Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dorosle Dzieci Toksycznych Rodziców


Candy14

Rekomendowane odpowiedzi

Dla kogo brzmi znajomo?

Występowanie problemu dorosłych dzieci toksycznych rodziców wcale nie jest tak rzadkie jakby się mogło wydawać. Te problemy dotyczą nie tylko rodzin patologicznych, gdzie są problemy alkoholizmu czy przemocy. Toksyczni rodzice to wszyscy ci, którzy poniżają swoje dzieci, krytykują, nadmiernie kontrolują, nie dają wsparcia psychicznego. Ktoś, kto został wychowany przez toksycznych rodziców będzie cierpiał nawet w dorosłym życiu mają lat 30 czy 40. Dzieci wyrastające w takich rodzinach nie mają poczucia własnej wartości, przez co będąc już ludźmi dorosłymi często nie potrafią wyznaczać granic, mają problemy z asertywnością a inni to wykorzystują. Wielkim problemem dorosłych dzieci toksycznych rodziców jest stałe poczucie winy. Czują się one ciągle odpowiedzialne za swoich niby dorosłych rodziców, którzy często nie radzą sobie z codziennością i oczekują, że ich dorosłe dzieci będą rozwiązywać ich problemu w ramach długu, jaki rzekomo powinny spłacić. Ciężar wychowywania się w takich rodzinach jest bardzo duży. Dorosłe dzieci z toksycznych domów często pomimo osiągnięć czują się nic nie warte, mają problemy z tworzenie trwałych i satysfakcjonujących związków, nawet, jeśli układa im się w życiu towarzyskim mimo wszystko mają poczucie nieprzystosowania, czują się gorsi od innych.

Rodzice dorosłych dzieci, którzy mają zwyczaj ich kontrolować i narzucać jedynie słuszne rozwiązania doprowadzają do tego, że ich dorosłe dzieci są niesamodzielne, boją się podejmowania decyzji i odrzucenia. Życie nie przynosi im radości a oni sami do końca nie potrafią określić swoich potrzeb, odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego są nieszczęśliwi.

Dorosłym dzieciom toksycznych rodziców trudno funkcjonuje się także wśród znajomych. Niby są już samodzielni, często mają dobrą pracę, swoje mieszkania i dzieci jednak, gdy odwiedzają rówieśników zwłaszcza w ich domach rodzinnych zawsze ich coś kłuje z zazdrości, gdy widzą faktyczne zainteresowanie ze strony rodziców koleżanek, pomoc przy dzieciach i obecność przy każdym ważnym wydarzeniu życiowym, bo oni sami tego nigdy nie doświadczali.

Jak sobie radzić z tymi problemami w dorosłym życiu? Trzeba przede wszystkim uznać swoje poczucie niezależności i starać się uwolnić od poczucia winy. Jeśli dorosła osoba mieszka nadal z toksycznymi rodzicami powinna się wyprowadzić, choćby do wynajmowanego mieszkania nawet kosztem znacznego obniżenia stopy życiowej. Z pewnością dużo mniej stresujące jest życie w niedostatku czy spłata kredytu niż znoszenie upokorzeń ze strony toksycznych rodziców. Jeśli każda wizyta dorosłego dziecka u toksycznych rodziców kończy się poczuciem winy, depresyjnym nastrojem należy ich unikać.

Problem uzależnienia od toksycznego rodzica destrukcyjnie wpływa na wiele małżeństw, gdy jeden z partnerów zamiast żyć życiem swojej rodziny w pierwszej kolejności poświęca czas swoim rodzicom. Równie trudna jest sytuacja dorosłych singli, którym toksyczni rodzice nie pozwalają się usamodzielnić i wmawiają, że to oni jako samotni powinni zająć się starymi rodzicami. Każdy taki singiel powinien pamiętać, że owszem w miarę możliwości ma wspierać swoich rodziców, ale ma też prawo do własnego życia, również wtedy, gdy nie zdecyduje się na założenie rodziny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

... wyprowadzka jest wazna, ale jesli trzeba wybierać : nauka czy samodzielnosć, wolność od rodziców? .. ;/

 

-- Wt wrz 17, 2013 1:21 pm --

 

... wyprowadzka jest wazna, ale jesli trzeba wybierać : nauka czy samodzielnosć, wolność od rodziców? .. ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hah ja się dziś pożarłem z terapeutką... a temat brzmi znajomo, zwłaszcza to cholerne poczucie winy za manifestowanie choćby najmniejszej potrzeby... i ciągłe.. wieczne krytykowanie :/

 

ale z jednym się nie zgodzę:

Jeśli dorosła osoba mieszka nadal z toksycznymi rodzicami powinna się wyprowadzić, choćby do wynajmowanego mieszkania nawet kosztem znacznego obniżenia stopy życiowej.
chyba też kogoś pojebało :/ sorry że tak dosadnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znajomy ten opis. Ja już się dawno z toksycznego domu wyprowadziłem (o ile on faktycznie toksyczny był i to wszystko to nie są tylko moje urojenia i pretensje do świata) ale wisi to nade mną i boje się, że w najbliższym czasie znów będę musiał wrócić do mieszkania z matką.

 

ladywind, dobrze, że się wyprowadziłaś ;) . Trzymam kciuki!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po co Wam dziecko?

 

"W swojej pracy mam do czynienia z wieloma przekonaniami rodziców na temat samodzielności dziecka i dokonywanych przez niego wyborów. Niektórzy rodzice w ogóle nie mają z tym problemu – „postępowi” dają dziecku swobodę wyboru, ale zawsze gotowi są wspierać i pomagać, jeśli będzie taka konieczność. Rodzice autorytarni również nie widzą problemu (do czasu), stojąc na stanowisku „ja lepiej wiem, czego potrzebuje moje dziecko”, przy czym nie zależy to od wieku dziecka. Pomiędzy tymi dwoma stanowiskami jest wiele niuansów, stanowisk pośrednich, przekonań, stereotypów i zabobonów. Zadaję rodzicom wiele pytań i zrozumiałam, że pierwszym najważniejszym pytaniem skierowanym do rodziców jest pytanie: po co macie dziecko? Od uczciwej odpowiedzi zależy styl i sposoby wychowania, a także budowanie relacji między rodzicami a dziećmi. Odpowiedzi są różne, najczęstsze to:

 

1. Bo trzeba mieć dziecko (taki jest wzorzec rodziny, obowiązek itp.).

2. Instynkt

3. Dla szczęścia, zadowolenia, satysfakcji

4. Żeby mieć opiekę na starość

5. Nie wiem

6. Żeby poprzez dziecko spełnić swoje życiowe ambicje i cele, których sami nie osiągnęliśmy

7. Żeby poznać uroki macierzyństwa

8. Głupie pytanie

 

Ostatnią odpowiedź można zinterpretować: „Na głupie pytania nie odpowiadam, a na mądre nie potrafię”, więc żeby nie myśleć, lepiej uznać pytanie za głupie, to znaczy takie, na które mogę nie odpowiadać.

 

Wszystkie przytoczone odpowiedzi zawierają intencję posiadania dziecka dla siebie (pomoc, szczęście, satysfakcja, radość, spełnienie ambicji) lub jako „narzucone odgórnie” (instynkt, macierzyństwo, wzorzec). Nieliczni rodzice mają dziecko dla samego dziecka. Nie po to, aby „dla mnie”, „nam”, „my” (dalej następuje lista, którą dziecko ma za zadanie wypełnić), a po to, aby „ono”, „dla niego”, „jemu”.

 

Jeśli coś robię DLA SIEBIE, w co wkładam tak wiele swoich zasobów, sił, czasu, zaangażowania, wówczas to „coś” ma zostać przy mnie i „się zwrócić”, przynosić mi korzyść. Jeżeli natomiast sprowadzam na świat dziecko i wiem, że będę wkładać swoje uczucia, siły, wiedzę, umiejętności w dziecko, robiąc to dla samego dziecka – to nie ma potrzeby zatrzymywania go przy sobie, kiedy postanowi się usamodzielnić.

 

Z reguły, każdy rodzic mówi, że kocha swoje dzieci. To stwierdzenie pojawia się na poziomie wartości albo przekonania. Różnica polega na tym, że wartość nie wymaga żadnych logicznych argumentów. Przekonanie zakłada, że są ku temu podstawy, że można i należy owego przekonania dowodzić.

Więc rodzice często tłumaczą DLACZEGO kochają swoje dziecko, zmuszając je do gry na akordeonie lub zamęczając treningami na korcie tenisowym. Tak właśnie mówią: „kochamy go i chcemy, żeby był wybitnym muzykiem albo sportowcem”. Nie przyznają się, że sami chcieli kiedyś osiągnąć sławę, ale im się nie udało. A dzieciak marzy o tym, by zostać podróżnikiem i potajemnie kolekcjonuje atlasy. Albo fotografem. Ale na kółko fotograficzne już nie ma czasu, bo akordeon, tenis, basen, angielski i jeszcze oceny trzeba w szkole poprawić, bo średnia spadła do 4,5.

Czasami rodzice po prostu wierzą w to, że miłość do dziecka przejawia się w regularnej dyscyplinie wymuszanej pasem: „jak nie dostanie w łeb to się nie nauczy, nie wyjdzie na ludzi, nie zapamięta itp.”

 

Dlatego na poziomie zachowań miłość rodziców przejawia się czasem w najbardziej obrzydliwych formach, zwłaszcza gdy dziecko pojawiło się na świecie „dla nich”. Rodzice wówczas kochają tylko takie dziecko, które spełnia ich oczekiwania i realizuje ich marzenia. Aby „móc je kochać” – stosują najbardziej wyrafinowane techniki manipulacji, kontroli i przymusu. Problem w tym, że znaczna część rodziców robi to nieświadomie, w pełnym przekonaniu, że to „z miłości” i „dla dobra dziecka”.

 

K.Muraszowa, psycholog dziecięcy, pisarka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlatego na poziomie zachowań miłość rodziców przejawia się czasem w najbardziej obrzydliwych formach, zwłaszcza gdy dziecko pojawiło się na świecie „dla nich”. Rodzice wówczas kochają tylko takie dziecko, które spełnia ich oczekiwania i realizuje ich marzenia. Aby „móc je kochać” – stosują najbardziej wyrafinowane techniki manipulacji, kontroli i przymusu. Problem w tym, że znaczna część rodziców robi to nieświadomie, w pełnym przekonaniu, że to „z miłości” i „dla dobra dziecka”.

 

 

:brawo:

 

ach tak "przecież ja to wszystko dla ciebie..." :silence:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ech, ja nie umiem znieść towarzystwa rodzin w których jest miłość i zaangażowanie. Zazdroszczę młodym kobietom że są takie wychuchane od każdej strony - miłość, wsparcie, wykształcenie. Byłam na weselu a później w domu takiej rodziny. Nie mogłam wytrzymać tego nerwowo. Czułam się jak śmieć, ale oczywiście nikt nic złego mi nie powiedział. To jest to schrzanione poczucie własnej wartości przez rodziców.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×