Skocz do zawartości
Nerwica.com

Lęk wolnopłynący


killa_amok

Rekomendowane odpowiedzi

Od pewnego czasu, a mianowicie od ok 3 miesięcy, w każdą niedzielę pojawia się lęk , nie potrafię określić źródła skąd pochodzi, gdy zbliża się wieczór nasila się coraz mocniej, uniemożliwiając wykonywanie prostych czynności, nie sposób uciec od tych myśli , niekiedy dochodzi do tego ,że boję się usnąć. Gdy rozpocznie się tydzień ten problem ustaje, aż do następnej niedzieli. Czym to może być spowodowane? Jak sobie z tym poradzić? To staje się bardzo uciążliwe :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie też w niedzielę jest z lękami najgorzej, np. dzisiaj. Myślę, że tłumaczenie jest proste:cały tydzień czekamy na weekend, kiedy będziemy mogli się wreszcie wyluzować, weekend mija i trzeba się z powrotem zebrać do kupy, iść do pracy lub do szkoły, generalnie funkcjonować. Wszystkie problemy znów zwalą nam się na głowę, a co się stanie jeśli nie podołamy? Niestety nie znam na to rady, chyba trzeba to jakoś przecierpieć, leki też mogą pomóc. Kiedyś lekarz przepisał mi dodatkowe tabletki na te lęki, może i pomagały ale byłam po nich nieprzytomna więc przestałm je brać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lek wolnoplynacy, inaczej uogolniony (ang. GAD, generalized anxiety disorder) to powazne zaburzenie, objawiajace sie odczuwaniem leku nonstop niezaleznie od sytuacji czy pory dnia, tygodnia itd wiec na pewno nie jest to problem niedzielny. Ja cierpie na to g***no juz 15 miesiecy i nie wiem co bym dala za ty, by mi "odbijalo" tylko w niedziele. Sory, ale chyba nic wam nie jest, niepokoj niedzielny to zdrowy objaw normalnego czlowieka. Tez to mialam kiedys.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

też mam takie jazdy w niedziele. już jestem aktualnie po dawce uspokajającej. myśl o jutrze sprawia, że pojawia się ten lęk. nie lubie go.... przestaje wtedy racjonalnie myśleć. poniedziałki... a właściwie kazdy poranek jest dla mnie katorgą.

Topa może i nic nam nie jest, ale też ciężko przez to przechodzimy każdego tygodnia. Do tego depresja, nerwica... każdy wie jak to jest przechodzić przez tego typu rzeczy.

nie ma problemów gorszych czy lepszych. cierpimy tak samo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bad Girl

 

Jasne, masz racje, mi chodzilo glownie o wyjasnienie terminu "lek wolnoplynacy". Zreszta terminy nie sa takie wazne, tak jak mowisz liczy sie ze cierpimy i absoulutnie nie mam zamiaru licytowac sie kto bardziej, bo to bylaby czysta glupota.

Trzymaj sie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Być może lęk wolnopłynący 'rozpoczyna' się objawami nieustannego odczuwania lęku w niedzielę lub inny dzień tygodnia, czasem dłużej, czasem krócej. Ale Topa, powiedz mi, jak z tym walczyć? Czy ten lęk ma jakieś podłoże?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bethi,

 

Dzieki za pytanie. GAD to ciezka choroba (niektorzy definiuja to jako zaburzenie, ale moj doktor powiedzial ze choroba jest zaburzeniem a zaburzenie choroba wiec jak kto woli), ktora moze przejsc w stan przewlekly a nie leczona moze ciagnac sie do smierci. GAD definiuje sie, gdy niepokoj wystepuje nieustannie, chory przejmuje sie doslownie wszystkim (zdrowiem, bezpieczenstwem) lub tez kompletnie nie zdaje sobie sprawy z przedmiotu leku, po prostu przezycie kolejnego dnia w stanie wzmozonego niepokoju jest dla niego udreka (moj przypadek). Chory zyje jakby w matriksie (derealizacja).Nie jest w stanie sie rozluznic, wszyscy wkolo sie pytaja czego sie boi, a on nie umie odpowiedziec na to pytanie ani innym ani co gorsza wlasnemu sobie. Jest calkowicie swiadomy, ze nic mu nie grozi,a mimo to nie potrafi sie opanowac. Moze to prowadzic do wyobcowania wlasnej osoby (depersonalizacja). GAD definiuje sie, gdy niepokoj ciagly trwa dluzej niz 6 miesiecy i slabo reaguje na antydepresanty. Nie umiem ci wiec odpowiedziec, czy twoje niepokoje niedzielne sa poczatkiem tej choroby, na pewno musisz kuc zelazo poki gorace i starac sie do tego nie doprowadzic. W moim przypadku wszystko dzialo sie bardzo szybko - wlasciwie w przeciagu tygodnia, dwoch bylo juz po mnie, zaczelam codziennie budzic sie z lekiem i tak juz jest non stop od 15 miesiecy, bez przerwy. Wyzdrowialam doslownie na pol dnia, poczulam sie jak dawniej, nie wiem co to bylo, nigdy nie udalo mi sie tego powtorzyc. Ten moj poczatek to byly ataki paniki - jeden, drugi, trzeci i zaczelam sie ich bac jak cholera, bo pojawialy sie w domu, totalnie bez powiazania z niczym, w nocy lub podczas sluchania muzyki!!!!!!!!!!!!! Teraz atakow paniki juz nie mam (Boze dzieki, zawsze cos), a niepokoj ciagly pozostal.

Jak z tym walczyc? Bardzo trudno, poniewaz nie mozna liczyc na zadne szybkie efekty. Probowalam roznych lekow (w sumie 9) roznych lekarzy (w sumie 7) i roznych terapii (w sumie 3). Wolontariat, sport (kickboxing!!!), techniki relaksacyjne , nie pomagalo mi doslownie nic. Wlasciwie to po kazdej takiej akcji czuje sie jeszcze gorzej bo czytam jak te rzeczy pomagaja innym a na mnie nic nie dziala. Jeszcze bardziej nienawidze siebie. Teraz wiem, ze sztuka jest patrzenie z baardzo duzej perspektywy na swoje postepy - czuje sie ciagle bardzo zle ale jak pomysle jak czulam sie pol roku albo nie daj Boze rok temu to widze duuuuza pozytywna zmiane. I tak trzeba sie nakrecac.

Skad to sie bierze? Przyczyny sa ogolnie takie same jak przy innych zaburzeniach lekowych - nieuswiadomione konflikty wewnetrzne i z otoczeniem, tragiczne dziecinstwo, wygorowane ambicje w stosunku do mozliwosci itd. Ja do przyczyny jak narazie nie doszlam, pomysly moich terapeutow spelzly na niczym (rzucilam nawet doktorat). Mam nadzieje ze os problemu tkwi w tym, ze przebywam za granica, gdzie czuje sie bardzo zle i poza spoleczenstwem. Jesli powrot do Polski mi nie pomoze (planuje w przyszlym roku) to juz nie wiem gdzie jest dla mnie ratunek.

Mysle, ze to bardzo wazne, ze staramy sie rozrozniac poszczegolne rodzaje zaburzen lekowych. Wszyscy uzywamy potocznego okreslenia "nerwica" do opisania bardzo roznych chorob. Dokladne uswiadomienie problemu to poczatek do jego rozwiazania.

POzdrawiam serdecznie i nie zycze nikomu leku wolnoplynacego, chociaz nie wiem czy takie np. roznorakie fobie sa lepsze... Wszystko zalezy od natezenia emocji. No i nigdy nie mozna sie poddawac. Wpasc w depresje z powodu zaburzen lekowych to chyba najgorsze co nas wszystkich moze spotkac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Ci Topa, Skarbie, bardzo mi pomogłaś. Nie mam lęków 'niedzielnych'. Moje lęki trwają 24 godziny na dobę. Nie potrafię określić, czego dotyczą: czy to jest lęk o swoje bezpieczeństwo, czy to jest lęk przed ludźmi. Ogólnie. Z lękiem się budzę i zasypiam. Nie jest bardzo silny, jednak jest ciągle. Czasem się nasila, wówczas napięcie przeradza się w czyny.

Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za odpowiedź. Jutro mam wizytę u psychiatry. Pogadam z nim na ten temat ;) Co prawda to brzmi dla mnie jak abstrakcja, ale pozostałe zaburzenia też takie się wydawały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bethi,

cos mi sie wydaje ze mamy podobne objawy. No wlasnie "tak ogolnie". Tez masz wrazenie, ze niepokoj po prostu juz w tobie jest, przezarl twoja swiadomosc i podswiadomosc? Tez sie cieszysz jak dlugo spalas bo dzien bedzie krotszy i znowu sobie odpoczniesz? Jesli tak to witaj w klubie. Koniecznie podziel sie opinia twojego lekarza. Powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bethi, Topa włączę sie do Waszej rozmowy. Ja wczoraj byłam u lekarki i ona za nic nie chciała zrozumieć, że nie wiem czego dotyczy mój lęk, który nieustannie czuję. Chciała żebym jej wyjaśniła w jakich okolicznościach się pojawia. Ale ja naprawdę tego nie wiem. Budzę się z nim i zasypiam. Czasem jest niezbyt silny a czasem zupełnie mnie paraliżuje, sprawia, że mam wrażenie, że za chwilę zwariuję. Po rozmowie z tą lekarką czuję się jakbym była po prostu nienormalna, nawet psychiatra nie wie o co mi chodzi... Nie mam już siły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, trafilam kiedys na podobnego lekarza. Taki cholerny formalista. Wypytal mnie super dokladnie na temat mnie i mojej rodziny, lacznie ze szwagrem, bratem, siostrzenicami. Wszystko skrupulatnie zapisywal. POtem przeszlismy do moich objawow. I tak jak ty stwierdzilam, ze nie jestem w stanie dotrzec do przyczyny moich lekow, po prostu sa one ze mna zawsze, tak jak u ciebie budze sie i zasypiam z niepokojem. Natezenie niepokoju nie jest zbyt zalezne od sytuacji. Wysluchal mojego jeczenia, pomyslal, po czym spojrzal na mnie z ignorancja jak na wariatke i stwierdzil, ze nie rozumie czego ja sie boje. I odeslal!!!!!!!! Wiesz ile mnie to kosztowalo?! CZulam sie znacznie gorzej do czasu, kiedy nastepni psychiatrzy (oczywiscie do tamtego psychola wiecej juz nie poszlam) stwierdzili , ze ow lekarz ma bardzo zla opinie w srodowisku i ze oczywiscie bardzo sie mylil. To jest przeciez podstawa przy zaburzeniach lekowych, ze ich przyczyny czesto sa dostepne tylko i wylacznie dla naszej podswiadomosci, swiadomie nie zdajemy sobie z nich sprawy. Gdyby bylo inaczej nie byloby problemu i nerwic !!!

Tak wiec pozostaje mi tylko radzic Tobie jedno - zmien lekarza na bardziej douczonego i to szybko. POzdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nella31, dopisuję się do rady Topy.

zmien lekarza na bardziej douczonego i to szybko.

 

Ja też będę musiała. Probowałam porozmawiać z moją psycholożką na temat tego lęku, który non stop sobie jest w moim życiu czy to się dzieje dobrze, czy źle. Moja rozmowa z nią zakończyła się jej diagnozą, że mam anoreksję. Nie komentuje....

A tymczasem nadal borykam się z tym na co dzień, w każdej sekundzie. Dzisiaj przez trzy godzinki pozwoliłam sobie na 'przyglądanie' się temu lękowi. Jego źródło jest dla mnie nieodgadnione, jak wyjaśnienie istnienia kosmosu i jego nie/skończoności... Wkurza mnie to już!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

eva79, czy w związku z odczuwaniem dwóch skrajności równocześnie - jak sobie z tym radzisz :?::?::?: Mój lęk wolnopłynący do niedawna był o tyle kulturalny, że nie nasilał się w chwilach, gdy byłam szczęśliwa. Teraz coś się zmieniło. Lęk ten musiał stać się mocniejszy, jednak nie ogólnie, nie stale, tylko w konkretnych sytuacjach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam:)

wiecie ostatnio slyszlam gdzies w radiu, że wiele osob ma lek przed rozpoczeciem tygodnia. I przez to całą niedzielę zamiast si erelaksować to myśla o tym co bedzie jutro.

Ja też tak mam. Ale u mnie to wygląda tak, że pracuje różnie w tygodniu. Nie zawsze idę w pon. do pracy. I wtedy w niedziele jestem spokojniejsza. Wogóle nawe,t gdy wracam z pracy nawet bardzo zmęczona a wiem ze jutro mam wolne to mogeęznalezc sily, żeby tego samego wieczoru przemeblować pokoj potem pójsc na imprezę :D

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:29 pm ]

Ale tajemnica tkwi w tym, by mieć własnie odpowiednie podejście (na ktore ja tak rzadko sie zdobywam, bo jeszcze śpie:P). Tzn żeby myśleć o samych pozytywach lub...nie myśleć. Co będzie to będzie. Laska w to.

Czesto pomaga mi myśl: "pomyślę o tym jutro, teraz nie mam czasu, chęci.."

 

Posłuchajcie sobie kawałka Idios Bravos "Inny punkt widzenia" :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz na myśli gdybanie :?::lol: Znam to znam a raczej znałam, ponieważ od długiego czasu nie praktykuję. Również słyszałam podobne rzeczy odnośnie niedzieli - ludzie gorzej śpią w nocy z niedzieli na poniedziałek, ponieważ stresują się pójściem do pracy. Heh, coś w tym jest - na pewno, jednak ja tego nie odczuwam - niestety, nadal jestem pracoholiczką ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze raz - lek uogolniony jest lekiem CIAGLYM niezaleznym od sytuacji. Mozesz byc na spacerze, w sklepie, kinie, rozmawiac z kims lub nie, byc sama lub nie. Podrozowac lub siedziec w domu, NIEWAZNE. Moze byc piatek lub swiatek, niedziela rano czy czwartek wieczorem, NIEWAZNE.

On jest tam zawsze, nie da sie o tym zapomniec nawet na 5 min. Stad depersonalizacja, bo czlowiek ma dokladnie ZERO kontroli nad tym niepokojem, wiec po prostu nie czuje sie soba. Patrzenie w lustro to udreka. Nie ma takich uczuc jak bycie szczesliwym, radosnym, rozluznionym, zadowolonym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż, ja jednak tak przyzwyczaiłam się do obecności tego lęku w każdej minucie mojego życia, że czasem udaje mi się o nim zapomnieć - ot, jakby go nie było. Faktycznie, o kontrolowaniu tego nie ma mowy. Ale odkąd udaje mi się o nim zapomnieć na momencik wówczas docierają do mnie emocje i uczucia. Wydaje mi się, że dzięki tym chwilom zapomnienia oraz dzięki ciężkiej pracy nad sobą, jaką odwalam od dłuższego czasu ;) mój stan się poprawia głównie poprzez coraz lepiej rozwiniętą świadomość, że lęk który odczuwam non stop jest nieprawdziwy, jest nie realny, że nie mam się czego bać. Im bardziej jestem tego świadoma, jak i tego, jak działa mechanizm lęku, tym częściej zdarza mi się 'zapomnieć'. Tak więc minęło już zaburzenie afektu i cofa się depersonalizacja. Niestety, nie pomaga mi to ułożyć sobie życia ani być szczęśliwą ale to wynika raczej z moich przekonać a nie z powodu tej przypadłości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×