Skocz do zawartości
Nerwica.com

barometr emocjonalny


maestitia

Rekomendowane odpowiedzi

przepraszam ze zasmiecam wpisem, i tak nikt nie odpisze..ale musze wydusic...ciagle dusze i dusze.Pogubiłam się, bliscy mają mnie dość, krzyczą ja reaguję krzykiem...popełniam ciągle głupie błedy ... może nie widze wlasnej osoby zboku..o co komon ???!!! metlik ...cholera- czemu robi sie taki kocioł???nie nawidzę siebie...kołowrotek..wracam do punktu wyjśćia ...zawalam...najgorsza samotnośc i niezrozumienie...mam zaczac nowa prace,było ich sporo, doswiadczenie,szukanie tego w czym sie odnajde..rozne szkoly, wiecznie nie moge natrafic......nie mam planów, celów, badz pojawiaja sie , czesto rozne pomysly , zmieniam zdanie..brak wytrwalosci...nie wiedze ich...nie wiem , nie znam siebie...pogubilam...sie...jestem ciagle obwiniana za bledy...najgorsze , ze jedyna bliska mi osoba,,,moj niegdys autorytet ojciec...nie moze do mnie dotrzec...matka odeszla o niego gdy mialam 11 lat, zabierajac brata,wiecznie na mnie krzyczy..rzadko rozmawialismy, brakuje nam spokojnej rozmowy...wiecznie to samo..on reaguje krzykiem , zaraz ja..ja sie zawsze boje poprostu zaczac rozmowe, on zapewne sie niecierpliwi..zawsze tak bylo..moze dlatego ze zawsze tak malo rozmawialismy...krzyczy...mam 26 lat...boli boli ....nie mam do kogo sie zwrocic...popelnilam gdziesz po drodze bledy...mam wyksztalcenie srednie, nie wierze w siebie, nie widze perspektyw, brak wlasnego kata..przerwane znajomosci...gdy bylam nastolatka mialam problem z ocena i dystansem wsrod nowopoznanych ludzi...moze to wplyw otoczena...tak bardzo brakuje mi ciepla...delikatnosci w stosunku mojej osoby...nikt mnie nie bedzie gladkac po glowce..w dziecinstwie tez nikt nie glaskal...ciagle czarne mysli...bral pewnosci siebie...przecierz jestem ciepla osoba, empatyczna , wrazliwa...gubie sie ...wszystko mnie gniecie, gdy wydaje mi sie ,ze wstaje ..upadam...nie potrafie funkcjonowac w relacjach rodzinnych...wydaje mi sie ,ze nie pasuje, albo rodzina do mnie, ojciec ma nowa...czuje sie jak ciezar...mowie mu ze sobie nie radze...ze to zapewne z dziecinstwa..mam taka niestabilnosc emocjonalna..potzrebuje wsparcia emocjonalnego..moze on nie jest takim typem czlowieka...przyjal mnie do domu..dal schronienie..wypomina..a mi tylko nie wyszlo w irlandii...wrocilam po pol roku...sprobowalam..przeszlam kolejny tam koszmar...a moze sama sobie wszystko komplikuje..wizyte u psych. 26 ale jestem juz na kryzysie..pisze bo nie mam do kogo...boje sie ze znowu jakies glupsta popelnie...czeka mnie kolejna proba...sama w miescie...brak perspektyw...czy osoba ktora jest slaba psychicznie...barometr emocjonalny ...przeszlam dziwne akcje..czasem nie zalezne ode mni..zakodowaly mi sie ...nie wiem czy rozrozniam rzeczywistosc...czuje sie jak sierota i ofiara losu...wykolejeńcem...tak bardzo chce normalnośći..nierozumiem nierozumiem!!!! ciagle to samo...dookola ludzie odnosza swoje male sukcesy, zakladaja rodziny, zyja na emigracjii, a ja obracam sie dookola i ide poomacku..cholerne poczucie winy...moze przez to, ze mam takie nerwiczne podejscie ..depresje i inne stany melancholii ...nie robie tego na zlosc...to jest silniejsze ode mnie...ojciec ma inny swoj model rodziny..zreszta ma ciezki charakter..tez jest znerwicowany..wiecznie krzyki...wiem ze chce dobrze, ale z drugiej strony zwsze sie ryje ..nigdy nie bylo tak jak on chcial w tym duchu sie wychowalam, a gdzie ja jestem???wszystko zle...cholerka najgorsza jest swiadomosc ze zycie przez to tez jest skompliowane...ja tylko chce milosci, akceptacji, ciagle mam wrazenie ze musze na nia zasluzyc..ojciec stwierdzil ze pomoc finansowa ktorej mi udzieli to dowod milosci..a gdzie uczucia?mam fiola na tym punkcie...tak bardzo brakuje mi uczuc...wychowana bez matki....powinnam juz nie myslec..jestem emocjonalnym popaprancem..po klotni ojciec pojechal sobie na piwo z bratem 21, ktorego faworyzuje, bo student, ...ja siedze sama..i klikam..a ojca zona usypia ich 5 letniego syna, i woli juz nie przyjdzie, nic mi nie powie...ja nie chce sie narzucac, stad pisze..mam 26 lat i czasem czuje sie bezbronna jak dzieciak

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej. Jaki masz plan na siebie? Bo nie zamierzam Ci pisać rzeczy, które pewnie wiesz i zdaje sobie sprawę. Tylko czy masz jakiś dalszy plan życiowy czy już kompletnie zatraciłaś własne marzenia?

Warto by zbudować własne poczucie wartości i wiarę w siebie, ale w takim stanie to myślę, że konieczna jest wizyta u psychologa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

maestitia, Obiwniasz się za wszystko na świecie i nawet jeśli Ci coś nie wychodzi nie tędy droga.Zamęczasz się .Miałaś nieciekawe dzieciństwo przydałaby Ci się porządna psychoterapia

aby własnie popracowac poukładać to co jest w Tobie ten chaos.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kolekcjoner snów i Saraid- dziękuję za spojrzenie na temat... otóż straciłam chyba już tożsamość..każdy dzień jest męczarnią , ale nie tracę nadzieji..szukam siebie...myslicie , że w wieku 27 lat dam sama radę z pomocą psychologa ?, na niego mogę tylko liczyc i wsólpracę moją..Dokładnie muszę odnaleźć siebie w tym chaosie.Ciągnie się on zbyt długo. Większość nie nadąża za mną...bradzo mi miło, że się odezwałyście !!! :), bo po to sa tego typu fora, by ludzie wymieniali się doświadczeniami- przynajmniej człowiek czuje, że wiecie o czym mowa. Czy mogę zostać z Wami w kontakcię i zostawiać Wam wiadomośći , wymieniać się , a w przypływie dobrego humoru rozweselać- też tak potrafię ... pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak dla mnie: metoda małych kroczków. Człowiek by chciał od razu coś osiągnąć. Tak się nie da. Przebudowa własnej osoby to wieloletni, trudny proces.

Ale jak zauważysz jakieś drobne zmiany, to jest dalsza motywacja.

 

Masz jakiegoś zwierzaka, ja mam kota i jak go widzę to od razu mi się poprawia humor. Bo zwierzaki są takie sympatyczne. Może nie porozmawiasz z nimi o trudnych sprawach, ale za to można na nie popatrzeć i się nauczyć otwartości na życie. Żaden kot czy pies nie narzeka na swój los, tylko żyje w zgodzie z nim. Tylko człowiek "wie lepiej".

 

Pozytywne uczucia trudno znaleźć, mówię na moim przykładzie, sam nie wiem gdzie ich szukać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kolekcjoner snów :D wybacz ..w efekcie amoku ... przekonana byłam , iż mam doczynienia tylko z żeńską stroną w tym temacie...pierwszy raz na forum... :oops: bardzo mi miło, że obserwujesz post... to głupie..ale człowiek czytając czyjeś spojrzenie na temat , może się na chwile uspokoić , analizować w innym kierunku ....jest wiecej spraw słuchajcie, które miażdżą napchaną głowę...do tego sprawa wygląda tak, iż zaczynam od nowa...z długiem...za niepłacocone faktury plusa..brak dochodów...ugrzęzłam na wiosce u ojca...nigdy tu nie lubiałam być...wyruszałam z domu odkad skonczyłam 18 lat w nieznane rejiony..by sie uczyc czegos nowego...on po pracy zwsze kanap i pilot i wiecznie krzyki, niezadowolenia... od nastolatki moja samoocena jest zbyt niska...choc otoczenie i zainteresowanie moja uroda mowi co innego...ale u mnie w glowie jest zle...niesmialosc...choc paradoksalnie w przyplywie pozytywnych wibracji w trakcie rozrywek...zbyt duza odwaga..jakbym mogla zwojowac swiat,,,jakbym wyrwala sie z tej wiecznej zamknietej skory, ale wtedy popelniam najwiecej bledow...biegne ...gnaaam na slepo...jak zerwany rumak...na moje nieszczescie, znajduja sie wokol mnie nieodpowiedni ludzie..dziwne osobowosci..czuje sie nie swojo...zawsze inna...ciezar niezrozumienia pada mi na serce...akceptacja??co to jest? czy jest jeszcze szansa bym wyrwala sie z tej matni..bym wkoncu zaczela tworzyc wlasny swiat...lubie sztuke..uciekam w swiat muzyki...natury...uwielbiam odktywac ciekawe miejsca...chcialabym poznawac wyjatkowych ludzi...najgorzej im czesciej znajduja sie w martwym punkcie, bez wsparcia...jestzbyt ciezko...matka wogole byla na maxa znerwicowana , nie kochala mnie, gdyz za szybko zaszla w ciaze i musiala wychowywac dziecko nie kochanego faceta...bo przy nim cokolwiek zrobic to burza nerwow..ona z rodziny , gdzie ja zas matka wychowala samotnie i pila...moj wspomnienia to albo zimny samotny pokoj...jej wogole nie pamietam...musialam wszystkiego uczyc sie sama...stad chcialabym pomocy!!1i juz nie wiem jak tu zrobic by znow nie dac sie zapedzic w slepy róg...zwierzątka nie wchodzą w grę...jestem przestraszona i musze dzialac szybko, bo jestem ciagle zdana na sama siebie..bez chwili wytchnienia..pozdrawiam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kolekcjoner snów :D wybacz ..w efekcie amoku ... przekonana byłam , iż mam doczynienia tylko z żeńską stroną w tym temacie...pierwszy raz na forum... :oops: bardzo mi miło, że obserwujesz post... to głupie..ale człowiek czytając czyjeś spojrzenie na temat , może się na chwile uspokoić , analizować w innym kierunku ....jest wiecej spraw słuchajcie, które miażdżą napchaną głowę...do tego sprawa wygląda tak, iż zaczynam od nowa...z długiem...za niepłacocone faktury plusa..brak dochodów...ugrzęzłam na wiosce u ojca...nigdy tu nie lubiałam być...wyruszałam z domu odkad skonczyłam 18 lat w nieznane rejiony..by sie uczyc czegos nowego...on po pracy zwsze kanap i pilot i wiecznie krzyki, niezadowolenia... od nastolatki moja samoocena jest zbyt niska...choc otoczenie i zainteresowanie moja uroda mowi co innego...ale u mnie w glowie jest zle...niesmialosc...choc paradoksalnie w przyplywie pozytywnych wibracji w trakcie rozrywek...zbyt duza odwaga..jakbym mogla zwojowac swiat,,,jakbym wyrwala sie z tej wiecznej zamknietej skory, ale wtedy popelniam najwiecej bledow...biegne ...gnaaam na slepo...jak zerwany rumak...na moje nieszczescie, znajduja sie wokol mnie nieodpowiedni ludzie..dziwne osobowosci..czuje sie nie swojo...zawsze inna...ciezar niezrozumienia pada mi na serce...akceptacja??co to jest? czy jest jeszcze szansa bym wyrwala sie z tej matni..bym wkoncu zaczela tworzyc wlasny swiat...lubie sztuke..uciekam w swiat muzyki...natury...uwielbiam odktywac ciekawe miejsca...chcialabym poznawac wyjatkowych ludzi...najgorzej im czesciej znajduja sie w martwym punkcie, bez wsparcia...jestzbyt ciezko...matka wogole byla na maxa znerwicowana , nie kochala mnie, gdyz za szybko zaszla w ciaze i musiala wychowywac dziecko nie kochanego faceta...bo przy nim cokolwiek zrobic to burza nerwow..ona z rodziny , gdzie ja zas matka wychowala samotnie i pila...moj wspomnienia to albo zimny samotny pokoj...jej wogole nie pamietam...musialam wszystkiego uczyc sie sama...stad chcialabym pomocy!!1i juz nie wiem jak tu zrobic by znow nie dac sie zapedzic w slepy róg...zwierzątka nie wchodzą w grę...jestem przestraszona i musze dzialac szybko, bo jestem ciagle zdana na sama siebie..bez chwili wytchnienia..pozdrawiam...

 

-- 21 wrz 2013, 10:17 --

 

monk.2000 z pewnością towarzystwo zwierzaczka , odebrało by mi takie straszne poczucie samotności..miałam kiedyś psa..niestety był duży, husky od małego szczeniaka ychowywałam..ojciec nie chciał mi pomoc..mieszkałam w bloku...wiele razy zmuszona do przeprowadzek pod katem prac..ciezkich...fizycznych...bo pozwalały mi sie utrzymywac, i dla nastolatki poizwolic na male szczescia jak ubrania, kosmetyki...jedzenie, wyjscia ze znajomym inne potrzevbne w spoleczenstwie potrzeby..w ryzach rozsadku...nie dalam rady ...musiałam oddac Zori ...tesknie za nia...ojciec krzyczal po co ci ten pies!!ta suka..ze jest glupiua jak ja!! to bylo moje jedyne szczescie...ciagle samotnosc ... rowiesnicy prowadzili zdrowy tryb..bawili sie..a ja plakalma wiecznie...jako dziecko samopas..czulam sie dojrzalej od rowiesnikow...czuje sie tak jakbym zgubila tozsamosc...szybko mnie mozna zepchac w ta znajoma przepasc...burza nerwow , ojciec ciagle wypomina...wogole kocham go bo to jedyna bliska osoba w zyciu..a moze to pepowina??? zachowuje sie jak wladca...wszystkich najlepiej chcialby ustawic po swojemu...jest sluzbista..doszlam do tego po czasie...jego zona siedzi z nim na kanapie , a on puszcza baki na nia..jak sluchac rad takiej osoby??!! zaczynam dojrzewac do strasznych wniosków...i chce sie uratowac od wielu takich dziwnych obrazów...w wiekszosci jestem jak balonik...szybuje w marzeniach...nie stapam twardo po ziemi...to jak w dzisiejszych czasach z takimi lekami wystartowac??? kazdy wykorzystuje slabszych...moja empatie i naiwnosc...boje sie ... A jak jest u Was? jak sobie radzicie?

 

-- 21 wrz 2013, 10:32 --

 

Chciałabym się wyciszyć na maxa!! ale jak , skoro tyle na tej małej głowie...nie mam już miejsca...chciałabym do szpitala, ale boje się tych warunków. Zamknęłabym się najlepiej w jakimś klasztorze..uciekła od piekła ...:(

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×