczego dalej. I od nowa, nowy scenariusz, w ktorym ja jestem idealem, a oni kochaja mnie i wielbia. Potem nie ma nic. Mam 23 lata, wiele z moich znajomych pożenilo się, maja dzieci. Ja nie widze siebie w tej roli. Nigdy. Posiadanie dzieci to dla mnie jak spotkanie ufo- nieosiagalne. Jakis czas temu dowiedzialam się, ze cierpie na chorobe jajnikow i moge mieć problem z zajsciem w ciaze. Jakkolwiek to brzmi- nie zmartwilam się, wrecz przeciwnie. Ucieszylam. Bo nie będę potrzebowac wymowek dlaczego ich nie chce. Nie moge i tyle. Przeraza mnie to i smuci jednoczesnie. Czuje się zlym czlowiekiem. Zyje z poczuciem winy, które towarzyszy mi chyba od zawsze. Czuje się winna, ale sama nie wiem czego. Nic mnie już nie cieszy, wszystko przyjmuje z chlodem i obojetnoscia. Nigdy nie bylam szczesliwa. Nosze w sobie tylko zle emocje, dobrych nie potrafie odczuwac. Nie mowie tutaj o jakiś epizodach, ze cos mnie rozbawi czy cos. To nie jest szczescie. Jesli szczescie to stan, w ktorym czujesz ze niczego ci nie brak, to ja nie wiem co to za stan. Mi zawsze czegoś brak. Mam w sobie pustke, której nie potrafie niczym zapelnic. Pustke która siedzi gdzies tam gleboko we mnie i po prostu jest. Nie potrafie mówić o swoich uczuciach. Często zamykam się w sobie i tlumie emocje by pozniej udawac, ze nic się nie stalo. Wiem, ze alkohol mi szkodzi i był przyczyna wielu problemow w moim zyciu, ale nie potrafie z niego zrezygnowac. Nie potrafie się tez po nim zachowac, wstyd mi za siebie. Wstyd mi tez za siebie, bo mój ojciec był alkoholikiem a ja stalam się taka sama jak on. Tak się czasem czuje. Ojciec pil odkad pamietam. Wyzywal się na mnie, na mamie. A potem mowil, ze jestem jego ukochana coreczka. A potem znowu krzyczal. A potem umarł, a mnie było wstyd, ze gdy przez 9 miesiecy był trzezwy i nie pil, to ja nie potrafilam go kochac. Nie potrafilam bo mialam zal, ze cale życie był alkoholikiem a potem oczekiwal milosci, bo się zmienil. Nigdy mnie nie uderzyl, ale kiedy komus o tym opowiadam to często zmyslam ze tak było. Nie wiem dlaczego. Albo zmyslam, ze był pedofilem, chociaz to nie prawda. Czasem mysle, ze pogubilam się już w swoich klamstwach i nie wiem co sobie ubzduralam, a co mialo miejsce na prawde. Kiedys zmyslalam, ze mam bialaczke, albo inne ciezkie choroby. Albo ze mialam kilka prob samobojczych. Mialam, ale tylko w myslach. Chociaz sklonnosc do samookaleczen mialam od zawsze. Cala lewa reke pokrywaja szpetne sznyty, które najczesciej staram się zakrywac. Nie lubie, gdy ktos pyta, co mam na rece. Jakby kurwa nie było widac. Wstyd mi wtedy strasznie, bo zaczynaja się pytania, dlaczego albo czy mialam ciezko w zyciu, czemu to robilam. Nie znam na nie odpowiedzi. Nie wiem, cholera. Bolu nie lubie, zabic się nie chcialam bo tchorzem jestem, więc dlaczego się okaleczalam. Obgryzam do krwi wargi, tak samo palce. Zrywam skore, az pojawiaja się bąble. Mam sto roznych objawow które w ogole do siebie nie pasuja. Bole glowy, brzucha, wzdecia, skurcze, problemy z snem, bole karku, krzyza, plecow. Mialam troche badan, ale zadne nic nie wykazaly. Mój chlopak mowi, ze ja to sobie zmyslam, ze sama sobie wmawiam ale to nie prawda. Mowi tez, ze jestem pedantka ale ja wczesniej tego nie zauwazalam. Muszę mieć rowno poscielane lozko, kiedy widze nierownie zaslonieta zaslone to chociazby była 3 w nocy to wstane i ja poprawie. Rano mam szereg czynnosci, które muszę zrobic w dokladnie ustalonej kolejnosci. W przeciwnym razie caly dzien mam zepsuty. Robiac kanapki, ser muszę klasc na wierzch, na szynke. Nigdy pod spod. Najpierw ubieram spodnie, potem bluzke, na koncu skarpetki. Nigdy inaczej. Kiedy zrobie inaczej, mam potrzebe rozebrania się i rozpoczecia od nowa. Po 10 razy przed wyjsciem z domu sprawdzam czy wylaczylam gaz, prostownice, czy zamknelam drzwi. Potrafie się wracac 2 razy by się upewnic. Jeśli tego nie zrobie, caly dzien mam wrazenie, ze zaraz zobacze straz pozarna bo dom się pali przez ten gaz odkrecony. Albo ze ktos się wlamie, bo drzwi nie zamknelam. Po kazdej imprezie, nawet jeśli nie bylam upita, wydaje mi się, ze zrobilam cos zlego. Ze zaraz ktos zadzwoni i się okaze ze z kimś spalam i tego nie pamietam. I chociaz wiem, ze tego nie było, to potrzebuje zapewnien. Tak jakby ktos siedzial mi w glowie i powtarzal caly czas jedna i ta sama rzecz. Mam taka gonitwe mysli bardzo często. Jakby część z nich nie była moja, tylko jakby ktos wsadzal mi je do glowy. I kiedy chce przestac o czymś myslec, to zjawia się znowu. Nie panuje nad tym. Wstyd mi za swoje mysli, niektore są obrzydliwe i wstretne a ja i tak dalej mam je w glowie. np. ktos mi kaze jesc moje wymiociny, albo, ze ktos mnie upokarza w podobny sposob. Pojawiaja się nagle. Często się boje, ze zwymiotuje w miejscu publicznym i od razu gdy o tym mysle jest mi strasznie glupio. W ogole za wszystko jest mi glupio. Czuje, ze kazdy się ze mnie smieje. Ze jestem gruba, pryszczata. Przez to nienawidze gdy ktos dotyka mojej twarzy. Rok temu mój chlopak ochlapal mnie woda, nad jeziorem, tak dla zartu. Bez wahania uderzylam go dwa razy w twarz. Dostalam szalu. Gdy zobaczylam jego spojrzenie, zrozumialam, ze zachowalam się jak wariatka, ale przypuszczam, ze gdyby zrobil to jeszcze raz to i ja zachowalabym się tak samo. To było silniejsze ode mnie. Nikt nie może dotykac mojej twarzy. Przy wizycie u fryzjera, dostaje bialej goraczki, gdy poczuje wode na policzkach. Muszę ja natychmiast zetrzec. Nie moge zniesc, gdy ktos siedzi blisko mnie i patrzy na moja twarz, bo mam wrazenie, ze potajemnie się ze mnie smieje, ze sobie mysli jaka jestem brzydka, oblesna, ze widzi kazda niedoskonalosc. Z drugiej strony jestem przekonana o swojej wyjatkowosci. Czasem, gdy patrze w lustro widze ideal. Piekna kobiete, o której kazdy marzy. Ale piekna, tylko z wierzchu. Wewnatrz wiem, ze jestem zepusta. Pusta. Ze jestem jak rak, który znowu komus zabierze radosc zycia. Jest we mnie tyle skrajnosci, ze sama nie wiem kim jestem. Nie potrafie nawet okreslic wlasnych cech charakteru. Dzisiaj, gdy probowalam rozwiazac jakiś psychotest, prawie się rozplakalam. Nie potrafilam zaznaczyc odpowiedzi, gdy chodzilo o wlasny charakter. Przerazilo mnie to, bo jak można nie znac swoich cech charakteru. Boje się ludzi. Szczegolnie tych na wyzszym poziomie niż ja, np. szefa. Czuje przed nimi strach. Nie potrafie porozmawiac nawet bo trzesa mi się rece i cala się poce. Wstyd mi z tego powodu.

Chcialabym, by ten koszmar się skonczyl. Czesto mysle o smierci. Myslalam, ze jak wyjade z kraju, w ktorym nic mnie nie trzyma, to wszystko się zmieni. Zabralam jednak problemy ze soba, bo jest jeszcze gorzej. Czuje, ze nie radze sobie. Nie potrafie odnalezc się w doroslym swiecie, tak jakbym nigdy nie skonczyla nawet 12 lat, a przeciez mam 23. Nie mam zadnych planow na przyszlosc. Chcialabym tylko lezec i spac. Albo pic i tanczyc. A potem znowu walczyc z sumieniem. Nie wiem, już co ze soba zrobic. Czuje, ze zwariowałam.

Jesli ktos w ogole to przeczyta, to mu wspolczuje bo ja sama pisze to już chyba z 3 godzine. Przeczytalam to już chyba z 10 razy, mysle co zmienic, ze gdzies może być blad i będzie wstyd, bo ktos zamiast mi pomoc to nazwie mnie kretynka, co nie potrafi pisac po polsku, bo gdzies zrobilam jakas literowke. Albo, ze ten post to wybitne dzielo literackie i już sobie wyobrazam jak dostaje nobla. Jestem smieszna i zalosna. I mam ochote przeprosic, ze taka jestem. Tylko jeszcze nie wiem kogo.

Chcialabym się poplakac, ale tylko zalosnie pociagam nosem, choc wiem, ze to co tutaj napisalam jest dla mnie strasznie smutne. I prawde mowiac, glupio mi nawet przed sama soba ze nie potrafie nawet się rozryczec nad swoja beznadziejnoscia.

Pozdrawiam kazdego, kto poswieci chwile czasu na te zenujace wypociny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

belladonnaa, dosłownie czuć ból płynący z twojego posta. Wybierz się po diagnozę do psychiatry, trochę to przypomina borderline, ale nie diagnozuj się sama. Obawiam się że nawet psycholog nie zdiagnozuje Cię na podstawie posta w internecie. Nie martw się tak tymi myślami o beznadziei, zrobiłaś już pierwszy krok do wyzdrowienia. Na prawdę, poszukaj specjalisty w realu, bo może być lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×