Skocz do zawartości
Nerwica.com

PTSD, Flashbacki, osobowość anankastyczna a rodzina


Tony79

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie,

 

 

Jestem narzeczoną cudownego człowieka, który w wyniku swojej pracy i przeżyć z nią związanych ( jest żołnierzem saperem po kilku misjach w Iraku i Afganistanie), który od kilku miesięcy ma zdiagnozowaną PTSD połączone z flashbackami i osobowością anankastyczną ( krótko mówiąc osobowość obsesyjno-kompulsywna). Aktualnie jego leczenie to cbt czyli poznawczo-behawioralna terapia aczkolwiek rozważane jest włączenie SSRI jeśli terapia nie przyniesie zamierzonych skutków. Moje pytanie które w zasadzie może wydać Wam się śmieszne ale jak ja w tym wszystkim mogę mu pomóc ? Z racji tego że róne rodzaje stresu wywołują u niego napady paniki i lęku rozważam nawet czy nie przełożyć naszego ślubu który ma być w połowie przyszłego roku on twierdzi że czekał na to bardzo długo i nie chce zmieniać daty, ale może lepiej poczekać na efekty terapii. I nie jest to tak że boję się związać moje życie z nim bo tak nie jest, kocham go i nie przestanę natomiast szukam szukam i znaleźć nie mogę więc może wy mi pomożecie :) jak mogę mu pomóc co zrobić by mógł się czuć dpbrze i komfortowo ? Z góry dziekuję za jakiekolwiek sugestie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia trwa już 47 tygodni i muszę przyznać że widzę znaczną poprawę nawet terapeuta jest zadowolony aczkolwiek flashbacki są nadal częste no i napady paniki też się dość często pojawiają jeszcze. Ja go rozumiem, wspieram on wie że jestem dla niego i niezależnie od wszystkiego będe u jego boku, wie że go kocham. Na chwilę obecną wiem, że może działam lekko nadopiekuńczo ale staram się wyeliminować wszelkie stresy z jego życia a jakby nie było własny ślub to mega wielka stresowa sytuacja i tak się zastanawiam co zrobić, z jednej strony moja obawa jak ten stres wpłynie na niego a z drugiej widzę jak on się pali do tego wszystkiego jak wszystko sprawdza i planuje :) może to głupie wątpliwości ale ja chce dla niego na chwilę obecną jak najlepiej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz co mam wrażenie że ta nadopiekuńczość wynika też z jego typu pracy z czasu który spędziliśmy oddzielnie gdzie ja nie znałam dnia ani godziny gdy coś mogło się stać z tego że on widział jak ginie jego przyjaciel a wie doskonale że to mógłbyć on sam :( ale pewnie masz rację postaram się wrzucić na luz z opiekowaniem się nim i chronieniem go przed światem i zdam się na jego instynkt. Dziękuję bardzo za pomoc :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tony79, tak jak pisał Saraid nadopiekuńczość nie jest wyjściem. Umieszczanie Go w ochronnym kloszu to kiepskie rozwiązanie, bo życie niestety wciąż kopie nas po czterech literach i On musi nauczyć się sobie z tym radzić, pomimo traumy, flashbacków, ataków paniki itp... Może to durne porównanie, ale to jak z dzieckiem uczącym się jeździć na rowerze - jak Go nie puścisz, to się nie nauczy. Daj mu szansę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

niosąca radość dziękuję za podpowiedzi po moim poście rozmawialiśmy sobie troszke wiele wyjaśniliśmy i nawet on mi powiedział że on rozumie że ja go kochami że się boję o niego ale on też mi powiedział że ja się muszę wyluzować i dać mu ciągle moje wsparcie :) także slub będzie jak zaplanowano :) Dziękuję Wam za porady i mam nadzieję, że życie nam się już potoczy z górki tylko pytanie co ta armia jeszcze będzie od niego chciała :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj, pozwolę sobie napisać parę słów od serca - bardzo zaimponował mi fakt, iż poświęcasz mu tak wiele swojej troski i uwagi. W dzisiejszych czasach, wszechobecnego konsumpcjonizmu i roszczeniowej postawy ( niestety w mojej opinii zwłaszcza wśród płci pięknej) co raz trudniej o budowanie silnych relacji partnerskich, takich na dobre i na złe. Jestem zdania, że współczesne kobiety wykazują niewiele empatii na męskie oznaki słabości i niestety często kończy się to odejściem kobiety. Ty walczysz o niego, i taką postawa budzi mój największy szacunek. Oczywiście, nie chodzi tutaj o nadopiekuńczość, bo w ten sposób stopniowo będziesz pozbywać go męskości i efekt będzie odwrotny. Mężczyzna jedyne czego potrzebuje to zdecydowanej deklaracji - jestem z Tobą! i wierzę w Ciebie. Resztę sam przepracuje z terapeutą.

 

 

Pamiętaj, aby ani przez moment nie zbagatelizować konieczności pomyślnego przejścia przez terapię - ojciec bliskiej mi osoby wiele lat temu służył w międzynarodowych bazach w Afganistanie, na jego oczach zmarli jego najbliżsi przyjaciele. To są traumatyczne przeżycia które zawsze muszą znaleźć ujście - on po powrocie zachorował na łuszczycę (efekt silnego stresu), popadł w alkoholizm, zaczął bić żonę, dzieci i doprowadził do rozbicia rodziny, a po rozwodzie sciągał prostytutki które następnie bił i nadużywał fizycznie. Jego dorosłe obecnie dzieci chcąc nie chcąc otrzymały "w spadku" ciemną moc ofiarowaną przez chorego tatę i są obecnie neurotykami z totalnie zaburzonym systemem wartości. Do tak ogromnego spustoszenia ( obejmującego 3 pokolenia ) w tym skrajnym przypadku doprowadziło nieleczone PTSD.

 

Życzę dużo zdrowia i szczęścia dla Was obojga, dzięki Twojemu zaangażowaniu, Twój mężczyzna na pewno wyjdzie na prostą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mkl u mojego narzeczonego PTSD zaczął się właśnie przez misje w Iraku i w Afganistanie widział jak giną jego koledzy aczkolwiek ostatnia misja w Afganistanie gdzie kolega wszedł na minę na jego oczach dokładnie rzecz biorac to mój narzeczony powinien na nia wejść tylko kolega zdecydował że teraz jego kolej i on poszedł i to był ten moment gdzie wszystko się zaczęło więc mogę sobie wyobrazić co tata bliskiej Ci osoby mógł przejść.

 

Na pewno nie zamierzam bagatelizować jego terapii i na pewno doprowadzimy ją do końca chociażby dlatego że już teraz widzę uśmiech na jego twarzy codziennie i wiem, że terapia działa i chcę znów mieć u mego boku tą samą kochającą osobę którą miałam 5 lat temu. Chcemy założyć rodzinę, chcemy mieć dzieci a ja chcę by dzieci miały u boku szczęśliwego usmiechniętego tatę który nie ma napadów paniki i który jest szczęśliwy i pogodzony z wszystkim. Terapia będzie długa ale jest warta tego wszystkiego bo na prawdę widać poprawę już po tych 48 tygodniach. Damy radę :)

 

Dziękuję bardzio za życzenia zdrowia i szczęścia :) Dziękuje też za miłe słowa odnośnie mojej osoby, ale ja uważam że nie robię nic wyjatkowego jestem z człowiekiem którego kocham przeszłam z nim wiele i dobrych chwil i złych, sama doświadczyłam wiele stresu siedząc w domu gdy on był na misjach. Związek to nie tylko dobre chwile ale i złe ja miałam od niego wsparcie w moich złych momentach to dlaczego miałabym jego aktualnie nie wspierać, nie wyobrażam sobie tego a poza tym chcemy wziąźć ślub gdzie będę mu przysięgać iż nie opuszczę go aż do śmierci i że będe z nim w zdrowiu i chorobie. On w tym momencie potrzebuje oparcia wszystkich bliskich osób tymbardziej mnie wiec ja będe zawsze stała u jego boku i go wspierała bo go kocham i wiem że on mnie kocha. Ja wiem że to brzmi lekko trywialnie bo nie zawsze było kolorowo jak miał napady paniki i pełno flashbacków które go prawie że zamrażały w miejscu, aczkolwiek wiem, że wtedy nie do końca był sobą więc nie zamierzam go zostawić tylko dlatego że przez swoją pracę nabawil się problemów ze zdrowiem, będę przy nim dopóki on będzie mnie chciał i potrzebował.

 

Nadopiekuńczość za waszą namową zamieniłam na wsparcie i teraz tylko czekać na efekty terapii i na dzień slubu :) mam nadzieję, że będzie to nasz najpiękniejszy dzień w życiu :)

 

 

Pozdrawiam i dziekuje wam wszystkim za pomoc i wsparcie na pewno bede tu zaglądać i starac się chwalić go za postepy w terapii :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. właśnie przeczytałam Twoją waszą historię jest pod wilekim wrażeniem Twojego postępowania i zaangażowania, ja jestem w podobnej sytuacji. Mój tato jest chory, zdiagnozowano u niego ososbowość anankastyczną, nerwice, depresje. Był już dwa razy w szpitalu - ponieważ zagrażał sobie - chciał popełnić samobójstwo - w szpitalu mało co pomogli tylko otłumanili go. Ciągle szukamy ratunku, pomocy dla niego obecnie od 3 tygodni chodzi na terapie na oddział dzienny do szpiatala, nie jest chętny by tam chodzić, mama co dzień musi go tam zaciągać siłą, boi sie tam chodzić, każda sytuacja nowa bardzo go stresuje, unika kontaktów z ludźmi, mało wychodzi z domu,jest bierny, ciągle by leżał w łóżku - spał, Tak ucieka od dręczących go myśli, problemów. Płacze.. Jest zupełnie inną osobą niż 2 lata temu. Pojechał do Niemiec z kolegami po auto ... miał wypadek w drodze powrotnej, na szczęscie jemu nic się nie stało lecz auto maskara uszkodzone nie stać go było na naprawę więc jakiś handlarz samochodów kupił od niego samochód ale nie dał mu umowy kupna - sprzedaży - i właśnie o nią chodzi, że jej nie ma. Całe zycie od tamtego momentu zostało popdporządkowane tej umowie a raczej jej braku... ciągle ma lęki że jego życie zostało skończone, że przyjdą po niego z policji i wsadzą do więzienia...

Ciężko jest ptarzeć na bliską osobę, która była kiedyś pełna życia, pomysłów, aktywna, optymistyczna, radosna, itp. a teraz "wrak" człowieka.

Już czasem tracimy nadzieje że będzie lepiej. Co robić?

Jak terapia Twojego narzeczonego?

Proszę o odpowiedź.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×